Dyktatura czy dziwactwo? — W pamięci żywi, w niepamięci umarli — Karle umysły nie mogą docenić wielkości bohaterstwa.

“Co kraj — to obyczaj” — mówi przysłowie. Wołomin jakkolwiek nie jest żadnym krajem, jednak burmistrz tego miasta próbuje zaprowadzić w nim nowe, swojskie obyczaje. Przedewszystkiem stara się zreformować niektóre sprawy, dotyczące sposobu posiedzeń Rady Miejskiej. A więc: w terminie jednodniowym zawiadamia Radę, by udała się w dzień świąteczny do miejscowego fotografa celem dokonania zdjęcia. Tu wydaje dalsze polecenia… – „Zebrani pp. Radni udadzą się zaraz do sali obrad”.

Ojcowie w skupieniu i z powagą idą, nie wiedząc, o czym będą radzić, gdyż przedtem żaden z nich nie jest poinformowany ani o porządku dziennym obrad, ani wogóle o mającym się odbyć posiedzeniu. Nikt jednak nie protestuje, gdyż niektórzy uważają to za posiedzenie informacyjne, dotyczące spraw, które będą omawiane na najbliższym normalnym. Tymczasem: przewodniczący w krótkich słowach skreśla zasługi pierwszego starosty (obecnego wiceministra spraw wewnętrznych) powiatu Radzymińskiego, p. Korsaka, wreszcie ostatniego, ustępującego p. Graffa. Dla uczczenia obydwóch proponuje, by Rada Miejska uchwaliła nazwać jedną z ulic naszego miasta „im. Korsaka” drugą „im. Graffa”, Na pytanie przewodniczącego, kto jest przeciw temu — milczenie. Posiedzenie w dniu 8 marca uważa się za skończone. Zwołuje się następne 17 marca.ale już według praw i zwyczajów panujących w kulturalnym społeczeństwie. Sekretarz odczytuje protokół „Na poprzednim posiedzeniu Rada Miejska jednogłośnie uchwaliła nazwać jedną z ulic m. Wołomina im. Korsaka drugą im. Graffa.

Teraz już musiałem zaprotestować przeciwko podobnemu załatwianiu sprawy. Przedewszystkiem, nie można uważać wniosku za uchwalony jednogłośnie, jeżeli sposób głosowania jest przeprowadzony nieformalnie, jeżeli ktoś nie stawia sprzeciwu, to nie dowód że ten wniosek popiera. Następnie p. przewodniczący nie wziął tego pod uwagę, że uchwały (o ile to można nazwać uchwałą) przeprowadzone w podobny sposób nie tylko, że nie posiadają znaczenia prawnego, ale nawet moralnego, a tymczasem wyrządza się niedźwiedzią przysługę ludziom, których by się chciało uczcić. Jest to więc krytyka nie wniosku podanego przez p. burmistrza, ale sposobu załatwienia tegoż wniosku przez samego wnioskodawcę.

Z tych to względów zażądałem, aby tę sprawę rozpatrzeć na formalnym posiedzeniu, jednocześnie rozszerzyć wniosek dotyczący pp. Korsaka I Graffa, i na Ś.p. gen. Żymirskiego, powstańca listopadowego…

Przecież ten człowiek sto lat temu walczył o niepodległość Polski, brał udział w wielu bitwach, z myślą wyzwolenia Ojczyzny z rąk najeźdźcy, aż wreszcie poległ, jak bohater w słynnej Olszynce Grochowskiej. Ciało jego spoczywa naziemi radzymińskiej, tuż obok Wołomina. Czyż człowiek, który swe życie złożył na ołtarzu Ojczyzny, a majątek własny ofiarował na cele społeczne jak na oświatę, utrwalenie ducha patrjotycznego, budowę kościoła na ziemi radzymińskiej, czy tego człowieka nie powinno się czcić narówni z innymi? Niestety większość odniosła się do tej sprawy nieprzychylnie, idąc za radą przewodniczącego, który widocznie uważał, że setna rocznica nie jest odpowiednia do oddawania hołdu bohaterowi, a na pocieszenie dodał, że w przyszłości będzie specjalna komisja do nadawania nazw ulicom, której poleci, aby mój wniosek był wzięty pod uwagę.

Słowem, według H. Sienkiewicza była to dysputa kaczora ze słowikiem, w której pierwszy rzekł: „Może być, że ty lepiej śpiewasz ode mnie, ale ja jestem daleko tłustszy, mam więc rację. A słysząc to, wszystkie kaczki poczęły powtarzać z zachwytem: Tak! tak! tak! tak!”

B. Z.

Głos Powiatu Warszawskiego Radzymina i Mińska Mazow.
R. 2, nr 6 (maj 1931)

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.