Dzikie drużyny siatkówki w Wołominie

Wołomińskie siatkarki KPW
Wołomińskie siatkarki KPW

Siatkówka wołomińska rodziła się w trudnych warunkach materialnych, lecz wspierana była entuzjazmem młodzieży i pełną aprobatą patriotycznego grona osób organizujących życie społeczne. Stąd też tak zwane “dzikie” drużyny uprawiające zespołowe gry sportowe powstawały jak grzyby po ulewnym deszczu.

Pierwszy dzień w celi

Więzienie kobiece "Serbia" w Warszawie
Więzienie kobiece "Serbia" w Warszawie

Po pewnym czasie, kiedy siedziałyśmy blisko siebie nad miską zupy, mama mi szepnęła: „W łaźni podeszła do mnie kobieta, która podała dawno już ustalone hasło i spytała, co trzeba usunąć z naszego mieszkania. Powiedziała, że zaraz po naszym aresztowaniu w mieszkaniu byli chłopcy i zabrali, co ich zdaniem było kompromitujące, ale nie wiedzą, co jeszcze trzeba usunąć”.

Najdłuższa noc w moim życiu

Dom przy ul. lipowej 8, w którym autorka mieszkała z rodziną
Dom przy ul. Lipowej 8, w którym Autorka mieszkała z rodziną

Rewizja, krzyki, bałagan. Kątem oka obserwuję, co się dzieje. Na stole między talerzami leży latarka − stara, podrapana, niepaląca się latarka, a w wydrążonej baterii skrytka. W skrytce raport polskiego wywiadu o ruchach wojsk niemieckich pisany bez szyfru, plany, rysunki. Maleńki zwitek bibułki, a waga jego ogromna. Widzę, jak gestapowiec bierze do ręki tę latarkę, robi mi się gorąco…

Bibuła w pakowym papierze

Stefania Kalinowska
Stefania Kalinowska

– Mąż był wysoko w wojskowych strukturach. W naszym domu odbywały się przysięgi, często też i rewizje. Gdy nas ostrzegano – był taki Niemiec Schreder, który zawsze dawał nam cynk – mąż uciekał wówczas z domu, ja, gdy już przyszli, śmiałam się do Niemców, rozmawiałam z nimi patrząc im prosto w oczy, otwierałam szafki i zachęcałam do przeszukiwania mieszkania. Niemcy widząc postawę pani Stefanii z reguły rezygnowali, choć za parę dni znów powracali rewidować dom.

Wrzesień 1944 roku

Janina Kowalska przed Tablicą Wypędzonych w Zielonce, podczas rocznicy wypędzenia mieszkańców w 2013 r. Fot. UM Zielonka
Janina Kowalska przed Tablicą Wypędzonych w Zielonce, podczas rocznicy wypędzenia mieszkańców w 2013 r. Fot. UM Zielonka

W roku 2014 zostałam zaproszona do Zielonki. Zaproszono mnie jako świadka historii na obchody rocznicy wypędzenia w 1944 roku przez Niemców ludności polskiej na tułaczkę. […]

Konspiracja

Zdjęcie lotnicze Zielonki, rok 1947.
Zdjęcie lotnicze Zielonki, rok 1947.

Ubierano nas w białe kitle i maseczki. Znałyśmy doskonale recepturę i proporcje. Na wadze kładło się dość szeroki pasek papieru pergaminowego i na to sypało się poszczególne składniki dokładnie je ważąc. Następnie składało się papier robiąc opaskę, a końcówki wkładało się jedną w drugą. Gotowy produkt układało się w koszu. Jaki był skład tego proszku nie pamiętam, pamiętam jedynie, że była tam kalafonia, od której lepiły się ręce. Pracowałyśmy około czterech godzin dziennie. Myłyśmy dokładnie ręce i szłyśmy do domu. Po południu chłopcy pakowali te opaski do kartonów, zaklejali paskami z napisem „Uwaga, trucizna na szczury” po polsku i po niemiecku. Następnie transportowali te paki do Warszawy, w jakieś miejsce składowania, ale my nie wiedziałyśmy gdzie. I tak po roku nasza praca przydała się do niszczenia niemieckich czołgów w czasie Powstania Warszawskiego.

Szkolenie łączniczek

Janina Kowalska
Janina Kowalska

W czasie pierwszego przesłuchania w Gestapo, wprowadzono mnie do pokoju i kazano usiąść przy stoliku, na którym leżały pistolety wyjęte z kabur. Podejrzewam, że chciano mnie nastraszyć, miałam 14 lat i minę naiwnego niewiniątka. Wprawnym okiem pobieżnie obejrzałam te pistolety i zrobiłam wystraszoną minę, głowę schowałam w ramiona i odwróciłam się, żeby na nie nie patrzyć. Co chwila jednak popatrywałam i widać było, że coraz bardziej się boję, czy same nie wystrzelą. Odwróciłam się spłoszona na krześle, aż gestapowcy, śmiejąc się pochowali pistolety do kabur.