Jest w Woli Cygowskiej kształtna i pięknie różnokolorowem drzewem wykładana kolebka, pochodząca z daru Augusta III dla Jaucha, piastująca obecnie na swem łonie najszacowniejsze foliały po Joachimie Lelewelu. Dawniej miała inny użytek: w niej to wykołysano całe potomstwo Henryka Lelewela, „konsyliarza i lekarza nadwornego J. K. M. i Augusty Konstancyi z Jauchów”, a przedewszystkiem wykołysano syna ich Maurycego Karola Tadeusza, urodzonego, jak się rzekło, 21 Lutego 1748 r. (nie zaś 25-go lutego, jak mylnie położono na grobowcu na Powązkach, biorąc dzień chrztu za datę urodzin).

Karol urodził się w Warszawie przy ulicy Śto-Jańskiej, w nieistniejącym już dzisiaj domu Lelewelów, dawno rozebranym dla rozszerzenia kominunikacyi między ulicą Śto-Jańską a Piwną, przez tak zwany dzisiaj Zapiecek. Ochrzczono też niemowlę w kościele metropolitalnym, a do chrztu trzymali je: pocztmistrz generalny koronny i litewski Karol Marschal de Biberstein, oraz podkanclerzyna litewska Eleonora Czartoryska. Kształcili pacholę księża Teatyni, mający klasztor i kaplicę pod wezwaniem świętego Kajetana przy ulicy Długiej, gdzie dziś possessya N. 543. Wychowanie ich, lubo naówczas modne w Warszawie, nie mogło być zbyt szczególne pod względem narodowym; jakkolwiek bowiem Teatyni siedzieli w Warszawie od r. 1696 do 1783, jakkolwiek pospołu z Pijarami mieli za patrona Św. Kajetana, nie szli bynajmniej ich drogą, przynajmniej u nas, i aż do ostatniej chwili swego istnienia stanowili wśród Polaków kolonią włoską, prawie nieprzyjazną krajowcom i ztąd też mało cenioną. Dalsze wychowanie od 9-go Maja 1765 r. pobierał Karol Lelewel w uniwersytecie gettyngeńskim, gdzie chodził na prawo do roku 1768 włącznie. Z przechowanego patentu widzimy, że tameczna „Akademia historyczna”, założona przez znakomitego historyka Jana Krzysztofa Gatterera, już zaraz w roku 1765 zaliczyła do swych członków nadzwyczajnych „virum juvenem generosissimum dominum Carolum Lölhöffel de Loeveusprung Warsaviensem”. Mimo tedy cudzoziemskiego wychowania u Teatynów, Karol Lelewel widział już chlubę w nazywaniu się „Warszawianinem”.

Z tej epoki pozostała po nim ciekawa książka pamiątek, w której i towarzysze ławy uniwersyteckiej, i słynni w swoim czasie professorowie, między innymi tłumacz Nestora Schlötzer, wpisywali swe imiona i sentencye w różnych językach, a w tej liczbie znaleźliśmy i parę polskich. Godzi się zajrzeć do tej książki, bo nieraz takie wyrazy rzucone na kartę przez człowieka miłego sercu, następnie odczytywane i powtarzane w gronie rodziny, stanowią o jej losach. Oto np. niejaki J. G. Wejher napisał dla Karola Lelewela w dwóch wierszach treść dziejów człowieka: „L’homme ne peut pas ce qui veut; lI’ homme ne veut pas ce qui peut” (człowiek nie może dokazać tego czego chce, a nie chce robić tego co może). Dalej doktor filozofii i professor, jak przystało na filozofa, pisze: „Felix est qui potuit rerum cognoscere causas” (szczęśliwy, kto zdoła poznać przyczyny zjawisk). W tym samym duchu przemawia professor filozofii Jan Beckmann słowami Apulejusza: „Noli de Diis immortalibus patri et matri credere, sed vide ipse in rebus naturalibus quanta sit ratio providentiae divinae* (nie na wiarę słów ojca i matki wierz w Bogów nieśmiertelnych, lecz sam w księdze natury czytaj dowody Opatrzności bozkiej). J. Liitter krótko palnął: „Deo et reipublicae” (Bogu i krajowi, ma się rozumieć: służyć należy). Podobnież zwięźle przemawia G. L. Böhmer; „In recto decus* (prawość to ozdoba). Podobnież jeszcze mówi Chrystyan Geo: „Sola bona quae honesta” (to tylko dobre co uczciwe). Wszakże daleko jeszcze ciekawsze są dla nas dwie sentencye polskie, zwłaszcza z powodu podpisów. Jedna z nich, skreślona przez Jana Jakóba Hubera, „lekarza z Kasslu”, zapewne Gdańszczanina, głosi: „Gatka (zagadka). Dziwny ptak z lasu rodem, w polu gniazdo wije; kogo skrzydłem uderzy, jutra nie dożyje”. Ma to zapewne oznaczać młyn wietrzny. Druga, którą podpisał „najniższy sługa i przyjaciel Jan Chrystyan Strauch z Pruss Brandeburskich”, brzmi dość ponuro: „Ten tylko szczęśliwy, który swe szczęście Bogu, sobie, a żadnemu chciwemu przyjacielowi niewinien”. Ale najciekawsze, bo historycznie w losąch Joachima Lelewela zapisane jest następujące zdanie: „l bone, quo tua te virtus vocat, i pede fausto* (idź mężnie dokąd cnota cię woła, idź szczęśliwie). Wyrazy te zapisał w książeczce Karola Lelewela dnia 30 Grudnia 1764 roku słynny Gotiryd Achenwall, Elblążanin, który pierwszy nadał statystyce kształt naukowy, a który wówczas wykładał w Gettyndze prawo natury i prawo narodów. Nie wiemy czy z tej książeczki, czy też z pierwotnego źródła klassycznego, późniejszy towarzysz pracy Karola w komissyi edukacyjnej i przyjaciel domu Lelewelów, Mikołaj Moroz, napisał te same słowa w pamiętniku Joachima, a ten, jak sam powiada w Przygodach, uznał, że więcej nad to jedno nie potrzeba, i zamknął swój pamiętniczek. Jakoż w istocie, prócz niewielu podpisów kolegów szkolnych z uniwersytetu wileńskiego i prócz tej sentencyi Moroza, pamiętniczek Joachima przechował się w Woli niezapisany przez nikogo więcej.

Żywotność społeczeństwa wypowiadała się wtedy w silniejszem, niż kiedykolwiek przyswajaniu żywiołów obcych: kto przeglądał archywa miejskie i dokumenta prywatne mieszczan z wieku XVIII, ten łatwo mógł się przekonać, jak szybko spolszczały się wtedy obce nazwiska i jak język niemiecki ustępował polskiemu. Ale inaczej było z nadwerężonym ustrojem politycznym państwa. Z tej to racyi, podobnie jak teraz w Turcyi lub Egipcie, mieszkano za Sasów w Polsce z pokolenia w pokolenie, a nie kwapiono się wcale do jej poddaństwa. Tak było i z Lelewelami: nietylko Henryk nie pomyślał o indygenacie polskim, ale i syn jego Karol długo się bez tego obywał. Gdy jeszcze był w kolebce, wystarano się dla niego o szarżę na kapitana w regimencie dragonii imienia Najjaśn. królewicza imci wojsk koronnych; a kiedy z usunięciem dynastyi saskiej od tronu zmieniły się stosunki wojskowe. Karol powróciwszy z Gettyngi, wstąpił do regimentu gwardyi pieszej koronnej, otrzymał tam stopień kapitana i na nim poprzestawał. Zaraz po jego powrocie z Gettyngi, na sejmie ekstraordynaryjnym warszawskim 1768, pamiętnym nader licznemi indygenatami, nastąpiło nadanie indygenatu i Lelewelowi. Konstytucya pod tytułem Indygenaty powiada: „Pragnąc pomnażać w Rzeczypospolitej godnych, majętnych ludzi. z zagranicznych familij szlacheckich pochodzących i do usług Rzeczypospolitej zdatnych, im z sukcessorami indygeaty Królestwa tego za zgodą wszech stanów nadajemy: UUr. Ludwikowi de Canal… Karolowi Loelchoeffel (widocznie modne nieuctwo już i wtedy nie odróżniało w Warszawie h od ch i oduczało się przypadkowania rzeczowników)… Ktoby zaś z wyrażonych dopiero osób do obywatelstwa szlachetnego w państwach naszych dedukcyi szlachetności zagranicznej uczynić nie mógł, temu dyploma nobilitatis praecisa scartabellatu, wydane z kancellaryj naszych być ma…”. Dopiero jednak w lat stedm później, jak świadczy dokument, podpisany 17 Maja 1775 r. przez podkanclerzego koronnego Jana Borcha, „urodzony Karol Lelewel, stanąwszy osobiście przed podkanclerzym, przysięgę na wierność królowi i Rzplitej wykonał, po której wykonanej dyploma indygenatu od Najj. króla imci nadane, onemuż z kancellaryi koronnej jest wydane”. Ponieważ otrzymujący indygenat lub nobilitacyą nietylko zyskiwał prawo, lecz miał także obowiązek posiadać własność ziemską, więc Lelewel nabył w Sandomierskiem dobra Gortatowice i Stawiany, które następnie w roku 1786 odprzedał sławnemu Hugonowi Kołłontajowi, a sam dnia 13 Grudnia 1788 nabył dzisiejszą dziedzinę Lelewelów Wolę Cygowską, oraz przynależne do niej Retków i Papiernię. Kupno od głośnego w swoim czasie krętacza, szambelana Teodora Szymanowskiego, doszło do skutku „Za cenę wraz z porękawicznem” 99,000 złp. Wtedy też widzimy Lelewela piastującego tytuł łowczego Ziemi Liwskiej, a następnie cześnika.

Były to, jak wiadomo, tytuły bez żadnych obowiązków; obowiązki też, i to ciężkie, leżały na Karolu Lelewelu gdzieindziej, nie w Liwie, lecz w Warszawie. Był on tutaj kassyerem generalnym kormissyi edukacyjnej, czyli kierownikiem całej administracyi wewnętrznej funduszu szkolnego; pierwsze bowiem w Europie ministeryum wychowania, jakiem była owa komissya, oprócz potęg szalujących funduszami, miało kancellaryą złożoną zaledwo z pięciu osób, z których najstarszy hierarchicznie Lelewel pobierał 5,000 złp., pomocnik jego Moroz 2,500 złp. i t. d. Dziś, kiedy utrzymanie armii urzędniczej jednego ministeryum kosztuje miliony franków, przytoczone tu cyfry wydają się niepodobnemi do wiary, a jednak wypisaliśmy je z urzędowego rozkładu płacy. Na tym urzędzie pozostał Lelewel do końca istnienia komissyi edukacyjnej, i zdawać musiał sprawę ze swego urzędowania już przed władzami pruskiemi we Wrocławiu; wszystkie zaś akta oryginalne żyjący syn kassyera generalnego złożył obecnie w Akademii Umiejętności w Krakowie dla użytku historyków oświaty w kraju.

Prócz tego był Karol Lelewel komissarzem cywilno-wojskowym do roku 1794, a następnie od r. 1811 radcą w komissyi oświecenia. W r. 1787 należał do pierwszych założycieli wielkiej akcyjnej fabryki płótna, która z początkowania prymasa Michała Poniatowskiego powstała była w Łowiczu, a która według brzmienia drukowanego kontraktu, wyrosła „z rady przezorności, aby w przykładaniu się do dobra powszechnego takie wybierać zamiary, któreby godząc się z istotnemi potrzebami każdego obywatela, chęci usłużenia ojczyźnie odpowiadały”. Zostawił nareszcie Karol Lelewel rozpraw treści ekonomicznej, drukowaną 1815 r. w wybrednym Dzienniku  Wileńskim i osobno, p. t. . Umiarkowanie wydatków względnie do przychodów dla własnej i powszechnej pomyślności”. Ale najpiękniejszą po nim pamiątką było wychowanie krajowi obywateli w dzieciach.

Tygodnik Powszechny
1882, nr 51

 133 odsłon,  3 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.