Wojciech kasztelan warszawski

Wojciech Ręczajski jest osobą historyczną. Spotykamy go w dziejach zaraz w długiem bezkrólewiu, jakie spowodowała śmierć Zygmunta Augusta. Pod Stężycą w roku 1575 na zjeździe, na którym wypowiedziano posłuszeństwo Henrykowi Walezemu, znajdował się Wojciech. Należał tam do stronnictwa narodowego, które obradowało na błoniu za miastem i chciało utrzymać wolną elekcyę, wbrew szopie, w której zasiedli senatorowie rakuskiego ducha. Kiedy się szlachta rozjeżdżała ze Stężycy, nic nie sprawiwszy, był Ręczajski obrany z Mazowsza na deputata do układów z szopą dla czuwania nad interesem narodowym. W deputacyi tej zasiadał obok Wojciecha Słupskiego Bandury, nieszczęśliwego kandydata do tronu w pierwszej elekcyi. Nie wytrwał jednak długo Ręczajski przy swojej chorągwi i rychło dał się skusić rakuszanom. Już wiadomość o elekcyi Stefana Batorego przyjął z niechęcią i ztąd plątał się czynnie do intryg cesarczyków. Związawszy się z surrogatorem czyli zastępcą, starosty warszawskiego, Mikołajem Wolskim (bo starosta wtedy umarł), Ręczajscy, a na ich czele Wojciech, górą szli w Warszawie, która wtedy zupełnie zostawała w ręku cesarczyków. Wojciech napisał nawet silną protestacyą przeciw Batoremu i kazał ją zaciągnąć do akt grodu warszawskiego (20 lutego 1576).

Ręczajski jak widziemy był to człowiek gwałtowny, reprezentował tę przyszła Polskę, która się już rodziła, nierządną i swawolną, tę Polskę, dla której nie było później żadnego prawa na ziemi. Ztad kiedy w Krakowie, wśród zebrania poselskiego, które przyjęło stronę za Batorym, czytano jego manifest warszawski, jeden z ludzi zacnych, Chlewicki, snutnie kiwając głową, uskarżał się przed całą szlachta, że wygasła już dawna dzielność duszy w Polakach, bo przodkowie zgładzili Wincentego z Szamotuł i wypędzali złych ludzi za bezprawia, a teraz wolno było każdemu dokazywać, co zechciał, bez zgryzot sumienia.

Malkontenci tymczasem posunęli się z Warszawy do Łowicza, i tam tłumnie obradowali. Różne były ich skłonności i chęci. Trwali jedni mocno przy swojem, ale wielu głośno tylko dowodziło bez potrzeby, aby tylko sobie robić rum pomiędzy przyjaciółmi, a na prawdę tchórza mieli za skórą. Marszałek Opaliński pierwszy zdradził swoich i nakłaniał się do Batorego, zwłaszcza gdy z Krakowa od przeciwnej szlachty przybyło o to stosowne poselstwo do Łowicza i upominało się o zgodę. Starosta liwski i Ręczajski zgodzili się z marszałkiem, ale gdy większość chciała upornie pozostać przy cesarzu, Ręczajski gardłując za niemcem, rychło odważył się na drugi gwałt, który miał wielki rozgłos w rzeczypospolitej. Cesarz Maksymilian ogłosił manifest do narodu polskiego, w którym srożył się na swoich nieprzyjaciół a stronnikom zapowiadał wojnę w obronie mniemanych praw swoich do korony.

Prymas tymczasem zwoływał zjazd walny całej rzeczypospolitej do Warszawy na kwiecień. Ale zjazd ten się nie udał zupełnie, senatorów było na nim ledwie kilku, szlachty ze trzydziestu. W tej liczbie znajdował się jednak Ręczajski. Szło o to, żeby ogłosić po mieście manifest cesarski. Wezwano woźnego, odmówił. Wtedy podstarości Wolski którego Mazurowie starostą warszawskim obrali w bezkrólewiu i Ręczajscy, wbrew prawu, batogami zbili woźnego przed samem mieszkaniem arcybiskupa. Świadkiem tego gwałtu byli podobno posłowie z Krakowa od strony Batorego: kasztelan Kowalski i Karśnicki. Nie udało się też arcybiskupowi wpisać manifest cesarski do akt grodzkich warszawskich; w Czersku spotkała malkontentów także odmowa i zaledwie w Rawie jakiś giętki surrogator, akta swoje otworzył przed niemi. Na te gwałty szlachta mazowiecka podniosła krzyki w Warszawie, rotmistrz Zaliwski ze zbrojną siłą zaraz wszedł do miasta i zamek opanował.

Król Stefan zemścił się szlachetnie na Wojciechu Ręczajskim, który dotychczasowem postępowaniem swojem może się nawet dobijał takiej zemsty. Król mianował go kasztelanem warszawskim. Ręczajski chciał się budować w stolicy. Kupił domy, ogrody i place na Nowem mieście po blacharzu Jakóbie Skonieczkowiczu, mieszczaninie warszawskim a raczej od opiekunów syna jego Piotra, od stryja i wuja. Były to grunta czynszowe kościoła Panny Maryi, więc musiał także i kasztelan czynsz z nich opłacać. Dał za prawo swoje do tej ziemi tylko złotych 90. (Zeznanie w konsystorzu 8 maja 1577 r. Metr. ks. 6, fol. 54).

Pomiędzy drugą a trzecią wojną, król składał sejm w Warszawie na zapusty roku 1581, i prosił o zasiłki rzeczypospolitej. Był na tym sejmie Ręczajski i zawrzał nagle wojenną ochotą. Król z Zawołocza poszedł na Psków, kasztelan zaś jako rotmistrz uzyskał list przypowiedni i zbierał ochotników pod swoją chorągiew, mając pospieszyć na pomoc królowi. W samą porę przyprowadził 150 ludzi pod Psków; z nim przybyli: Bielawski, Korff i Plater, z Inflantczykami i koroniarzami. Zanim do obozu przybyli, kazał im Zamojski zatrzymać się pod Swiatohorą i okopać się tam dla większego bezpieczeństwa. W tej zasadzce nasi dobrze urywali nieprzyjaciela, który na odsiecz zewsząd ściągał do oblężonego miasta. Raz za innemi przerzyna się do Pskowa wojewoda Mscedów, jak pisze Bielski, czy Msciodow jak Hejdenstein. Już był przeszedł straż litewską, gdy go spostrzegł Bielawski, który leżał na Swiatohorzu; zaraz z Ręczajskim kasztelanem warszawskim uderzył na nieprzyjaciela, ubito mu do półtorasta ludzi, 60 wzięto w niewolę, wszakże sam wódz uszedł z niedobitkami do Pskowa.

Po wojnie ruszył kasztelan do Inflant, gdzie król wynagradzał zasłużonych żołnierzy. Zygmunt Rozen herbu Gryff, sławny wojownik otrzymał starostwo dorpackie, na które zaledwie wjechał, aż w czternaście niedziel żyć przestał. Wtedy wziął po nim starostwo dorpackie kasztelan warszawski w roku 1581. (Solikowski u Wolfa str. 61).

Wyprawy moskiewskie i te Inflantskie wsławiły Ręczajskiego, ztąd Paprocki pisze o nim: „wieku mego był rotmistrzem sławnym za króla Stefana do Moskwy.“ (str. 655).

Nie wiadomo jak długo bawił kasztelan warszawski w Inflantach. Wiemy, że powrócił do Warszawy i na nowo myślał się budować w stolicy. Wyrobił sobie nawet upoważnienie od kanoników świętego Jana, którzy się zebrali na kapitułeę jeneralną na święty Michał r. 1584, że mu pozwolili budować się na placu skaczowskim, był ten grunt także własnością kościoła Panny Maryi, ale gdy kollegiata miała prawo prezenty i opieki nad tym kościołem, zatem jej upoważnienia potrzeba było (Acta 12, str. 107). Starostwo dorpackie oddał hetmanowi Zamojskiemu, sam wziął za to starostwo kowalskie na Kujawach. Ale potrzeba je było wprzódy wykupić z rąk posiadaczy, którzy mieli na starostwie długi. Kasztelan nie był bogaty, a do tego wiele się wyszastał na wojnie, nie miał pieniędzy, więc użył pomocy Bartłomieja z Tylic Tylickiego, żeby mu poszukał gotówki. Był to brat rodzony sławnego potem biskupa, który sam rodził się w Kowalu. Tyliccy posiadali wójtostwo w tem miasteczku i mieli, jak widzimy z tych stosunków, prawo jakieś do samego starostwa. Summa potrzebna się znalazła, ale mimo to długi nowe były do spłacenia. Kasztelan prosił króla, żeby mu pozwolił obciążyć starostwo na wielkość summy pożyczonej. Król był podówczas w Inflantach w zamku Uberpolskim. Zważywszy zasługi kasztelana, pozwolił mu zawrzeć kontrakt, jaki zechce z Tylickim, który mógł być spłacony nawet częścią dóbr kowalskich, (2 września 1589 roku, Metr. 135, 648). Miał wtenczas w opiece kasztelan bratanka rodzonego także imieniem Wojciecha. Procesował się za niego z Adamem Olędzkim w jakiejś sprawie duchownej, bo rzecz szła aż do nuncyusza. Sam nie stawał, ale w konsystorzu wspólnie ze Stanisławem Dzierzanowskim, jako przydanym opiekunem, namówił do tej sprawy pełnomocnikiem Fabiusza Zicheusza doktora obojga prawa (9 lutego roku 1589 Acta 8,176). Nareszcie na sejm 1589 był wybrany deputatem do kwarty rawskiej.

Ostatnim czynem kasztelana była fundacya kaplicy przy kościele Cygowskim. Musieli się Ręczajscy chować przy tym kościele od czasu jak tutaj ustanowili parafię, do której należały oprócz innych okolicznych wiosek, same Ręczaje, Wola Ręczajska i Grabie. Okolica ta za Wisłą podlegała władzy duchownej biskupa płockiego, dla tego Piotr Dunin Wolski dawniejszy kanclerz; a podówczasowy biskup, wyznaczył stosowne dziesięciny z majętności kasztelana od tej nowej kaplicy, i wydał na to swój przywilej z Pułtuska pod d. 13 sierpnia r. 1590. List ten biskupi wpisał do akt konsystorza warszawskiego dla wiecznej pamiątki brat rodzony kasztelana Jan, dziedzic na Grabiu, w trzy lata później (dnia 18 czerwca roku 1593). Wojciech Ręczajski już wtedy nie żył (Acta ks. 9. fol. 9).

Juljan Bartoszewicz
Kalendarz Illustrowany dla Polek na rok 1861

 32 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.