Mówiąc o przodującej roli klasowego związku chemików musimy podkreślić fakt, że robotnicy zrzeszeni w CZRPCh znalezli się latem 1937 roku ponownie w czołówce walczącego proletariatu. Ostatnim bowiem wielkim strajkiem okupacyjnym przed wybuchem II wojny światowej był słynny strajk w hucie szkła „Vitrum” znajdującej się w Wołominie k. Warszawy. Prowadzony przez lewicowy Komitet Strajkowy, warszawski Sekretariat Okręgowy i Centralę CZRPCh strajk hutników wołomińskich poprzedzał bezpośrednio zawarcie pierwszej ogólnopolskiej umowy zbiorowej dla hut butelkowych nie pozostając bez wpływu na osłabienie oporu niechętnych umowie fabrykantów. Szklarze z „Vitrum” wygrali bowiem walkę z ówczesnym „królem szkła” — Renglewskim. Historię tej ostatniej, wielkiej akcji strajkowej robotników szklanych interesująco przedstawia kronika dzisiejszej Huty im. F. Paplińskiego, tak bowiem nazywa się dawne „Vitrum”.

Na wiosnę 1937 r. rozpoczęły się pertraktacje o zawarcie umowy zbiorowej między Zw. Robotników Przem. Chemicznego a kapitalistami. W połowie kwietnia 1937 r. z winy kapitalistów rozmowy te zostały przerwane. W międzyczasie w hutach wytwarzających butelki, nastąpiły masowe redukcje, a niektóre huty w ogóle wstrzymały produkcję. Widmo redukcji zawisło również nad załogą huty „Vitrum”.

W obronie skrzywdzonych robotników wystąpił klasowy Związek Robotników Przemysłu Chemicznego, interweniując w Ministerstwie Opieki Społecznej. Związek domagał się od właściciela huty, „króla szkła” Renglewskiego zaspokojenia słusznych żądań robotników. Lecz Renglewski zignorował przedstawicieli Związku. Po bezowocnych rozmowach z kapitalistą Centr. Zw. Robotn. Przemysłu Chemicznego wraz z przedstawicielami załogi huty „Vitrum” w osobach Liperta Mieczysława i Bałdygi Franciszka postanowił nawiązać kontakt z Dyrekcją Monopolu Spirytusowego, która była głównym odbiorcą butelek z huty „Vitrum”. Rozmowy z Dyrekcją Monopolu Spirytusowego nie należały do łatwych i po kilku dniach zostały również zaniechane…

W tej sytuacji robotnicy doprowadzeni do ostateczności postanowili przystąpić do strajku. Załogę do strajku mobilizował Komitet Miejski KPP w Wołominie, poprzez swoje komórki w hucie. 12 maja 1937 r. podczas ogólnego zebrania całej załogi wyłoniony został Komitet Strajkowy, w skład którego weszło trzech członków KPP, a mianowicie: Mieczysław Lipert, Julian Libich i Stanisław Dębski. Jak wielki autorytet na terenie huty miała KPP może świadczyć fakt wybrania Mieczysława Liperta na przewodniczącego Komitetu Strajkowego. Jedynie ze względów taktycznych Lipert zmuszomy był z funkcji tej zrezygnować.

12 maja 1937 r. wybuchł strajk w hucie „Vitrum”, obejmując całą załogę w liczbie 370 osób. Wybuchł jeden z największych strajków okupacyjnych w Polsce w przemyśle szklarskim. Strajk trwał przeszło 7 tygodni i zakończył się 25 czerwca 1937 r. pełnym sukcesem bohaterskiej załogi huty „Vitrum”…

Sprawne przeprowadzenie strajku zależało całkowicie od jego zorganizowania. Toteż przed Komitetem Strajkowym, któremu tak mocno zaufała cała załoga, stanęło bardzo poważne zadanie.

Strajk miał być okupacyjnym, trzeba było więc pomyśleć o zorganizowaniu kuchni strajkowej, zabezpieczyć dla wszystkich noclegi oraz ubezpieczyć teren wejścia na teren huty, którym w pierwszych godzinach ogłoszenia strajku próbowała wkroczyć policja. Dlatego też najpilniejszym zadaniem Komitetu Strajkowego było zorganizowanie wart. Przez całą dobę warty czuwały nad bezpieczeństwem i porządkiem na całym terenie fabrycznym. Co cztery godziny warty byty zmieniane, a na ich miejsce przychodzili inni. Nad sprawnym funkcjonowaniem wart czuwał ich komendant Sasin Józef. Był to młody robotnik zakładu, który przed paru miesiącami odbył normalną służbę wojskową, członek KZMP.

Początkowo w gronie Komitetu Strajkowego istniały obawy że w porze nocnej zakład będzie nieubezpieczony, gdyż trudno będzie ludzi obudzić ze snu, by stawili się na wyznaczone im miejsca. Lecz obawy te okazały się płonne. I przez cały czas trwania strajku nie było wypadku, by wyznaczony nie stawił się na wskazanym miejscu. Załoga wykazała niezmierne zdyscyplinowanie. Wprawdzie zaraz w pierwszym dniu strajku miał miejsce wypadek, który miał dać pretekst miejscowemu komendantowi policji do wkroczenia na teren fabryczny. Otóż jeden z hutników, szczególnie faworyzowany przez dyrekcję usiłował spowodować awanturę, by dać tym podstawę do wkroczenia policji. Lecz strajkujący nie pozwolili się sprowokować, a ów hutnik otrzymał należną odprawę.

Następną ważną sprawą, którą Komitet musiał się zająć od pierwszych godzin rozpoczęcia się strajku, to zorganizowanie i urządzenie kuchni. Nie było to rzeczą prostą, ani łatwą, tym bardziej, że huta przed wybuchem strajku nie miała na swoim terenie żadnej stołówki, a kuchnia strajkowa miała teraz codziennie nakarmić całą załogę, która liczyła blisko 400 osób. Lecz i ten problem ku zadowoleniu strajkującej załogi został pomyślnie rozwiązany. Organizację kuchni Komitet Strajkowy powierzył Franciszkowi Sobczykowi, który z powierzonej mu funkcji wywiązał się bez zarzutu. Do jego też dyspozycji zgłosiły się wszystkie robotnice huty. Kobiety tworzyły m. inn. kolumnę zaopatrzeniową, której zadaniem było dostarczyć kuchni artykuły żywnościowe. Kobiety robotnice na noc od godziny 20-tej wieczór do 7 rano były zwalniane bowiem do domu, by uniknąć podejrzeń o niemoralne zachowanie się strajkujących.

Załoga spała pod szopami w barłogu, a o godz. 6-tej rano była pobudka i zbiórka na placu fabrycznym, gdzie ustawieni w szeregi po wojskowemu: strajkujący maszerowali dookoła huty, śpiewając pieśni robotnicze.

Już w pierwszym dniu strajku na kominie fabrycznym i nad główną halą produkcyjną pojawiły się dwa czerwone sztandary — symbol walki robotniczej.

Mało było wtedy ludzi w hucie, którzy przypuszczaliby, że strajk potrwa tak długo. Dlatego też przez okres dwóch tygodni utrzymywali w ruchu te działy, których ponowne uruchomienie jest kosztowne i trwa długo (piec, gazowniki). Niestety kapitalista żądał bezwzględnej kapitulacji, rozwiązania komitetu strajkowego i podjęcia pracy.

Uczestnicy strajku dużo czytali. Największym powodzeniem cieszyła się prasa lewicowa, a zwłaszcza te numery, które donosiły o ich walce. Prasę czytano przeważnie w grupach i dyskutowano nad niektórymi artykułami politycznymi, a najwięcej strajkowymi.

Po siedmiu dniach od chwili ogłoszenia strajku doszło do pierwszej konferencji w Inspektoracie Pracy w Warszawie. Na konferencji tej i podczas następnych rozmów załogę huty reprezentowali: Lipert Mieczysław i Bałdyga Franciszek. Inspektor Pracy a także pełnomocnik kapitalisty (Renglewski nie pojawił się na żadnej konferencji) — starali się przekonać delegację, by spór ten jaki wynikł między załogą a dyrekcją zakładu rozstrzygnęła Komisja Arbitrażowa. lecz robotnicy znając stronniczość tej instytucji propozycje takie odrzucili.

Natomiast delegaci w imieniu załogi wysunęli następujące żądania:

  1. Zaniechanie przez fabrykanta zabierania gotowych wyrobów robotnikom.
  2. Regulacja pieniężna na zabrane wybory za okres półroczny.
  3. Awanse robotników przy udziale przedstawicieli Związku Zawodowego.
  4. Przyjęcie do pracy wszystkich robotników po zakończeniu strajku.

Trudne były konferencje, które odbywały się u Inspektora Pracy. Przeważnie poprzedzane one były kilkugodzinnym wyczekiwaniem delegacji, a same rozmowy trwały zaledwie parę minut. Ale załoga była nieustępliwa, wierząc niezłomnie w swoje zwycięstwo. Wprawdzie dość długo trzeba było wytrwać załodze, bo aż pełne 7 tygodni. W walce tej nie było różnicy: komunista, czy też pepesowiec, wszyscy oni dążyli do jednego celu.

Mimo prób załamania strajkujących i propagandy prowadzonej przez „Kowalskich” (tak nazywano od nazwiska rodziny Kowalskich — zajmujących w hucie najlepsze stanowiska całą arystokrację robotniczą huty, zaprzedaną fabrykantowi) — strajk trwał nadal. Z ostrą krytyką publiczną spotkali się ci, którzy znajdując pretekst wydostania się poza mury “oblężonej” huty nie wracali więcej na teren walki. Oczywiście, że takich robotników było bardzo mało.

Wzajemna pomoc, wspólna kuchnia, gazety ulotki informujące o solidarności społeczeństwa ze strajkującymi, a szczególnie pomoc materialna tak bardzo potrzebna dla zaspokojenia doskwierającego głodu, jak i dla samopoczucia moralnego podtrzymywały na duchu załogę „Vitrum” i dodawały im siły.

Dla walczącej załogi huty „Vitrum” płynęły ofiary pieniężne od miejscowych rzemieślników, a zwłaszcza szewców. W tych ciężkich chwilach cały proletariat wołomiński, a nawet miejscowi sklepikarze przyszli z pomocą walczącym. Bardzo długa byłaby pełna lista ofiarodawców i to nieraz z odległych zakątków kraju.

Strajkującym robotnikom „Vitrum” z ofiarną pomocą materialną pośpieszyli okoliczni chłopi, przynosząc mąkę i ziemniaki. Furmanki chłopskie, przywożąc żywność musiały zachować jak największą ostrożność, ponieważ po ulicach krążyły gęste patrole policyjne, nie dopuszczając „podejrzanych do buntowników”.

Na równi z mężczyznami strajkowały również kobiety robotnice, stanowiące w hucie dość duży procent zatrudnionych, a tak nieludzko wyzyskiwanych. Bo właśnie dzięki nim prawie cały czas strajku sprawnie funkcjonowała kuchnia, od której w dużej mierze zależało powodzenie strajku, a trzeba pamiętać, że kuchnia przygotowywała około 400 obiadów dziennie.

1 czerwca — w 21 dni walki, kiedy strajkującym było już ciężko, półtora tysiąca ludzi zmobilizowanych przez Komitet Miejski KPP udało się pochodem pod hutę. Przyszli nie tylko z poparciem moralnym, przynieśli ze sobą żywność i tak upragnione dla niektórych papierosy. To też podczas ogólnego zebrania, które odbyło się po manifestacji ludności w hucie — strajkujący postanowili dalej kontynuować walkę, mimo, że byli już bardzo wyczerpani…

Po siedmiu tygodniach bohaterskiej walki na podstawie porozumienia Komitetu Strajkowego i Centr. Zarz. Rob. Przem. Chem. z Inspektorem Pracy — robotnicy „Vitrum” w dniu 25 czerwca strajk przerwali. Zarząd huty „Vitrum” podpisał zobowiązanie w Ministerstwie Opieki Społecznej, mocą którego robotnicy mieli otrzymać zwrot potrąceń za braki z winy technicznej i przerwy w pracy, analogiczne do zwyczajów uprzednio stosowanych w hucie, wszyscy robotnicy otrzymują zaliczki oraz urlopy.

Zarząd huty zobowiązał się uruchomić hutę najdalej w miesiąc od chwili podpisania zobowiązania, oraz zaniechać prześladowań robotników za strajk. Było to całkowite zwycięstwo robotników, którzy dzięki solidarnej walce obronili swe dotychczasowe płace i przedstawili się zorganizowanej przez fabrykantów akcji o niepłacenie za braki powstałe z winy zakładu.

25 czerwca 1937 r. na teren huty „Vitrum” przybył Sekretarz Zarządu Okręgu Zw. Przem. Chem. — Eugeniusz Przetacznik i pod sztandarem związku zawodowego poprowadził załogę pochodem przez miasto, gdzie przed siedzibą PPS nastąpiło rozwiązanie Komitetu Strajkowego. Wygrany strajk został uroczyście zakończony.

Prywatny magazyn kierownika sorterni, zwany przez robotników „stodołą” został zlikwidowany. Znaczne podwyżki w uposażeniu otrzymała pomoc, natomiast hutnikom zaczęto płacić w zależności od gatunku wytworzonego szkła i zasada ta została wprowadzona do nowej umowy zbiorowej, która ukazała się w parę tygodni po ukończeniu strajku. Fabrykant umowę podpisał, lecz wiele żądań robotników nie uwzględnił. Renglewski specjalnie chciał się zemścić na aktywnych robotnikach, a zwłaszcza na tych, którzy należeli do Komitetu Strajkowego. Zemsta ta polegała na tym, iż zaraz po strajku Renglewski uruchomił tylko jedną wannę, tłumacząc się rzekomo brakiem zamówień na artykuły szklane, które jego zdaniem w czasie strajku zrealizowały inne huty. Dopiero po energicznych protestach i solidarnej postawie całej załogi, Renglewski musiał skapitulować. Jednakże tzw. rozruch huty trwał około 8 tygodni (z winy Renglewskiego) i najbardziej na tak powolnym rozruchu finansowo ucierpieli robotnicy, wykazujący dużą aktywność podczas strajku, którzy zostali zatrudnieni już na samym końcu, będąc około 8 tygodni bez pracy.

Po zakończeniu strajku nastąpiła reorganizacja Zarządu Oddz. Zw. Zaw. Rob. Przem. Chem. Przewodniczącym Oddziału został Julian Libich (stary działacz SDKPiL, członek KPP) sekretarzem Mieczysław Libert, a funkcję skarbnika również objął członek KPP tow. Szeliga Władysław. Nowowybrany zarząd podjął energiczne starania w doprowadzenie do zawarcia umowy zbiorowej.

W kilka tygodni po zwycięskim zakończeniu strajku, robotnicy wszystkich hut butelkowych otrzymywali nową zdobycz: umowę zbiorową. 24 września 1937 roku nastąpiło bowiem podpisanie w Warszawie układu zbiorowego dla robotników hut szklanych produkujących butelki, głównie na potrzeby Państwowego Monopolu Spirytusowego. Dotyczyła ona 8000 robotników zatrudnionych w 27 hutach na terenie całej Polski. Układ zatwierdzony przez Min. Op. Społecznej podpisali przedstawiciele Komisji Pertraktacyjnej CZRPCh, Związku Hut Szklanych i Zrzeszenia Robotniczych Hut Szkła. Umowa zbiorowa była ogromnym krokiem naprzód w kierunku uporządkowania stosunków panujących w przemyśle szklanym. Normalizując i poprawiając warunki pracy i płacy dla blisko połowy robotników zatrudnionych w tym przemyśle, przełamywała stan bezprawia, zachęcała ogół szklarzy do skupienia się w szeregach związku klasowego.

Fragment książki
“50 lat Związku Zawodowego Chemików
1970

 356 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.