Historia ta, która nas zaprowadzi na daleką wyprawę poza granice kraju, jest prawdziwa, jak wszystko co przekażę w tych szkicach. Bohaterem opowieści będzie człowiek, który uratował życie dziesięciu innym ludziom. Uratował, sam ryzykując, że zginie. Postawił swoje życie na wadze z ich dziesięcioma istnieniami. Ratując ziemską egzystencję dziesięciu obcych sobie ludzi, narażał życie kilkunastoletniej żony, brata i rodziców. Taka jednak była konieczność, taki wybór, taki los życia. Trzeba było chwycić w ręce karabin i skierować lufę przeciwko tym, którzy mordując i niszcząc, chcieli tworzyć nową okrutną Europę. Karabinem Adama w tej bitwie było jego własne bohaterstwo.Czytaj dalej

Gdy pewnego jesiennego rana przekraczałem bramę Zakładów Stolarki Budowlanej w Wołominie, wyrwało mi się z ust: jak tu ładnie.

Nie ma tu wprawdzie wspaniałych pawilonów ani rozległych widoków. Jest jednak bardzo czysto, porządnie i estetycznie. Okazuje się, że obejście fabryczne można urządzić ze smakiem. Każdy wolny skrawek ziemi obsiano trawą. Wzdłuż trawników ciągną się gazony barwnych kwiatów. W drewnianych kubłach stoją egzotyczne kaktusy. Alejki wysadzono topolami i jarzębiną, są nawet drzewka owocowe. Robotnik, który zechce w czasie przerwy zaczerpnąć świeżego powietrza, wprost z hali fabrycznej wychodzi do ogrodu. Może przysiąść koło kolorowego klombu i posłuchać szumu fontanny, bijącej z niewielkiego wodotrysku. To wszystko chyba w jakiś sposób wpływa na jego samopoczucie, na jego psychikę. Myślę, że przyjemniej mu się pracuje, że z większą chęcią spieszy rano do swej fabryki. Ludzie z Wołomińskich Zakładów mówią: „To zasługa naszego dyrektora, to on tak dba o fabrykę”.

O tym, że dyrektor Jan Miller, stary, doświadczony drzewiarz, naprawdę dba o fabrykę, mogłem się wkrótce sam przekonać.Czytaj dalej

Stara, zniszczona zabudowa centrum upodabnia Wołomin do innych miejscowości podwarszawskich, ale jest to bodaj jedyna ich wspólna cecha. Nie ma tu nic z przysłowiowej senności małego miasteczka. Poranne pociągi dowożą do pracy w Warszawie niespełna czwartą cześć mieszkańców. Nieco więcej znajduje zatrudnienie na miejscu, głównie w przemyśle.

Przemysł stworzył to miasto. Zaczęło się ono rozwijać wokół linii kolejowej i hut szkła. Prawa miejskie otrzymało dopiero w 1919 roku. Oprócz Huty Szkła im. Feliksa Paplińskiegp zatrudniającej około 2.200 pracowników są tam m.in. Zakłady Stolarki Budowlanej – największe tego typu w Polsce, Przedsiębiorstwo Poszukiwań Nafty i Gazu, Przedsiębiorstwo Elektryfikacyjne, spółdzielnie pracy. Okoliczne ziemie są niskiej jakości, a powierzchnia użytków rolnych niewielka – 4.100 ha, dlatego rolnictwo nie odgrywa większej roli. Utrzymuje się z niego zaledwie 2 tyś. osób.Czytaj dalej

Najlepiej w listopadzie odwiedzić Wołomin, bowiem w szarej poświacie smutnego miesiąca wystąpi najbardziej wyraziście szarość i brzydota smutnego satelity Warszawy.

Miasta-satelici we współczesnej urbanistyce zdobywają sobie coraz poważniejsze stanowisko. Rozrost metropolii-kolosów dochodźi już tu i ówdzie do absurdu sprowadzając niebywałe trudności funkcjonalne. Powstające pierścieniem dookoła wielkiego ośrodka miejskiego – miasta-satelity przyczyniają się do częściowego rozładowania niepożądanego rozrostu, przejmując część funkcji miasta metropolii, przede wszystkim w zakresie mieszkalnictwa. Istnieje już cała teoria i praktyka rozwojowa miasta satelitów.

Wołominowi daleko do jakichkolwiek racjonalnych wzorów. Nawet w porównaniu do wielu innych miasteczek i mieścin Mazowsza przedstawia Wołomin przykład zacofania. Wystarczy przejechać się po Wyszkowie, Ostrowi Mazowieckiej, Pułtusku, żeby stwierdzić znaczny postęp w porównaniu do stanu, w jakim znajdowały się te małe miasteczka przed laty dwudziestu. W Wołominie może też polepszyło się to i owo, ale niewiele widać polepszenia.Czytaj dalej