Trochę z geografii

Rzeczka Cienka zaczyna się tak bardziej na serio gdzieś w rejonie wsi Flakowizna. Swoimi mackami wąziutkich cieków i rowów sięga jednak dalej w kierunku południowo-wschodnim, aż pod Dobre. Zmierza ta rzeczka “ogromem” swoich wód – tak szeroko rozlanych, że można je na ogół przebyć jednym krokiem – w kierunku północno-zachodnim, prosto do Tłuszcza. Po drodze przemyka przez wieś Gołębiowizna, zawadza o Rudniki, oddziela Kury od Grabowa, przecina trakt Sulejów-Miąse, utyka nosem w terenie dawnego majątku Ulasek (obecnie wieś Stryjki), gwałtownie skręca na północ, chwilkę płynie równolegle do dawnej drogi majątkowej, zaraz potem łączy się z inną “potęgą” wśród cieków Mazowsza, tj. Boruszą, i w tym momencie obydwie jako Cienka po skręcie na zachód, omijając Tłuszcz skręcają za nim na południowy-zachód, by w okolicy Klembowa dołączyć do poważniejszej trochę niż one – Rządzy.Czytaj dalej

W okresie letnim, w wolne soboty i niedziele, dużym powodzeniem cieszyły się tereny i urządzenia sportowo-rekreacyjne Klubu.

Klub dysponuje dobrą bazą do uprawiania czynnego wypoczynku, akwenem wodnym, wypożyczalnią sprzętu sportowo-rekreacyjnego. Dlatego też, gdy dopisywała pogoda społeczeństwo naszego miasta, pracownicy naszych zakładów mogli aktywnie wypoczywać, grając w kometkę, tenisa, siatkówkę, pływać na pontonach. Dla dzieci dużą atrakcją była jazda na wrotkach.

Przeciętnie w wolne soboty i niedziele z tych form rekreacji korzystało około tysiąca osób.

Rok 1979 – tekst i zdjęcia z kroniki MZKS “Huragan” Wołomin
ze zbiorów Muzeum Sportu przy OSiR Huragan w Wołominie

Czytaj dalej

Inaczej niż w podgórskich wsiach letniskowych nad Popradem w woj. krakowskim, które odwiedziłem w ub. roku, kształtuje się sytuacja w letniskowych wsiach nad Liwcem, w woj. warszawskim. Wioski nad Popradem awansują dopiero do rangi letniskowych. Miejscowych gospodarzy zachęca się do przyjmowania turystów i letników na sezon. Udziela im wszechstronnej pomocy spółdzielczość wiejska. Tej zachęty nie potrzebują wsie letniskowe nad Liwcem, m.in. Urle. Są tam w tym względzie zakorzenione od dziesiątków lat tradycje.Czytaj dalej

Wrażenia z obozu OMP w Urlach

Zielone Święta należy bezapelacyjnie spędzić na „zielonej trawce”. Żeby było… do koloru i aby stało się zadość tradycji. Tylko dokąd wyjechać? Napływające do redakcji ogłoszenia „wycieczkowe” i „tu nęcą i tam zapraszają”. Okazuje się nagle, że Warszawa wcale nie jest uboga w miejscowości “wypoczynkowe”, że z roku na rok przybywa terenów weekendowych i coraz sprawniejsza staje się z niemi komunikacja. Podobno przyczynił się do tego kryzys. Ludziska poszli po “rozum do głowy” i postanowili coś niecoś zarobić na eksploatacji zielonych łączek i świeżego powietrza.Czytaj dalej

Niedługo świeciły pustkami szaro zielonkawe płótna namiotów w Urlach. Ledwie się rozjechali uczestnicy Obozu Kadrowego, a już zaczęły się zjeżdżać grupy niebieskich koszul z terenu okręgu białostockiego. Dotknięte „obozową zarazą”, opanowane „bakcylem zadowolenia”, z pieśnią na ustach, a walizką lub plecakiem na ramieniu, ciągnęły wesołe grupy ze stacji nad leniwy, błękitnowody Liwiec, gdzie w ciemnozielonej otoczy sosen rozsiadło się buńczuczne państwo dziesięciu namiotów. Radośnie i ochoczo jechała młodzież do obozu i tą radosną pogodą i werwą wypełniła namioty. I nietylko weselem, nietylko rozgwarem pełni młodzieńczego życia, ale i pracą, solidną pracą wyszkoleniową rozpoczętą dnia 16 lipca, gdy Komendant Obozu ob. Rokosz Andrzej otworzył uroczyście obóz. W pogodny wieczór lipcowy, poraz pierwszy za brzmiała pieśń ompiacka, poraz pierwszy gromkie „Cześć Pracy” przeleciało ponad sennemi łęgami, poraz pierwszy na maszt obozowy wpłynął majestatycznie sztandar. I rozpoczęły się obozowe dwa tygodnie, pełne ompiackiej pracy nad sobą, dwa tygodnie pracowitego odpoczynku, zdala od zgiełku i gwaru miast, w bezpośredniem zetknięciu się z ożywczą naturą.Czytaj dalej

Urle, d. 8 sierpnia.

Zupełnie śliczne są te Urle. Skryte w powodzi drzew szpilkowych, przepojono powietrzem cudnie balsamicznem, nieprzeparcie każą się kochać od pierwszego wejrzenia. Mimo wszystkie swe uroki skromnemi pozostały do tej chwili i bez wszelkich pretensji. Od łat paru modne bardzo i letnikami warszawskimi przepełnione naprawdę Urle jeszcze i teraz niezbyt są cywilizacją ludzką popsute. Wille pyszne, sztukaterjami zdobne, jeszcze tu nieznane. Urle współczesne to domki, domki, domki… Większość z nich słomą kryta, każdy z efektowną werandą, wokoło każdego moc zieleni… Do niedawna rokrocznie bawiło tu do 4000 letników. Obecny sezon należy do słabszych. Niema i 2000 osób. Ruch towarzyski naprawdę prawie żaden. Może to i lepiej. Można wśród lasów przewijać się w najmniej wyszukanej  toalecie. Taka swoboda też coś warta…Czytaj dalej