Kiedy w roku zeszłym, 1913-ym, przeczytałem numer 14-y “Zarania”, a w nim list brata Grabowicza z Łowickiego, to poprostu nie chciałem uwierzyć w to, co pisał tenże p. Grabowicz; jako za czytanie “Zarania”, na wniosek ks. Zabczyńskiego, przez członków Kółka wydalony został z Kółka rolniczego, aż doświadczyłem tego wszystkiego na własnej skórze.

Na początku r. b. ks. Kobyliński, dziekan i proboszcz parafji Radzymin, zachęcał z ambony parafjan, żeby się zapisywali do Kółka rolniczego. Myślę sobie: trzeba pójść i zapisać się, tymbardziej, że przed kilku laty byłem sekretarzem w tem samem Kółku. Jak postanowiłem, tak zrobiłem; poszedłem, zapisałem się, zapłaciłem wymaganą przez statut składkę w kwocie jednego rubla i zostałem członkiem.

Na następne zebranie przychodzę już jako członek. Ale sekretarz, p. Mikołajewski, radzi mi po przyjacielsku, żeby pójść i przeprosić księdza. Zdumiałem. Przecież myślę sobie: ja względem księdza nie poczuwam się do żadnej winy i nie wiem za co właściwie mam księdza przepraszać?

– Nie był ksiądz u pana po kolendzie, więc musi mieć do pana jakąś urazę.

– Ze nie był po kolendzie to z własnej swojej woli, nie zaś z mojej winy; zresztą ja o to do księdza nie mam żadnej pretensji. Rozumie się, na owo przeproszenie nie poszedłem. Po upływie pół godziny przychodzi ksiądz dziekan. Sekretarz zawiadamia zebranych, że jest dwuch kandydatów na członków: Małachowski i Jóźko. Ksiądz głosem podniesionym woła:

– Jeżeli przyjmiecie p. Małachowskiego, to ja ustępuję!

Ośmieliłem się wyszeptać: dlaczego?

– Bo jest “zaraniarz” i “agitator”.

Niestety, obydwa zarzuty są prawdziwe. “Zaranie” prenumeruję od czasu, jak zaczęło wychodzić. “Agitatorem” także jestem. Bo jakże? Agitowałem przecież z p. Klemensem Cieślikiem za otwarciem w Radzyminie kursów “dla dorosłych analfabetów” i następnie wykładałem na tych kursach a, b, c i arytmetykę, od 1 do 100 włącznie. Dalej agitowałem za założeniem w Radzyminie “straży ogniowej” i jestem jej członkiem czynnym od r. 1902-go. Agitowałem za założeniem “Towarzystwa pożyczkowo-oszczędnościowego” i byłem przez 2 lata w jego zarządzie… Agitowałem również za zorganizowaniem w Radzyminie “Teatru amatorskiego” i biorę w nim czynny udział od roku 1907-go. Należałem przez kilka lat do chóru kościelnego, agitowałem za założeniem sklepu spółkowego “Stowarzyszenie spożywcze”, którego ks. dziekan jest prezesem, pisałem w tej sprawie listy, wyjednałem pozwolenie u władzy i t. d. Dalej agitowałem na rzecz budowy domu dochodowego parafjalnego, na który to dom, za zgodą całej parafji, zrobione są już plany, które kosztowały około dwustu rubli; zadatkowano sto tysięcy cegły, na którą dano 800 rubli, drzewa przygotowano za kilkaset rubli, wapna zalasowano 150 korcy. Pewną część tych materjałów użyto na budowę stajni i komórek (stare się spaliły). I już miał “dozór kościelny” przystąpić do budowy wyżej wymienionego domu, ale… ks. dziekan Kobyliński pozazdrościł mi i także się w agitację zabawił; zebrał tedy z całej parafji wszystkich sołtysów i wytłumaczył im szkodliwość takiego domu, że to jak się szyba stłucze, to nie będzie komu wprawić, dach zacieknie, nie będzie komu zreperować i t. d. i agitował, żeby w miejsce domu dochodowego, z wyżej wymienionych materjałów, wybudować plebanję, bo ta, co jest, ma być “za mała” (6 pokoi, kancelarja i kuchnia), oprócz tego dwa pokoje dla wikarego.

Ale wracam do rzeczy i do mego z Kółka wypędzenia… Sekretarz tedy “z głupia frant” pyta:

– Co pan Małachowski będzie robił w Kółku? bo ziemi nie posiada.

Odpowiedziałem, że mogę przedstawić akt rejentalny, jako tytuł własności. A zresztą co za dziwne pytanie, co będę “robił” w Kółku? To, co i wszyscy, to jest… nic. Chyba żebym swoim zwyczajem znowu agitował, żeby się zapisywali do Kółka, żeby coś robili. Tak, jeden i drugi postawiony mi przez księdza zarzut jest prawdziwy, tylko w żaden sposób nie mogę tego dociec, dlaczego miałbym być szkodliwym dla rolnictwa?

Ksiądz sam, pomimo najszczerszej chęci, nie mógł mnie usunąć; trzeba było zgody większości członków. No, i jak to było łatwe do przewidzenia – na 15 głosów (bo aż tylu jest w Kółku rolniczem w Radzyminie) nie miałem ani jednego za sobą. Sekretarz zwraca uwagę księdzu, żem dał rubla.

– To oddać – brzmi odpowiedź.

Pytam później tych panów: co przeciwko mnie mają? Odpowiedzieli, że nic, ale jakżeśmy się mogli sprzeciwić księdzu?.. Owce to, czy barany? Następuje głosowanie na drugiego kandydata, Ten pan rzeczywiście “Zarania” nie czyta, ale także nie był bez grzechu, bo jak żartobliwie wyjaśnił zebranym pan Mikołajewski, jakoś zginęło przy nim kółkowych pieniędzy 36 rubli. Ks. Kobyliński skwapliwie pierwszy odezwał się, że przeciwko temu panu nic niema i daje głos za przyjęciem go do grona wybranych. Za nim jak echo powtarza to samo 15-tu członków. W dodatku wybrali tego pana… do komisji rewizyjnej, bo jak zauważył jeden z członków: taki będzie najlepszy; będzie umiał drugich pilnować. Tak tedy w Kółku rolniczem w Radzyminie niema ani jednego zaraniarza. Jaka też w niem będzie robota?…

Pozdrowienia zasyłam wszystkim przedpłatnikom “Zarania”. Odebranego rubla ofiarowuję na szkołę rolniczą w Kruszynku.

Pokrewny duchem Antoni Małachowski.

Zaranie – pismo tygodniowe ogólno-kształcące, społeczne, rolnicze i przemysłowe
nr 16, 16 kwietnia 1914

 93 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.