Istnieje w Zielonce pod Warszawą instytucja cicha, o której rzadko się słyszy, która jednak oddaje wielkie usługi… Jest to schronisko dla nauczycielek, powołane ongi do życia przez zmarłego niedawno ks. prałata Zygmunta Chełmickiego. Ściślej, jest to schronisko dla nauczycielek staruszek, steranych wiekiem po długiej pracy nad nauczaniem młodych pokoleń. Tam, w Zielonce, w ciszy wiejskiej, z dala od gwaru i walk wielkiego miasta, weteranki zawodu nauczycielskiego znajdują spokój i byt bardzo skromny.Czytaj dalej

Szanowny Panie Redaktorze!

Warszawa d. 22/9. W No 408 Gońca Wieczornego i 250 Głosu Warszawskiego z d. 7 i 11 września r. b. ukazały się mniej więcej jednobrzmiące listy p. Marji Reuttowej z zarzutami przeciw niektórym funkcjonariuszkom domu dla nauczycielek-emerytek w Zielonce. Obok ogólnikowych utyskiwań, dlaczego dom ten znajduje się nie w Warszawie ale na wsi (nb. jak wiadomo powszechnie koło przystanku Zielonki kolei Petersburskiej w doskonałych warunkach zdrowotnych w specjalnym gmachu wśród rozległego ogrodu) p. Reuttowa skarży się: 1) że nie zawiadomiono jej telegraficznie i bezzwłocznie o zgonie siostry, o którem dowiedziała się dopiero w dwa tygodnie podług tekstu listu, umieszczonego w Gońcu, a w miesiąc podług tekstu Słowa warszawskiego, gdy przyjechała do Warszawy; 2) że gospodyni (intendentka) jest osobą „grubych uczuć”, bo nie pozwoliła jej rozporządzić się rzeczami, pozostałemi po siostrze; 3) że na grobach nauczycielek zmarłych w Zielonce niema krzyżów, a blachy z napisami przechowują się w kaplicy zakładowej.Czytaj dalej

Jako autor „Kurjerków” jestem dziś dumny bardzo — bowiem ziarna, rzucane na ten mój zagon zaczynają już plon wydawać. Przed tygodniem otrzymałem list z prowincji. w którym była nauczycielka, po przeczytaniu „Kurjerka” o schroniskach dla podeszłych wiekiem nauczycielek w Zielonce, objawia chęć przyjścia z pomocą tej pożytecznej instytucji.Czytaj dalej

Warszawa upięknia się, jej chodniki i bruki, chociaż bardzo kosztowne z powodu ciągłych przeróbek, są lepsze niż w wielu miastach zagranicznych, jej nowe domy, chociaż przeważnie bez żadnego stylu i bez urządzeń postępowych, imponują swą objętością, a kwietniki publiczne świadczą pochlebnie o wiedzy i smaku naszych ogrodników, rozścielających żywe kobierce dokoła pomników, wodotrysków, w ogrodach i na każdem miejscu wolnem pod zasiew trawy. Porównywając nasze skwery z obcemi, nawet z praskiemi, nie mamy powodu wstydzić się, chociaż ogrodnictwo czeskie otrzymałoby nagrodę najwyższą na konkursie wszechświatowym; ustąpić tylko musimy ogrodom i ogródkom holenderskim, zwłaszcza roterdamskim, ciągnącym się prawie bez końca ponad kanałami, utrzymywanemi czyściej, niż miednice w hotelach i szklanki w kawiarniach warszawskich. Długa kwiecista tęcza rozwesela wzrok przechodnia, towarzyszy mu przez całe miasto i po za miasto, zachęca nadbrzeżnych mieszkańców do ozdabiania kwiatami swych mieszkań w bogatych willach i ubogich domostwach.Czytaj dalej