Historia ta, która nas zaprowadzi na daleką wyprawę poza granice kraju, jest prawdziwa, jak wszystko co przekażę w tych szkicach. Bohaterem opowieści będzie człowiek, który uratował życie dziesięciu innym ludziom. Uratował, sam ryzykując, że zginie. Postawił swoje życie na wadze z ich dziesięcioma istnieniami. Ratując ziemską egzystencję dziesięciu obcych sobie ludzi, narażał życie kilkunastoletniej żony, brata i rodziców. Taka jednak była konieczność, taki wybór, taki los życia. Trzeba było chwycić w ręce karabin i skierować lufę przeciwko tym, którzy mordując i niszcząc, chcieli tworzyć nową okrutną Europę. Karabinem Adama w tej bitwie było jego własne bohaterstwo.Czytaj dalej

Stara, zniszczona zabudowa centrum upodabnia Wołomin do innych miejscowości podwarszawskich, ale jest to bodaj jedyna ich wspólna cecha. Nie ma tu nic z przysłowiowej senności małego miasteczka. Poranne pociągi dowożą do pracy w Warszawie niespełna czwartą cześć mieszkańców. Nieco więcej znajduje zatrudnienie na miejscu, głównie w przemyśle.

Przemysł stworzył to miasto. Zaczęło się ono rozwijać wokół linii kolejowej i hut szkła. Prawa miejskie otrzymało dopiero w 1919 roku. Oprócz Huty Szkła im. Feliksa Paplińskiegp zatrudniającej około 2.200 pracowników są tam m.in. Zakłady Stolarki Budowlanej – największe tego typu w Polsce, Przedsiębiorstwo Poszukiwań Nafty i Gazu, Przedsiębiorstwo Elektryfikacyjne, spółdzielnie pracy. Okoliczne ziemie są niskiej jakości, a powierzchnia użytków rolnych niewielka – 4.100 ha, dlatego rolnictwo nie odgrywa większej roli. Utrzymuje się z niego zaledwie 2 tyś. osób.Czytaj dalej

Gdy pewnego jesiennego rana przekraczałem bramę Zakładów Stolarki Budowlanej w Wołominie, wyrwało mi się z ust: jak tu ładnie.

Nie ma tu wprawdzie wspaniałych pawilonów ani rozległych widoków. Jest jednak bardzo czysto, porządnie i estetycznie. Okazuje się, że obejście fabryczne można urządzić ze smakiem. Każdy wolny skrawek ziemi obsiano trawą. Wzdłuż trawników ciągną się gazony barwnych kwiatów. W drewnianych kubłach stoją egzotyczne kaktusy. Alejki wysadzono topolami i jarzębiną, są nawet drzewka owocowe. Robotnik, który zechce w czasie przerwy zaczerpnąć świeżego powietrza, wprost z hali fabrycznej wychodzi do ogrodu. Może przysiąść koło kolorowego klombu i posłuchać szumu fontanny, bijącej z niewielkiego wodotrysku. To wszystko chyba w jakiś sposób wpływa na jego samopoczucie, na jego psychikę. Myślę, że przyjemniej mu się pracuje, że z większą chęcią spieszy rano do swej fabryki. Ludzie z Wołomińskich Zakładów mówią: „To zasługa naszego dyrektora, to on tak dba o fabrykę”.

O tym, że dyrektor Jan Miller, stary, doświadczony drzewiarz, naprawdę dba o fabrykę, mogłem się wkrótce sam przekonać.Czytaj dalej

Wszelka konkurencja oparta na zacnych przesłankach ideowych, indywidualna bądź też gromadzka, zasługuje bezwarunkowo na pełen uznania poklask. Konkurencja miast znana w dziejach, ożywiała zawsze dodatnio stosunki społeczne danego kraju. Rozwój małych miasteczek ma oczywiście małe znaczenie w pierwszych chwilach, lecz że z najmniejszych ośrodków powstają wielkie siedliska społeczne, rozwój ten zasługuje zawsze na najbaczniejszą uwagę.Czytaj dalej

Mówią o nich „krawcy” albo „kieszeniarze”. Złodzieje kieszonkowi, to elita prze­stępcza Wołomina i okolic. Kursują najczęściej w pocią­gach na szlaku Warszawa Wi­leńska – Małkinia.

Docent Kazimierz Godorowski, biegły psycholog sądowy, który współpracu­je z Rejonowym Urzędem Spraw Wewnętrznych w Wołominie po­nad 30 lat dodaje, że w pow­szechnej opinii ludzi, którzy za­wodowo stykają się z przestęp­czością, kryminalista czy lump z tych stron to psychopata lub alkoholik, a często jedno i dru­gie. Także w ocenie komisji wojskowych najwięcej kłopotu sprawiają poborowi z podwar­szawskich okolic.Czytaj dalej

„Mało rodaków wie lub pamięta, że w okolicach Wołomina rozegrała się, we wrześniu 1944 roku jedna z najkrwawszych i największych bitew jednostek pancernych podczas II wojny światowej. Dla pancerniaków Związku Radzieckiego tutaj właśnie, po słynnej batalii czołgów pod Kurskiem, była druga z kolei, najtrudniejsza przeprawa z hitlerowskimi tankami.Czytaj dalej

Cegła choć przed laty uważana za symbol zacofania, nigdy nie została wyrzucona z placów budów. Bo przecież jest niezbędna nawet tam, gdzie królują elementy z fabryk domów. A na wsi cegły są w ogóle podstawowym materiałem budowlanym. Podstawowym i deficytowym. W każdym składzie budowlanym, gdy tylko przyjdzie dostawa cegieł, tworzą się długie kolejki klientów. Zdanie „kup pan cegłę” dawno przestało być straszakiem. Stało się nęcącą propozycją, o której marzy wiele osób pragnących rozpocząć budowę. Jakie szanse na kupno mają mieszkańcy stołecznego województwa, co może oferować im producent? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy w Zielonce, w Mazowieckim Przedsiębiorstwie Ceramiki Budowlanej.Czytaj dalej

Rozmowa “Życia”z Waldemarem Kaimem, prokuratorem rejonowym w Wołominie

Wołomin przez wiele lat miał bardzo niepochlebną opinię. Czy opinia ta straciła aktualność?

— Oczywiście, że straciła. Czas już skończyć z tą legendą, która dzisiaj jest niesprawiedliwa dla Wołomina. Wystarczy zresztą sięgnąć do danych statystycznych. Zmuszony jestem również na nich opierać swoją opinię (prokuratorem rejonowym w Wołominie jestem dopiero od 9 miesięcy), choć nie tylko statystyka stanowi dla mnie miernik oceny.Czytaj dalej

Zegar na budynku urzędu miejskiego w Wołominie wygrywa melodię „Ej przeleciał ptaszek” i nie jest to przypadek, bo pierwsze „Mazowszanki” wywodziły się z tych stron, spod Klembowa dokładnie. Miejscowe tradycje śpiewacze upamiętnił tutejszy cech zegarmistrzów niespełna rok temu. Miejscowe tradycje śpiewacze wywędrowały w świat lat temu z górą dwadzieścia. Wtedy Wołomin nie dochrapał się jeszcze nawet rangi stolicy powiatu, miał za sobą niedługą i biedną historię i złą sławę z zapadnięciem zmroku. Zła sława — uważa naczelnik Bogdan Kowalski — nie była przecież jakąś wyjątkową specyfiką Wołomina. Dotknęła właściwie wszystkie miasta podwarszawskie zatrzymując fale przybyszów, przed którymi zamknęły się stołeczne biura meldunkowe. Dotknęła zwłaszcza miasta ubogie.Czytaj dalej

Szum kolo wołomińskiej służby zdrowia zaczął się w 1972 r. kiedy dyrektorem Zespołu Opieki Zdrowotnej został dr Miłosław Gaca, człowiek niezwyklej energii, nie umiejący działać połowicznie. W to co robi angażuje się bez reszty i podobnego oddania wymaga od współpracowników. Głośno, może niekiedy nazbyt, gani złą pracę, ale równie otwarcie chwali i nagradza dobrą. Z ideą zespolonej opieki lekarskiej zetknął się dużo wcześniej w Olsztynie, stał się jej entuzjastą. Gdy obejmował Wołomin wiedział, że placówki zdrowia znajdują się w ruinie, że śmiertelność noworodków przekracza średnią krajową i że lekarze ordynują według własnych harmonogramów “kiedy się któremu przyjdzie”. – Najgorsze, że uważali to za zupełnie normalne i nie poczuwali się do usprawiedliwienia przed oczekującymi pacjenta-mi. A szacunek dla chorego to podstawowa zasada dobrej służby zdrowia. Lekarz musi przyjść na tyle wcześnie do gabinetu, aby przed godziną wyznaczoną na przyjęcie pierwszego pacjenta mógł się do tego przygotować organizacyjnie i psychicznie – mówią zgodnym chórem szefowie wołomińskiego lecznictwa. Czytaj dalej

Właściwie na całej trasie od W Warszawy do Radzymina dominującym motywem krajobrazu są kominy fabryczne. Kominy stare, „pozaprzeszłe”. Nie tam jakieś rury betonowe lub stalowe, lecz solidne budowle, artystycznie ułożone z cegieł starannie dobranych. Wyglądają w tej okolicy tak naturalnie, jak las pielęgnowany wiekami, którego ozdobą są wyniosłe sosny masztowe.Czytaj dalej

Pytanie o liczbę mieszkańców Wołomina jest nieco kłopotliwe. Wprawdzie dawno minęły czasy, kiedy na jedno mieszkanie przypadało tutaj aż 15 dusz, z czego 10 nie tyle martwych, co fikcyjnie zameldowanych, ale ciągle jeszcze statystyki niezupełnie odpowiadają rzeczywistości. Ojcowie miasta obliczają, że rzeczywistych wołominian jest w całym powiecie 170.000. Mniej więcej jedna szósta czyli około 27.000 mieszka w samym Wołominie. Informacja powyższa byłaby jednak niepełna, gdyby zabrakło jednej danej — otóż 33.000 obywateli powiatu wołomińskiego dojeżdża codziennie do pracy w Warszawie.Czytaj dalej

Na każdy pociąg od strony Warszawy czeka w Urlach autobus PKS, ale trzeba do niego biec wyciągniętym kłusem, żeby się wcisnąć, bo do Jadowa, jakby nie było, ponad 4 km a pasażerów wielu. Najgorzej jest w środę, dni targowe. Mimo iż połowa pracujących mieszkańców gminy zatrudniona jest w rolnictwie, to z tej drugiej połowy zaledwie kilka procent pracuje w miejscowych przedsiębiorstwach i placówkach usługowych. Reszta dojeżdża do Warszawy, Tłuszcza, Wołomina. Niektórzy wstają po godz. 24, bo pierwszy pociąg z Urli wyjeżdża o 3.30 i tylko tym można zdążyć na I zmianę.Czytaj dalej

Niezapomniana przyjaźń żołnierza i dziecka

Panie Misza!
Jak strasznie smutno mi bez pana, czekam kiedy pan przyjedzie do mnie. Proszę pisać do mnie dużo o sobie, będę się bardzo cieszyła.

Pozdrawiam i całuję
1000
Basia

Adresat: „W-ny Pan Michał Chromow”.

Ani śladu adresu, znaczka czy choćby datownika. Albo tę pocztówkę doręczono osobiście, albo przesłano przez kogoś, a może w kopercie? Niestety, Michaił Chromow dostarczył do moskiewskiej placówki „Życia Warszawy” tę pocztówkę, jedno pamiątkowe zdjęcie i zżółkły od starości maszynopis rozkazu bez żadnych informacji. Dodał gorącą prośbę, żeby w miarę możliwości poszukać tej małej (wówczas) Basi, bo bardzo chciałby nawiązać z nią kontakt teraz, w 30 lat od tamtych niezapomnianych dni.Czytaj dalej