Ester Kreitman - rekonstrukcja wyglądu na podstawie oryginalnej fotografii

Zapomniana Ester z miasteczka R.

O Isaacu Bashevisie Singerze słyszał chyba każdy radzyminiak, za to o nazwisku Ester Kreitman zapewne nieliczni. Tymczasem, w tym roku przypada 130. rocznica urodzin Ester Kreitman – pisarki, określanej mianem „pierwszej żydowskiej feministki”, która jako nastolatka mieszkała w Radzyminie, a jednopiętrowe kamienice Starego Rynku jawiły jej się wówczas, jako „drapacze chmur”.

Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał o Ester Kreitman nie powinien mieć do siebie o to pretensji. Pisarka przez dekady pozostawała w cieniu swoich słynnych braci, jej twórczość nie była szerzej znana na świecie, a dla polskiego czytelnika w ogóle nie była dostępna.

Pierwsza żydowska feministka?

Na dobrą sprawę, przypomniano sobie o niej współcześnie, na co zresztą zwraca uwagę nawet znawca tematu, historyk dr Yaakov Wise, podkreślając w swojej publikacji z 2015 r., że Ester Kreitman dopiero od niedawna zaczęła być uznawana za wybitną autorkę kobiecej prozy jidysz i za istotny wzór dla późniejszych pokoleń żydowskich feministek. Pisarka zawdzięcza tytuł „pierwszej żydowskiej feministki” swojemu buntowi przeciwko sytuacji dziewcząt w surowych, ortodoksyjnych domach oraz żądaniu, aby przysługiwało im takie samo prawo do edukacji, jak chłopcom. W naszym kraju, popularyzacją twórczości pisarki, kojarzonej dotąd jedynie wąskiemu gronu pasjonatów literatury żydowskiej, od kilku lat zajmuje się tłumaczka, Natalia Moskal, której to zawdzięczamy pierwsze przekłady dzieł Ester Kreitman na język polski.

Nie tylko starsza siostra I. B. Singera

Hinde Ester Kreitman z d. Singer (Zinger) urodziła się 31 marca 1891 r. w Biłgoraju. Przyszła na świat jako najstarsze z czwórki dzieci chasydzkiego rabina Pinchasa Menachema Zingera i Baszewy Zylberman Zinger – córki wybitnego rabina z Biłgoraja. Tym samym była starszą siostrą Israela Joszuy, Icchoka Bashevisa i Moszego. Paradoksalnie, chociaż to Ester jako pierwsza w rodzinie zajęła się pisaniem, nigdy nie zdobyła takiej sławy, jak jej młodsi bracia – Israel Jehoszua Singer (1893-1944) czy Isaac Bashevis Singer/Icchok Baszewis (1902-1991), który jak wiadomo, w 1978 r. otrzymał literacką Nagrodę Nobla.

“Dziewczynki nie muszą na nic wyrastać”

Przekleństwem Ester, nazywanej przez bliskich Hinde (lub pieszczotliwie „Hindele”) – po hebrajsku „łania”, był fakt, że nie urodziła się chłopcem. Nie ma co ukrywać, że pod koniec XIX w. szczególnie w tradycyjnej, żydowskiej rodzinie chasydzkiego rabina, narodziny córki uchodziły za wydarzenie co najmniej rozczarowujące. Dziewczęta nie mogły liczyć na zdobycie wykształcenia, ani rozwijać swoich pasji, a ich życiowym powołaniem miała być rola żony, matki i gospodyni domowej. Matka Ester – Baszewa, która także czuła się niespełniona życiowo właśnie z powodu płci, nieszczególnie cieszyła się z narodzin córki. Wkrótce po przyjściu na świat, maleńka Ester oddana została pod opiekę mamki na długie trzy lata. Nie dość, że w pierwszym okresie życia dziecko pozbawione było ciepła i matczynej troski to na dodatek mieszkało w ciasnej, ciemnej izbie, co najprawdopodobniej stało się przyczyną trwałej wady wzroku. Niedostatek miłości rodzicielskiej nie pozostał przy tym bez wpływu na psychikę Ester w późniejszym wieku. Uchodziła za dziecko rozhisteryzowane, ekscentryczne i trudne. Cierpiała na epilepsję i napady omdlenia. Brak zrozumienia i oparcia ze strony bliskich, a w szczególności matki był bolesnym doświadczeniem dla wrażliwej dziewczyny. Spowodowana nim trauma dokuczała Ester również w dorosłym życiu, gdyż do śmierci pozostała kobietą niestabilną emocjonalnie.

W rodzinie Singerów to ona pierwsza sięgnęła po pióro

Na przełomie XIX/XX w. rodzina Singerów opuściła Biłgoraj i przeprowadziła się do Leoncina – wsi niedaleko Nowego Dworu Mazowieckiego, gdzie ojciec Ester i Israela Joszuy otrzymał posadę rabina. Kilka lat później, ok. 1906/1907 r. Singerowie już z czwórką dzieci wyprowadzili się z Leoncina i zamieszkali w Radzyminie, w związku z objęciem przez rabina Pinchasa Menachema posady kierownika tutejszej jesziwy. Niestety, nasze miasto nie okazało się dla Rodziny Singerów „ziemią obiecaną”, dlatego już w 1908 r. przenieśli się do Warszawy. Dla kilkunastoletniej Ester przeprowadzka z niewielkiej wsi do podwarszawskiego miasteczka a następnie do samej Warszawy jawiła się jako szansa na odmianę losu. Nastolatka była bardzo ambitna i pomimo, iż nie miała możliwości zdobycia wykształcenia, dużo czytała poznając literaturę, a także uczyła się potajemnie języków. Drzemiąca w niej artystyczna dusza ciągnęła ją w stronę teatru. Marzyła o życiu w bohemie. Skończyło się jednakże na pisaniu do szuflady, a jej pierwsze opowiadania na zawsze pozostaną tajemnicą (wg rodzinnego przekazu Ester zniszczyła rękopisy po pokazaniu ich matce, tuż przed swoim zamążpójściem w 1912 r.).

Wyszła za mąż, bo… nie miała wyjścia

Ester Kreitman - rekonstrukcja wyglądu na podstawie oryginalnej fotografii
Ester Kreitman – rekonstrukcja wyglądu na podstawie oryginalnej fotografii

Do ślubu pod chupą szła w niesławie starej panny, licząc sobie 21 lat. Po namowach ze strony rodziny zgodziła się poślubić Awrama Kreitmana – szlifierza diamentów mieszkającego w Antwerpii. Miała nadzieję, że za sprawą małżeństwa rozpocznie nowe, lepsze życie. Po ceremonii ślubnej, która odbyła się w Berlinie, zamieszkała razem z mężem w Antwerpii, gdzie w 1913 r. urodziła syna – Mosze (późniejszego dziennikarza i tłumacza znanego jako Maurice Carr). Tuż po wybuchu I wojny światowej rodzina Kreitmanów musiała przeprowadzić się do Anglii i zamieszkała w Londynie. Niestety, przyszło im żyć w skrajnej nędzy, co dodatkowo pogłębiło kryzys w małżeństwie. Utrzymywali się głównie ze skromnych zarobków Ester, która zajęła się tłumaczeniem literatury (m.in. przełożyła na jidysz „Opowieść Wigilijną” Ch. Dickensa), a także ze świadczenia drobnych usług i napraw. W 1926 r. Ester postanowiła zmienić swoje życie. Razem z synem przyjechała do Warszawy mając nadzieję, że będą mogli pozostać w Polsce na stałe. Szybko jednakże okazało się, że Ester nie może liczyć na wsparcie rodziny, dlatego po trzech miesiącach wróciła z synkiem do Londynu.

W cieniu braci, w uścisku demonów

W tym czasie powróciła także do pisania. Nawiązała współpracę z żydowskimi gazetami w Warszawie, Paryżu i rzecz jasna, Londynie. Utrzymywała się z tłumaczenia książek z angielskiego na jidysz. W 1936 r. ukazała się jej debiutancka powieść pt. „Der szejdim-tanc” („Taniec demonów”), wydana nakładem warszawskiego wydawnictwa Ch. Brzoza, ale niestety, wyłącznie w jęz. jidysz. Kolejna powieść pt. „Briljantn” („Brylanty”) ukazała się drukiem w Londynie w 1944 r., zaś w 1949 r. wydano zbiór opowiadań „Jiches” („Rodowód”). Nie mogąc liczyć na wsparcie rodziny w Polsce, ani też pomoc braci w przeprowadzce do USA i karierze literackiej, Ester Kreitman do końca życia pozostała w Wielkiej Brytanii. Tuż po zakończeniu II wojny światowej usiłowała odnaleźć matkę i najmłodszego brata, którzy w 1939 r. przedostali się do ZSRR, a następnie zostali wywiezieni do Kazachstanu. (Najprawdopodobniej oboje zmarli tam w 1944 r. w niewyjaśnionych okolicznościach). U schyłku swoich dni, rozgoryczona życiowym niepowodzeniem Ester coraz częściej zmagała się z zaburzeniami psychotycznymi wierząc, że jest dręczona przez dybuki i demony. Zmarła we śnie, 13 czerwca 1954 r. w Londynie.

Dwojrele (Ester) i miasteczko R. (Radzymin)

Paradoksem (jeśli nie chichotem sił nieczystych) jest fakt, że pierwsza powieść Ester Kreitman pt. „Taniec demonów”, która została wydana w Warszawie w 1936 r., doczekała się polskiego przekładu (na dodatek nie z oryginału, ale z wersji angielskiej) dopiero 83 lata po swojej premierze (!) W 2019 r. będącą w rzeczywistości zbeletryzowaną autobiografią Ester Kreitman książkę (w przekładzie A. Pawelca) wydało lubelskie wydawnictwo Fame Art. „Taniec demonów” to rozrachunkowa opowieść, a właściwie zbiór wspomnień, którym autorka nadała sfabularyzowaną formę. Główną bohaterką jest nastoletnia Dwojrele (alter ego Ester) a postaciami pierwszoplanowymi: jej ojciec reb Awrom Ber (czyli reb Pinchas Menachem), jej matka Rejzele (Baszewa) oraz młodszy brat Michl (Israel Joszua). Co prawda, w powieści pominięto ważne fakty rodzinne (autorka milczy m.in. na temat urodzin najmłodszych braci – Icchoka i Moszego), niemniej dane biograficzne Ester Kreitman pokrywają się z fabułą. Akcja rozpoczyna się w chwili, gdy czternastoletnia Dwojrele z radością wyprowadza się z zapadłej wioski o nazwie Żelechice (Leoncin) i przenosi do miasteczka R. (Radzymin), gdzie zatrzymuje się na parę lat. Następnie przenosi się do Warszawy, a potem do Berlina i Antwerpii. Dla nas oczywiście najatrakcyjniejsze są rozdziały, których akcja rozgrywa się w Radzyminie, a rozpoczyna się od następującego opisu:

„Słońce wzeszło niczym skrzep krwi, obiecując kolejny promienny, słoneczny dzień. Dwojrele była zdezorientowana. Kiedy wyjechali z lasu? Przetarła oczy. Chyba nie zasnęła podczas drogi? Znajdowali się w R. Jednopiętrowe domy na głównej ulicy, gdzie Abisz zatrzymał się po to, by zapytać reb Awroma Bera, jak ma dojechać do dworu cadyka, w oczach rozespanej Dwojrele wyglądały na drapacze chmur. Miasteczko jeszcze spało. Wszystkie okna były zakryte: niektóre bogatymi zasłonami albo haftowanymi storami, inne tanimi, lecz czystymi zazdrostkami, jeszcze inne prześcieradłami albo nawet fartuchami. Tu i ówdzie sączył się słaby, niemal niewidoczny blask ulicznych latarni. Na ławce, pod gołym niebem, widać było śpiącą postać starego Żyda – a może goja? Nie była w stanie rozróżnić. (…)”

Inne spojrzenie na Radzymin – miasteczko, którego już nie ma

Niewątpliwie „Taniec demonów” jest interesującym dokumentem literackim. Radzymiński czytelnik sięgając po tę książkę otrzymuje niepowtarzalną szansę spojrzenia na swoje miasto oczami czternastoletniej żydowskiej dziewczyny. Takie odwrócenie perspektywy sprawia, że pomiędzy okiem a zamkniętą powieką przemyka nam powidok miasteczka, w którym polskość jest egzotyczna, a żydowskość zwyczajna i przyziemna. Pozwala poczuć atmosferę Radzymina z pierwszej dekady XX w., lepiej zrozumieć stosunki panujące pomiędzy mieszkańcami, a także poznać wzajemne relacje i codzienne życie członków rodziny Singerów. Powieść zawiera liczne fragmenty, które zdradzają dar obserwacji i dobrą pamięć autorki. Dzięki mniej lub bardziej szczegółowym opisom miasta, widzianego z perspektywy Dworu Cadyka i przyległości, (a więc obrębu Starego Rynku z ul. Zduńską i ul. Weteranów) rysuje nam się realistyczny obraz żywego sztetlu z wyraźnymi kolorami, światłocieniem, zapachami, echem rozmów i przebrzmiałym dawno gwarem ulic, sklepików, szynków czy targu. Słychać w tle świst ciuchci, tętent końskich kopyt na bruku i skrzypiących kół powozów, dzwonek strażackiej sikawki czy też śpiew dobywający się z wnętrza jesziwy.

Radzymin w czasach Ester/Dwojrele

Oczywiście wiadomo, że beletrystyka nie stanowi wiarygodnego źródła wiedzy historycznej, a jedynie może ową wiedzę ubarwić. Na ile zatem opis miasteczka R. w powieści przystaje do rzeczywistości? O tym jak wyglądał Radzymin w czasach Singerów możemy dowiedzieć się z pierwszej monografii miasta, napisanej przez dr. Stanisława Łagowskiego i wydanej w 1905 r. W istocie, u progu XX w. Radzymin liczył ok. 6,5 tys. mieszkańców w tym prawie ⅔ żydów. W mieście było ok. 200 budynków (kilkanaście murowanych), dwa rynki i kilka ulic pokrytych brukiem (reszta niebrukowana). Wodę czerpano z czterech pomp miejskich i studni prywatnych. Komunikację z Warszawą zapewniała droga bita i kursująca osiem razy dziennie z Radzymina kolejka marecka. Poza stacją kolejową, Radzymin jako miasto powiatowe posiadał sąd pokoju i gminny, sekretariat hipoteczny, kancelarię rejentalną, szkołę elementarną, aptekę, stację pocztowo-telegraficzną, trzy restauracje i hotel. W wielokulturowym miasteczku znajdował się okazały kościół, bóżnica, kircha oraz trzy cmentarze (stary, kirkut, ewangelicki). Funkcjonowały: cegielnia, olejarnia, browar, fabryczka wyrobów żelaznych, a wśród rzemieślników przeważali szewcy, zduni i prężnie działający garncarze. Działalność prowadziło Towarzystwo Pożyczkowo-Oszczędnościowe i Radzymińska Straż Ogniowa Ochotnicza, która miała już wówczas orkiestrę i organizowała wieczorki taneczne. Na rynkach w każdą środę odbywały się targi i jarmarki, na których można było nabyć wszystko – od produktów żywnościowych, ubrań i obuwia po naczynia, meble, biżuterię, obrazy czy książki. (Największe targi odbywały się jesienią i zimą, gdy było najmniej roboty w polu). W poniedziałki i czwartki rynek wypełniały wozy handlarzy słomą, zbierających się przed wyruszeniem do Warszawy. Raz na rok, w Święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia) obchodzony był uroczyście wielki odpust z pielgrzymką na Zjawienie. Tego dnia liczba przyjezdnych dochodziła do kilkunastu tysięcy! „Wtedy podziwiać możemy różnorodne stroje ludowe, wtedy słyszeć możemy rozmaite gwary, wtedy zjawiają się tutaj huśtawki, karuzele, młyny dyabelskie, a liczba „tasów” z paciorkami, obrazkami i koralikami, jako też liczba namiotów z pamiątkowymi kubkami, szklankami i.t.p. przedmiotami, oraz z piernikami i innemi łakociami wzrasta niepomiernie” – relacjonował dr S. Łagowski. Dumą ówczesnego Radzymina był piękny park dworski, częściowo już uporządkowany, na którego zwiedzanie właściciel chętnie zezwalał. (Od 1903 r. właścicielem dworu i dóbr radzymińskich był p. Władysław Rawicz – szef Domu Bankowego A. Rawicz i S-ka w Warszawie. Założony w 1769 r. dom bankierski ogłosił upadłość w 1906 r.).

Warszawa Singera, Radzymin Ester Kreitman?

Przypominając pokrótce biografię i twórczość Ester Kreitman niejako z okazji 130. rocznicy jej urodzin, warto byłoby również zastanowić się nad trwałym upamiętnieniem pisarki w naszym mieście. Być może kiedyś Radzymin uhonoruje Ester Kreitman poprzez nadanie jej imienia ulicy lub skwerowi? A może w ramach dorocznego festiwalu „Warszawa Singera” lub w nawiązaniu do niego uda się kiedyś zorganizować cykliczne wydarzenie, zadedykowane jej twórczości? Gdyby tak zapomniana twórczość Ester Singer Kreitman chociaż w jednym dniu w roku ożyła na radzymińskiej scenie, może spełniłoby się wielkie marzenie niedocenionej za życia pisarki i ucichły prześladujące ją demony? Z pewnością byłaby to także doskonała okazja do promocji Radzymina i jego bogatej, wielokulturowej historii. Rafał S. Lewandowski (W artykule wykorzystano fragmenty książki „Taniec demonów” autorstwa Ester Singer Kreitman w przekładzie A. Pawelca, wyd. Fame Art, Lublin 2019)

Radzyminiak
3/2021

Więcej tekstów tego autora:

+ Brak komentarzy

Dodaj swój

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.