“W Wigilię Bożego Narodzenia byłem uszczęśliwiony, udało mi się zdobyć w drodze do pracy dwa buraki pastewne, zapiaszczone, które błyskawicznie zjadłem aby ich nie stracić.” Cytat ten pochodzi z relacji Zbigniewa Kornackiego, pochodzącego z Radzymina żołnierza Armii Krajowej. Dobitnie ukazuje on efekty “wyzwolenia” jakiego doznali polscy patrioci z rąk Armii Czerwonej.

Stanisława Sawicka w swych wspomnieniach zanotowała, że 18 sierpnia 1944 roku siły sowieckie przepędziły wojsko niemieckie z Ostrówka. Blisko pięcioletnie panowanie i represje ze strony hitlerowców nigdy więcej już nie wróciły. Nie oznaczało to niestety braku represji. Już we wrześniu, sowiecki Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (NKWD), utworzył w Ostrówku obóz przeznaczony dla żołnierzy polskich formacji partyzanckich: Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych. Kilka lat temu, na łamach “Między Rządzą i Cienką”, obóz wspominała Maria Grylewicz: “Pracowało przy tym (budowie obozu – przyp. KB) dużo osób, głównie jeńców. Prace szły błyskawicznie. W sumie trwały dwa, może trzy dni.”

NKWD nie rozpoczęło aresztowań wraz z otwarciem obozu, pierwsi ludzie którzy trafili w ich ręce więzieni byli w willi “Tatin” w Ostrówku, własności rodziny Dowbor-Muśnickich. Wielu więźniów chorowało na czerwonkę (krwawą dyzenterię). Jest to ostra choroba zakaźna, z willi Dowborów dotarła także do sąsiednich domostw, w wyniku czego zmarła mała Marysia Gołębiowska. Z dostępnych relacji wynika, że obóz nie był jedynym miejscem w którym przesłuchiwano i więziono ludzi. NKWD ulokowało swoje siedziby także w: mieszczącej się obok obozu willi p. Wesołowskich (pomiędzy przesłuchaniami więźniów trzymano w piwnicy, stłoczonych tak, że nie mogli nawet usiąść), domu p. Niedzielskiego, domu p. Jabłońskich (po więźniach pozostały napisy na ścianach), dworze p. Gołębiowskich i willi “Rozalia-Klementyna” przy ulicy Warszawskiej.

Józef Wojdyna, żołnierz miejscowej Armii Krajowej i późniejszy wieloletni przewodniczący klembowskiego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, w swych wspomnieniach zapisał: “teren obozu ogrodzono gęsto drutem kolczastym, wykopano także pięć ziemianek: dwie duże i trzy małe (ziemianka to dół wykopany w ziemi, posiadający zadaszenie). Z upływem dni zaczęto zwozić pierwszych aresztowanych żołnierzy AK i Batalionów Chłopskich, wielu znanych mi osobiście. (…) Ogółem osadzonych w obozie było około 400 więźniów. (…) Wejście i brama wjazdowa były od ulicy Leśnej.” Warto tu przypomnieć relację Marii Grylewicz: “Wycięli kawał lasu. W tych ziemiankach, na pryczach (…) spali aresztowani. Nawet siana nie było, może gdzieniegdzie garstka, ale jeńcy spali głównie na tych deskach i na sosnowych gałęziach.” Mieszkańcom do obozu nie wolno było się zbliżać, pilnowało tego wojsko, które zamknęło także ulicę Kolejową. Do stacji trzeba była chodzić okrężną drogą.

Obóz w Ostrówku nie był jedynym takim miejscem w ówczesnym powiecie radzymińskim. Po pożarze obozu NKWD w Tłuszczu cześć więźniów przeniesiono do Ostrówka. Jeden z poparzonych – Władysław Walery Gawroński ps. “Gawron” – żołnierz AK z Radzymina zmarł w obozie w Ostrówku 10 grudnia 1944 roku. Jego ciało zostało wydane rodzinie, spoczywa na cmentarzu poległych w Radzyminie.

Z imienia i nazwiska znanych jest stu trzech więźniów którzy przebywali w Ostrówku, w większości ustalonych przez klembowski ZBoWiD. Dziesięciu z nich straciło życie w obozach. Kombatanci nie zdołali stworzyć wykazu z pełnym stanem osobowym więźniów ponieważ realia PRL-u absolutnie nie sprzyjały tego typu opracowaniom, a w latach dziewięćdziesiątych wiele osób które mogłoby dostarczyć informacji już nie żyło.

W Ostrówku uwięziona była co najmniej jedna kobieta – Eleonora Radziwonowicz ps. “Chinka”, łączniczka i kurierka AK z Wołomina. W trakcie śledztwa “odwiedziła” wiele obozów NKWD i siedzib Urzędu Bezpieczeństwa. Finalnie osadzono ją w areszcie w Radzyminie, skąd została zwolniona w grudniu 1944 roku, po czym wyjechała do Łodzi. Okazało się to bardzo dobrą decyzją, bowiem już na początku stycznia komuniści przyszli aresztować ją ponownie.

Nie wszystkich więźniów wywieziono do Związku Radzieckiego. Niektórzy zostali wcieleni do Ludowego Wojska Polskiego, znany jest też jeden przypadek zwolnienia “ze względu na młody wiek”. Zdarzały się także przypadki w których aresztantów nie osadzano w Ostrówku a wywożono bezpośrednio do obozu filtracyjnego NKWD na Majdanku (tego samego w którym Niemcy zgładzili wcześniej kilkadziesiąt tysięcy osób), skąd – w zależności od wyniku weryfikacji – wcielano ich do wojska bądź wysyłano na “nieludzką ziemię”. W Związku Sowieckim trafiali najczęściej do obozów położonych wokół Borowicz, w mniejszym stopniu do Swierdłowska i Stalinogorska. Niektórzy więźniowie przeszli przez więcej niż jeden obóz.

Jak wyglądał los więźnia NKWD z obozu w Ostrówku, można dowiedzieć się dzięki relacji, wspomnianego na początku artykułu, Zbigniewa Kornackiego*. Pan Kornacki, początkowo osadzony w obozie w Tłuszczu, po pożarze został przeniesiony do Ostrówka. Kilka fragmentów tych wspomnień pozwolę sobie zacytować.:

“otoczeni silnym kordonem NKWD zostaliśmy poprowadzeni w nieznanym kierunku. Nad ranem, w lesie w Ostrówku koło Klembowa, wpędzili nas do ziemianek. Bardzo zmęczeni zasnęliśmy. W krótkim czasie zaprowadzili nas na przesłuchanie, które trwało kilka godzin, z niewielkimi przerwami. (…) Na przesłuchaniach upłynęło kilka dni. (…) Padł rozkaz wsiadania do samochodów ciężarowych. Stłoczeni, bez prawa porozumiewania się, bardzo późnym wieczorem dotarliśmy do Sokołowa.”

Według ustaleń klembowskiego ZBoWiD-u były trzy wywózki z obozu, wszystkie samochodami ciężarowymi do Sokołowa Podlaskiego, gdzie w byłych magazynach przy torach kolejowych znajdował się punkt zborny dla więźniów z całej Polski. Obóz w Sokołowie dał się osadzonym mocno we znaki, był kolejną zapowiedzią gehenny którą mieli przejść.

“Na drugi dzień po szczegółowej rewizji staliśmy kilkanaście godzin na deszczu ze śniegiem – oczekując na wezwanie. Wieczorem po usłyszeniu swego nazwiska i imienia ojca zgłosiłem się szybko (…) i (…) przepuścili mnie do drugiej części baraku przy torach. Wówczas grupami sprowadzano nas na teren kolejowy i ku naszemu przerażeniu rewidowano i brutalnie, w niesłychanie szybkim tempie, ładowano nas do wagonów po węglu, zabierając jedzącym resztki chleba. Droga do wagonów obstawiona była przez NKWD z bronią gotową do strzału. Na wagonach widać było poustawiane karabiny maszynowe (…) W wagonach umieszczono po 50-60 osób (…) Mały zakratowany otwór w ścianie zastępował okno, dziura w podłodze – sanitarne urządzenia. (…) Zatrzymano pociąg, słyszeliśmy bieganinę wzdłuż torów i po dachach wagonów oraz prośby o darowanie życia i strzały. W pewnym momencie drzwi naszego wagonu zostały odryglowane i padł rozkaz oficera NKWD aby dwie osoby wysiadły z wagonu. Ogarnął nas strach. Nikt nie chciał wyjść z obawy przed rozstrzelaniem. Wówczas konwojenci wyciągnęli przemocą stojące najbliżej dwie osoby. Okazało się, że ludzie ci byli potrzebni do przeniesienia zabitego uciekiniera z naszego wagonu. (…) Sytuacja stała się beznadziejna. Jechaliśmy dalej stłoczeni, głodni i konający z pragnienia. (…) Po dwóch tygodniach dramatycznej jazdy pociąg zatrzymał się w polu na bocznych torach koło Borowicz. (…) Ponad tysięczna rzesza wygłodzonych i wycieńczonych ludzi rzuciła się na ziemię i jadła leżący wokół śnieg. Po chwili znikł a ziemia stała się czarna.”

Pomimo koszmarnych warunków sanitarno-żywnościowych więźniowie wykorzystywani byli do ciężkiej pracy, np.: wyrąb tajgi, drążenie tuneli w kopalniach węgla, wydobycie węgla, praca w kołchozie czy w fabryce maszyn ciężkich. Zbigniew Kornacki wspomina:

“do końca 1944 r. wykonywaliśmy różne prace na zewnątrz obozu, bez rękawic i ciepłej odzieży, na mrozie, przez 10-12 godzin kopaliśmy doły (…) Nastąpił okres o wiele cięższej pracy niż poprzedni, zostałem przydzielony do tzw. kompanii mechanicznej przy kopalni węgla. Pracowałem w ciągłym systemie dwuzmianowym – po dwanaście godzin dziennie, a co dziesiąty dzień był wolny od pracy dla jednego z nas. (…) Po pracy mieliśmy obowiązek przez okres co najmniej trzech miesięcy, wyciągać z rzeki olbrzymie kloce, aby je przenieść na odległość ok. 2 kilometrów. Przenoszenie tych kloców było ponad ludzkie siły i miało na celu dalsze wyniszczenie ludzi.”

Sytuacja żywnościowa nie była lepsza. Podczas transportu z Sokołowa Podlaskiego do Borowicz, trwającego około dwóch tygodni, Zbigniew Kornacki otrzymał do jedzenia jedynie dwa kawałki sucharów czarnych. Więźniowie z głodu puchli, umierali. W Borowiczach dziennie otrzymywali trzy posiłki: pół litra słonej zupy i kawałek czarnego chleba który był najczęściej niewypieczony i kwaśny, do tego gorzka kawa. Od czasu do czasu otrzymywali łyżeczkę cukru.

“Postanowiłem z kolegą niedoli – Nawrotem z Legionowa – że rano nie zjemy chleba i zrobimy sobie przed południem uroczyste śniadanie. Mieliśmy 5 litrowy kociołek, ugotowaliśmy wodę na ognisku i wrzuciliśmy dwa kawałki chleba. Mieliśmy gotową zupę chlebową. (…) W czasie pracy na nocnej zmianie robię z kolegą niedoli Goszczyńskim pierwszy i ostatni wypad na ziemniaki. (…) Gdy wracaliśmy po kilku minutach z kilkoma ziemniakami, Goszczyński został śmiertelnie postrzelony w głowę przez konwojenta. Konwojenci zarządzili wówczas zbiórkę i powrót do obozu. Nieśliśmy na barkach śmiertelnie rannego kolegę, który po drodze zmarł. NKWDziści zmuszali nas wówczas do śpiewu aby zagłuszyć jęki konającego.”

W obozie szerzyły się choroby: tyfus, dyzenteria, więźniom z niedożywienia robiły się na ciele ogromne wrzody. Wszechobecne robactwo i szczury sprzyjały epidemiom. Wielu więźniów powróciło do Polski chorych na gruźlicę.

Osadzonym w obozach nikt nie przedstawił żadnego wyroku, czas który mieli w nich spędzić nie był w żaden sposób określony. Pierwsze zwolnienia, spośród znanych więźniów którzy swą mękę rozpoczęli w Ostrówku, można odnotować od października 1945 roku. Zwolniono wtedy i wysłano do Polski więźniów Stalinogorska. Osadzeni w Borowiczach zostali uwolnieni w styczniu i lutym 1946 roku. Najdłużej na wolność oczekiwali więźniowie Swierdłowska, zwolniono ich bowiem w połowie listopada 1947 roku. Najstarszy znany więzień urodził się w 1892 roku, najmłodszy w 1926. Do Polski wracali jako… repatrianci. Dorośli mężczyźni ważyli często w granicach 35-40 kilogramów a poobozowa trauma wielu towarzyszyła do końca życia.

Należy zadać pytania: skąd NKWD czerpało informacje o działaczach polskiej konspiracji? Na jakiej podstawie stworzono listy osób które należy aresztować? Józef Wojdyna po latach poznał nazwiska dwóch osób które donosiły NKWD, w swych wspomnieniach zanotował: “Byli to dwaj sąsiedzi, Polacy, po których nigdy w życiu bym się nie spodziewał, że byli zdrajcami dla swych rodaków. Obaj już nie żyją. A ja nie mam zamiaru ujawniać ich nazwisk.” Motywacja która przyświecała Panu Wojdynie jest bardzo szlachetna, potomkowie – w żadnym przypadku – nie powinni odpowiadać za czyny swych przodków. Warto jednak odpowiedzieć, choćby ogólnie, na to zadawane przez wielu pytanie: skąd NKWD wiedziało? Jednym z konfidentów był, pochodzący z Marek, działacz Polskiej Partii Robotniczej i Armii Ludowej. W czasie okupacji, z polecenia partii, zamieszkał w Lipce gdzie przyjął posadę gajowego. Wychodzi na to, że jego zadaniem było rozpracowanie miejscowego środowiska Polskiego Państwa Podziemnego. Zbliżył się do Batalionów Chłopskich przez co poznał również żołnierzy Armii Krajowej, organizacje te często ze sobą współpracowały. Po zakończeniu wojny został przeniesiony na inny teren. Komunistyczne władze uhonorowały go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Upamiętnienie miejsca w którym mieścił się obóz, w czasach PRL-u nie było możliwe z przyczyn politycznych. W 1997 roku prezes klembowskiego ZBoWiD-u – Józef Wojdyna – wyszedł z inicjatywą budowy pomnika który upamiętnia to miejsce do dziś. Pomysł spotkał się z aprobatą zarówno ze strony kombatantów jak i władz gminy, które finansowo wspomogły tę inicjatywę. Wsparcie finansowe pojawiło się również ze strony mieszkańców, znaczna część środków pochodziła naturalnie ze składek kombatantów. Uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pamiątkowej płyty odbyły się 11 listopada 1997 roku, przybyło na nie dwudziestu byłych więźniów obozu. Po poświęceniu pomnika przemaszerowano do kościoła w Ostrówku na mszę świętą w intencji zmarłych obozowiczów, następnie do miejscowej szkoły na uroczystą akademię. Niespełnionym marzeniem Józefa Wojdyny pozostało oświetlenie pomnika, by był widoczny także w nocy. Każdego roku, w dniu 11 listopada, przed płytą pamiątkową zbierali się kombatanci i miejscowa ludność. Kombatantów już między nami nie ma, jestem jednak pewien i sądzę, że zgodzicie się Państwo ze mną, że warto tę tradycję kultywować. Żyjemy obecnie w czasach biegunowo odmiennych od realiów II wojny światowej czy pierwszych lat Polski Ludowej. Jednym z powodów dla którego ów pomnik powstał było upamiętnienie ludzi którzy za życia przeszli przez piekło. Przypomina on również, że miejsce w którym żyjemy nie zawsze było takim jakim jest dziś i względnie spokojne czasy nie są nam dane na zawsze.

Serdeczne podziękowania dla wszystkich którzy przyczynili się do powstania tego artykułu, dla Pań: Barbary Marczewskiej, Janiny Przyłuckiej i Elwiry Sawickiej-Wojdyny oraz dla Panów: Tomasza Gołębiowskiego i Macieja Marczewskiego.

* Kornacki Zbigniew, Moje wspomnienia z lat 1942-1946, sygn.: AW_II_2029, Archiwum Wschodnie Ośrodka KARTA

 

Wykaz źródeł

  • Chojnacki Mieczysław, Radzymińscy żołnierze Armii Krajowej
  • Dokumenty Koła Gminnego Związku Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych w Klembowie (dawniej Związek Bojowników o Wolność i Demokrację)
  • Drożdż Henryk, Gdy wiatr żagle rwał a On przy nas stał…
  • Gołębiowski Tomasz, Ich życie
  • Kornacki Zbigniew, Moje wspomnienia z lat 1942-1946, sygn.: AW_II_2029, Archiwum Wschodnie Ośrodka KARTA
  • Stradowska Anna, Między Rządzą i Cienką 2016_34, Widziałam obóz przejściowy NKWD
  • Stradowska Anna, Między Rządzą i Cienką 2016_35, Tak było… Rodzina dotknięta łagrem
  • Wojtkowska Anna, Za bramą wiecznego spokoju
  • Relacja ustna Tomasza Gołębiowskiego
  • Relacja ustna Macieja Marczewskiego
  • Relacja ustna Barbary Marczewskiej
  • Relacja ustna Janiny Przyłuckiej
  • Relacja pisemna Stanisławy Sawickiej
  • Wspomnienia Józefa Wojdyny

 216 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.