Niezadługo, bo z wiosną, płaskie, lesiste okolice radzymińskie rozjaśnią się słonkiem i uśmiechem bladych twarzyczek; słonko przyjdzie jak przychodziło coroku, ale uśmiech sierocy będzie dziełem Towarzystwa Dobroczynności, które zakupiło kilkanaście morgów z folwarku Drewnicy, o siedem wiorst od Warszawy, na „osadę sierocą”. Dwaj delegaci Towarzystwa, których nazwiska bezustannie się powtarzają, kiedy idzie o sprawy biednych, hr. W. Ronikier i p. J . Juszczyk, uznali miejsce to, suche, lesiste, z wyborną wodą, za najodpowiedniejsze dla bladych dzieci, które leczy i hartuje głównie powietrze. Stanie tam osada jak z igły, z dworem, budynkami gospodarskiemi, ogrodami, pasieką: wszystko to będzie miniaturowe, a jednak pomieści się w tem pudełku 160 chłopców, pod opieką nauczycieli, Sióstr miłosierdzia i kapliczki, której sygnaturka wzywać będzie do modlitwy i pracy. Leśne ptactwo zdziwi się, gdy na wiosnę posłyszy szczebiot i śmiech dziecięcy; najprzód spłoszy się tą niespodzianką a potem oswoi i przyjdzie do osady, aby przypatrywać się pracy młodych robinsonów i razem z nimi świergotać.

Kto szuka w pobliżu Warszawy miejsca na pobudowanie domku letniego, ten niech się osiedli w sąsiedztwie „osady sierocej”; ziemia jest jeszcze do nabycia, z lasem, wodą i powietrzem bardzo czystem. Namawiam do tego i zachęcam najusilniej wszystkich zamożniejszych ludzi, którzy potrafią złączyć się duchowo z osadą i wspólnie z nią używać wypoczynku wakacyjnego. Ale spieszcie się, aby izraelici i tej miejscowości nie wykupili na osady dla siebie, jak już wykupili okolicę Jabłonny, Mińska, Miłosny… Rodzinom izraelskim nie odmierzam kwartą powietrza, i oni mają prawo oddychać tak samo jak chrześcianie aromatem niw i lasów, ale nie mogę udawać, że sąsiedztwo z nimi jest przyjemne i zdrowe. Spiesznie mijam okolice zamieszkałe przez rodziny nalewkowskie; specyalna woń daje znać o wiorst kilka od osady, że tam „oni” rezydują, a widok pościeli, futer, sukien, bielizny i łachmanów porozwieszanych na płotach, drzwiach, sztachetach, odstręcza oczy; do tego dodać trzeba szwargot i negliż pań kupcowych i ich córeczek, oraz natręctwo izraelskiej młodzieży, która w odwiedziny z Warszawy przyjeżdża. „Osadzie sierocej” nie życzę takiego sąsiedztwa; izrael u wód leczniczych i na letniem mieszkaniu jest wzorem nieporządku i próżniactwa, odznacza się natrętną ciekawością i arogancyą, którą najdelikatniejsza uwaga uzuchwala. Nie mówię tu oczywiście o bogatych rodzinach, które mają w kraju wille wśród róż lub nad morzem; one w takich pustkowiach jak Drewnica nudziłyby się śmiertelnie.

Biesiada Literacka
pismo literacko-polityczne illustrowane
1889, t.28, nr 47 (22 listopada)

 35 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.