Mieszkańcom Maciołek koło Wołomina przyznano dotychczas, w ramach planowej odbudowy zniszczonych wsi, 9 pożyczek w gotówce i materiałach budowlanych. Właśnie jeden przez drugiego wyliczają, jaka to ma być pomoc, a mianowicie na odbudowę jednego domu o dwóch izbach z dodaniem po drugiej stronie obory czy stajni —— 25.000 zł. gotówką, 22 m wapna, 18.000 cegły, 15 m drzewa, 15 m cementu, do czego jeszcze dochodzi papa, gwoździe, szkło, klamki i t. d. w wystarczającym (podobno) komplecie.

Nie byłoby tego na taki dom ani za dużo ani za mało w materiale budowlanym, a mniejsza na razie, na jakich warunkach spłaty pomoc ta ma być udzielona. Najważniejsze jest to, by przyszła na czas i w odpowiednich terminach. Bo wiadomo, że nikt nie zaczyna budowy od komina i wstawiania szkła. tylko od fundamentów. Dotychczas wypłacono po 7.200 zł zaliczki, przydzielono wapno, cement już można odebrać w Wołominie, a resztę potem.

Nieprzewidziani w planie

Jeżeli wszystko pójdzie gładko, jesienią stanie w Maciołkach 9 domów, zbudowanych z pomocą Banku Rolnego. Ponieważ w gromadzie tej istniało przed wojną 66 zagród, z których 60 zostało przez Niemców zniszczonych, wynika stąd, że urzędowy plan odbudowy Maciołek objął siódmą część tej gromady, w szczególności tylko rolników mających ponad 14 ha ziemi. Reszta została skazana na samorodną odbudowę, która w jednej trzeciej została już zrealizowana przy użyciu lakierowanych sań z poligonu i leśnej „siurdygi”.

A w Maciołkach, na Kobylaku i gdzieindziej przeważają pół i ćwierćrolnicy, którzy przed wojną mieszkali sobie w dogodnym sąsiedztwie Warszawy, codziennie jeździli na zarobki, na wsi zaś gospodarowali ubocznie. Godząc wieś z miastem, wielką stąd mieli wygodę, nie pozbawioną poza tym społecznej korzyści. Ci właśnie są zatrwożeni planem odbudowy, który ich pominął, bo bez pożyczki trudno im będzie zdobyć się na dźwignięcie swych zagród z ruiny. Na Ziemie Odzyskane nie mają ochoty przeprowadzać się i tracić korzystne sąsiedztwo stolicy. Tym bardziej, że nie są rolnikami w pełnym tego słowa znaczeniu i trudno było by ich przefasonować na zawodowych gospodarzy, godnie podtrzymujących poziom rolnictwa na poniemieckich zagrodach. Dbałość o element ten jest i z tego powodu wskazana, że ambicją tych ludzi jest awans w kierunku zająć i zatrudnień miejskich.

Człowiek wytrzymalszy od zwierzęcia

Mieszkańcy Maciołek przetrzymali jakoś tegoroczne mrozy syberyjskie. Dla 5-ciu rodzin ocalone z pożogi piwnice stały się lepszym schronem, niż wiatrem podszyte izby. W podziemnym szczątku zagrody, będącej własnością wdowy Janickiej, mieszkały początkowo aż 4 rodziny. W innej piwnicy oczekuje wiosny rodzina 12-morgowego gospodarza Jana Kuchty.

Piwnice bielono przed świętami, ale wapno roztopiło się w wilgoci i poczerniało, żeby woda nie spływała do pościeli, przystawiono do ścian od strony łóżek grubszą warstwę słomy, a kufry ustawiono tak, by woda nie zaciekła do przechowanej w nich odzieży.

— Woda wsiąka w słomę — pada objaśnienie — i może choć trochę uchroni to przed łamaniem w kościach.

To łamanie w postaci gośćca czyha również na konia, krowę, dwie świnie i parę kur, które znalazły kolektywny schron w sąsiadującej z piwnicą ruinie. Chudoba ma wygląd żałosny, patrzy miłosiernie na ludzi, a nawet z nieufnością, choć nie ma im czego zazdrościć. Spod skóry wystają kości śpiczaste i dygocą od zimna. Aż oto przykra niespodzianka: w okresie silnych mrozów najdelikatniejsze okazały się świnie. Jesienią padło ich w Maciołkach sporo od różycy, a w styczniu i lutym 15 świń skostniało na śmierć.

Nie ma czym ruszyć

Największa bolączką jest brak inwentarza. Na Maciołkach można się doliczyć zaledwie 6 koni (przed wojną 35) i 84 krów (100), na Kobylaku 7 (24) i 12 (60). Obecny stan pogłowia jest niesłychanie żmudnym dorobkiem w ciągu dwóch lat, gdy należało sobie wszystkiego odmówić dla… krowiego ogona, jak niefrasobliwie ktoś się wyraził. Brak krów odczuwają szczególnie rolnicy z Kobylaka, którzy pod nosem mają niesłychanie korzystne pastwisko na poligonie, chętnie dzierżawione przez wojsko mieszkańcom sąsiadujących z nim wsi. Hodowla krów dawała pokaźne zyski, a dziś? Trzeba wprzód odbudować na Kobylaku 24 zagród, umieścić ludzi żyjących kątem wśród ruin lub w sąsiedniej Zielonce. Ziemia zaledwie w jednej trzeciej zorana, bo brak dostatecznej ilości koni i obornika. Zarobków żadnych.

— Nie ma czym ruszyć z miejsca! — postękuje każdy, A już szczególnie intrygujące są narzekania.

T. Opioła

Gazeta Ludowa
22 marca 1947 nr 80

 112 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.