Uboga była wystawa powiatowa, urządzona w przeszłym tygodniu w mieście Radzyminie pod Warszawą; była ona najuboższą ze wszystkich wystaw, które w ciągu ostatniego lat dziesiątka odbyły się w kilku naszych miastach powiatowych. Ale dziwić się niema czemu. Wszystkie tamte wystawy urządzane były przez większych rolników, którzy mają więcej doświadczenia i nauki, więc hodują ulepszone bydło, konie i inną żywinę, lepiej uprawiają rolę, lepszem ją ziarnem obsiewają, i mają też co pokazać na wystawie, mają się czem popisać przed ludźmi. Wystawa powiatu radzyminskiego tem właśnie najbardziej różniła się od wystaw powiatowych dawniejszych, że dwory i folwarki nie miały ani w jej urządzaniu, ani w wystawionych okazach prawie żadnego udziału, a w z tej przyczyny, że w powiecie razymińskim jest ich bardzo niewiele. Dawniej było tam dworów i folwarków tyleż, co w innych okolicach kraju, ale prawie wszystkie one w ciągu ostatniego półwiecza zostały rozprzedane na działy włościanom, i dziś w całym powiecie radzymińskim są prawie same tylko mniejsze gospodarstwa, mające po kilka lub kilkanaście morgów, albo co najwyżej po parę włók obszaru.

Ale tu i ówdzie w kraju naszym znać już i w mniejszych gospodarstwach rolnych niemały postęp ku lepszemu i rozumną rękę światłego gospodarza. Nie jeden, ale wielu gospodarzy mniejszych ulepszyło znacznie swoje gospodarki i mają teraz co pokazać sąsiadom, aby mieli wzór i przykład, jak to gospodarzyć należy. Niestety, powiat radzymiński do takich okolic nie należy. Ciemnota jeszcze tam naogół wielka, czytelnictwo słabo rozpowszechnione, znacznie słabiej, niż na przykład w sąsiednim powiecie mińskim. Przyczyny tego są rozmaite, a jedną z ważniejszych, acz nie najważniejszą, jest ubóstwo gruntu w całej tej okolicy.

Powiat radzymiński, jak widać na mapce w dzisiejszej Gazecie, leży w kącie pomiędzy rzekami Wisłą a Bugiem. Cała ta okolica jest to nizina prawie równa, zrzadka tylko pokryta pagórkami, przeważnie z piasku utworzonemi. Grunt lekki, piaszczysty, często zmieszany z glinką lub wapnem; nazywają go tu sapem albo bielicą. Pod spodem najczęściej jest glina, dobra na cegłę i dla garncarzy; w niektórych miejscach jest margiel, albo też piasek siwy, tak zwany szurek. Grunt naogół żytni, chociaż przy większem staraniu i pszenica dobry plon na nim wydać może. Najgorsza to, że grunt jest nieprzepuszczalny a równy i nizki, więc woda długo się w nim trzyma i w luta mokre zasiewy nieraz wymakają i niszczeją. Z powodu nizkiego położeniu woda tu i ówdzie stoji na wierzchu tworząc bagna i bagienka; jedno takie bagno znajduje się o kilka wiorst od Radzymina tuż przy drodze bitej idącej do Warszawy. Wogóle nieużytków w powiecie jest dużo, są bowiem także liczne wydmy piaszczyste. Bagniska należałoby osuszyć, a wydmy zalesić, co przy zgodnej a chętnej pracy same gromady wiejskie z łatwością uczynićby mogły: teraz już jasną jest rzeczą, dlaczego wystawa w Radzyminie była uboga, dlaczego powiat radzymiński nie miał poprostu z czem wystąpić wobec spodziewanych gości. Przyprowadzono kilkadziesiąt koni i krów oraz kilka świń, a pięciu zaledwo gospodarzy wystawiło próbki swych płodów rolnych; tak samo nielicznie wystąpili rzemieślnicy radzymińscy. Najbardziej zaś przyczyniły się do zbogacenia wystawy warszawskie składy maszyn i narzędzi rolniczych oraz nasion, a także główne u nas Towarzystwo rolnicze, które urządziło pouczający pokaz wzorowej uprawy roślin gospodarskich.

Pokaz ten była to najciekawsza dla gospodarzy część wystawy; oglądać go można było nie na samej wystawie, lecz opodal, za miastem. Staraniem kółka rolniczego istniejącego w Radzyminie pod nazwą „Snop” Towarzystwo rolnicze urządziło tam jesienią roku przeszłego pólka doświadczenie, aby pokazać gospodarzom okolicznym, jak należy uprawiać ziemię, juk siać zboża, jak sadzić warzywa, jak je pielęgnować, aby mieć z roli prawdziwy pożytek. Pole pod te doświadczenia ofiarował jeden z członków kółka, gospodarz Wierzbicki. Było tu owsisko, a więc rola mocno wyjałowiona. Uprawiano ją na płasko i podzielono na kilkanaście równych, mniejszych poletek. Gnoju nie dawano nigdzie. Zasilono tylko rolę sztucznemi nawozami, a mianowicie solą potasową, superfosfatem i saletrą (którą rozsypuje się po wierzchu roślin na wiosnę); nawozów tych dano na każde poletko tyle, że na cały mórg 300-prętowy wyszłoby soli potasowej 2 i pół centnara, superfosfatu 5 centnarów i saletry trocha więcej niż 1 centnar; koszt takiego nawożenia na 1 mórg roli wypada 20 do 25 rubli. Na poletkach zasiano różne zboża i zasadzono warzywa, i teraz, kiedy to wszystko porosło, każdy naocznie może się przekonać, jak wielka różnica jest pomiędzy lichą a wzorową uprawą roli.

Oto, naprzykład, na polu sąsiada widzimy żyto; rośnie rzadko, a słomę ma krótką, niewyrośniętą. Tuż obok na dobrze uprawionej ziemi i nawozach sztucznych zasiano siewnikiem rzędowym takie samo ziarno, a jakaż ogromna różnica! Rośnie gęsto, aż miło popatrzeć, i znacznie wyżej od tamtego; widać, że da plon daleko obfitszy. Dowód to, że nawet ziarno zwyczajne, nieulepszone, przy należytej uprawie roli i dobrym siewie może daleko lepiej plonować, niż dziś plonuje gospodarzom. A cóż dopiero mówić o ziarnie ulepszonem! Obok tamtego żyta zasiano na polu doświadczalnem żyto ulepszone — łysowskie, a dalej petkuskie, a każde z nich zpewnością da z 15 ziarn, podczas gdy żyto miejscowe, zwyczajnie zasiane, może 4 ziarna zaledwo urodzi. Jedno z pólek przeznaczono na doświadczenie z przesadzaniem żyta. Plon będzie tutaj niebywały. Z jednego ziarna powyrastały krze z 20-tu i 30-tu ździebeł, a na każdem rośnie kłos pełny. Takie przesadzanie żyta jest zanadto żmudne, żeby je stosować w zwykłem gospodarstwie, dowodzi ono jednak, że dobry plon zboża zależy nietyle od roli i ziarna, ile od umiejętności i starania rolnika.

Na innych pólkach urządzono ciekawe porównanie wzrostu owsa bez żadnego na wozu, na samym superfosfacie, na superfosfacie i soli potasowej, na soli potasowej i saletrze, na samej saletrze, oraz na pełnym nawozie sztucznym, to jest na superfosfacie, soli potasowej i saletrze; takie samo doświadczenie zrobiono z burakami. Obok pokazano, jak należy uprawiać ziemniaki, kapustę, buraki, marchew, brukiew.

Gospodarze radzymińscy dowodzili podobno, że na ich gruncie dobra kapusta się nie urodzi, więc nie mogą jej uprawiać, choć mogliby mieć doskonały zbyt do Warszawy odległej o trzy mile drogą bitą; na pólkach doświadczalnych najlepiej się pokazało, że gospodarze ci mylą się, bo przy umiejętnej uprawie mogą mieć na swych gruntach bardzo dobrą kapustę. Mogą uprawiać nawet pszenicę, a dowodem bujny łan pszeniczny na jednem z owych pólek.

Nie wszyscy jednak gospodarze w okolicach Radzymina trzymają się przestarzałych sposobów uprawiania roli. Widzieliśmy na wystawie bardzo ładne okazy zbóż i warzyw z gospodarstw Tomasza Kluska ze wsi Trzcianny, Antoniego Chmiela z Klębowa, Żmijewskiego z Radzymina, Stańczaka Piotra i Łabasiewicza z Zawad. Tylu tylko jednakże rolników z całego powiatu radzymińskiego mogło popisać się lepszą uprawą zbóż i warzyw. Oprócz okazów z ich gospodarstw wystawione były kłosy zboża z pola pokazowego wzorowej uprawy i nawożenia roli, prowadzonego w Czerniakowie pod Warszawą na ziemi ofiarowanej przez gospodarza Kałdonka.

Pouczający również pokaz uprawy warzyw bez nawozów sztucznych I na nawozie pełnym i niepełnym urządził na wystawie zakład hodowli nasion braci Chomiczów z Warszawy, a obok podobne pólko urządziła spółka ogrodników w Radzyminie.

Hodowla włościańska przedstawiła się na wystawie nieźle. Konie przyprowadziło 20-tu gospodarzy drobnych, bydło rogate 11-tu, a świnie 4-ch gospodarzy. Wyróżniała się zwłaszcza para klaczy Jana Wąsika z Krusza w parafji Klębowskięj. Prócz niego nagrody za konie otrzymali następujący drobni gospodarze w tejże parafji Klębowskiej: Grudkowski Józef, Śliwa Jan i Tuszyński Jan w Jasiennicy, Marcinkiewicz Zygmunt w Pieczyskach i Wojda Piotr w Kraszewie; w parafii Radzymińskiej: Szot Karol, Żmijewski Andrzej i Spółka ogrodnicza w Radzyminie, Gmurczyk Jan i Stańczak Piotr w Zawadach, Truskowski Leopold w Zwierzyńcu i Więch Wojciech w Woli Słupskiej; w par. Dąbrówce: Kowalczyk Jan w Małopolu i Materski Józef w Józefowie; w par. Niegowie: Kamiński Józef w Adelinie i Wilczyński Jan w Dyskurowie; w par. Sulejowie: Adam Wójcik w Zofininie i Kamiński Józef w Wujówce; w par. Cygowie — Witkowski Aleksander w Ręczajach; nadto nagrody za konie otrzymało dwóch folwarcznych gospodarzy z powiatu Radzymińskiego i dwóch z powiatu warsawskiego. Za bydło rogate, prócz hrabiego Zamojskiego z Jadowa, otrzymali nagrody drobni gospodarze: Aleksander Płatkowski z Pogorzeli, Jan Pałaciniec ze Słupna, Wawrzyniec Stańczak i Jan Gmurczyk z Zawad, Aleksander Okulski z Roszczepa, Józef Osiński ze Zwierzyńca, Jan Sochacki z Krazewa, Józef Wymiętowski z Beńjaminowa, Celestyn Kominek ze Stanisławowa, Łukasz Klusek z Trzcianny i Spółka ogrodnicza w Radzyminie. Za świnie: Feliks Bieniek z Osęki pod Sulejowem, Antoni Dudziński z Radzymina, Tomas Wilczyński z Klębowa i Adam Gąsiorek z Zofinina.

Rzemieślników w wystawie wzięło udział tylko jedenastu, a wszyscy, prócz dwóch, z samego Radzymina. Piotr Giernatowski wystawił ceglarkę, kieraty, sieczkarnie, młynek, pług i wóz własnego wyrobu; Franciszek Błoński pokazał sieczkarnię, żłoby żelazne, piecyki, i inne wyroby ślusarsko-kowalskie; Bronisław Tymiński — kaski dla straży ogniowych i zmywalnię kuchenną z blachy; W. Palesa, zdun, wystawił całą kuchnię angielską z piecami ogrzewalnym; Rudzki Władysław — chomąta i inną uprząż; Gorta Władysław — koła; W. Dyszer — wyroby koszykarskie; Królikowski Władysław — ozdobne garnki i inne naczynia z gliny, oraz pokazywał wyrób ich na warsztacie garncarskim; Stanisław Szymankiewicz dał dwie ogromne misy gliniane; Bolesław Koskowski z Klębowa — wyroby bednarskie; Aleksander Przezdziecki z Wołomina — szafki do zegarów. Wszystkim tym rzemieślnikom przyznano w nagrodę bądź medale srebrne, bądź listy pochwalne. Do działu rzemiosł należy zaliczyć i wyroby przemysłu drobnego. Tu najlepiej przedstawiła się tkalnia Marji Bratkowskiej z Miąsego, nagrodzona medalem złotym za wystawione i tkane na samej wystawie kilimy; z warsztatem tkackim przyjechała także Emilja Łaszczowa z Zagościńca, której przyznano medal srebrny za samodziały; takąż nagrodę za guziki dostała Wilczyńska z Klębowa. Prócz tego widzieliśmy na wystawie kilimki Eleonory Baranowej z Klębowa i Marjanny Bieniekowej z Osęki, wyroby lniane Karoliny Piątkowskiej i J. Faryńskiej z Radzymina. Antoni Wójcik z Nałęczowa oraz głuchoniemi rzemieślnicy z Warszawy wystawili laski, pudełka i inne ozdobne wyroby z drzewa.

Fabryk w powiecie radzymińskim jest kilka, ale tylko jedna huta szklana z Wołomina wystąpiła na wystawie; prócz tego pokazała wyroby swoje wielka cegielnia w Ząbkach w pow. warszawskim. Dużo najrozmaitszych maszyn rolniczych i narzędzi potrzebnych w gospodarstwie wystawiły składy warszawskie.

Na zakończenie wypada choć wspomnieć o wyrobach dzieci z ochronki radzymińskiej i o ciekawej wystawie urządzonej przez szkołę początkową radzymińską; szkoła ta istnieje już przeszło sto lat, gdyż założona została jeszcze przez polską komisję szkolną za króla Stanisława-Augusta Poniatowskiego.

Na wystawie odbywały się pouczające pogadanki dla rolników, a przez cały czas przygrywały dwie kapele; jedna straży ogniowej ochotniczej w Radzyminie, druga — parafjalna z Klębowa, złożona z samych chłopaków wiejskich, a utworzona niedawno przez księdza proboszcza Dąbrowskiego.

T. P.

Gazeta Świąteczna
R.31, nr 1588 (9 lipca 1911)

 98 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.