Wrzosowiska, laski, bagienka, mszary, czyste rzeczki i strumyki — naturalny, niemal niezmieniony od stuleci krajobraz. Takich obszarów jest w cywilizowanych, rozwiniętych krajach coraz mniej, toteż i ranga ich coraz bardziej wzrasta. Terenów takich ubywa również i w naszym kraju, a w niektórych regionach praktycznie już ich nie ma. Jeszcze parę dziesiątków lat temu — a i dziś to się zdarza — takie obszary, zwane tradycyjnie nieużytkami, przeznaczano na wysypiska śmieci, na hałdy odpadów przemysłowych. Wyrządzało się w ten sposób ogromne, czasem nie do naprawienia szkody przyrodzie, a tym samym różnym poczynaniom gospodarczym.

Zanieczyszczanie podmokłych bagnistych terenów, zarastających jezior itp. niejednokrotnie stawało się przyczyną skażenia wód gruntowych i studni wiejskich na znacznym obszarze. Te przykre doświadczenia nauczyły ostrożności, a kurczenie się naturalnych środowisk przyrodniczych — poszanowania dla ich walorów biologicznych i krajobrazowych.

Taki piękny kawałek ziemi jest niedaleko Warszawy, w woj. siedleckim, na terenach gmin Strachówka i Poświętne. Bagienka, wrzosowiska, bezdroża nie zachęcają do masowych wycieczek, toteż stanowią ostoje zwierzyny, nawet cietrzewia. Nic dziwnego, że w projekcie planu krajowego znalazł się ten obszar w strefie chronionego krajobrazu. Wydawało się, że nikomu to nie wadzi, że wobec tego uda się ochronić kawałek dzikiej przyrody. Z niewiadomych bliżej powodów ten właśnie obszar upodobał sobie Instytut Motoryzacji na poligon doświadczalny dla ciężkiego sprzętu. Na wszelkie protesty odpowiadano: „Co to za las? Same wrzosowiska, nieużytki”.

Skąd w naszym nowoczesnym przemyśle motoryzacyjnym takie zacofane pojęcie, jak „nieużytki”? Użytkowanie polega przecież nie tylko na objeżdżaniu traktorem czy inną maszyną. Ochrona krajobrazu jest pojęciem nowym, pojęciem, które kojarzy się wyłącznie z doznaniami estetycznymi, a więc w mniemaniu wielu ludzi — z luksusem, na który nas nie stać. O wartościach biologicznych takich właśnie obszarów, tych niegdyś tradycyjnych nieużytków, mówi się mało; można chyba zrobić z tego zarzut przyrodnikom. Mimo to jednak, wobec degradacji środowiska w wyniku monokultur rolnych i leśnych na ogromnej większości obszaru kraju, te enklawy mało zmienionego środowiska przyrodniczego mają ogromne znaczenie dla podtrzymywania pewnej równowagi w przyrodzie, dla zachowania wielu gatunków zwierząt, a wśród nich — również niezmiernie pożytecznych.

Te — dziś już dostatecznie oczywiste — argumenty zdecydowały, że tzw. informacja o terenie dopuszczająca lokalizację poligonu doświadczalnego Instytutu Motoryzacji, wydana przez były Urząd Powiatowy w Wołominie, niezgodna z decyzją głównego architekta woj. warszawskiego oraz wojewódzkiego konserwatora przyrody, została uchylona przez władze woj. siedleckiego. Decyzja ta musiała być uchylona, gdyż była sprzeczna z uproszczonymi planami przestrzennego zagospodarowania gmin Strachówka i Poświętne, zatwierdzonymi 30 grudnia 1974 roku przez tegoż naczelnika powiatu Wołomin, który wydał zgodę na budowę poligonu. Natomiast 4 sierpnia ubiegłego roku, Urząd Wojewódzki w Siedlcach otrzymał pismo Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego — Departament Ochrony Przyrody, w którym naczelny konserwator przyrody stwierdza między innymi, że lokalizacja poligonu na omawianym terenie nie daje się pogodzić z podstawowymi potrzebami środowiska przyrodniczego.

Zdawałoby się, że sprawa jest zakończona. Informację na ten temat, przekazaną nam przez władze woj. siedleckiego, drukowaliśmy w „Życiu i Nowoczesności” 21 sierpnia 1975. Niestety, głowa ucięta hydrze — odrasta. Jak się dowiedzieliśmy, pomysł urządzenia poligonu na tych „wrzosowiskach, mszarach i nieużytkach” znów jest aktualny. Instytutu Motoryzacji nie satysfakcjonuje inny teren, również pagórkowaty, zdawałoby się — przydatny do sprawdzania maszyn w trudnych warunkach. Rzecznicy poligonu uważają, że budynki, pas asfaltu i inne odpowiednie urządzenia nie naruszą w niczym środowiska przyrodniczego. Oczyszczalnia ścieków ma — ich zdaniem — rozwiązać wszystkie problemy.

Rzeczki i strumyki płynące omawianym terenem, to dopływy Rządzy i Liwca, a więc wody ich trafiają do Zalewu Zegrzyńskiego, a stamtąd — już wkrótce — do warszawskich wodociągów. Na razie są to wody czyste. Oczyszczalnia ścieków może oczyszczać ścieki budynków czy warsztatów. Inne zanieczyszczenia, rozsiane po terenie — smary itp. — będą spłukiwane deszczem do tych właśnie rzek. Ale sprawa nie ogranicza się do ścieków. Rzecznicy poligonu nie mają świadomości własnej niekompetencji w dziedzinie środowiska przyrodniczego i takich drobiazgów, jak hałas i spaliny — w ogóle nie dostrzegają.

Nie popełnię tego błędu co projektanci poligonu i nie będę twierdzić, że nie jest on wcale potrzebny, albo że wystarczą na to 2 hektary gdzieś koło wysypiska śmieci. Nie powinni jednak technicy — przedstawiciele tak nowoczesnej dziedziny — kierować się przestarzałymi pojęciami na temat nieużytków i wypowiadać się o szkodliwości czy nieszkodliwości działania w przyrodzie, o której nie maja pojęcia. Wydaje się, że pod Warszawa można znaleźć stosowny teren na poligon, nie niszcząc przy tym cennej enklawy naturalnej przyrody, ostoi zwierząt.

Iwona Jacyna

Życie i Nowoczesność
1976, nr 303

 102 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.