Nowy

W podstołecznym Wołominie nie tylko spokojniej ale i ciekawiej

Wołomin w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zwano polskim Teksasem. Na zwalczenie starych opinii trzeba było ogromu pracy i lat całych. O wysiłkach tych nie mówią dziś ani mieszkańcy 28-tysięcznego Wołomina, ani ojcowie miasta. I mówić nie muszą. Efekty mówią same za siebie. Dzisiaj w Wołominie jest czysto i zielono. Dwa razy do roku zbierają się na wspólnych naradach poświęconych gospodarce i inwestycjom miejskim dyrektorzy wszystkich miejscowych zakładów pracy, przedstawiciele Rad Zakładowych i zakładowych organizacji partyjnych. Partycypują w licznych inicjatywach zmierzających do upiększenia miasta — jego ulic, dzielnic, skwerów. Dzięki wspólnej trosce i wysiłkom powstało wiele nowych ulic, wszystkie otrzymały oświetlenie. Wybudowano nowy kolektor i sieć kanalizacyjną. Ale chociaż więcej ludzi mieszka w pełnowartościowych lokalach, problem mieszkaniowy i tutaj jest problemem numer jeden. W ostatnich latach przybyło wiele nowych bloków i osiedli — Słoneczna, Lipińska, Kobyłkowska, a będzie ich coraz więcej.

Wołomin spokojny

Wołomin, lata 70. fot. Jerzy Procajło

40% ludności miasta stanowi młodzież. Nie brakuje trudności wychowawczych.

– Doszliśmy jednak do wniosku — wspomina naczelnik miasta mgr Bogdan Kowalski, – że sprawą najistotniejszą jest stworzenie młodym odpowiednich warunków spędzania wolnego czasu. To była sprawa jasna, ale cóż mogliśmy zaproponować skoro nie mieliśmy ani animatorów kultury z prawdziwego zdarzenia, ani interesujących programów, ani nawet odpowiedniej bazy do tej działalności.

Zaczęli od zera. Udostępnili im nie tylko obiekty sportowe, ale i placówki kulturalne, którymi dysponują. Zaczęto też walkę o odpowiednią kadrę instruktorów. Dziś w Miejskim Domu Kultury pracuje czterech etatowych pracowników — kierownik, a jednocześnie organizator życia kulturalnego w Wołominie, plastyk, muzyk i kilku instruktorów innych specjalności zaangażowanych na godziny. Z pewnością nie jest to praca łatwa. Budynek adaptowano do obecnych celów z dawnego kina. Tam też mieści się Biblioteka Pedagogiczna ze ubiorem blisko 198 tys. tomów. Za ścianą urzęduje Miejski Hufiec Związku Harcerstwa Polskiego. Za sprawą tych trzech jednostek ożyło życie kulturalne w Wołominie. Miejski Dom Kultury jest dziś przystanią dla tysięcy maluchów i młodszych dzieci – działa tu kółko plastyczne, dziecięcy teatrzyk „Kajtuś” i pracownia fotograficzna. W MDK zbierają się również renciści i emeryci, których w Wołominie jest prawie tak dużo jak młodzieży.

Miejskiemu Domowi Kultury dzielnie sekundują dwa zakładowe — Stolarki Budowlanej i „Szklarki” — Huty Szkła im. Paplińskiego. Oba otwarte dla wszystkich mieszkańców. Oba dobrze wyposażone i gustownie urządzone, z. salami widowiskowymi na ponad 300 miejsc każda, Tutaj zbiera się starsza młodzież i dorośli. Tutaj występują znane zespoły Stołecznej Estrady i aktorzy Teatru Ziemi Mazowieckiej, którzy nie raz już gościli w podstołecznym Wołominie.

Również prężną organizacją i dbałością o repertuar odznacza się, nie ustępujące najlepszym warszawskim przybytkom X Muzy, kino miejskie „Kultura” (blisko 500 miejsc). Prócz normalnych seansów filmowych właśnie tu spotkać się można i podyskutować z wybitnymi przedstawicielami ekranu i reżyserami. Ostatnio gościem wieczoru był Janusz Nasfeter.

Z kulturą od małego

Wołomin, lata 70. fot. Jerzy Procajło

Rolę koordynatora wszystkich zamierzeń kulturalnych na terenie miasta spełnia MDK. Na nim też spoczywa obowiązek rozbudzania wśród młodych i starszych potrzeb i nawyków kulturalnych.

— Nie jest to sprawa łatwa — powie nam Inspektor Oświaty i Wychowania UM, mgr Tadeusz Dębek. – Przyjęliśmy jednak zasadę: uczyć dzieci obcowania z kulturą od najmłodszych lat. Słowo się rzekło. I chociaż wołomińskie szkoły są przepełnione, a dzieci uczą się na trzy zmiany, to właśnie szkoła patronuje pierwszym kontaktom maluchów z placówkami kulturalnymi stolicy. Dwa razy w miesiącu pod okiem wychowawców dzieci odwiedzają warszawskie teatry. Te pierwsze rendez-vous z aktorami i sztuką sceniczną kształtują późniejsze potrzeby i nawyki. Tak jak otwarcie miejskiego Stadionu i prowadzone tam zajęcia dla licealistów gwarantują sprawność fizyczną, zaś uczestnictwo w pracach społecznych na — późniejszą postawę obywatelską.

Szkoda, że szkolne pomieszczenia świetlicowe nie mogą prowadzić szerszej działalności kulturalnej, ale na to brakuje po prostu miejsca. Na razie wykorzystywane są na przechowalnie najmłodszych od godz. 7.30—17.30. Tutaj pod okiem wychowawców mali uczniowie odrabiają lekcje i spożywają posiłki. Sprawami rozrywki młodzieżowej musiał się w tej sytuacji zająć Miejski Dom Kultury.

Sąsiedztwo stolicy

Wołomin, lata 70. fot. Jerzy Procajło

— Nie zamierzamy oczywiście konkurować ze stolicą. Nie o to zresztą chodzi. Liczymy przede wszystkim na pomoc, szczególnie merytoryczną. Stolica sama zresztą wychodzi naprzeciw naszym potrzebom — mówią moi rozmówcy. Wołomin odwiedziła niedawno Stołeczna Estrada. Przedstawiła swój program, Stołeczny Wydział Kultury zapoznał się ze stanem bibliotek i warunków, w jakich pracują. Na tej podstawie opracowany zostanie program działań dopasowany do rzeczywistych możliwości plan stałej poprawy realizowany konsekwentnie w następnych latach. Atmosfera jest życzliwa i sprzyja wspólnemu działaniu.

Rysuje się realna możliwość korzystania z dobrodziejstw kulturalnych, jakie oferuje stolica, W porównaniu z innymi podstołecznymi ośrodkami Wołomin jest w dobrej sytuacji – dysponuje trzema dużymi salami, które aż się proszą o najlepsze warszawskie zespoły i grupy teatralne. Mówi się zresztą o ich zaproszeniu. Nie przekreśla to oczywiście wyjazdów do stolicy, i tak blisko 12 tys. mieszkańców Wołomina pracuje w Warszawie. To właśnie ludzie. którzy korzystają z bogatej warszawskiej działalności kulturalnej. To ci, których apetyty i wymagania rosną. Zdają sobie sprawę z tego ojcowie miasta. Wiedzą, że tą część społeczności Wołomina zmusi ich z czasem do równania wzwyż, sięgania do najlepszych wzorów kulturalnej rozrywki. Wołanie o pomoc merytoryczną jest tego najlepszym dowodem, bo nie tylko mieszkańcom, ale i ojcom miasta mocno leży na sercu sprawa, by w Wołominie żyło się nie tylko spokojniej, ale i ciekawiej.

Joanna Świeżawska
Życie Warszawy
rok 1975

Więcej tego autora:

1Comments

Add yours

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.