3 przemyślenia na temat „Przebieg likwidacji getta na Sosnówce w Wołominie

  1. Informuję, że w żadnej swojej publikacji nie pisałem, aby Józef Cichecki w czasie pełnienia urzędu burmistrza Wołomina w latach 1934-1942 po zakończeniu II wojny światowej składał jakiekolwiek relacje.

    1. Chodziło mi o następujący fragment tekstu/ cytat w Pana artykule pt. „Zagłada wołomińskich Żydów”, który opublikowany został zarówno w „Roczniku Wołomińskim”, jak i na portalu dawny.pl:

      „Po wojnie, burmistrz Wołomina tak opisał sytuację Żydów:

      „W odniesieniu do ludności żydowskiej w dn. 14 listopada 1939 r. rozkaz noszenia opasek, kłaniania się i schodzenia z chodników. W 1941 r. zostało założone „Getho” do którego spędzono ok. 3500 osób. Getho zostało zlikwidowane 3 października 1942 r., przy czym ok. 3100 osób zostało popędzone w stronę Radzymina, a ponad 300 osób zabitych podczas likwidacji i po likwidacji ghetta”22.”

      przyp. 22: „APW o. GM, sygn. 747.”

      Jak najbardziej mam świadomość, że w tym fragmencie Pana artykułu nie pada nazwisko burmistrza Józefa Cicheckiego i przyznaję, że gdy pisałam mój artykuł, zastanawiałam się właśnie czy powinnam wpisać w moim tekście nazwisko burmistrza Cicheckiego, czy też pozostawić u mnie w tekście, tak jak u Pana, tego burmistrza bez podawania jego nazwiska, bo być może chodzi o kolejnego burmistrza Wołomina lub w tym dokumencie archiwalnym, który Pan cytuje, nazwisko burmistrza nie zostało w ogóle podane. Przynaję, że chyba ze zmęczenia i dlatego, że w Pana artykule w wielu miejscach w tekście jest mowa wyłącznie o burmistrzu Józefie Cicheckim w innych miejscach w tym samym tekście, wpisałam w odniesieniu do informacji o powojennym raporcie burmistrza Wołomina nazwisko Józef Cichecki, aczkolwiek od razu „zapaliła mi się lampka” dlaczego nie podaje Pan w tym miejscu nazwiska burmistrza i który burmistrz konkretnie był autorem tego raportu. Dokument ten nie był dla mnie aż tak ważny, ponieważ nie miał właściwie w ogóle wpływu na ustalenia zawarte w moim artykule, więc ograniczyłam się w tym przypadku do przywołania Pana publikacji, a nie weryfikowałam treści cytowanego przez Pana, w Pańskim artykule, dokumentu na miejscu w Archiwum.

      Dziękuję bardzo za uwagę do mojego tekstu. Niepotrzebnie i pomyłkowo dopisane przeze mnie nazwisko Józefa Cicheckiego do informacji o powojennym raporcie burmistrza Wołomina nie ma jednak zupełnie wpływu na pozostałe ustalenia i dane, zawarte w moim artykule. Aby jednak nie wprowadzać Czytelnika w błąd, poproszę Administratora portalu o wykasowanie nazwiska Józefa Cicheckiego w tym fragmencie mojego artykułu, który odnosi się do wspomnianego, powojennego raportu burmistrza Wołomina i w odniesieniu do tego raportu, analogicznie jak ma to miejsce w Pana artykule, burmistrz Wołomina pozostawiony zostanie bez podania jakiegokolwiek nazwiska i sugerowania który burmistrz jest autorem tego raportu, który cytuje Pan w swoim artykule.

  2. Drodzy czytelnicy dawny.pl, poniższy tekst został przetłumaczony z języka francuskiego na polski przez automatycznego tłumacza. Z góry przepraszamy za wszelkie błędy składniowe.

    Jestem Henri SZEJNBAUM, syn Lejba SZEJNBAUMA, urodzonego w Wołominie, w 1912 roku. Tam mój ojciec spędził dzieciństwo, część studiów, ożenił się z moją matką Miną WISNĄ i tam urodziło się ich pierwsze dziecko, moja siostra Chania, urodzona w 1936 roku.

    Przedstawiłem się już na tej stronie, pisząc komentarz pod relacją na portalu dawny.pl na temat pomnika, wybudowanego przez Przyjaciół Wołomina na paryskim cmentarzu Père-Lachaise. Po tym komentarzu skontaktował się ze mną Piotr Lach, a następnie Sylwia Rączkowska, z którymi obecnie wymieniam informacje na temat życia mojej rodziny i szerzej na temat historii społeczności żydowskiej Wołomina.
    Są oni przywiązani do historii miasta i wiem, że piszą artykuły na ten temat lub kręcą filmy, zbierając świadectwa ocalałych lub szukając dokumentów, pełniąc tym samym rolę historyków.

    Dziś to lektura tego artykułu, opublikowanego przez Sylwię Rączkowską, skłania mnie do ponownego napisania. Niektóre wspomnienia wróciły na powierzchnię. Aktualnie też wznowiłem lekturę wielu dokumentów, które gromadziłem przez jakiś czas. Niektóre fragmenty mojej wypowiedzi tutaj będą bardzo krótkie, podczas gdy inne wymagałyby długich rozwinięć. To zadanie pozostawiam historykom!

    Wszystko to wywołało we mnie trzy uczucia: smutek, gorycz i nadzieję.
    Dlatego wracam do pewnych wydarzeń i pewnych lektur:

    Ojciec wraz z matką i siostrą mogli opuścić Wołomin w 1940 r. po ostrzeżeniu o całkowitym zamknięciu getta przez Niemców. Pozostali członkowie rodziny woleli zostać w getcie. Przemytnicy pomogli moim rodzicom przekroczyć granicę z ZSRR. Tam zostali oni deportowani w głąb ZSRR i przebywali w ZSRR do 1946 roku. Tam też w 1944 roku urodził się mój brat, Dawid.

    Po zakończeniu wojny rodzice wrócili do Wołomina. Nie byli tam oczekiwani ani mile widziani. Zauważywszy całkowite zniknięcie rodziny i wrogość tych, którzy zajęli ich dom, moi rodzice postanowili dołączyć do części rodziny, która osiedliła się we Francji. W Paryżu znaleźli innych byłych mieszkańców Wołomina, którzy następnie postanowili stworzyć stowarzyszenie i miejsce pamięci poświęcone zaginionym, budując w 1948 roku pomnik na Père-Lachaise. Mój ojciec został jednym z liderów tego Stowarzyszenia „Les Amis de Wolomin”, które później przekształciło się w „Association des Originaires de Wolomin”.

    W kwietniu 1963 r. delegacja Stowarzyszenia przyjechała do Wołomina, aby pobrać ziemię z dawnego cmentarza żydowskiego oraz z terenu Sosnówki, głównego miejsca gdzie było getto, a następnie udała się w tym samym celu, po ziemię do Treblinki, dla upamiętnienia 3.000 żydowskich mieszkańców Wołomina, zgładzonych przez hitlerowców. To właśnie ta ziemia znajduje się w urnie, umieszczonej na pomniku na Père-Lachaise. Należy zaznaczyć, że delegacja nie spotkała się wówczas z żadnym przedstawicielem miasta.

    W sierpniu 1965 roku towarzyszyłem ojcu w podróży do Wołomina. Ten wyjazd miał dwa cele. Pierwszym ważnym dla mojego ojca była wizyta u Charlotty FRANK, wdowy po lekarzu Zachariaszu FRANKU, który był przyjacielem i lekarzem rodzinnym. Utrzymywał z nią kontakt i wiedział, że jest już stara.
    Drugim powodem ważnym dla mnie, który miał wtedy 17 lat, była chęć poznania miejsca urodzenia mojego ojca i miejsc, w których bywał (jego dom, szkoła, klub sportowy…).

    Przyjechaliśmy z Warszawy, gdzie przebywaliśmy. Pojechaliśmy pociągiem do stacji Wołomin. Następnie przeszliśmy przez miasto w górę, główną ulicą Legionów. Tam zobaczyłem smutek na twarzy ojca. Wydaje mi się, że widziałem parterowy, drewniany dom, który mi opisał, ale nie był w stanie mi o nim wtedy opowiedzieć. Żadne z miejsc, w których bywał, już nie istniało. Dotarliśmy do domu Carlotty FRANK. Poznałem tę niezwykłą kobietę, która wciąż mówiła po francusku. Ojciec dużo rozmawiał z nią po polsku, którego to języka nie znałem. Musieliśmy jednak wrócić do Warszawy, gdzie została moja mama, nie chcąc jechać do Wołomina. Przed wyjazdem z miasta chcieliśmy pójść na cmentarz. Nie było to łatwe. Cmentarz był nieuporządkowanym pustkowiem. Nie było możliwości wejścia na cmentarz, ponieważ był on ogrodzony, a wejście zamknięte. Patrząc tylko zza ogrodzenia, mogliśmy z ojcem zobaczyć kilka nagrobków wystających z ziemi.
    Razem z ojcem milczeliśmy w drodze powrotnej do Warszawy.

    Po śmierci Carlotty FRANK mieliśmy kilka wiadomości od jej córki, Agnieszki, a potem nie mieliśmy już żadnych relacji z miastem Wołomin.

    Ponieważ jestem na emeryturze, zacząłem zajmować się genealogią mojej rodziny.
    To skłoniło mnie do poszukiwania informacji o każdym z moich krewnych, martwych lub żywych, na całym świecie.
    Przy tej okazji przeczytałem wiele artykułów i książek o Wołominie, jego historii gospodarczej, społecznej i kulturalnej wczoraj i dziś, a oczywiście szczególnie tych, dotyczących społeczności żydowskiej. Przeczytałem więc wiele artykułów na stronie internetowej dawny.pl, na stronie Muzeum POLIN, a także książkę pod redakcją Zofii Michalik, opatrzoną wstępem ze strony Burmistrz Wołomina, zatytułowaną „Wołomiński Niezbędnik Historyczny”. Byłem zdziwiony, że są tam tylko 3 linijki o szkole żydowskiej nr 3 i tylko 15 linijek tekstu poświęcono gettu oraz jego likwidacji, podczas gdy cała książka ma aż 104 strony tekstu, a informacji o żydowskiej społeczności Wołomina prawie w niej nie ma.

    Szczególnie dwie sprawy wywołały we mnie rozgoryczenie i ból:

    – problem cmentarza żydowskiego, który znajduje się przy ul. Andersa i ul. Słowiańskiej. Dziś nie ma po nim śladu. Nagrobki, które widziałem w 1965 roku, całkowicie zniknęły. Rozumiem, że zostały one wykorzystane do budowy drogi oraz do budowy kilku domów w pobliżu cmentarza. Taka sytuacja nie powinna była mieć miejsca!!!

    – miejsce stadionu „Huragan”, gdzie w październiku 1942 r. hitlerowcy dokonali masakry od 400 do 600 mieszkańców Wołomina, z pewnością Żydów, i gdzie następnie wzniesiono budynki. Nikt nie mógł być nieświadomy istnienia tego masowego grobu.!!!
    Doskonale rozumiem, że podziękowano Mironowi Cicheckiemu za pracę przy budowie tego stadionu, ale żałuję, że nie postawiono również tablicy upamiętniającej to miejsce męczeństwa, gdzie hitlerowcy rozstrzelali blisko 600 Polaków.

    Na szczęście widzę, że sprawy na przyszłość rysują się pozytywnie i pozwalają mieć nadzieję:

    W październiku 2013 roku zamontowana została przy ul. Józefa Orwida metaloplastyka z tablicą, upamiętniającą 52 osoby z powiatu wołomińskiego, które otrzymały medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów w czasie wojny.
    W 2019 roku ustawiono zaś stelę w „Gaju Pamięci Wołomińskich Żydów”, na rogu ulic Thomasa Woodrowa Wilsona i Korsaka. Przypomina ona tam rzadkim przechodniom o istnieniu getta i o jego likwidacji, przez co zdziesiątkowana została cała żydowska ludność miasta.

    Wreszcie dowiedziałem się, że 3 października br. gmina Wołomin pod kierownictwem burmistrz, Elżbiety RADWAN, zorganizowała obchody 80. rocznicy likwidacji wołomińskiego getta.

    Z tej okazji wysłałem do Pani Burmistrz następujący list:

    (Tekst przetłumaczony przez automatycznego tłumacza)

    Do wiadomości Pani Elżbieta RADWAN, Burmistrz Wołomina.

    Szanowna Pani,

    Piszę do Pani w imieniu „Association des Originaires de Wolomin”, które zrzesza rodziny żydowskie z Wołomina i ich potomków we Francji.
    Właśnie dowiedziałem się, że organizuje Pani uroczystości upamiętniające 80. rocznicę likwidacji getta. Jesteśmy bardzo wzruszeni tą decyzją i chcemy bardzo serdecznie podziękować. Wiedzieliśmy już o tej steli zainstalowanej na dawnym cmentarzu żydowskim w waszym mieście.

    Niestety nie ma już w naszym stowarzyszeniu osób, które mieszkały w Wołominie, wszyscy nasi byli członkowie odeszli. Teraz to ich dzieci i wnuki prowadzą stowarzyszenie.

    Chętnie wzięlibyśmy udział w uroczystościach, które Państwo organizujecie, ale trudno nam się zorganizować w tak krótkim czasie.

    Dlatego 3 października zorganizujemy własne upamiętnienie przed pomnikiem naszego stowarzyszenia, który znajduje się na cmentarzu Père Lachaise w Paryżu.

    Jak tylko będziemy mogli, to zrobimy sobie wycieczkę do Wołomina.
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za decyzję. Uroczystościom w dniu 3 października 2022 roku życzymy wszelkiej pomyślności.

    Pozdrawiam Panią i mieszkańców Wołomina.

    Henri SZEJNBAUM

    Mam nadzieję, że moje kolejne lektury będą jeszcze bardziej pozytywne.

    Dziękuję za dzisiejszą lekturę.

    Gorące pozdrowienia dla mieszkańców Wołomina.

    Henri SZEJNBAUM

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.