Moja rodzina

Urodziłam się w Jadowie 2.03.1915 r. Moi rodzice też tam się urodzili. Ojciec miał na imię Rachmin Chrynowicki a matka Chaja – co oznacza – życie. Matka była z domu Szwarcberg, a jej mama z domu Mularska, a jej babcia z domu Zylberman. Moja matka urodziła się w Jadowie, ale wychowana była na wsi, w Myszadłach. Tam było duże gospodarstwo mojego dziadka. Ojciec był krawcem, bardzo poważanym w Jadowie – ubierała się u niego tylko inteligencja, był ławnikiem w sądzie, uczył też rzemieślników.

Ojciec miał warsztat na ulicy Warszawskiej, na przeciwko kamienicy gdzie urodził się generał Orlicz – Dreszer (tamten dom należał do brata ojca). Właścicielem kamienicy, w której był ojca warsztat był Polak, Pan Orębski. Myśmy mieszkali w jego kamienicy. Ojciec miał dwóch braci i siostrę – był najmłodszy z rodzeństwa. Jeden z braci Mendel, był buchalterem u Zylbermanów, którzy mieli w Jadowie piekarnie i sklepy mięsne. Działał też w gminie żydowskiej w Jadowie. Przez krótki czas prowadził także sklep z damską odzieżą. Drugi brat ojca Dawid miał żonatego syna w Warszawie. Siostra ojca – Małka Wiater przed wojną mieszkała w Wyszkowie. Po spaleniu Wyszkowa w 1939 roku przeniosła się do Jadowa. (Wszyscy zginęli w czasie wojny w Treblince). Miałam trzech braci i dwie siostry – od najstarszego: Hilary, Pesia, Mojżesz, Chana i najmłodszy brat Joel. Głównie Żydzi u nas pracowali; był jeden Polak, Kazik Gocłowski. Jego ojciec był naszym szewcem rodzinnym i kiedyś był sąsiadem. Myśmy z nimi bardzo dobrzy żyli, było wielu innych dobrych szewców, ale myśmy tylko do nich chodzili. Kazik w czasie wojny wyjechał do Warszawy, bo ojciec nie miał prawa trzymać ludzi.

Wyszłam za mąż w lipcu 1939 w Warszawie i miałam wyjechać do Paryża – mój mąż, Gerszon Litwak, trzy lata był w Paryżu i uczył się projektanctwa. Rodzice męża, Aaron i Liba Litwak – urodzili się w Jadowie, przed wojną mieszkali za Stoczkiem ale zamienili przed wojną dom, kupili plac i przenieśli się do Jadowa. Mój teść był chasydem od rabina radzyńskiego. Mój mąż nosił imię tego chasyda Gerszon Henoch, bo jego rodzice byli chasydami, nadzwyczajnie dobrzy ludzie. Mój mąż nie była chasydem. Mąż miał brata, który mieszkał z rodziną w Warszawie. Podczas bombardowania Warszawy przyjechał z dwójką dzieci i żoną do Jadowa. Mieszkali u Szpilerów (jeden syn Szpilera żyje jeszcze w Izraelu). Moją teściową spotkałam pierwszy raz jak miałam 10 lat, przyszła w odwiedziny do Pani Goldberg. Powiedziała, że muszę być po ojcu mądrą dziewczynką i zapytała, którego z jej synów chciałabym wziąć za męża. Na podróż poślubną pojechaliśmy do Urli. Po ślubie mieszkaliśmy w tej samej kamienicy co warsztat ojca. Rodzice mieszkali na górze, a ja z mężem na dole. Rodzice mieli także własny dom w Nowym Jadowie – tam, gdzie potem było getto. Sąsiad, który miał tam dom po lewej stronie był listonoszem, a po prawej też mieszkał Polak, który razem z moim ojcem budowali wspólną studnię. To były domy jednopiętrowe, niemurowane – był tam też duży ogród owocowy. Ale nam było wygodniej mieszkać na Warszawskiej i otrzymaliśmy pieniądze lokatorskie za dom. Przed wojną mieszkali tam urzędnicy gminy. W czasie wojny, już w getcie, też żeśmy w tym domu nie mieszkali. Mieszkaliśmy obok, bo Polacy się wyprowadzili, cała rodzina w jednym pokoju – dziesięć osób, m.in. oboje rodzice, teściowa Litwak (teść zmarł jeszcze przed gettem na suchoty), babcia Szwarcberg z domu Mularska. Już po wojnie przyjechał jeden człowiek z Jadowa do Szczecina, gdzie byłam i sprzedałam dom.

Pochodziłam z bardzo patriotycznej rodziny. Ojciec podczas Pierwszej Wojny Światowej był w Rosji i został ranny, był jeńcem w Niemczech. Jak bolszewicy napadli na Polskę, to ojciec walczył w Warszawie – nie pamiętam w jakiej jednostce – był piechociarzem. Ojciec został jednak później syjonistą od Żabotyńskiego. On zaczął rozumieć, jak zaczęła się endecja, że nie jest pierwszym obywatelem Polski i potrzebujemy mieć swój kraj. Brat mamy, Wolf Szwarzberg walczył o Polskę, był legionistą i sanitariuszem. Walczył też przeciw bolszewikom. W nagrodę chcieli mu dać pozwolenie na prowadzenie monopolu w Jadowie, ale on nie chciał, bo nie był handlarzem. Miał Krzyż Walecznych jako jedyny w powiecie wśród Polaków i Żydów. Nosił wujek na marynarce taką wstęgę i wszyscy mu salutowali. Mój brat Hilary, który się urodził w 1916, był plutonowym w kawalerii, w 1. Pułku Strzelców Konnych w Garwolinie. Przed wojną kiedy poszedł zdawać egzamin przed komisję wojskową skierowano go na badania do szpitala Piłsudskiego w Warszawie i powiedzieli, że ma prawdopodobnie raka skóry na policzku, a on zaczął płakać, „Nie, ja muszę być we wojsku!”. Miał zaświadczenie, że był dobrym strzelcem. Stosunki w wojsku były dobre, brat nigdy niczego złego nie powiedział. Czasami chłopscy synowie mówili, że „Żydzi zabili Pana Jezusa”, ale mieli uszanowanie przed moim wujkiem. Hilary też sympatyzował z partią Żabotyńskiego. Kiedy w 1939 Hilary został zmobilizowany, wrócił na krótko do domu, ojciec go pobłogosławił i powiedział: „Hilary, bądź z pierwszych!”. On doszedł prawie do granicy rumuńskiej1. Wojsko chciało żeby przeszedł z nimi, ale on bał się, że rodzice pomyślą, że zginął i wrócił. W czasie podróży powrotnej, Niemcy zabrali go do jakiegoś miasteczka. Tam nie było obozu, tylko ogrodzenie. Ładne dziewczyny, Polki i Żydówki pomogły jemu i innym jeńcom uciec. On dostał się do domu żydowskiego, dali mu chłopską kurtkę i pomału doszedł do Warszawy. Cała drogę przeszedł pieszo. W Warszawie mama miała siostrę z rodziną, odpoczął dwa dni i poszedł pieszo do Radzymina i tam polski policjant pomógł mu wrócić. W 1934 roku najmłodsza siostra mamy chciała wyjechać do Rosji, miała tam narzeczonego, który wyjechał do Rosji z Jadowa w 1930 roku. Nie był komunistą tylko miał tam rodzinę jeszcze z czasów cara, a w Polsce był sierotą. Ojciec cioci nie puścił.

Jadów

plan Jadowa z “Sefer Jadow”

Dobroczyńcą jadowskich Żydów był hrabia Zamoyski. Jeszcze za carskich czasów wybudował im murowaną bożnicę. Dał im też teren pod cmentarz, w miejscu, gdzie znaleziono ciała dwójki Żydów, zamordowanych przez jakiś kryminalistów. W czasie świąt religijnych Żydzi modlili się w intencji hrabiego Zamoyskiego. Za czasów cara sporo Żydów z Jadowa, zwłaszcza należących do Bundu, zesłano na Syberię. Po rewolucji w Rosji wyjechali oni do Ameryki.

Jak byłam w trzeciej klasie, Jadów odwiedził biskup katolicki. Przyjechał karetą, a wśród reprezentantów miasta, którzy go witali, byli Żydzi z Jadowa – rabin, mój ojciec i jeszcze Gedanke2. Witali go chlebem i winem na srebrnej tacy. Biskup wyszedł z karety i przywitał po hebrajsku starszych braci w wierze. Żydzi byli zdziwieni, że biskup wyszedł do nich. Starsi mieszkańcy Jadowa nazywali Żydów starozakonnymi.

W Jadowie stosunki między Żydami i Polakami były dobre. Oprócz Krzyczkowskiego i jego synów, ojciec nigdy z sąsiadami nie miał zatargów. Mnie ani żadnej żydowskiej dziewczyny nigdy nikt w Jadowie nie zaczepił ani nie obraził3. Większość polskiej młodzieży u nas w Jadowie nie była usposobiona do endecji. Ogólnie mało było w Jadowie endeków. Kiedy w latach 30-tych zaczęli oni grozić Żydom, Żydzi odbili im dobrze, tak że był potem spokój4. Pamiętam: szedł na przeciwko naszego sklepu Żyd, przyjechał z Palestyny odwiedzić rodzinę, nie był z Jadowa i zaczepiło go kilku Polaków. Mój wujek, ten z orderem to widział i poszedł mu pomóc. Uderzył jednego z Polaków. Został zaaresztowany przez nowych policjantów z Jadowa, którzy go nie znali. Ja pobiegłam na posterunek i powiedziałam, że będą mieć kłopot bo to jest człowiek zasłużony. Zadzwonili do komendanta Czarnieckiego i od razu go wypuścili. Potem młodzi Żydzi dowiedzieli się, że biją Żydów w innych miejscach, np. w Mińsku Mazowieckim5. Postanowili walczyć. Brali w tym udział Zylberman, Szpiler, Jakob Wąs, Git – z różnych partii. To się działo na jarmarku6. Było więcej Polaków niż Żydów. Więcej walk nie było. Zylberman nie był z żadnej partii, był rzeźnikiem z bogatego domu. Szpiler też był z bogatego domu, ale miał upodobania robotnicze. Jakob Wąs był synem felczera, inteligentny człowiek, nieżonaty. On wyjechał miesiąc przed wojną do Urugwaju, nie na stałe, ale jako turysta7. Ja byłam z nim w ambasadzie Urugwaju. Przeżył wojnę w Argentynie, a jak się zrobiło tam niedobrze po wojnie, przyjechał do Izraela. Nie mógł się tam urządzić, a że miał rodzinę w Ameryce, namówiliśmy ich żeby go tu sprowadzili i tak też się stało.

Żydzi w Jadowie byli bardzo dobrze zorganizowani. Mieli swoją aptekę, był bank dla rzemieślników – bogatsi wkładali pieniądze, ale bez procentów. Był też bank dla handlarzy. Był też tzw. „bank dla biednych” – jak biedna dziewczyna wychodziła za mąż, to organizowali wyprawę i wesele. Z jadowskich Żydów po polsku, choć niektórzy z akcentem, mówili wszyscy kupcy oraz większość młodzieży. Nie mówili po polsku chasydzi oraz osoby starsze, urodzone za carskich czasów. Żaden Żyd nie był analfabetą, biedni, czy też nieuczeni Żydzi jak nie pisali po polsku, to pisali po żydowsku albo po rosyjsku. Ja chodziłam do polskiej szkoły. Kierownikiem był Gębicki, Piłsudczyk, był bardzo dobrym człowiekiem. Miałam wychowawczynię, która mnie uczyła polskiego przez siedem lat. W szkole zaczęłam czuć, że się coś zmienia, bo kiedy napisałam opowiadanie na temat dziesiątej rocznicy niepodległości Polski, dałam koleżance Polce ściągnąć -„Surcia, daj ściągnąć” – i ona dostała 5 a ja 3, chociaż mieliśmy podobnie napisane. Nauczycielka była pochodzenia niemieckiego i nazywała się Schreiber. Chodziłam też do liceum w Warszawie im. Orzeszkowej na ulicy Nowolipki (kilku innych Żydów z Jadowa chodziło do szkół rzemieślniczych w Warszawie lub było wolnymi słuchaczami na Uniwersytecie Warszawskim).

Od 1926 roku przez dwa lata byłam w drużynie harcerskiej w Jadowie. W 1928 roku druhna drużynowa powiedziała mi, że nie mogę do nich dłużej należeć. Zabrali mi mundur. Było mi bardzo smutno, poszłam z ciocią do sklepu, kupiliśmy materiał i ciocia uszyła mi drugi mundur, poszłam w nim do szkoły. Potem krótko należałam do Haszomer Hacair, ale mi nie odpowiadali, nie byłam socjalistką, oni mówili, będziemy kształcić Arabów, a Arabowie napadali na kolonistów żydowskich. Potem byłam w Bejtarze, tak jak Hillary. Hillary, już po służbie w wojsku zniknął z domu na 6 tygodni, wrócił bardzo głodny, zanim mama dała obiad zjadł cały bochenek chleba. Miał jechać do Włoch, kształcić się na marynarza. W Bejtarze byli jeszcze Melcer, Git (ten co potem był w policji w getcie, a następnie był w obozie na Saskiej Kępie), Potasznik8, który potem wyjechał do Palestyny i jeszcze dwóch-trzech.

Komunistami w Jadowie byli m.in.:

– Abram Spiler, pochodził z bardzo porządnej, bogatej rodziny Spilerów, którzy wrócili na starość z USA do Polski, bo chcieli umrzeć w Polsce (umarli długo przed wojną, przedtem zbudowali duży drewniany dom). Jak uciekł w czasie wojny do rosyjskiej strefy, to dostał wyrok 10 lat więzienia, w czasie wojny w 1941 roku zgłosił się do Armii Czerwonej i zginął w jej szeregach.

– Chaim Garnek, mieszkał koło Hawryluka na poddaszu, był w KPP, siedział 7 lat w więzieniu w Łomży, wojnę przeżył w Rosji, jak wrócił po wojnie, to już nie zajmował się polityką, wyjechał do Wałbrzycha. Ojciec przed wojną nie pozwalał mi rozmawiać z Garnkiem, dlatego, że był on komunistą. Miał dwóch braci w Jadowie oraz siostrę w Warszawie. Mówił po polsku.

– Szmuel Gitman, syn kupca Gitmana, był 2-3 lata w polskim więzieniu, po rosyjskiej inwazji w 1939 roku wyjechał na Wołyń, tam przestał być komunistą i żałował swojej decyzji o wyjeździe. Umarł tam na suchoty. Razem z nim na Wołyń wyjechała jego dziewczyna Rachel, córka szewca z Jadowa. W 1941 zabili ją tam Niemcy.

– Była taka komunistka, co wyszła za Garbarskiego, przed wojną wieszali czerwone chorągiewki na domu Orębskiego. Uciekli do Rosji, ale potem szybko wrócili. Na granicy podczas jej przekraczania niechcący zadusiła swoje dziecko. Mówiła potem, że Rosjanie nie wygrają z Niemcami, bo Niemcy mają dobrą broń, a Rosjanie karabiny na sznurkach. I że lepiej umrzeć pod Niemcem niż żyć w Rosji. Opisywali, że Rosjanie są bezczelni.

– Sympatykiem bolszewików był syn drugiego brata mojego ojca, Dawida Chrynowickiego, Mojshe Chrynowicki. W czasie wojny uciekli do bolszewików, do Białegostoku, przy przekraczaniu granicy, polscy chłopi9 ich rozebrali z ubrań, zabrali jego żonie sukienkę, tak, że goli doszli do Czyżewa, gdzie jakiś Żyd dał im ubranie, tydzień potem wrócili do Jadowa.

W 1920 roku, jak do Jadowa wkroczyli bolszewicy, grupa Żydów z Jadowa organizowała wspólnie z nimi uroczystości. Rodzice opowiadali mi, że jakiś farbiarz10 bił po twarzy rabina Jadowa za to, że nie chciał przemawiać na komunistycznym wiecu. Prześladowali też księdza i organistę. Potem Wojsko Polskie złapało dwóch z nich, sąd w Wyszkowie skazał ich na śmierć i zostali rozstrzelani. Jak bolszewicy uciekli z Jadowa, to organista chodził po żydowskich rodzinach i uspokajał, że nie będzie się mścił. Przed wojną jakieś 10% Żydów w Jadowie, najczęściej spośród biedaków miało, sympatie komunistyczne, 10% to byli religijni ortodoksi, 40% to byli lewicowcy, w tym z Bundu, a 40% to byli sympatycy syjonizmu, zwłaszcza młodzież z bogatszych domów. Sympatycy Bejtaru uczyli się języka hebrajskiego, organizowali kolonie dla młodzieży, mieli bibliotekę w domu Majerowicza, co to potem był w Judenracie.

Zbiórki i marsze były organizowane, za zgodą policji i leśniczego w lesie za cmentarzem żydowskim, po lewej stronie drogi do Radzymina. Przyjeżdżali tam przedstawiciele Macabi z Wyszkowa, z muzyką. W czasie świąt syjonistycznych nigdy nie było żadnych przykrości ze strony Polaków. Powstała szkoła żydowska, ale nauczycielami byli Polacy, tylko jeden był Żyd z Galicji, Jakub, który uczył religii. Potem był w Radzyminie i ożenił się tam. Była jesziwa w Nowym Jadowie, ale niedługo, jakieś dwa lata istniała. Roszesziwe [kierownik jesziwy], który zajmował się szkołą był z Białegostoku, bardzo inteligentny człowiek. On podczas wojny przedostał się do Białegostoku, bo Rosjanie tam byli. Szkoła była tam gdzie dwie synagogi były. Był duży plac, szkoła była piętrowa. Na dole był taki hotel dla biedaków. Jedna synagoga, na Warszawskiej, była zbudowana przez Zamoyskiego. Druga bożnica, drewniana, była przy drodze do Urli. Do tej drugiej chodzili głównie rzemieślnicy.

Rabinem w Jadowie był Wajngot, bardzo inteligentny człowiek. Mieli 3 synów i 2 córki, najstarsza była Sonia, wyszła za maż za syna rabina z Sokołowa Podlaskiego. Mąż przeżył wojnę, Sonia z matką zginęły w Jadowie, rabin – jej ojciec zginął w Wilnie. Rabin był patriotą, występował na uroczystościach 3 Maja. Znałam się z jego drugą córką, Esterką – była moją szkolną koleżanką. Wyjechała w czasie wojny do brata w Słonimie i tam zginęła, z bratem. Było w Jadowie też dużo Chasydów, którzy wierzyli tylko w swojego rabina z Góry Kalwarii i nie zajmowali się polityką, a tylko swoim życiem religijnym. Oni mieli swoje oddzielne miejsce modlitwy. Były kluby syjonistyczne. Pamiętam dobrze cukiernię na ulicy Warszawskiej, właścicielem był Szlama Jadowski. Miał w sklepie radio z głośnikiem i ludzie słyszeli nowości na ulicy. Latem prowadził też duży sklep spożywczy na jakiejś stacji, ale nie w Urlach, przed Urlami, tam nie było Żydów.11 Jego matka wyszła za mąż drugi raz w Warszawie za starszego człowieka. Szlama miał starszego brata, który też miał cukiernię w dużym domu, tam gdzie była gmina. Cukiernia Szlamy to był drugi dom obok Orębskiego na Warszawskiej, a brat jego miał cukiernię po drugiej stronie ulicy. Miał siostry, wszyscy zginęli w czasie wojny. Starszy Jadowski miał córkę Sarę. Szlama, myślę, że miał trzech synów – młode chłopaki. Brat ojca Szlamy był ojcem Heni Jadowskiej i jej siostry. Ojca i matkę Heni, ukrywających się, już po deportacji Żydów, na strychu w opuszczonym budynku w getcie, podobno wydał Niemcom jeden Polak12. Córki przechował w Warszawie przez całą wojnę endek Kurek13. Po wojnie miały sklep w Paryżu, nazywały się Piekarskie. Obok sklepu Jadowskich, tuż przy kamienicy Orębskiego sklep spożywczy, m.in. z tanimi śledziami mieli Rosenszeinowie, mieli córkę Riwkę14. To była bardzo miła rodzina, byli bardzo lubiani. Kierowali Związkiem Żydów Jadowa.

Przed wojną duża część Jadowa spaliła się w pożarze, zwłaszcza po lewej stronie od kościoła, patrząc od ulicy Warszawskiej, m.in. spalił się sklep Gitmana. Gitman to był kupiec handlujący garnkami, kosami, bardzo dobry człowiek. Mówił do takiego chłopa, co przyszedł po kosę. „Ja Panu tej kosy nie sprzedam, bo ona się zużyje po jednym koszeniu. Niech Pan weźmie tę lepszą kosę, potem Pan mi dopłaci jajkami. Tylko Pan już nie pije”. Gitman miał córkę i syna – komunistę, Szmuela. Jego żona pochodziła z szacownej rodziny Radzińskich. To byli pierwsi żydowscy osadnicy w Jadowie, co dostali ziemię od Zamoyskiego, byli bardzo bogaci.

Ludzie Jadowa

Znane rodziny żydowskie: mojego ojca starszy brat Mendel Chrynowicki – był członkiem zarówno gminy żydowskiej i polskiej. Rodzina Gedanke – mieli sklep skórzany, no i moja rodzina; kiedy przed wojną była pogłoska, że będzie pogrom, cała policja stała przed naszym sklepem. Wśród znanych Polaków trzeba wymienić doktora Wiśniewskiego15. To był człowiek – anioł, jeżeli powiedzieć człowiek, to on nim był w 100%. Dla każdego był człowiekiem, przede wszystkim dla biedaków. Umarł 3 lata przed końcem wojny. Jeszcze po wojnie jak byłam na cmentarzu, na jego grobie był jeszcze wianek od Judenratu. Pamiętam jak wojsko niemieckie szło do Warszawy, a ja byłam odwiedzić moją babcię. On przyszedł, a ja wpadłam w jego ramiona. On mówi „Surcia – niektórzy do mnie mówili Sarenka, Sara, Surcia – byłam ulubiona u wszystkich, muszę powiedzieć, że ja mam szczęście do ludzi – módl się”. Był też starszy ksiądz, ale nie był dobry, lubił pieniądze i Polacy go nie lubili. Komendant Policji Czarnecki pochodził z bardzo dobrej rodziny. Jego żona, Maria, z domu Armusiewicz. Jej ojciec mówił płynnie po żydowsku, układał mi piosenki i jak miałam 5 lat, to nauczył mnie piosenki żydowskiej, za co dostałam gruszki, bo miał duży ogród. On miał wnuka, Janka, który też ślicznie mówił i pisał po żydowsku – Czarnecki nie pisał po żydowsku, ale ten wnuk tak. Ten wnuk miał na nazwisko Armusiewicz, bo „nie miał ojca”. Po wojnie go widziałam, bo miał zakład, był fryzjerem, tam gdzie był warsztat mojego ojca. Nic po ojcu nie zostało, tylko tapety zostały i krzesła. Jego matka powiedziała, „chcesz te krzesła?” a ja powiedziałam, że nie przyszłam do Jadowa zabrać coś co zabrali, nie potrzebuję ich, to dla mnie nic nie znaczy. To byli bardzo porządni ludzie. To co mogli to dali żeby ocalić innych, czasami nawet sami nie mieli – byłam i wiem. Żydów nie przechowywali bo nie mogli. U Orębskiego Żydzi też niedługo byli – nie mogli się tam ukrywać, bo nie było tam miejsca. Znana była rodzina Karczewskich. Marian Karczewski znał mnie doskonale16. Oni mieszkali tuż za miastem. To byli przyjaciele moich rodziców. Ojciec Mariana, naprawdę kochający ludzi bez różnicy. Ja tak byłam wychowana. Polacy zapraszali rodzinę Chrynowickich na karnawał, siedzieliśmy przy stole z Marianem Karczewskim i jego bratem Kazimierzem17.

Wysoccy – pod zaborem rosyjskim Wysocki był gubernatorem Jadowa, Rosjanie zabrali do Rosji jego piękną córkę, która tam umarła. Wnuczka, Wanda Wysocka, wróciła do Polski już za bolszewików, mówiła po polsku, wyszła za mąż za młynarza Szyszko. Młynarz Szyszko w czasie getta przywiózł mojemu ojcu 3 worki pszenicy i 2 worki mąki, na stwierdzenie, że ojciec nie ma czym zapłacić odparł, że może zapłacić po wojnie. Rodzina Szyszko była bardzo znana. Jadwiga Szyszko z Urli wyszła za mąż za endeka Kurka, który w czasie wojny powiedział, ze to nie Żydzi tylko Niemcy są wrogami Polski i przechowywał przez całą okupację 7 Żydów w swoim mieszkaniu w Warszawie.

Wszyscy endecy z Jadowa podczas wojny zachowywali się wobec Żydów przyzwoicie18.

Przed wojną to byli w Jadowie Piłsudczyki, jak na przykład Wacław Hawryluk. Był wysoki i piękny; wszystkie kobiety się w nim kochały – i Polki, i Żydówki. Miał pola i miał piwiarnię, na przeciwko jarmarku. To nie jego był dom, ale piekarza – Polaka. Był naszym klientem. Przed wojną ożenił się z moją koleżanką, Janiną Mościcką, bogatą z domu. Matka Hawryluka była z domu Orębska, a jego siostra Janina wyszła za Wysockiego. Po wojnie nie widziałam się już z Panem Hawrylukiem, bo nie zdążyłam. Byłam tylko jeden dzień i powiedzieli, że lepiej żebym nie nocowała.

Wójt gminy, Siedlecki – człowiek patriota – traktował ludzi bez różnicy. Chawa Grynberg – miła dziewczyna, nie była ładna, jej ojciec był w Straży Pożarnej w Jadowie, przed wojną wyszła za mąż, jej mąż był w czasie wojny w 1939 w jednej jednostce wojskowej z Antkiem Krzyczkowskim, wg. opinii Krzyczkowskiego dzielnie walczył i nie wrócił z wojny. Finkielmanowie to byli znani, bogaci Żydzi, mieli monopol, syn ożenił się z bogatą dziewczyną z Białegostoku. Jospa Finkielman – córka brata Finkielmana, miała siostrę Riwkę. „Dziewczyna ogień”, pierwsza swatka w szkole, 3 lata w jednej klasie, nie była uczona, wyszła za mąż za Słodarza i rozeszli się. Jeździła konno. W czasie getta prowadziła dom publiczny, zatrudniała dziewczyny z bardzo dobrych, porządnych, religijnych domów z Jadowa, Wyszkowa, które oddawały się za chleb. Robiły to dla swoich rodzin. Klientami byli bogaci Żydzi. (W getcie była taka nędza, że 8-10 osób mieszkało w jednym pokoju). Ciężko mi mówić o ich nazwiskach, bo to były przyzwoite dziewczyny. Niemcy je wywieźli, zginęły.

Kuzyn Jospy – siostry ojca syn mieszkał po wojnie na Brooklynie w NY. Pesia Gedanke – podczas wojny była w Rosji, wyszła za mąż za chłopca z rodziny, której zabrano kamienicę za niepłacenie podatków, bo lokatorzy nie płacili komornego. Pesia uciekła do Rosji, potem wyjechała do Izraela, dobrze im się powodziło, bo mąż był elektrykiem, chyba w Knesecie, ona nie była zadowolona z Izraela, pojechali do USA. Jej brat był w Jadowie przewodniczącym w żydowskim harcerstwie, umarł w Izraelu.

Cywia Lofer – działała w żydowskim harcerstwie, była ze mną w jednej klasie, lubiła geografię, ale nie lubiła matematyki, chciała być artystką-malarką, chciała wyjechać do Palestyny i pracować jako siostra, uczyła się przed wojną rolnictwa, przeżyła z siostrą wojnę w Rosji, wyjechała do Izraela. W Izraelu nie chciała się ze mną spotkać, miała chory kręgosłup, nie chciała, bym zapamiętała ją w takim stanie. Jej rodzina zginęła w bunkrze w lesie koło Jadowa, za torami, w stronę na Wyszków, już po deportacji z getta. Tam było dużo osób. Chodzili na wyprawy po żywność do okolicznych wsi. Ktoś doniósł Niemcom, że w lesie jest bunkier. Krótko przed tym zniszczeniem z bunkra wyszli po żywność panna Zieleniec i Pan Zielonagóra, kuzyn tego co zginął w Kolonii Jadowskiej. Jak byli dwa kilometry od bunkra usłyszeli wybuch. Jeden urzędnik z Jadowa – wspomina go Marian Karczewski w swojej książce – trzymał ich u siebie w domu kilka dni, dał im chleb i chłopskie ubranie, wędrowali potem po lasach – Czyżew, Białystok. Po wojnie Zieleniec wyszła za mąż za Mejera Zbanowicza. Starsza siostra Chany Zieleniec przechowała się u chłopów za Wyszkowem. Brat Zielonogóry, szewc, był w Rosji. Ja jego spotkałam w Legnicy. Miał żonę Żydówkę z Rosji. Handlował. Zamordowali jego w 1947 r, a żona została ranna i zabrana potem do Rosji. Drugi brat mieszka w Izraelu.

Chana Szczepańska bardzo religijna, ładna, koleżanka Rywki Słodarz. Leja Bałaban – potem Maryla Mosoń, była bardzo psotna, czasem nazywali ją „Leja wariatka”. Raz jak byłam chora i leżałam w łóżku, wzięła moje palto i poszła na ulicę pod dom Hawryluka, zaczęła krzyczeć „Wacek, ja Cię kocham”. Potem Hawryluk przyszedł do nas się pytać, co się dzieje z Sarą, dopiero ojciec pokazał mu, że leżę chora w łóżku. Leja jeździła na rowerze, biła po twarzy żydowskich chłopaków, którzy ją zaczepiali, nie mówiła dobrze po polsku i nigdy się dobrze nie nauczyła. Nie była uczona. Brat Leji pracował na poczcie. Wielu Żydów wyjechało przed wojną z Jadowa. Lichtblum, Rosenberg, Gedanke, starsi ludzi też. Rodzina Git nie wyjechała. To byli bogaci Żydzi, którzy mieli węgiel i naftę, „byli spaleni” podczas pożaru w Jadowie, pomagali biednym ludziom. Było dwóch braci19, jeden z nich – Leon, samouk, zelektryfikował Jadów, zmarł przed wojną na zakażenie krwi. Jeszcze kilka dni przed śmiercią opalał się w Jadowie nad stawami i żartował do Leji Bałaban, żeby go nie biła, bo się źle czuje. Umarł w szpitalu w Warszawie. To był bardzo cichy człowiek, jego żona była handlarką, a córka wyszła za talmudystę i teściowie ich utrzymywali. Rodzina Leona to byli syjoniści – tradycjonaliści. Drugi z braci przechowywał się u Orębskiego, w czasie okupacji, zginął na Saskiej Kępie lub w getcie warszawskim, mieli siostrę, która też zginęła (Sara albo Małka). Rodzice zmarli długo przed wojną. Polacy ich strasznie lubili i byli bardziej Polakami niż Żydami. Jednym słowem kochali Polskę.

Do Argentyny wyjechała żydowska nauczycielka z Jadowa, miała tam rodzinę, a w Jadowie nie mogła sobie dobrać męża, który mówiłby po polsku, wielu Żydów z Jadowa nie mówiło po polsku. Jeśli chodzi o bliskie relacje pomiędzy Polakami a Żydami, to ogromną barierą była religia. Oprócz policjanta Mosonia, który po wojnie poślubił Leję Bałaban, było kilka mieszanych par. Policjant Matyja kochał się w Belci Neuman, która była bardzo ładna, miała dwadzieścia kilka lat. Jej rodzina miała sklep żelazny w Jadowie. Belcia zginęła w Oświęcimiu. Po wojnie zięć Lermana, który pochodził z Zaręb Kościelnych i stracił w czasie okupacji w Jadowie żonę oraz trzy córki, a był kapo w obozie, sam opowiadał w Izraelu, że zaproponował Belci, która też trafiła do Oświęcimia, by została jego żoną. Belcia splunęła na niego i uciekła. To nie był dobry człowiek. Kuzynka Neumanów powiedziała, że nie chce go osądzać. On zabrał w getcie materiały krawieckie Słodarzowi, który chciał je sprzedać. Henia Jadowska miała polskiego chłopaka, syna akuszerki, ale rodziny były niechętne ich związkowi. Wróblewski, co potem był rejentem w Warszawie (rodzice mieszkali w Kolonii Jadowskiej) kochał się w córce rabina, która potem wyjechała do Palestyny. Wróblewski przychodził na potańcówki, gdzie bawili się Żydzi. Grał tam Gąsiorek na harmonii20.

Wojna: getto

Na wojnę w 1939 roku razem poszli z Jadowa w jednej jednostce z Hilarym Mosze Zieleniec i syn Sztuczki. Syn Sztuczki przeżył wojnę z bratem w Rosji, jego ojciec z matką szli w czasie deportacji do Treblinki w pierwszych szeregach razem z Małką Weinzaft – wg. świadectwa kierownika szkoły Gębickiego. Jeden z synów Chrynowieckiego z Sulejowa służył w kawalerii w Ostrołęce i zginął podczas bombardowania przy forsowaniu Narwi. Mąż Chawy Grynberg był w piechocie i nie wrócił w 1939 roku do domu. Gelbart, z Bejtaru zginął, zostawiając żonę i dzieci21. Antek Krzyczkowski zdezerterował z wojska w 1939 roku co było przedmiotem wymówek ze strony mojego ojca, który wypomniał Krzyczkowskiemu że jego syn Hillary, który miał się nie nadawać do wojska pozostał w jednostce do końca.

Kiedy jedna bomba spadła na Jadów, myśmy uciekli całą rodziną na Myszadła. Dzieci gospodarza – Polacy, którzy kupili gospodarstwo od mojego dziadka zaprosili nas żebyśmy tam byli. I wie pan co? Mezuza tam jeszcze była! Na początku wojny Niemcy na jeden dzień zniknęli z Jadowa i była plotka, że przyjdą Rosjanie, ojciec się denerwował. Na początku wojny, w 1940 roku myśmy
z mężem też na krótko uciekli do Białegostoku, ale Żydzi z Białegostoku byli bardzo nieprzyjemni. Uciekliśmy z Jadowa po tym jak taki „znajda” niemieckiego pochodzenia doniósł na mnie trzem niemieckim oficerom, że w kolejce po chleb stoi Żydówka. Oni mnie wcześniej nie rozpoznali, a tak wyrzucili mnie z kolejki. Przyszłam zapłakana do domu, a tam siedzieli trzej „poznańczycy”22 z niemieckiego wojska. Mama robiła im śniadanie. Jak powiedziałam im co się stało, poszli do sklepu i kopnęli tego znajdę w tyłek. Mój mąż nie chciał, żebym tam szła, potem się ukrywałam w getcie.

Żydzi w Białymstoku żyli przed wojną bardzo dobrze. Kiedy Rosja zajęła Białystok, to nie byli zadowoleni. Oni myśleli, że ci żydowscy uciekinierzy, że my jesteśmy bolszewicy, komuniści. Oni myśleli, że będzie Polska, bali się Rosjan. Bardzo dużo zostało wywiezionych do Rosji i tam zginęli. Ci co tam mieszkali to nie byli komuniści – to byli bogaci ludzie. Sympatyków komunizmu było widać na ulicach w Białymstoku, ale oni nam nie dawali się we znaki. Dużo Żydów uciekło do Rosji, bo Żabotyński przestrzegał ich przed Niemcami, że Niemcy chcą Żydów zniszczyć. Nie mieliśmy gdzie się podziać w Białymstoku, spaliśmy na ulicy, a do Rosji nie chcieliśmy jechać. Bardzo było ciężko i rodzice wysłali przewodnika Polaka, który zabrał nas z powrotem do Jadowa.

Przed utworzeniem getta pracowałam na folwarku u Zamoyskiego. Jeśli chodzi o traktowanie na początku przez Niemców, to początek był niezły. Łapali do roboty, do kopania ziemniaków. Kazali też otworzyć wszystkie sklepy, a Polacy, ale nie z Jadowa, tylko z okolicznych wsi rabowali, a Niemcy to fotografowali. Potem jednej z rabujących gospodyń, bogatej kobiecie, Niemcy zabrali konie. Poszła na skargę do wójta Siedleckiego, że Niemcy jej zabrali konie, a Siedlecki jej powiedział, by zaprzęgła do powozu firanki Dąbka, które ona wcześniej zrabowała. Pan Siedlecki musiał oddać Niemcom klucze Jadowa, a mój ojciec był przy tym jako tłumacz. Poza tym Niemcy patrzyli na początku przez palce na Żydów. Raz Niemiec ze swastyką poprosił mnie o kupno w sklepie papieru i kopert, sam nie chciał, bo wstydził się patrzeć jak ludzie się trzęśli na jego widok. Zapłacił w markach i pocałował mnie w rękę. Jechał do Warszawy, prosił moją matkę by go pobłogosławiła, bo jego matka nie zdążyła. Matka coś mu szepnęła na ucho. Mówił, że w Niemczech nie ma nic w sklepach. Drugi Niemiec powiedział, że Niemcy przegrają wojnę. Obaj wiedzieli, że rozmawiają z Żydami.

Jeden z nauczycieli z Jadowa, mieszkał u Tomaszewskich, miał bogatą żonę, zaraz na początku skumał się z Niemcami, chodził ze swastyką. Orębski mu powiedział – „co już się sprzedałeś skur… Niemcom?” Inny nauczyciel z Jadowa Kazimierowicz, uczył matematyki w Jadowie, potem w Sulejowie, to były oficer, zwolnili go za pijaństwo, rozdawał w czasie wojny ulotki, by nie ulegać Niemcom. Jedna uczennica z Jadowa – Toba, Żydówka, co wyjechała przed wojną do Palestyny, zaciągnęła się w czasie wojny do polskiego wojska w Anglii, spotkała tam w wojsku nauczyciela przyrody z Jadowa.

Źle się zaczęło w 1940. Chociaż jeszcze w 1939 roku zabili Niemcy w Kolonii Jadowskiej kobietę – Deilę, nie wiadomo za co. To była ładna rozwódka, 40 lat, choć nie uczona. Deila handlowała drobiazgami po wsiach, takimi jak igły, pończochy, skarpetki. Była bardzo biedna, inni Żydzi dawali im darmowe kartofle, węgiel, drzewo (przed wojną także Polacy – młodzi rzeźnicy dawali biednym Żydom mięso – w czasie wojny nie było już handlu mięsem). Miała dwóch synów, jeden w wieku 10 lat poszedł pracować jako szewc, żeby zarobić te kilka złotych. Jej były mąż wyjechał do Niemiec, potem jak Niemcy deportowali polskich Żydów, wrócił do Jadowa, z nową żoną, niemiecką Żydówką Wandą, inteligentną kobietę, ale nie tak ładną jaka Deila. Przywiózł autobus, którym woził ludzi do innych miejscowości. Drugiego Żyda Niemcy zatrzymali na drodze do Węgrowa, gdzie miał rodzinę. Zabrali go do Stoczka i tak pobili, że zmarł. Żydzi od samego początku getta spodziewali się najgorszego, nastrój był bardzo ciężki. W getcie była cukiernia Salzmanna, nauczyciela żydowskiego, syjonisty. Tam Żydzi rozmawiali, co robić. Nie byli w wojsku, bali się broni. Część chciała się ukrywać, inni iść do partyzantki, jeszcze inni uważali, że Niemcy będą ich potrzebować, ich kwalifikacji i pracy. Delcia Jedwabnik, koleżanka żony Czarneckiego, Marii Armusiewicz, była w partyzantce, schwytali ją, nikogo nie wydała23. Młodzi w getcie przestawali wierzyć, chcieli być kochani, chcieli seksu, cieszyć się chwilą. Żeby mieć na zabawy, na seks, byli gotowi rabować sąsiadów – tak mówili, ale tego nie robili. Inni byli załamani, myśleli o samobójstwie, niektórzy marzyli, by mieć broń i zabić Niemca. Młody chłopiec pytał mnie w getcie, czy nauczę go strzelać. Nastrój był taki – dziś się żyje, jutro nie. Wszyscy byli głodni. Ludzie umierali z głodu na ulicy. Raz widziałam, jak mąż dał leżącemu na ulicy w getcie kawałek chleba. Patrzyłam i płakałam, z dumy z męża i z żalu za chlebem, z głodu. Mąż powiedział, że nie chciał, by ten człowiek umarł zupełnie głodny.

Niemcy ciągle coś wymyślali, czegoś żądali. Ciągle były rozkazy, strzelaniny. Każdy Żyd w getcie miał trochę złota. Kiedy Niemcy chcieli utworzyć getto, Judenrat potrzebował dostarczyć druty kolczaste i to było bardzo drogie, a Polacy którzy mieli druty, chcieli tylko złoto. Bochenek chleba kosztował trzy karaty brylantów, bo chłop narażał siebie i swoja rodzinę. Ja sama dałam chłopu spod Jadowa pierścionek z brylantem za dwa kilo chleba i masło. Mąż nawet tego masła nie tknął, wszystko poszło dla dzieci i najstarszych osób. W ogrodzie mieliśmy 29 drzew owocowych, ale Niemcy liczyli owoce i za brakujące kazali płacić. Potem rąbaliśmy te drzewa, żeby było czym palić w piecu, a Niemcom mówiliśmy, że to inni, nieznajomi rąbali. W getcie ojciec wstawił maszyny do pustego sklepu żydowskiego i przyjmował zlecenia na szycie, naprawę ubrań od Polaków, którzy w ubraniu przynosili żywność jako zapłatę. Klientami byli też niemieccy żołnierze (Wehrmacht), którzy też przynosili żywność. Przewodniczącym Judenratu był Gurfinkiel, przed wojną sekretarz gminy żydowskiej, (jego syn Chaskiel ukrywał się przez jakiś czas u Orębskich), byli w Judenracie także Mojshe Majerowicz, syjonista, bogaty handlarz zbożem, który miał sklep w Urlach i cukiernię koło Szlamy Jadowskiego i Meir Zbanowicz. Niemcy ich wybrali na te stanowiska. Byli w getcie też Żydzi z innych miast, z Wyszkowa, dużo z Warszawy. Niektórzy z nich przywieźli ze sobą złoto, Judenrat się o tym dowiedział i Niemcy im zabrali. Generalnie Judenrat zachowywał się porządnie, ale byli tacy co własne rodziny oddali na wywózkę, z których nikt nie wrócił. Majerowicz uderzył w czasie okupacji Gurnfinkiela, jak Niemcy ogłosili, że zabiją 20 zakładników, jeśli nie zgłosi się rabin z Tłuszcza, który ukrywał się w Jadowie. Gurnfinkiel był zdania, by nie mówić rabinowi o tej groźbie, Majerowicz uważał, że trzeba go poinformować, że nie może 20 zginąć za jednego, bał się o zakładników. Na każdym rogu była policja, żydowska po naszej stronie i niemiecka po drugiej24. Nie było drutu pod napięciem, jak to czasami jest podawane25, bo nie było w Jadowie takiej elektryczności wielkiej. Za opuszczanie getta zabijali26. Żydzi musieli nosić na ramieniu żółte opaski z gwiazdą.

Nie mogę wiele powiedzieć o życiu w getcie bo nie wychodziłam z domu, gdyż bałam się, że mnie spotka los Esterki. W każdą niedzielę robili Niemcy takie zabawy w Jadowie, wchodzili do getta i zabierali najładniejsze kobiety – wg. posiadanej listy, na hulanki, na seks, które potem wracały zgwałcone albo były zamordowane. Nie chciałam być zamordowana czy zgwałcona przez Niemca. Esterka była mężatką, miała 25 lat, synka, męża w Warszawie, ortodoksyjnego Żyda, który miał sklep z galanterią, była bardzo piękną, młodą kobietą. Z domu była Perlmutter. Miała siostrę Rachel Perlmutter. Zabrali Niemcy Esterkę podczas hulanki i przywieźli jej ciało – zgwałconą i zabitą. Bardzo mi ciężko o tym wspominać. Nikt ze znajomych nie wiedział, że jestem w getcie. Jedna Polka, Stasia, przekradała się, przynosiła mojej rodzinie jabłka i czasami kawałek mięsa. Moja matka zawsze jej mówiła, „Stasia, ty narażasz swoją rodzinę”. Mama dawała jej moje rzeczy, bo jej tak kazałam. A kiedy się pytała o mnie, mama mówiła, że jestem w Rosji, że nie potrzebuję tych rzeczy i żeby oddała po wojnie, jak wrócę. Niemcy szukali rabina z Tłuszcza, gmina wiedziała gdzie się znajduje, ale on nie wiedział, że go szukają. Niemcy zebrali 20 młodych ludzi i grozili, że ich zastrzelą. Członkowie gminy się naradzili i stwierdzili, że „20 to nie to samo co jeden”, ale nie wydali rabina, tylko poszli powiedzieć mu o sytuacji. Rabin, jak się dowiedział, pytał się czemu tak długo nie dawali mu znać, że nie chce, żeby inni pokutowali za niego. Sama widziałam: Przyszedł czysto ubrany, a Niemiec powiedział: „Ej Żydzie! No to potańcuj!” a on na to: „Kto ty jesteś, żebym ja ciebie usłuchał?”. Dostał po twarzy, krew się lała, a on stał dumnie i mówił: „Polska jeszcze się wam odwdzięczy za naszą krew!”. Widziałam to wszystko dokładnie. Stałam przy placu, gdzie Żydzi stali. Niemcy chcieli żebyśmy widzieli co się z rabinem dzieje. Zaprowadzili do dziury od ustępu, jak to kiedyś było i został zastrzelony, i wpadł, i kości nawet nie mogli wydostać. Naszego rabina Wajngota podczas getta nie było, bo także się ukrywał, u takiego Żyda pod Jadowem, który był mniej znany, tam niedaleko mostu gdzie nowe domy były zbudowane. Żyd ten nazywał się Sztuczka i wytwarzał sznury. Niemcom nie przyszło do głowy, że on jest schowany u tak zwykłego człowieka. Esterka (córka rabina) wyjechała do swojego brata w Słonimie. Rabina chyba Niemcy w Wilnie zabili. Jeszcze dostałam do getta list z Wilna od jego córki. Sztuczka poszedł do Treblinki. To mi opowiadał Gębicki. Stał w szkole i widział Sztuczkę i swoją uczennicę Małkę Wainzaft27 jak ich prowadzą w stronę Kolonii do Łochowa. Jak opowiadał Pan Gębicki, to aż płakał. Ja się go pytałam, czy widział mojego ojca, ale on powiedział, że nie. Ojciec Małki, polski patriota, miał duży ogród, przy ulicy Warszawskiej od strony Tłuszcza. Pochodzili ze wsi Trawy i żyli z ogrodnictwa, wozili końmi warzywa i owoce do Urli. Jego dzieci mówiły po polsku i w innych językach. Małka przed wojną wyszła za mąż za, starszego o 20 lat od siebie, nauczyciela religii. Małka była ładną dziewczyną, dobrą uczennicą. Miała dwóch braci, pobożnych Żydów i siostrę, która wyszła za dentystę z Warszawy.

Pamiętam, że w czasie getta wielu Żydów ginęło na ulicy. Gedanke przeskoczył na polska stronę, gonili go Niemcy i w oknie go zabili. Jego okno wychodziło na ulicę, przeskoczył druty i okno było otwarte, w oknie go zabili. W tej kamienicy gdzie była gmina (przed rokiem 1945) i która należała do mojego szwagra, tam gdzie Orlicz-Dreszer się urodził. Bardzo dobrze pamiętam rodzinę Melcerów. Oni mieli sklep i hurtownię z mąką i Polacy przywozili ziarna. Mieli córkę Rachelę. Mieli też syna Mojżesza, z którym mieli problem, bo był młody i hulał, jeździł do Warszawy. Nie chciał się uczyć, nie skończył szkoły, prywatni nauczyciele uczyli go w domu. Miał dziewczynę Tobę, starszą od niego, co nie miała rodziców, ale jego rodzice nie chcieli się na nią zgodzić. Toba potem wyjechała do Palestyny, przed wojną odwiedziła na krótko Jadów i zabrała ze sobą chłopca, Jedwabnika. Jedwabnik chciał się z nią ożenić, ale zorientował się, że Toba ma narzeczonego Araba, który był w niej zakochany i wyjechał do USA, gdzie miał warsztat samochodowy. Toba była potem w polskim wojsku w Anglii. Mojżesz ukrywał się potem u jednego dziedzica. Zabili Mojżesza i zabrali pieniądze. Inny dziedzic „z Podłęża” (między Jadowem a Łochowem) – Horodecki był przed wojną przyjacielem naszej rodziny i zawsze lubił potrawy mojej mamy – zwłaszcza faszerowanego szczupaka. Zawsze mówił, że wziął by moją mamę na kilka miesięcy do siebie, do kuchni. Ja i moje rodzeństwo, jako dzieci, dostawaliśmy od niego paczki na Boże Narodzenie, ze słodyczami i orzechami. Moja siostra Pesia w czasie getta dostała się na aryjską stronę w niedzielę, chciała odwiedzić Leję Bałaban, która była w szpitalu po aryjskiej stronie, było dużo Polaków, on (Horodecki) zauważył ją i strzelał do niej, ale nie trafił, lecz zabił innych ludzi, ten dziedzic z „Podłęża”. On pracował z Niemcami.

Bardzo ciężko opowiadać, jak ci Polacy się zmienili28. Sztuczki syn się o tym dowiedział w Warszawie, był komitet żydowski i miał dane jak kto zginął, co Polacy z Jadowa opowiadali. Rachelka Melcerówna została zabita podczas deportacji na ulicy. Melcerowie nie przeszli do kolumny i byli w getcie, bo zostało podzielone na pół. Ona zauważyła, że Niemcy zabili wujka – ojca szwagra, bardzo porządny i miły człowiek, nie miał dzieci. Niemcy go zabili i zostawili na ulicy. Ona wyskoczyła i upadła na niego – chciała go ratować i Niemcy ją zabili29. Po deportacji doszedł do jej ciała jeden Polak30 i on ściągnął z niej wszystko, nawet majteczki, zostawił całą nagą i jeszcze wrócił, bo miała złoty ząb i wyrwał ten ząb. To opowiadał mi po wojnie Orębski. Doprawdy, nie spodziewałam się, że będę miała okazję powiedzieć źle o Jadowiakach. Ja do dzisiejszego dnia nie wiem co u ludzi się dzieje, czy ja się pomyliłam, ale nie można było o nich powiedzieć jednego złego słowa. Jak mówiłam, że jestem Polka wyznawania mojżeszowego, to piali z radości. (Ja nie miałam czasu rozmawiać o tym, jak przyjechałam po wojnie, ludzie mi powiedzieli, żebym nie zostawała na noc, tak się spieszyłam). Był też taki Kurek, przed wojną endek, ale w czasie wojny był inny. Doprawdy, przechowywał sześcioro czy siedmioro Żydów z Jadowa w swoim biurze, w Warszawie, w tym córki Jadowskich. Byli to Henia Jadowska, jej siostra Chaja Jadowska i ich mężowie, bracia Piekarscy z Sokołowa (Chaja wyszła za swojego szwagra, Kur Pierkarski miał siedmiu synów), Dorota (Dora) Miller31 – umarła w Izraelu, w Polsce nie pomogła mi wyjechać do USA. To byli Żydzi. I jeszcze jedna Żydówka. Jej mąż zginął w czasie wojny, a ona była u tego Kurka. Po wojnie dowiedziałam się, że ona ma męża z Galicji, Żyda który jest ministrem wydającym pozwolenia na wyjazd z Polski do Palestyny. Kurek to był inteligentny człowiek, żurnalista, miał gazetę. Ale w czasach wojny przechowywał w swoim biurze w Warszawie. On nie mieszkał w Jadowie przed wojną, tylko jego żona była z Urli, Szyszkówna Jadwiga (Szyszka) moja koleżanka ze szkoły. Bardzo dobry człowiek. On był urodzony w Koloniach Jadowskich. Każdy z Jadowiaków zna jego imię32.

Pamiętam też Rywkę Grzędę, po mężu Słodarz. Zakochał się w niej Niemiec, żołnierz, oficer czy jakiś. Myśmy imion Niemców nie znali bo się ciągle zmieniali. Ona wyszła za mąż w czasie wojny i wyjechała do Rosji i przyjechała z mężem i córeczką – żyli potem w Izraelu. Ona mi opowiadała o tym po wojnie. Ona wyjechała do Rosji, zanim jeszcze getto powstało. Przedostała się do Białegostoku z grupą z Jadowa i przeżyła wojnę na Syberii, czy gdzieś. Kuzyn Rywki, Lejb Grzęda z Jadowa był w wojsku Wasilewskiej, ciężko ranny pod Berlinem, umarł po wojnie w USA. Był też Mosze Zieleniec. Myślę, że on przetrwał wojnę. To nie był Jadowianin. Przed wojną sprowadził się do Jadowa i miał sklep ze skórą33. Jego brat handlował z wielkim Niemcem, kolonistą Heiferem. Ten Heifer uratował wielu, całą rodzinę Żydów, którzy pracowali u niego w fabryce. Po wojnie, Ci uratowani przyjechali z powrotem do domu w Budziskach i zostali zabici przez Polaków. Po wojnie napisałam do matki Mariana Karczewskiego, a ona odpisała do mnie. Opowiedziała, że Finkielmanowa przybiegła obdarta bez bluzeczki i że nie mogła jej zatrzymać, bo Niemcy u niej mieszkali. W ogóle to pomagali jak mogli, podawali kartofle do getta34.

Niemców niewielu widziałam, gdyż z domu nie wychodziłam. Niemcy mieli listę, a ja nawet nie byłam zgłoszona. Pewnego razu matka zachorowała. Wieczorem udałam się do apteki. Aptekarz znał mnie dobrze i powiedział „Córcia, coś ty zrobiła, oni cię zabiją?! Twoi rodzice i mąż pójdą Cię szukać i będzie więcej zabitych!”. Na rogu naszego domu, trzech Niemców mnie spotkało. Jeden trzymał rewolwer przede mną, drugi na plecach, a trzeci na boku. Oni się pytali czy rozumiem po niemiecku, ja powiedziałem, że nie. Był taki „poznańczyk”, który mówił trochę po polsku i ja pokazałem, że lekarstwo mam. I ten „poznańczyk” powiedział „to jest niewinna dziewczyna” i nie zabili.

Getto: milicja żydowska i policja granatowa

Komendantem milicji żydowskiej był Mejer Zbanowicz. Milicjantami byli też Git, Majerowicz i Gutman, który był blacharzem, po służbie w polskim wojsku. Wszystkich nie pamiętam. Judenrat wybierał porządnych ludzi do milicji. Nie wiem, jak się zachowywali w getcie bo ukrywałam się w domu, a rodzice nic mi nie mówili, żebym się nie denerwowała. Hillarego też wybrali do milicji, ale się nie zgodził. Zbanowicz był w Judenracie. W jego wierzyli, że on nie sprzeda Żydów. Był przedstawicielem getta i rozmawiał z gestapo. On się połączył z Niemcami. Wszystko co Niemcy chcieli to do niego się zwracali. On załatwił kryjówkę dla żony i córki u obywatela Tomaszewskiego, który miał syna krawca i który był przyjacielem mojego ojca, dobrzy ludzie, solidni, niepolityczni. Przed wojną przyjechał do Jadowa i ludzie mówili „Panie Chrynowicki, cała inteligencja pójdzie do nich – do krawca. (U Żydów, jak w każdej społeczności też była zazdrość) Nam szkody nie zrobili, bo mój ojciec uczył go co i jak. Zbanowicz szukał miejsca dla żony, bo syna wysłał do rodziców policjanta Mosonia. Tomaszewski przyrzekł przechowywać żonę i córkę Zbanowicza. On sam został w getcie i był zrezygnowany. Każdy dzień Niemcy kazali tyle, a tyle Żydów wysłać – nie wiedziano, że to do obozów. Niemcy brali ludzi do małego i dużego getta w Warszawie, na Saską Kępę, do szpitala na Czyste. Dużo osób wysłano35. Jemu nawet dawali pieniądze, każdy chciał do drugiego getta, że może tam przeżyje. Zbanowicz był bardzo ważną postacią w getcie. Zbanowicz był spokrewniony z moją babcią – babci brat ożenił się z jego siostrą. Był sierotą, którego siostra matki trzymała. Ciężko pracował i doszedł do majątku i sławy. To był bogaty, dobry człowiek, ale nie uczony, nie umiał się podpisać. Miał kamienicę. On dostarczał przed wojną do sierocińca dr Korczaka i na różne kolonie żydowskie nabiału. On był lubiany, znał dobrze język polski36. On nie był urodzony w Jadowie, tylko na wsi. Udało mu się wielu ludzi wysłać z getta do Warszawy, jak choćby mojego brata Hilarego. Był też taki chłopak, którego ojca – Pynię, Polacy przezywali „Pajtakiem” bo miał takie duże nogi i robił duże kroki. Właściwie to chłopak nazywał się Mojżesz Mularski i Zbanowicz był jego wujkiem. To był chłopak, który się nie chciał uczyć. Jego ojciec miał okazję go uczyć, ale on nie chciał. Znał dobrze polski, ale nie był uczony. Ojca – Mularskiego -„Pajtaka”, zabili Niemcy w stodole, w getcie. Zbanowicz mu na wszystko pozwalał, ale ten Mularski – syn nie był policjantem w gettcie. Zbanowicz – mamy brat, wysłał go w czasie wojny do getta. On po wojnie został komendantem komunistycznej milicji na Pomorzu. To mi powiedziała Dorota Miller37. To był ładny chłopak, dobrze mówił po polsku, ale nie chciał się uczyć. Przed wojną rodzinę Mularskich bardzo lubili Zamoyscy. Zbanowicz umówił żonę i dziecko do Tomaszewskiego – na przechowanie. Jak przybyli Niemcy by przeprowadzić deportację, one poszły do Tomaszewskiego. Tomaszewski nie chciał narażać całej swojej rodziny, nie otworzył im drzwi. Ja ich nie winię, to wojna! Niemcy zabili je na końskim targu. W tym czasie Zbanowicz zabrał pieniądze jakie Żydzi zebrali na broń i wyjechał do rodziny Mosonia. Nie wiem dlaczego nie zabrał żony i córki ze sobą.

Kiedy Zbanowicz zrozumiał, że przyjdzie czas zagłady i kiedy mój brat i inni z Jadowa prosili żeby kupić broń, zaczęto zbierać pieniądze w getcie. Brat poznał porucznika z jego pułku i ten mówił żeby dostarczyli pieniądze, a on ich zabierze na partyzantkę. Ten porucznik był Polakiem i dostał się do getta. Ale nie wiem jak się nazywał bo nie miałam kontaktu z bratem. Zbanowicz jak był w Warszawie38 zdecydował się zabrać pieniądze i pojechał do Mosonia. On sam mi opowiadał. W Izraelu go spotkałam. W czasie wojny polskimi policjantami byli m.in.: Mieczysław Mosoń, Matyja i Nieradka. Matyja nie pochodził z naszych stron. Nie był żonaty. Przybył do Jadowa jakieś rok czy dwa lata przed wojną. Matyję zabiła partyzantka, a Nieradka też nie przeżył. Mieczysław Mosoń – przed wojną był policjantem i znał język niemiecki i żydowski; był to przepiękny mężczyzna, kobiety za nim leciały. Mosoń przechowywał tego Zbanowicza z synem i swoją narzeczoną, Żydówkę, moją koleżankę z dzieciństwa Leję Bałaban, która nie mówiła dobrze po polsku, ale była ładna i bardzo uczciwa. On się potem z nią ożenił. Mosoń chciał ukrywać moją siostrę Pesię. Żoną Zbanowicza była Chana Bałaban. Jej siostra, Leja Bałaban była narzeczoną Mosonia, którą ukrywał u swoich rodziców w Galicji. Po wojnie pobrali się, ale ona umarła 2 lata od porodu ich syna. Leja przeszła na katolicyzm, zmieniła imię na Maryla. Syn miał na imię Zbyszek. Oni żyli po wojnie na Pradze, ul. Mała 1. Mosoń po wypadku na motocyklu, gdzie połamał sobie nogi, przestał być granatowym policjantem i pojechał opiekować się Leją. Ona była bardzo ładna, ale miała semickie rysy. Mosoń też tam ukrył Zbanowicza wraz z synkiem. Żeby to sfinansować, Zbanowicz zbierał w Jadowie pieniądze dla mojego brata na zakup broni żeby mógł przyłączyć się do partyzantki. Bardzo wielu Żydów w Jadowie dało. Ale on tych pieniędzy nigdy Hilaremu nie dostarczył. Powiedział, że „bliższa ciału jest koszula” i użył tych pieniędzy do przedostania się na południe do rodziców Mosonia. Zbanowicz chciał ukryć w Jadowie u krawca Tomaszewskiego, kolegi ojca swoją żonę i córeczkę, ale się to nie udało, Tomaszewski nie otworzył drzwi, ja go rozumiem, bał się. Leja znienawidziła za to Zbanowicza, gdyż uwielbiała swoją siostrę. Po wojnie sprzedał Zbanowicz kamienicę, ale nie zostawił ani jednej złotówki rodzinie Mosonia, która go ukrywała i była bardzo biedna i w ogóle się źle z nimi obszedł. Nie pomógł też Leji. Syn Zbanowicza żyje teraz w Izraelu.

Zbanowicz załatwiał też kryjówki. Goldfinger, Rosenberg, Git ukrywali się u Pana Orębskiego przez dwa miesiące. Dłużej nie mogli, bo u Orębskiego było bardzo ciasno – nie było warunków dla tylu osób. W ogóle w Jadowie nie było warunków do ukrywania Żydów. Git dostał się na Saską Kępę w Warszawie. Na Saskiej Kępie byli też Goldfinger, Rosenblum. Pracowali dla Niemców. Przed tym byli parę miesięcy u Orębskiego. Wyjechali z Jadowa przed likwidacją getta w Jadowie. U Orębskiego to nie było dobre miejsce, bano się, że zwrócą uwagę na Orębskiego i on narzekał, żeby poszli i Zbanowicz wysłał ich do getta. A Orębski miał zebrane pieniądze, a Zbanowicz to przyszedł z podpisem żeby dać pieniądze i zabrał te pieniądze – to sam Orębski mi opowiadał i Zbanowicz. Jak była deportacja z getta w Jadowie, to zastrzelili dziewczynę z rodziny Bałabanów, kuzynkę pani Mosoń. Nie oddał pierścionka, kiedy kazali oddać wszystkie kosztowności, a jak zaczęli strzelać to się wystraszyła i próbowała oddać i wtedy ją zastrzelili. Przed deportacją Sara Rosenberg z domu Nowina, chciała ukryć się z dzieckiem u księdza, ale się nie zgodził. Ksiądz nie był antysemitą, on po prostu bał się ich przyjąć.

Losy moje i rodziny

Mój brat Hilary nie chciał być milicjantem w getcie i Zbanowicz wysłał go do Warszawy kiedy tworzyło się getto i pracował w szpitalu na Czystem. Na początku mieszkał w małym getcie, a potem był w dużym getcie. Zginął w Powstaniu w Getcie39. Rodzice zginęli w Treblince, chociaż powiedziano mi, że ojciec został zabity przy likwidacji getta. Jak wojna wybuchła, jeden nauczyciel przyszedł do niego i powiedział: „Panie Chrynowicki, sprzeda pan dom! Niech Pan się ratuje i do Rosji ucieknie”. A mój ojciec powiedział: „Do bolszewików? Pan mnie obraża. Nie chcę o nich słyszeć!”. Moja siostra Pesia nie chciała się rozdzielić od rodziny. Miała okazję się schować u jednego doktora z Wyszkowa – nie pamiętam jego nazwiska. On zakochał się w mojej siostrze. Pesia była w getcie, ale nie pamiętam kiedy zginęła. Chana zginęła z rodzicami. Mojżesz (mój brat) był schowany „na Kolonii (Jadowskiej) u Pana Tryfona – to był bardzo dobry człowiek – bardzo religijny, bardzo miły i bogaty człowiek40. Kolonie są za Jadowem w stronę Urli – tam gdzie się dojeżdża do stacji kolejowej. Był tam schowany trzy lata. Kiedy Rosjanie byli już blisko Warszawy, to chłopskie nienauczone syny z Kolonii Jadowskiej zabili mojego brata za dwa kilogramy cukru. Na Urlach byli wszelcy – dobrzy ludzi i źli ludzi. Trzy miesiące przed wyzwoleniem Jadowa przez Rosjan.

Jeszcze jeden bardzo piękny chłopak, Zielonagóra tam się ukrywał. Mojżesz w tym czasie pracował na roli u pewnego Polaka. Po wojnie jeden pan przyjechał do mnie z Kolonii, czyli z Urli, nazwisko jego było Szyszko i opowiedział mi, co się stało, że mogę ich sądzić, ale ja nie miałam sumienia – mojego brata nie będzie już. Zabili Mojżesza i pochowali go, nie wiem gdzie. Widłami ich zabili. Oni nie chcieli powiedzieć Niemcom, tylko za zabitych Żydów dostawali dwa kilogramy cukru41. Kiedy mi to Szyszko powiedział i chciał podać imiona, ja do niego powiedziałem: „Ja się nie mogę zemścić, ja nie zostałam wychowana żeby się zemścić. Żebym wiedziała, że mój brat zmartwychwstanie to bym się zemściła może”.

Bardzo mnie to boli, że to Polacy, że ludzie się zmieniali. Mnie trudno osądzić. Każdy chciał żyć. Jak byłam po wojnie w Jadowie, to nie miałam strachu o życie, ja się bałam, że zostanę zgwałcona. Rzeźnik Kaleski krótko ukrywał żonę męża kuzyna. Ja z mężem przenieśliśmy się do getta w Warszawie w 1942 r. i mąż zarabiał tam dość dużo pieniędzy. Niemcy robotę mojego męża lubili i wysłali go do Modlina. Tam w Modlinie wiedzieliśmy, że koniec będzie wkrótce i zdołaliśmy uratować się. Mąż usłyszał, że Hitler kaputt i uciekliśmy. Taki Niemiec – wojskowy pomógł nam opuścić getto, dał nam przepustkę mówiąc „Jesteście wolni”. Miałam przeczucie, że się uratuję. Ukrywaliśmy się przez rok w lasach koło Wyszkowa, w kierunku na Jadów. Spotkaliśmy takiego chłopca z folwarku, który wskazał nam obóz rosyjskich partyzantów. Dali chleb, ale kazali iść. Ukrywaliśmy się w grupie, nie sami. Ok. 12 osób, tylko na koniec byliśmy sami. Mój mąż mówił dobrze po francusku i ja też – wpadliśmy na myśl, że udamy się do Polaków, co spotkamy i powiemy, że on jest z desantu. Z drzewa zrobił rewolwer i tak trzymał w kieszeni. Mąż był bardzo zdolny i zrobił w lesie kryjówkę. W zimie było tak zimno, że moja noga stała się kawałem mięsa, do tej pory czuję ból. Jedliśmy co świnie zostawiły w korytach. Latem grzyby. Była jedna zima i jedno lato. Spotkałam jednego Rosjanina w lesie i to był Żyd. On nie poznał, że jestem Żydówką, ale powiedziałam, że mam męża Żyda. Ja się zapytałam czy mogę do partyzantki i powiedział tak:„ Jego nie przyjmą, niech Pani ucieka”. Bardzo trudno było, byłam bardzo chuda. Jednego partyzanta z AK też spotkałam. Ojciec męża umarł w czasie getta. Matka jego była z nami w getcie i zginęła z rodzicami podczas deportacji.

Powrót do Jadowa

Po wojnie wróciłam do Jadowa, ale zostałam tylko jeden dzień. Orębski, właściciel kamienicy, w której mieszkaliśmy, radził żeby jechać i nie zostawać na noc. Jadąc do Jadowa, w wagonie taka kobieta na mnie patrzyła – ja ją poznałam, bo to była żona nauczyciela z Łochowa, z Budzisk. Ona tak powiedziała do drugiej (pasażerki) – a ona mnie bardzo dobrze znała – „Wie Pani co, był u nas w domu pożar. Przyjechał Żyd ocalały i podpalił nasz dom. I tu jedzie taka Pani i też podpali Jadów”. Ale ja się nie odezwałam. To ona mi powiedziała, że zginął mój ojciec na rogu dróg do Zawiszyna i do Łochowa. Ale ona tego nie widziała. Z tym podpaleniem w Budziskach przez Żyda, to nie była prawda. Ja tego człowieka spotkałam w Montrealu. On mi opowiadał, że zaraz po wojnie pojechał tam i pierwsze kroki były do nauczycielki. Ona prasowała i tak długo rozmawiali, że ona zapomniała wyłączyć żelazko. Dom się spalił, ale nie całe Budziska. Na stacji spotkałam takiego endeka – on do mnie „Sarcia”, a ja jemu, że dla niego Pani Litwak. A on na to, żebym już dała spokój, bo nie ma co wracać do tamtych czasów.

W Jadowie, kiedy zauważył mnie mąż Stasi, której moja matka pożyczyła moje ubrania zamiast podejść do mnie, poleciał prędko, a ja nawet nie miałam czasu myśli zabrać cokolwiek z powrotem. On uciekł, pewnie chciał schować, to co mama im dała. Wielu Polaków zmieniło swój stosunek do mnie po wojnie. Myślę, że to dlatego, że mieli coś na sumieniu, bali się, że ktoś został żywy. A ci co nie mieli nic na sumieniu utrzymywali kontakt. Orębscy, jak mnie zobaczyli po wojnie w Jadowie to wszyscy wybiegli z domu z dziećmi i mnie wyściskali. Widziałam też w Jadowie nauczyciela – Augustyńskiego, co był u fryzjera i wyskoczył jak mnie zauważył i objął mnie. Ty żyjesz? Szymcia ty żyjesz? Ale my wiedzieliśmy od razu, bo napisałaś do Jadowa, kto przeżył.

Czarnieckich to ja widziałam na Pradze po wojnie. Szyszko przyjechał do mnie po wojnie do Szczecina opowiedzieć mi o losach mojej rodziny. Jak wyjechałam do Szczecina, to chcieli mnie zakwaterować do mieszkania ze starszymi Niemcami, którzy trzęśli się ze strachu, ale odmówiłam. Poprosiłam o puste mieszkanie. Moja córka Luba urodziła się w Szczecinie w 1947, mój mąż uczył krawiectwa, staraliśmy się wyjechać z Polski do Izraela w 1946, ale nie puszczali. Nie chciałam mieszkać w Polsce, bo nie lubiłam Rosji i komunizmu. Wreszcie w 1950 roku wyjechaliśmy do Izraela, mieszkaliśmy w Ako koło Hajfy. Ze względu na zdrowie męża i jego kłopoty z pracą (nie chciał pracować w kibucu) w 1958 roku wyjechaliśmy do Chicago w USA. Pracowałam w fabryce sprzętu fotograficznego.

Stowarzyszeniem Jadowiaków w Izraelu kierowali Potasznik i Gedanke (pracował na poczcie w Tel Avivie). Żeby powiedzieć prawdę, byłam na 100% Polką. Byłam bardzo religijną, ale Żydówką. Strasznie lubiłam Polskę. Rodzice też. Bardzo mnie martwi, że tutaj w USA zachowanie Polaków w czasie wojny tak jednostronnie się ocenia, każdy przecież chciał przeżyć. Poza tym wszędzie są ludzie i ludziska.

Kiedyś moja córka Luba słuchając rozmaitych opinii (w społeczności żydowskiej w USA – MW) o Polakach zapytała mojego męża – „jak było”? Mój mąż Gerszon, bardzo mądry człowiek odpowiedział jej – „Gdyby było na odwrót (tzn. Polacy na miejscu Żydów, Żydzi na miejscu Polaków – MW) byłoby tak samo”. My z mężem nie byliśmy zadowoleni z USA. Do mnie Żydzi w USA mówią, że mam polskie nazwisko bo jestem z mieszanej polsko-żydowskiej rodziny (co nie jest prawdą) i dlatego bronię Polaków. Tyle razy za obronę Polaków byłam tak bardzo atakowana. Już w ogóle z nimi nie gadam. Marzę, że zabiorę swoje dziecko i wnuki do Jadowa, ale nie mam siły. Tak bardzo tęsknie za Polską i Jadowem. Jeszcze myślami jestem w Jadowie, jestem jeszcze w Polsce, myślę, że to jest sen i się obudzę w Jadowie.

Pani Sara Litwak zmarła w domu spokojnej starości w Chicago w dniu 06.06.2011 roku.

Relacja spisana przez Marka Woźniaka w marcu 2010 r.

Rocznik Wołomiński”, tom XII, 2016


  1. 1. psk kapitulował w okolicach Tomaszowa Lubelskiego
  2. Przewodniczący Gminy Żydowskiej.
  3. W angielskim streszczeniu Księgi Żydów z Jadowa, pod redakcją Wolfa Yasnego jest wzmianka, że tuż przed wojną zdarzały się przypadki zaczepek ze strony polskiej młodzieży szkolnej, wobec żydowskich rówieśników. O przypadkach „ganiania” młodych Żydów wspomina też w swojej relacji mieszkanka Jadowa, Janina Donoch. Wg. Pani Litwak oraz Państwa Janiny i Bronisława Suchanków, także mieszkańców Jadowa, nie były to poważne incydenty.
  4. Zdaniem Pani Donoch i Państwa Suchanków działania jadowskich endeków polegały na pikietach oraz np. na sypaniu klientom kupującym u Żydów piasku do zakupów. Ich zdaniem miejscowi endecy byli dokuczliwi w swoim zachowaniu, ale nie bano się ich. Poza tym policja granatowa w Jadowie zdecydowanie reagowała na zaczepki ze strony endeków, co potwierdza Pani Litwak w dalszej części swoich wspomnień. Wymienieni rozmówcy twierdzą też, że Żydowscy mieszkańcy Jadowa, w tym członkowie samoobrony, generalnie raczej unikali otwartej konfrontacji fizycznej z Polakami.
  5. Chodzi o antyżydowskie zamieszki, które wybuchły w Mińsku Mazowieckim w 1936 roku, po śmierci wachmistrza Jana Bujaka z 7 Pułku Ułanów (który zginął w trakcie sprzeczki z Judką Lejbą Chaskielewiczem) i przerodziły się w pogrom miejscowych Żydów.
  6. 11.VII.1932 roku w Jadowie doszło do zamieszek na targowisku. Władze Jadowa zwiększyły kwotę opłaty targowej płaconej przez chłopów, przyjeżdżających na targ do Jadowa, a pobieranej przez żydowskich kupców zarządzających targowiskiem. Zwiększenie opłaty miało służyć pozyskaniu środków na rozbudowę infrastruktury miasta. Wzrost opłat wywołał silne wzburzenie wśród okolicznych chłopów, zaś miejscowi endecy podburzyli chłopów przeciw kupcom, twierdząc, że była to inicjatywa samych kupców. Podburzeni chłopi zaczęli demolować stragany. Jadowska policja zareagowała bardzo zdecydowanie, strzelając do chłopów, częściowo na oślep. Od policyjnych kul zginęły cztery osoby – Józef Trocicki z Przykor, Józefa Kurowska z Sulejowa, Jan Siwiński z Borek, Stanisław Kurowski z Księżnik. Przynajmniej niektóre z ofiar były przypadkowe. Informacja pochodzi od Państwa Suchanków oraz Pani Marii Wołocznik, z domu Muszel, która w tym czasie pracowała w Urzędzie Gminy w Jadowie.
  7. Jak później wspomniała Pani Litwak, wyjazd nastąpił po ciężkim pobiciu Jakuba Wąsa, członka Żydowskiej Samoobrony przez endeków. Leczył go doktor Ludwik Wiśniewski.
  8. Aron Potasznik, w księdze Żydów Jadowskich jest zdjęcie jego legitymacji członkowskiej.
  9. Żona kuzyna Pani Sary wróciła prawie naga do Jadowa.
  10. Nazywał się Słodarz i był wujkiem męża Rywki Słodarz. Rozstrzelanie dwóch aktywistów komunistycznych przez WP wspomniane jest także w Księdze Żydów Jadowskich przez Wolfa Yasnego – jako „smutna historia.
  11. W Szewnicy
  12. Siostry Jadowskie opowiadały po wojnie Państwu Suchenkom, że ich rodzinę zdradzili przekupieni żandarmi niemieccy z Sokołowa, którzy mieli wywieźć ich rodziców z terenu getta do docelowego miejsca ukrycia. Możliwe, że siostry Jadowskie przedstawiły w Jadowie inną wersję zdarzenia Państwu Suchenkom a inną w Paryżu Pani Litwak. Z uwagi na ryzyko pomyłki – siostry Jadowskie także nie były świadkami zdarzenia, gdyż w tym czasie się ukrywały, nazwisko owej osoby nie zostało przytoczone.
  13. Zdaniem mieszkanki Urli, Justyny Mikulskiej siostry Piekarskie i inne osoby narodowości żydowskiej przechowywał podczas wojny były sympatia Heni Jadowskiej –Stefan Kur, pochodzący z Borzym. Kur, który po wojnie nazywał się Kamirski, chodził do szkoły z Henią Jadowską i był jej szkolną miłością, z którą nie mógł się ożenić, gdyż w tamtych czasach, o czym wspomina Pani Litwak, małżeństwa pomiędzy Polakami i Żydami nie były akceptowane, także przez stronę żydowską. Kur raczej nie był endekiem, choć w tej sprawie Pani Mikulska się jednoznacznie nie wypowiedziała.
  14. Riwka Rozenszajn, działała z Związku Syjonistów, zdjęcie w Księdze Żydów Jadowa str. 84, górny rząd
  15. Dr Ludwik Wiśniewski, opinię Pani Litwak na jego temat zgodnie potwierdzają wszyscy inni rozmówcy. Musiał umrzeć w 1942 roku, przed likwidacją getta w Jadowie, czyli 3 lata przed końcem wojny.
  16. Autor książki „Czy można zapomnieć?”, wydanej przez wydawnictwo PAX, w której zawarta jest relacja bezpośredniego świadka deportacji jadowskich Żydów oraz licznych mordów, jakich dopuścili się na nich eskortujący ich żandarmi, na drodze z Jadowa do Zawiszyna. Członek siatki wywiadowczej ZWZ, prowadzonej przez Ludwika Kalksteina, później wydany przez niego w ręce gestapo. Aresztowany w Warszawie przez Schefelda, niemieckiego żandarma z posterunku w Tłuszczu, byłego podoficera 7 pułku ułanów z Mińska Mazowieckiego. Więzień niemieckich obozów koncentracyjnych. Przed aresztowaniem ukrywał u siebie w domu rodzinę żydowskiego restauratora Finkielmana i pomógł ją wywieźć do jednej z okolicznych wsi, prawdopodobnie do Zofinina, gdzie się dalej mieli ukrywać. Zostali tam zamordowani przez bandę rabunkową. Mogło się to wiązać z nieostrożnym zachowaniem Finkielmana, który kręcił się po wsi. Nazwisko Karczewskiego wymienione jest w wydanej w RFN książce „Halina” autorstwa Edvarda Tholla, niemieckiego inżyniera, który mieszkał w czasie wojny w domu Karczewskiego w Zawiszynie, gdzie znajdowało się niemieckie lotnisko wojskowe. Tholl opisuje w niej, jak razem z Karczewskim próbował ratować tytułową Halinę, siostrę żydowskiego doktora Goldberga, pochodzących z Warszawy a mieszkających w getcie w Jadowie. W Halinie zakochał się jeden z niemieckich inżynierów, współpracujących z Thollem i chciał ją ocalić. Przyjechał po nią ciężarówką następnego dnia po deportacji Żydów z Jadowa.
  17. por. W książce Karczewskiego wymienieni są dwaj jego bracia – Jan i Stanisław.
  18. Wszyscy rozmówcy z Jadowa zgodnie potwierdzali, że żaden z miejscowych endeków nie szkodził Żydom podczas okupacji. Pani Sara Litwak uparcie twierdzi, że wręcz pomagali oni Żydom, choć poza przypadkiem Kurka (Kura) nie podaje innych konkretnych przykładów. Mogło ewentualnie chodzić o dostarczanie żywności do getta. Potwierdza to tezę, że konflikt ideologiczny oraz ekonomiczny nie musiał przekładać się ze strony endeków na działanie na szkodę Żydów w trakcie okupacji. Warto przypomnieć, że pochodzący z pobliskiego Mińska Mazowieckiego Leon Guz wspomina w swojej książce „Targowa 64”, że pracując w czasie pobytu w getcie w Mińsku Mazowieckim był wrogo traktowany przez swojego polskiego nadzorcę. W momencie, gdy ten zorientował się, że Guz jest de facto skazany na śmierć, zmienił diametralnie swój stosunek do niego i uratował mu życie. Wg. autora okazał się potem być szefem NSZ na Mińsk Mazowiecki (życie Guzowi uratował także jeden z niemieckich żandarmów, który „nie zauważył” go podczas przeszukania pomieszczenia, w którym się ukrywał.) Generalnie, jeśli chodzi o przypadki wrogich, wobec Żydów z Jadowa, postaw w czasie okupacji (czasem mordowanie, częściej denuncjacja) to wynikały one z niskich pobudek, ze zwykłej ludzkiej podłości, czasem dodatkowo na tle materialnym. Najczęściej tego rodzaju zachowań dopuszczali się niektórzy prymitywni chłopi, nie koniecznie biedni, na ogół cieszący się złą reputacją w swoim środowisku choć wyjątkiem od tej reguły są przypadki: Horodeckiego – dziedzica z Podłęża (przed wojną był przyjacielem rodziny Chrynowickich, nie był antysemitą) oraz sołtysa z Urli, któremu zarzucano zadenuncjowanie rodziny żydowskiej ukrywanej przez innych mieszkańców Urli. Obaj zostali zastrzeleni przez AK, co wskazywałoby, że mogły być wobec nich jeszcze inne zarzuty niż działanie na szkodę ludności żydowskiej.
  19. Inni świadkowie mówią o trzech braciach Git.
  20. Zginął w Oświęcimiu, gdzie został wysłany za naruszenie „żałoby stalingradzkiej”.
  21. Na zdjęciu w Księdze Żydów Jadowa, strona 118, wysoki chłopak, górny rząd, po prawej.
  22. Pani Sara często nazywa „poznańczykami” osoby w niemieckich mundurach, mówiące po polsku
  23. Pani Sara twierdzi, że Żydówka przesłuchiwana na posterunku żandarmerii w Tłuszczu, czego świadkiem był po swoim aresztowaniu Marian Karczewski (i opisał to w swojej książce), to właśnie Delcia Jedwabnik.
  24. Wg. wszystkich innych świadków, w Jadowie w ogóle nie było na stałe Niemców – regularnie w dni targowe przyjeżdżali do Jadowa żandarmi z Tłuszcza. Za porządek w Jadowie odpowiadała policja granatowa, za porządek w getcie Żydowska Służba Porządkowa. Milicjanci żydowscy wybrani byli spośród najbardziej porządnych mieszkańców getta, najczęściej po służbie wojskowej w WP. Mimo tego, część z nich uległa demoralizacji i wysługiwała się Niemcom, źle traktując mieszkańców getta. Wspominają o tym: pochodząca z Jadowa Dorota Miller w relacji przechowywanej w ŻIH oraz niezależnie od siebie dwóch obecnych mieszkańców Jadowa (w tym Bronisław Suchenek), którzy słyszeli o przypadkach „musztrowania” mieszkańców getta w czasie wizyt żandarmów od osób trzecich (w jednym przypadku od ojca rozmówcy). Pani Litwak stale podkreśla, że jej brat Hilary, mimo, że dostał propozycję wstąpienia do służby porządkowej w Jadowie, zdecydowanie odmówił. Bronisław Suchenek wspomina, że w czasie okupacji jeden z granatowych policjantów z Jadowa – Matyja, wymuszał od żydowskich kupców sprzedaż towarów po przedwojennych cenach. Mógł być to jeden z powodów, choć raczej nie główny, jego likwidacji przez AK z Wołomina.
  25. Taka teza pada w Księdze Żydów Jadowa pod redakcją Wolfa Yasnego. Zdaniem Pani Sary Litwak, w zebranych tam relacjach jest bardzo wiele błędów i nieścisłości.
  26. O postrzeleniu, przez żandarma z Tłuszcza, dwóch kobiet z Jadowa, matki i córki na rogatkach Tłuszcza wspomina także Tholl w „Halinie”. Matka zginęła na miejscu, ranną córkę Tholl i jego niemieccy koledzy mieli jakoby zawieść służbowym samochodem do polskiego lekarza z Budzisk, u którego została na leczenie.
  27. Małka Wajnzaft jest na zdjęciu wyróżniających się uczniów ze szkoły w Jadowie, dostarczonym przez Panią Janinę Suchenek.
  28. Wg. Bronisława Suchenka Horodecki wraz ze swoją konkubiną został zastrzelony przez AK na drodze z Urli do Jadowa. Natomiast na portalu Polska Podziemna Kedyw Obszaru Warszawa AK część II znajduje się następująca informacja: „30 kwietnia 1943 r. zastrzelono niebezpiecznego agenta Gestapo we wsi Połęż w obwodzie Węgrów, volksdeutscha Aleksandra Horodeckiego. Horodecki winny był m.in. śmierci 6 chłopów ze wsi Wólka Paplińska, których zadenuncjował Niemcom za ukrywanie broni”
  29. Każdy ze świadków – Sara Litwak, Janina Donoch, Janina Suchenek przedstawiają inną wersję śmierci Racheli Melcer. Żadna z tych osób nie była bezpośrednim świadkiem jej śmierci, w każdym przypadku informacje pochodzą od osób trzecich. Janina Suchenek widziała jej ciało leżące na drodze koło kościoła w Jadowie (co może wskazywać, że Rachela została zabita w trakcie marszu kolumny, zaś wersja zasłyszana przez Panią Sarę nie jest precyzyjna), jeszcze przed obrabowaniem zwłok przez miejscową gawiedź.
  30. Pani Sara wymieniła nazwisko konkretnej osoby, która miała tego dokonać, ale wszyscy inni rozmówcy z Jadowa kategorycznie stwierdzili, że osoba podana przez Panią Sarę była już w tym czasie w bardzo podeszłym wieku i była zbyt słaba fizycznie, by móc komuś wyrwać ząb. Nie wykluczali przy tym, że takie zdarzenie mogło mieć miejsce, ale wygląda na to, że Orębski opowiadając zdarzenie Pani Litwak musiał nie być precyzyjny. W czasie wojny w Jadowie miały miejsca trzy fale rabunków – pierwsze zaraz po wejściu Niemców do Jadowa w 1939 roku, gdy zachęcali oni polskich mieszkańców Jadowa oraz okolicznych wsi do rabunku, specjalnie otwartych na tę okoliczność sklepów żydowskich. Druga, tuż po likwidacji getta, po tym, jak niemieccy żandarmi obrabowali deportowanych Żydów z najbardziej wartościowe rzeczy, zwłaszcza kosztowności, zaś Żydowska Służba Porządkowa zabezpieczyła, na ich rozkaz, inne najbardziej przydatne przedmioty pozostawione w getcie. Po opuszczeniu getta przez deportowanych Żydów, eskortujących ich żandarmów oraz policję granatową, a także Żydowską Służbę Porządkową, pozostawioną do zabezpieczenia majątku, miejscowy motłoch wynosił z getta pozostałe rzeczy, zaś niektórzy chłopi, z okolicznych wsi, zdejmowali odzież z Żydów zastrzelonych na drodze między Jadowem i Zawiszynem. Trzecia fala rabunków miała miejsce przed wejściem Armii Sowieckiej do Jadowa, podczas której zrabowano m.in. majątek spółdzielni. Jak poinformowała w swojej relacji Pani Janina Donoch, w trakcie tych rabunków zginął syn granatowego policjanta, Matuszewskiego.
  31. Dorota Miller zostawiła relację w zbiorach ŻIH. Wspomina w niej, że ukrywała się w Warszawie u rodzin Łapińskich i Dębowskich. O Kurze (Kurku) nie wspomina
  32. Informacja nt. rozbieżności dot. rzekomego endeka Kura (jak podaje Pani Litwak) i szkolnej sympatii Heni Jadowskiej Stefana Kurka (wg. Pani Justyny Mikulskiej) została już podana wcześniej
  33. Mosze Zieleniec – był policjantem w getcie w Jadowie, przed wojną służył w tym samym pułku kawalerii co brat Pani Sary – Hilary, w Garwolinie (1 PSK). Wg. Pani Sary był przyzwoitym człowiekiem, jego brata z dzieckiem Niemcy zabili koło budynku gminy w Jadowie, jego siostra wyszła po wojnie, już w Izraelu, za Zbanowicza, komendanta Żydowskiej Policji w Jadowie. Rodzina Zieleńców przed wojną mieszkała w Baczkach, jego rodzice wybudowali dom w Nowym Jadowie, mieli sklep skórzany i handlowali z niemieckim kolonistą Heiferem. Mosze Zieleniec chyba nie przeżył wojny. W Internecie jest wzmianka w języku angielskim, że Mosze Zieleniec działał w czasie wojny jako szef grupy żydowskich uciekinierów w lasach w okolicach Marek, która „zaopatrywała się” w żywność w okolicznych dworach.
  34. W swojej książce „Czy można zapomnieć?” Karczewski opisuje, że przechowywał przez krótki okres, w swoim domu w Zawiszynie, rodzinę Finkielmanów, którzy uratowali się z deportacji z getta w Jadowie, ale nie mógł ich trzymać dłużej, z uwagi na zakwaterowanie w swoim domu kilku niemieckich inżynierów, zatrudnionych m.in. na miejscowym lotnisku. Wspólnie z Janem Dzięciołem pomogli wywieźć Finkielmanów do jednej z pobliskich wsi, mógł to być Zofinin. Z jego relacji wynika, że Finkielaman nie zachował należytej ostrożności, chodził po wsi i rozmawiał z wieloma jej mieszkańcami. Prawdopodobnie został zamordowany wraz z całą rodziną przez jedną z wielu, działających w tym rejonie (nawet do lat 60-tych), band rabunkowych. Tymczasem w książce „Halina” niemiecki inżynier Tholl, który mieszkał u Karczewskiego w domu, wspomina, że próba ratowania Haliny Goldberg prowadzona było wspólnie przez grupę Niemców, zatrudnionych na miejscowym lotnisku i samego Karczewskiego. Możliwe, że Karczewski nie mógł przyznać się w swoich wspomnieniach, wydanych w latach 60-tych, że mógł współpracować z Niemcami przy ratowaniu Żydówki, gdyż niosło to ryzyko zarzutu kolaboracji. Jednocześnie nie wyklucza to faktu, że mógł nie dowierzać do końca swoim lokatorom, zwłaszcza, że był w tym czasie członkiem siatki wywiadowczej ZWZ, kierowanej przez Ludwika Kalksteina.\
  35. W książce „Prowincja – Noc” jest wzmianka, że w lipcu 1942 roku z Jadowa wysłano 100 robotników do Wilanowa i 50 do Izabelina.
  36. Bronisław Suchenek potwierdził, że mimo demoralizacji części żydowskich policjantów, Zbanowicz pozostał w oczach polskich mieszkańców Jadowa przyzwoitym człowiekiem. Pani Maria Wołocznik pamięta, zaraz po deportacji Żydów z getta w Jadowie, płaczącego Zbanowicza, który wołał, że „kamienie brukowe na jadowskim rynku są pełne łez” (po tym, co się stało).
  37. Nie jest do końca jasne, kto był „Pajtakiem” – milicjantem żydowskim, który źle traktował mieszkańców getta, o którym w swojej relacji w ŻIH wspomina Dorota Miller. Mojżesz Mularski, późniejszy komunistyczny milicjant w PRL czy też jego ojciec, zamordowany w getcie przez Niemców.
  38. Musiało to być już po likwidacji getta, skoro zaraz po deportacji Żydów z jadowskiego getta, Zbanowicz był jeszcze widziany w Jadowie przez Marię Wołocznik. Oznacza to, że niemieccy żandarmi musieli oszczędzić żydowskich milicjantów z getta i zabrać ich do Warszawy.
  39. Jest bardzo prawdopodobne, że Hilary Chrynowicki jest to „Hryniewiecki”’, który był komendantem bunkra przy Muranowskiej/Niskiej, opisany przez Mariana Berlanda w swoim pamiętniku „Dni długie jak wieki”.
  40. Stanisław Tryfon, przewija się w książce Karczewskiego „Czy można zapomnieć?” Kiedy Karczewski był aresztowany na posterunku w Tłuszczu, Tryfon został wezwany na przesłuchanie w sprawie obowiązkowych dostaw żywności. Nic dziwnego, że czuł się szczególnie nieswojo podczas wizyty u żandarmów, trzymając w tym czasie u siebie w domu dwóch żydowskich młodzieńców. Znając zwyczaje żandarmów z Tłuszcza, zwłaszcza budzącego szczególne przerażenie oberwachtmeistra Steina, w przypadku odkrycia tego faktu zostałby zamordowany wraz z całą rodziną, a jego dom byłby spalony.
  41. Bronisław Suchenek powiedział, że Stanisław Tryfon miał wychowanka (nie miał własnych dzieci), którego tuż przed końcem wojny zabrali Niemcy. Była to dosyć tajemnicza historia. Nie wiadomo, czy te dwie sprawy łączą się ze sobą.

 192 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.