Przejdź do treści

dawny powiat wołomiński

historia, dokumenty, wspomnienia

  • życiorysy
  • wycinki
  • okresy
    • XV wiek
    • XVI wiek
    • XVII wiek
    • XVIII wiek
    • XIX wiek
    • przed I Wojną Światową
    • dwudziestolecie międzywojenne
    • druga wojna światowa
    • PRL
    • po 1989
  • wspomnienia
  • sport
    • piłka nożna
    • siatkówka
    • koszykówka
    • lekka atletyka
    • podnoszenie ciężarów
  • organizacje
    • harcerstwo
    • NSZZ Solidarność
    • Ochotnicza Straż Pożarna
    • organizacje wojskowe
    • policja
    • Polska Macierz Szkolna
    • Towarzystwo Kółek Rolniczych im. Staszica
    • Zjednoczone Stronnictwo Ludowe
  • tematyka
    • edukacja
    • kultura
    • medycyna
    • nauka
    • przemysł
    • religia
    • rolnictwo
    • rzemiosło
    • samorząd
  • Indeks nazwisk
  • Miejscowości
Menu główne
  • Dąbrówka
    • Chajęty
    • Chruściele
    • Cisie
    • Czarnów
    • Dręszew
    • Guzowatka
    • Jaktory
    • Józefów
    • Kołaków
    • Kuligów
    • Małopole
    • Marianów
    • Stanisławów
    • Śleżany
    • Trojany
    • Wszebory
    • Zaścienie
  • Jadów
    • Balcerów
    • Białków
    • Borki
    • Borzymy
    • Iły
    • Myszadła
    • Sitne
    • Starowola
    • Strachów
    • Sulejów
    • Szewnica
    • Urle
    • Wujówka
    • Zawady
    • Zawiszyn
  • Klembów
    • Dobczyn
    • Kraszew
    • Kraszew Nowy
    • Kraszew Stary
    • Krusze
    • Krusze Nowe
    • Krusze Stare
    • Krzywica
    • Lipka
    • Ostrówek
    • Pasek
    • Pasek Nowy
    • Pasek Stary
    • Rasztów
    • Roszczep
    • Sitki
    • Tuł
    • Wola Rasztowska
    • Zamość
  • Kobyłka
    • Antolek
    • Grabicz
    • Jędrzejek
    • Maciołki
    • Mareta
    • Nadarzyn
    • Piotrówek
    • Stefanówka
    • Załuszczyn
    • Żródnik
  • Marki
    • Czarna Struga
    • Czerwony Dwór
    • Kruczek
    • Lewandów
    • Pustelnik
    • Pustelnik II
    • Rościszewo
    • Stanisławówka
    • Struga
  • Poświętne
    • Banachowizna
    • Choiny
    • Cygów
    • Czubajowizna
    • Feliksów
    • Józefin
    • Kolno
    • Krubki
    • Laskowizna
    • Łupinowizna
    • Międzyleś
    • Nadbiel
    • Ręczaje
    • Ręczaje Niemieckie
    • Ręczaje Nowe
    • Ręczaje Polskie
    • Rojków
    • Stanisławów
    • Turze
    • Wola Cygowska
    • Wola Ręczajska
    • Wólka Dąbrowiecka
  • Radzymin
    • Nadma
    • Łosie
  • Strachówka
    • Krawcowizna
    • Równe
  • Tłuszcz
    • Chrzęsne
    • Jasienica
    • Miąse
    • Postoliska
    • Turze
  • Wołomin
    • Duczki
    • Lipiny
    • Lipinki
    • Lipiny Nowe
    • Lipiny Stare
    • Ossów
    • Stare Grabie
    • Turów
    • Zagościniec
    • Zenonów
  • Ząbki
    • Drewnica
  • Zielonka
Przycisk Jasny/Ciemny

Schronienie dla nauczycielek

Łukasz Rygało 14 listopada 1902 (Ostatnia aktualizacja: 14 listopada 2025) 0 komentarzy
Schronienie dla nauczycielek w Zielonce

Schronienie dla nauczycielek w Zielonce

Warszawa upięknia się, jej chodniki i bruki, chociaż bardzo kosztowne z powodu ciągłych przeróbek, są lepsze niż w wielu miastach zagranicznych, jej nowe domy, chociaż przeważnie bez żadnego stylu i bez urządzeń postępowych, imponują swą objętością, a kwietniki publiczne świadczą pochlebnie o wiedzy i smaku naszych ogrodników, rozścielających żywe kobierce dokoła pomników, wodotrysków, w ogrodach i na każdem miejscu wolnem pod zasiew trawy. Porównywając nasze skwery z obcemi, nawet z praskiemi, nie mamy powodu wstydzić się, chociaż ogrodnictwo czeskie otrzymałoby nagrodę najwyższą na konkursie wszechświatowym; ustąpić tylko musimy ogrodom i ogródkom holenderskim, zwłaszcza roterdamskim, ciągnącym się prawie bez końca ponad kanałami, utrzymywanemi czyściej, niż miednice w hotelach i szklanki w kawiarniach warszawskich. Długa kwiecista tęcza rozwesela wzrok przechodnia, towarzyszy mu przez całe miasto i po za miasto, zachęca nadbrzeżnych mieszkańców do ozdabiania kwiatami swych mieszkań w bogatych willach i ubogich domostwach.

Kiedym się wpatrywał w obrazek holenderski, nagle z bocznej ulicy wyjechał karawan jednokonny i po kilku chwilach zatrzymał się przed domkiem obwieszonym zielenią, w którym przeczuwałem samo szczęście. Zdziwiłem się tej niespodziance, jakby jakiejś rzeczy nadzwyczajnej; nie wierzyłem, aby mogły istnieć w życiu takie gwałtowne zgrzyty; nie chciałem się przekonywać, że i tu robak lęgnie się w bujnym kwiecie, że za tą zasłoną kwiecistą, która pachnie jak poranek majowy — spoczywa człowiek zimny, skostniały, obojętny na wszystko, co żywych zachwyca.

Tak mi utkwiły w pamięci te obrazki z nad Mozy, że i teraz do nich powracam, chociaż miałem zamiar mówić tylko o Warszawie, chwalić jej wewnętrzne upięknienia i ganić zaniedbanie najbliższych okolic. Okolice dotykające rogatek warszawskich są tak ubogie i tak opuszczone, że prawdziwy kłopot sprawia nam cudzoziemiec, który prosi, aby pokazać mu osobliwości Warszawy, po za obrębem miejskim. Mamy na pogotowiu dla wszystkich rezydencyę wspaniałą, Wilanów — nie więcej; lecz i do Wilanowa prowadzi droga tak zaniedbana, zaśmiecona, taka sieroca, że trzeba cudzoziemca ciągle zajmować rozmową, aby nie miał czasu rozpatrzyć się w rzeczywistości.

Wstyd bo wstyd, ale nie mamy powodu rąk załamywać i wątpić, że to zaniedbanie jest tylko chwilowe, że i Warszawę otoczą przedmieścia, ciągnące się daleko w pola i lasy, które w dni świąteczne zapełniają się tłumami miejskiemi.

Imponuje nam ruch miast większych od Warszawy, szumiący ciągle jak fale morskie, wybuchający czasami jak huragan, ale imponuje jeszcze więcej cisza niedzielna, kiedy całe miasto wylega na pola i w gaje, aby zapomnieć o całym tygodniu pracy i kłopotów a przygotować ręce i ducha do tygodnia następnego, podobnego słowo w słowo do poprzednich. Sklepy wszystkie zamknięte, ulice puste, w oknach zapuszczone zasłony, kasy teatralne zasnute pajęczyną, tylko tłum odświeżony, wystrojony, rozradowany śpieszy do omnibusów konnych, tramwajów elektrycznych, aby zdobyć miejsce, z którego można widzieć świat cały, na prawo i lewo. Żadna sprężyna w zegarku, czy w innej machinie, nie robi tyle obrotów na godzinę, nie skręca się i odkręca tak szybko, jak głowa takiego niedzielnego spacerowicza, który chciałby wszystko widzieć odrazu, niczego nie pominąć i z każdym sąsiadem kilka słów, kilka objaśnień, zapytań i dowcipów zamienić.

Warszawa w niedziele i święta, podczas lata wyludnia się, ale nie do tego stopnia jak miasta zagraniczne, bo nie ma się gdzie wyludniać i brak komunikacyi ułatwionej, taniej. Z Warszawy ubywa w dni świąteczne zaledwie kilkanaście tysięcy osób a w miastach zagranicznych, z taką samą jak Warszawa ludnością, pozostaje tyleż na bruku, krocie zaś odpływają koleją, końmi, wodą lub pieszo, het, po za miejskie kominy i asfalty. Te wędrówki narodu niedzielne, takie ochocze, rozgrzewają nawet cudzoziemca, przynajmniej ja starałem się w nich uczestniczyć, a jeślim zostawał w mieście, nie nudziłem się jego ciszą: mówiła mi ona o szczęściu tych, którzy w tej chwili są panami ziemi i nieba, zapomniawszy o swej niewolniczej pracy. Zadrościłem wówczas miastom obcym, wspomniawszy sobie Warszawę i jej okolice.

Zygmunt Chełmicki
Ks. kanonik Zygmunt Chełmicki, dyrektor Schronienia dla nauczycielek.

Zazdrość już minęła — zażegnał ją jeden z najgorliwszych działaczy naszych na polu filantropijnem: ksiądz kanonik Zygmunt Chełmicki.

— Jedź i zobacz, co ludzie poczciwi zrobili dla wysłużonych nauczycielek, a przestaniesz zazdrościć cudzoziemcom, którzy wprawdzie potrafią się lepiej i tańszym kosztem niż my bawić, ale nielepiej od nas odczuwają niedolę bliźniego, nielepiej umieją jej zaradzić, chociaż są od nas o miliony razy bogatsi. Zobacz, jak u nas z ziarnek budują się góry, z piasku bicz się kręci i to bicz tak silny, że przed nim w kąt ucieka niepodobieństwo. Przekonaj się, co może zdziałać dobrego serce ludzi wdzięcznych, chociaż biednych, jeśli im pomogą ludzie równie szlachetni ale możniejsi…

Przezacny kapłan-obywatel zachęcał mię do odwiedzenia nowego Schronienia dla nauczycielek w Zielonce, ale mówiąc o ludziach szlachetnych, zamilczał o swej odwadze chrześcijańskiej. Bo czyż to nie odwaga nadzwyczajna powiedzieć sobie: mam wszystkiego pięćset rubli kapitału a w głowie projekt założenia przytułku dla wysłużonych nauczycielek; pieniędzy tak dobrze jak nic, ale zamiarów tyle, że starczyłoby ich dla całego pokolenia?

— Co mam z tem zrobić? – zapytał się ks. Chełmicki, przed dwudziestu laty, nauczycielki, Agnieszki Helwichówny, która wszystkie swoje oszczędności, ciułane grosz po groszu przez całe życie, oddala kapłanowi, prosząc, aby służyły na ufundowanie jakiego takiego schronienia, jakiej takiej opieki nauczycielkom, pozbawionym zarobku przez starość, kalectwo lub wyczerpanie sił przedwczesne. Sędziwa ofiarodawczyni najlepiej odczuwała brak opieki, sieroctwo nieużytkowe, bała się być ciężarem dla społeczeństwa ale nie umiała radzić, jakim cudem z 500 rb. stworzyć instytucyę, choćby byle jaką, dla wychowawczyń bezdomnych, pozbawionych wszelkich funduszów. Oczywiście w duszy sędziwej pracownicy szeptało dobre przeczucie, że wdzięczność w narodzie, który żyje i dąży do światła, nie wygasła, że wdzięczność dokaże cudu, o jakim nie wątpi wiara w łaskę Bożą. Kapłan nie zwątpił i zabrał się do dziełu z takim zapałem, że wkrótce mógł kilku nauczycielkom dać schronienie, bardzo skromne wprawdzie, ale zabezpieczające im spokój i wygody powszednie. Schronienie szybko się zwiększało, liczba miejsc przytułkowych wzrosła do kilkunastu, aż wreszcie, w roku bieżącym, ks. kanonik Z. Chełmicki mógł zaprosić na otwarcie „pałacu” w Zielonce.

„Nie moja to zasługa, nie — tłumaczył się założyciel i dyrektor Schronienia przed tymi, którzy mu winszowali i dziękowali. „Bez pomocy nie mógłbym kroku postąpić naprzód”. — Pomoc hojną dała pani Emilia Blochowa, przewodnicząca w radzie opiekuńczej Schronienia, najhojniejsza ofiarodowczyni, złożyła bowiem 11,000 rb. Kapitał ten fundamentalny szybko się zwiększył przez ofiary p. Wiemanowej, z zapisu ś. p. Czabana, p. Sikorskiej, p. Reslerowej i przez inne drobniejsze ale liczne kwoty, których ogół pozwolił na danie przytułku 60-ciu nauczycielkom. Sześćdziesiąt osób to już poważna instytucya, to nie chwilowy przystanek, oddany pod dozór ślepego losu, ale port zbawienia, strzeżony przez założyciela-dyrektora i przewodniczącą, otoczony spółczuciem społeczeństwa, które wie, ile dobrego dać mogą naszym dzieciom wychowawczynie nietylko mądre, ale i bogobojne, umiejące łączyć cześć dla tradycyi z postępem.

Schronienie nauczycielek w Zielonce nazwałem „pałacem”, miana tego, chociaż wygląda na pochlebstwo, nie cofam, bo rzeczywiście budynek, umieszczony na nasypie ponad równiną, wywiera wrażenie pałacu a nawet zameczku. Kiedym wysiadł z wagonu, po dziesięciominutowej drodze z Warszawy, na przystanku Zielonka, i w promieniach jesiennego słońca zobaczył dom nowy, z wieżyczką, nie byłem pewny, czy to prawda, czy pomyłka; idąc ku niemu, rozglądałem się po okolicy, czy nie zobaczę jakiej innej budowli, prawdopodobniejszej na fundacyę, której początkiem było rb. pięćset. Nie omyliłem się jednak i po kilkunastu minutach powitałem przełożoną zakładu, p. Zofię Piasecką, skłoniłem głowę przed całym zastępem staruszek.

Przybyłem tu z zamiarem przepatrzenia szczegółowego wszystkich kątów, skrytykowania, jeślibym zauważył coś niewłaściwego, obliczenia stóp powietrza na każdą pensyonarkę, miałem zamiar zajrzeć nawet do garnków, spróbować jedzenia i dopiero wydać swoje zdanie, oparte na rachunku ekonomicznym. „Ale cały mój pozytywizm rozwiał się, gdym spojrzał na rozpogodzone twarze gospodarza i gospodyni tego schronienia, gdym w oczach wybladłych, na twarzach powleczonych zmarszczkami, wyczytał podziękę i przyznanie się, że wszystkim tu jest tak dobrze, jak było niegdyś w domu rodzicielskim — zapomniałem wyrazów w ustach, nie umiałem wypowiedzieć swej wdzięczności ani ks. Chełmickiemu, ani p. Blochowej, serce wezbrało rozrzewnieniem a myśl niepokoiło pytanie: coby się z wami stało, biedne mistrzynie, gdyby nie ludzka opieka? Machinalnie zwiedziłem wszystkie pokoje oddzielne i spólne sale, kuchnię, pralnię, piwnicę nawet, a widząc wszędzie porządek wzorowy, ściany czyściutkie, moc światła, przyznalem: tak, im tu bardzo dobrze! Kiedym zaś z tarasu rozejrzał się po okolicy, co ma i las, i wodę, i łąki, i zagony uprawne, i chaty wiejskie, i wille pańskie, i sady — przyrzekłem sobie, że na wiosnę wrócę tu znowu, choć na kilka minut, aby staruszkom przywtórzyć, że świat ten Boży piękny! Jaki piękny!

Nawet podczas jesieni, kiedy drzewa stoją nagie, a liście leżą na ziemi martwe, sponiewierane, kiedy krzyk wrony, wydłubującej ziarnka z roli zasianej, płoszy śpiewaków, także skrzydlatych ale od wrony przyzwoitszych, Zielonka jest tak miłą siedzibą, że niechętnie opuszczałem ją przed zachodem słońca. Ale odwrót był nakazany terminem odejścia pociągu, więc pożegnawszy byłe wychowawczynie pozdrowieniem Chrystusa, opuściłem pałac. Na wiosnę tu wrócę!

Przez kilkanaście minut niepodobna było zawiązać dłuższej pogadanki, a ileż tematów, wspomnień ona nastręczyła! Ośmieliłem się tylko jednej z pensyonarek, znajomej mi z lat dawnych, podsunąć myśl spisywania swych wspomnień z zawodu nauczycielskiego. Żądanie moje nie zadziwiło szanownej staruszki, bo wie, że pisanie pamiętników jest teraz w modzie, ale dała mi z uśmiechem odprawę słowami:

— Opisywać naszą niedolę — byłoby to samo, co się skarżyć, a nie chcę być niewdzięczną naszym dobrodziejom dzisiejszym, którzy wszelkie krzywdy, wyrządzone nam przez ludzi i losy, stokrotnie wynagrodzili.

Wszystko, com w Zielonce widział, nie przypadkiem się stało: tu każdy szczegół tak obmyślano aby lokatorkom było nie tylko znośnie alei wygodnie. Pomyślano o białych firankach i doniczkach z kwiatami w pokoikach; pomyślano o kapliczce tymczasowej; pomyślano nawet o fotelach i podnóżkach dla emerytek, z których najstarsza ma 92 a najmłodsza 62. Pomyślano i o tem, aby w całym budynku, we wszystkich pokojach było dużo, bardzo dużo światła słonecznego. Światło nie jest przypadkowem, postarał się o nie ks. kanonik.

— Kupiliśmy pod schronienie plac w Warszawie, na ulicy Lipowej, nad Wisłą, ale, rozpatrzywszy się po okolicy, pomyślałem sobie, że staruszki byłyby tam, jak w więzieniu: ani pola, ani ogrodu, ani lasu, a gdy się dzielnica zabuduje, te, które szerzyły światło, będą mieszkać w ciemnościach! Nie, to się nie godzi, plac zatrzymałem na sprzedaż, a kupiłem kilkanaście morgów w Zielonce, na otwartem powietrzu… One na światło zasłużyły – mówił do nas ksiądz dyrektor, z radością wznosząc ku górze ręce, jakby niemi zgarniał światło z powietrza dla nowej siedziby.

Pani Emilia Blochowa, prezesowa Rady Opiekuńczej

Ale wychwalając schronienie, wyrządzam mu niedźwiedzią przysługę, bo czytelnicy gotowi pomyślić, że skoro jest już „pałac”, więc nie więcej nie potrzeba. Budowniczy p. Stefan Szyller starał się budynkowi dać piękną stylowość i obmyślił pałacyk, który zdaleka tak mi zaimponował. Ten wygląd pański nie podniósł kosztów, dom zwyczajny, kamienica szablonowa nie byłaby tańszą, tylko o wiele brzydszą. Budowniczy zrobił ofiarę ze swego talentu, i panowie majstrowie rzemieślnicy zgodzili się na kredyt. Bez kredytu piękne dzieło pozostałoby może dotychczas w sferze zamiarów. Miejsce dla nauczycielek przybędzie drugie tyle, długi się spłacą, jeśli projekt, obmyślany przez księdza kanonika, znajdzie zwolenników: kto ofiaruje rb. 4.000 na rzecz Schronienia, ten będzie miał prawo umieścić w niem jednę nauczycielkę, za rb. 6,000 uzyska przywilej dla dwóch — a w obu razach fundacye będą nosiły nazwiska ofiarodawców.

Schronienie nazwałem portem zbawienia dla emerytek bez emerytury, ale posiada ono jeszcze doniosłe znaczenie w stosunkach między nauczycielką bez miejsca a publicznością. Młoda, niedoświadczona, szukająca zajęcia nauczycielka pada nieraz ofiarą kantorów, do których z naiwną ufnością się udaje, wierzy ona także ślepo ogłoszeniom w dziennikach, namowom pierwszych lepszych znajomych, wierzy każdemu przybywszy do wielkiego miasta, gdzie ją wszystko olśniewa, odurza — wierzy i często wpada w zastawione sidła. Uniknie tej bolesnej niespodzianki udając się pod dach Schronienia w Zielonce, gdzie ją przyjmą jak młodszą siostrę, jak dziecko osierocone, jak bojowniczkę z ciemnotą; pozostanie tam, dopóki nie znajdzie miejsca, otoczona taką opieką serdeczną, jaką otaczają zakonnicy na górze S-go Bernarda podróżnych zbłąkanych w zamieci śnieżnej, a zamieć, z jaką młode nauczycielki walczyć muszą, bywa stokroć sroższą od harcującej w górach niebotycznych.

Ale nie można wszystkich potrzeb Schronienia kłaść na rachunek ofiarności społecznej, powinny o niem pamiętać przedewszystkiem same nauczycielki, zapisując się na członkinie jego, opłacające stale drobną składkę roczną. Obowiązek ten wogóle jest lekceważony, nauczycielka młoda nie myśli o starości, a jeśli jest urodziwą i zepsutą pochlebstwami, rachuje na los ślepy, na dobre zamążpójście, wstydzi się przyznać, że jest socyuszką przytułku dla steranych pracownic. Nie dziwnego, młodość sterania nie przewiduje.

Uskarżała się przed nami jedna z młodych posłanniczek światła, że przez zapisanie się do stowarzyszenia — straciła narzeczonego. Ambicyę młodzieńca ubodło przypuszczenie, że jego ukochana, jeśli nie wyjdzie za niego, resztę życia spędzi w przytułku… zawstydził się i uległ namowom rodziny, przeciwnej poślubieniu biednej panny przez przyszłego dziedzica dużego majątku. Cios to bolesny, ale niech Bogu dziękuje, że nie stała się żoną człowieka bez charakteru. Niewszyscy młodzi są tak ograniczeni; wogóle więcej oni szanują nauczycielki, dbające o swoją przyszłość i w tym celu robiące możliwe oszczędności, niż wydające wszystko, co zarobią, aby dorównać strojem i lekceważeniem grosza paniom i pannom uprzywilejowanym majątkowo.

Niech sympatyczne Schronienie będzie także osłodą dla szanownego budowniczego po gorzkiej pigułce, jaką mu dali do przełknięcia koledzy jego, architekci krakowscy. Zarzucili mu grzech ciężki, bo niszczenie pamiątek, które i w stylu kościołów się przechowują, potępili zburzenie wież na katedrach w Płocku i Włocławku i zastąpienie ich swojemi pomysłami, w których cała przeszłość charakterystyczna zginęła. Nie myślę wdawać się w spór specyalistów utalentowanych i jaknajlepszej woli, nie umiałbym go rozstrzygnąć dość silnemi danemi, więc tylko, kierując się sentymentem zachowawczym — staję po stronie oponentów i razem z nimi głosuję za utrzymaniem architektury przeszłości, o ile oczywiście można ze względu na materyał, koszt i inne okoliczności. Tylko karykaturalność usuwać należy, ale niema jej chyba w naszych tumach i kościołach starych.

Sęp

Biesiada Literacka
pismo literacko-polityczne illustrowane
1902, t. 54, nr 46 (14 listopada)

Miło cię poznać!

Zarejestruj się, aby otrzymywać aktualne treści na swój adres mailowy.

Nie spamujemy!

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą albo katalog spam i potwierdź swoją subskrypcję.

Słowa kluczowe:

ludzieChełmicki Zygmunt | Helwich Agnieszka | Helwichówna Agnieszka
czas
okresylata 00.
gmina
ZielonkaZielonka

O autorze

Łukasz Rygało

Łukasz Rygało

administrator

Autora wspiera Wołomin Światłowód

Zobacz teksty tego autora

Zobacz wpisy

Poprzedni: Drewnica
Dalej: 4,000 rubli dla Schroniska

Zostaw komentarzAnuluj pisanie odpowiedzi

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Szukaj

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
Filter by Categories
Archiwum Akt Nowych
boks
Briggs i Posselt
Cech Fryzjerów i Perukarzy
Cech Skórzany
chronologicznie
edukacja
galerie
huty szkła
koszykówka
Koło Łowieckie "Pudło"
kronika wydarzeń
lekka atletyka
Międzyleś
miejscowości
nauka
NSZZ Solidarność
Obóz Narodowo-Radykalny
Obóz Wielkiej Polski
Ochotnicza Straż Pożarna
organizacje
organizacje wojskowe
partie
partnerzy
piłka nożna
po 1989
podnoszenie ciężarów
policja
Polska Macierz Szkolna
Polska Organizacja Wojskowa
Polska Partia Socjalistyczna
Polska Zjednoczona Partia Robotnicza
Polskie Stronnictwo Ludowe
Praca
Przyszłość
Radzyminiak
religia
rolnictwo
rzemiosło
siatkówka
ślady przeszłości
Stowarzyszenie Miłośników Urli
Stronnictwo Narodowe
tematyka
Towarzystwo Kółek Rolniczych im. Staszica
Towarzystwo Przyjaciół osiedla Wołominka Sławka i Okolic
Towarzystwo Przyjaciół Urli
Turze-Tłuszcz
Uncategorized
Vitrum
Wołomin
wsparcie
wspomnienia
wycinki
wydarzenia
ziemiaństwo
Zjednoczone Stronnictwo Ludowe
Związek Młodzieży Socjalistycznej
Związek Rzemieślników Chrześcijan
Związek Rzemieślników Żydów
Łosie

Wesprzyj serwis!

Towarzystwo Przyjaciół Zielonki

Powiązane wpisy

Schronienie dla nauczycielek w Zielonce, rok 1902
Gmach schronienia nauczycielek w Zielonce
kurjer polski e
4,000 rubli dla Schroniska
Screenshot (1)
Przytułek dla nauczycielek
scaled e
Schronisko w Zielonce
goniec poranny e
Wyjaśnienie
jadow
Zpod Jadowa w pow. radzymińskim

RSS jesteśmy częścią WUWUEL

  • Ponad 100 klasyków na pierwszej imprezie w roku
    Pierwsza tegoroczna impreza, skupiająca miłośników klasycznej motoryzacji, zgromadziła ponad 100 pojazdów, czyli ok. 250 osób. Na tak dobrą frekwencję z pewnością miała wpływ pogoda, ale również to, że Otwarcie Sezonu Weterańskiego 2026 było wydarzeniem, które składało się z dwóch części. Przed oficjalnym rozpoczęciem uczestnicy zlotu zaparkowali swoje pojazdy na obok Cmentarza Poległych. Następnie w Muzeum […]
  • Otwarcie Sezonu Weterańskiego 2026
    Rozpoczniemy o 10.00 w jak zawsze gościnnym Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 r. w Radzyminie, gdzie czekają na Was ciekawostki motoryzacyjne i historyczne oraz poczęstunek. Około 13.00 wyruszymy do Wyszkowa, gdzie odwiedzimy niedostępny przez wiele lat Pałac Skarżyńskich i poznacie niezwykłą historię pewnego przedwojennego filmu. Nasze pierwsze tegoroczne spotkanie zakończymy gościną u przyjaciół z Rybienko Leśne […]
  • Przedwieczne. Kobiety na przełomie XIX i XX wieku
    W Dniu Kobiet to kobiety są najważniejsze! W tej sprawie zgodziliśmy się od razu z Muzeum Niepodległości i Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 r. – a dalej poszło już łatwo… Zapraszamy 8 marca o 17 do Radzymina – w siedzibie Muzeum przy alei Jana Pawła II 64 o godzinie 17:00 będzie można obejrzeć fragment kolekcji Łukasza […]

Napisz!

Jeśli dysponujesz dokumentami, wspomnieniami lub zdjęciami dotyczącymi historii terenów obecnego powiatu wołomińskiego – napisz!

RSS Inne hobby autora

  • Srebrny – ale WIELKI
    Czy „wielki medal srebrny” to prawie to samo, co mały złoty? Artykuł Srebrny – ale WIELKI pochodzi z serwisu szuflada pełna fotografii.
  • Kto mi dał skrzydła?
    Kiecki z bufiastymi ramionami najczęściej nie wyglądają dobrze, a podniesione i spłaszczone kojarzą mi się wyłącznie z ptasimi skrzydłami… Artykuł Kto mi dał skrzydła? pochodzi z serwisu szuflada pełna fotografii.
  • Przed instagramem
    Dziś „korygowanie” zdjęć jest dużo łatwiejsze, ale też trzeba umieć – albo przynajmniej mieć umiar. Julius chyba dopiero się uczył „w odchudzanie”. Artykuł Przed instagramem pochodzi z serwisu szuflada pełna fotografii.
Prywatność i pliki ciasteczka: Ta witryna używa plików ciasteczek. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie.

Aby dowiedzieć się więcej, w tym jak kontrolować pliki ciasteczka, zobacz tutaj: Polityka plików ciasteczka

Najnowsze komentarze

  • wmc - Hospitali in villa Klembowo
  • Łukasz Rygało - Sprawozdanie ogólne ze Spartakiady LO 59
  • Retro - Sprawozdanie ogólne ze Spartakiady LO 59
  • Retro - 1 maja 1970
  • Retro - Uroczystości pierwszomajowe na Huraganie
  • życiorysy
  • wycinki
  • okresy
  • wspomnienia
  • sport
  • organizacje
  • tematyka
  • Indeks nazwisk
  • Miejscowości
Prawa autorskie &kopia; Wszelkie prawa zastrzeżone. | ReviewNews autorstwa AF themes