Cegła choć przed laty uważana za symbol zacofania, nigdy nie została wyrzucona z placów budów. Bo przecież jest niezbędna nawet tam, gdzie królują elementy z fabryk domów. A na wsi cegły są w ogóle podstawowym materiałem budowlanym. Podstawowym i deficytowym. W każdym składzie budowlanym, gdy tylko przyjdzie dostawa cegieł, tworzą się długie kolejki klientów. Zdanie „kup pan cegłę” dawno przestało być straszakiem. Stało się nęcącą propozycją, o której marzy wiele osób pragnących rozpocząć budowę. Jakie szanse na kupno mają mieszkańcy stołecznego województwa, co może oferować im producent? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy w Zielonce, w Mazowieckim Przedsiębiorstwie Ceramiki Budowlanej.

— Zanim odpowiem, proponuję, obejrzyjcie jak powstają nasze cegły — powiedział nam dyr. Jerzy Kraterski. Wszystkich zakładów odwiedzić oczywiście nie mogliśmy. Przedsiębiorstwo ma ich aż 21, rozrzuconych po województwach stołecznym i siedleckim. Zapoznaliśmy się więc z pracą dwóch cegielni: sezonowej w Markach i całorocznej w Zielonce.

Jak za króla Ćwieczka

Marki. Po lewej stronie szosy ciąg krytych papą drewnianych wiat. Pod nimi długie szeregi cegły dziurawki suszącej się na powietrzu i czekającej na swoja kolej w drodze do pieca. Nieco dalej, w baraku, formuje się cegłę. Każdą sztukę ręcznie odbiera się spod prasy i ustawia na platformie wózka akumulatorowego, który cały transport odwozi pod wiatę. Tu znowu pracownicy ręcznie ustawiają cegłę do suszenia. Po kilku tygodniach operacja się powtórzy — cegły pojada na drugą stronę szosy, gdzie stoi piec i znów ludzkie ręce rozładują wózki, ustawią cegłę do wypału, posortują… Technologia więc, jak przed wielu laty. Zmieniły się tylko drobiazgi: “felinę” wydobywa koparka, cegły formuje się mechanicznie, wózki elektryczne zastąpiły konie. Sam proces wypalania, piec, jest identyczny, a nawet ten sam, co na początku XX wieku.

W porównaniu z cegielnią w Markach zakład w Zielonce wygląda na bardzo nowoczesny. Znacznie mniej tu pracy ręcznej, zautomatyzowane jest nie tylko formowanie cegieł, ale również ich transport wewnętrzny, suszenie odbywa się w komorach, trwa więc znacznie krócej. Ale piec kręgowy do wypalania cegieł jest bliźniaczo podobny do tego z Marek, tyle że większy. Tak samo trzeba go ręcznie załadować i wyładować, a „wyłącznicy” pracują w temperaturze kilkudziesięciu stopni, w pyle i kurzu.

— Przed laty gdy jeszcze studiowałam, zakład w Zielonce uważano za szczyt nowoczesności. Przywożono tu studentów na praktyki, wycieczki — powiedziała nam potem mgr inż. Barbara Kurbiel, kierownik produkcji MPCB. — Teraz żadna wycieczka już tu nie zagląda, cegielnia zestarzała się, w kwietniu skończyła 25 lat i właśnie rozpoczynamy jej modernizację.

Reklamacji nie ma

O modernizacji mówić będziemy potem, najpierw zajęliśmy się jakością wyrobów. W gabinecie dyrektorskim zebrali się na rozmowę inż. Jerzy Kraterski, dyrektor MPCB, Barbara Kurbiel, kierownik produkcji i Edward Wocial, kierownik działu kontroli jakości.

— Jakość naszych cegieł zależna jest od stanu technicznego zakładu — zaczął dyr. Kraterski. — Z sezonowych cegielni, o prymitywnym, przestarzałym parku maszynowym cegła jest gorsza, a w każdym razie brzydsza. Przechodzi przecież kilkakrotnie z rąk do rak i w ten sposób się deformuje. Na jakość wpływa zresztą bardzo wiele czynników — dodaje inż. Kurbiel. — Kiedyś glinę kopano ręcznie i usuwano z niej wszystkie zanieczyszczenia, hałdowano ją również co najmniej przez zimę. Ale wówczas cegły robiono znacznie mniej. Teraz na takie „luksusy” nie możemy sobie pozwolić. Dawne zabiegi zastępujemy magazynowaniem gliny w dołownikach, ale maja je tylko zakłady w Zielonce i Radzyminie. 17 innych surowiec prosto z koparki idzie do produkcji.

Na jakość cegieł ma również wpływ ich wysuszenie przed wypałem, a także rozkład temperatur w piecu. W wielu zakładach nie ma suszarni, czas schnięcia zależy od pogody. Często więc, by utrzymać ciągłą pracę pieca, trzeba ładować doń cegły zbyt mokre, które łatwiej pękają. Inaczej należałoby wygaszać piec, co oznacza przerwę w produkcji ok. 10 dni, bo tyle musi minąć od rozpalenia do otrzymania pierwszych cegieł. Tak więc reżim technologiczny musimy dopasowywać do warunków zakładu. W starych cegielniach oznacza to nieraz konieczność sporych tolerancji. Mimo to w zasadzie nie ma zastrzeżeń do naszych wyrobów — wyjaśnia Edward Wocial — Dotyczy to nawet tych najstarszych cegielni, jak Marki I i II, czy Pustelnik. Należą one do grupy 10 zakładów, w których w br. nie zanotowaliśmy ani jednej reklamacji.

Czy oznacza to, że przedsiębiorstwo produkuje tak znakomita cegłę, czy po prostu popyt na nią jest tak olbrzymi, że odbiorcy wezmą wszystko na zasadzie „jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma”?

— Niezupełnie — tłumaczy, dyr. Kraterski. — Największe zapotrzebowanie jest na cegłę pełna. My produkujemy jej 20 mln jednostek ceramicznych, a Warszawa i województwo potrzebuje 80 mln. Resztę sprowadza się więc z innych województw, a nawet importuje. Ale byle jakiej cegły ludzie nie wezmą, zwłaszcza prywatni odbiorcy są bardzo wymagający. Płacą, a więc chcą mieć dobry towar.

Inna sytuacja jest z nowymi asortymentami, takimi jak szczelinówka, czy silikatowe wyroby drążone. Trudno jest klientów do nich przekonać, mimo że są one lepsze niż tradycyjne. Przy tej samej wytrzymałości stanowią lepszą izolację. Są większe, a więc szybciej się z nich buduje, potrzeba mniej zaprawy, a poza tym są tańsze. Jednak o tym, jaką cegłę klient ma kupić, decydują przede wszystkim murarze, którzy mają stawiać budynek. A oni, przyzwyczajeni od lat do zwykłej cegły, nieufnie podchodzą do nowości, szukają w nich wad. Wysyłamy więc ta wyroby i do innych województw — płockiego, siedleckiego i bialskopodlaskiego.

Wiele lat temu, gdy zaczynaliśmy produkcję kratówki, nikt nie chciał jej brać, zalegała składy, a teraz odbiorcy się o nią biją. Tak samo było z silikatową cegłą pełną, teraz rozchwytywaną na równi z ceramiczną — ciągnie dalej dyrektor. Obecnie sytuacja powtarza się przy cegle szczelinowej i silikatowych wyrobach drążonych, mimo że wciąż poprawiamy ich jakość. W Łubnej, gdzie powstaje szczelinówka, zmieniamy częściowo technologię produkcji. Odkryliśmy nowe złoże domieszki, która polepszy wyrób. W cegielni w Radzyminie, od 1 lipca zaczęliśmy remont pieca tunelowego i wymieniamy część maszyn. Po 3 miesiącach pochodząca stamtąd cegła będzie jeszcze lepsza.

Silikaty popsuły opinię

Trudno jest nie tylko przyzwyczaić odbiorców do nowych wyrobów, ale również odzyskać raz straconą opinię — słyszę w mazowieckim przedsiębiorstwie. Takie kłopoty ma teraz Wieliszew, gdzie powstaną silikatowe wyroby drążone. Podstawą dobrej cegły tego typu jest właściwy gatunek wapna, a my w końcu ub. r. przez dłuższy czas otrzymywaliśmy zamiast przemysłowego, wapno budowlane. Wykonane z niego cegły po prostu się rozsypywały. Obecnie te kłopoty się skończyły, a wyrobów z Wieliszewa odbiorcy nadał nie chcą — mówi Barbara Kurbiel. — Teraz najwięcej troski przysparza nam zakład w Radzyminie. Do produkcji stosowane jest tam wapno w bryłach, przywożone z Miedzianki. W poprzednich miesiącach przysyłano nam kilkanaście wagonów niedopałów, czyli prościej mówiąc, kamieni. Zwracaliśmy do wytwórcy całe dostawy. Od kwietnia sytuacja się już poprawiła, choć do wapna można mieć wciąż jeszcze zastrzeżenia.

Zakłady silikatowe są najnowocześniejsze w przedsiębiorstwie, od 1973 r. jeszcze je modernizujemy, wprowadzamy prasy automatyczne, znacznie wydajniejsze i zmniejszające pracochłonność, wprowadziliśmy nowe asortymenty: wyroby drążone i wielkowymiarowe — mówi dyr. Kraterski.

Nowoczesność wkracza do cegielni

Również i przy cegle czerwonej, ceramicznej, najlepszą metodą zwiększenia produkcji i polepszenia jest unowocześnianie zakładów. Nie wszędzie jednak jest to możliwe. Modernizację opłaca się prowadzić tam, gdzie cegielnie mogą jeszcze pracować wiele lat. Tak było w Miętnem koło Garwolina, gdzie produkcja została prawie całkowicie zautomatyzowana i do wypału cegły zastosowano nowoczesny piec tunelowy. Poprawiły się zarówno warunki pracy, jak i jakość wyrabianych tam cegieł pełnych.

Teraz trwa przebudowa cegielni w Zielonce. Powstanie tu największy w Europie piec tunelowy opalany pyłem węglowym, zostaną zmienione automaty do formowania i odbioru cegły. Przebudowuje się suszarnie (na razie eksperymentalnie 6 komór), by powiększyć ich wydajność. Ta kompleksowa modernizacja potrwa półtora roku. W następnej kolejności zostanie unowocześniony zakład Różewo, stosunkowo młody bo z 1961 r. Produkowane w nim będą pustaki stropowe „Fert” na licencji włoskiej.

Pozostałe zakłady mazowieckiego przedsiębiorstwa są zbyt stare, by w nie poważnie inwestować. Stosuje się tam tylko zabiegi zachowawcze, pozwalające utrzymać produkcję. Niektóre z cegielni dożywają swego wieku. W br. zostanie zlikwidowany Kawęczyn (istniejący od 1850 r.), którego tereny zajmie nowa elektrociepłownia. Za ok. 8 lat wyeksploatuje się złoża gliny w Pustelniku i cegielni Marki II. Wpłynie to na znaczne zmniejszenie produkcji cegły, co odczuje budownictwo, już i tak narzekające na braki w dostawach. Dlatego w MPCB powstał projekt, by na miejscu sezonowej i mało wydajnej cegielni Marki I wybudować nowy zakład ceramiczny, produkujący najbardziej poszukiwaną cegłę pełną w takich ilościach, które pozwoliłyby pokryć potrzeby woj. stołecznego. Jak obliczają fachowcy, istniejące tu złoża pozwolą na eksploatację przez 60 lat. Dodatkowo za tą lokalizacją przemawiają cegielniane tradycje Marek, gdzie działają teraz dwa stare zakłady.

Jest to oczywiście kwestia przyszłości, ale projekt wart jest rozważenia, jeżeli chcemy realizować program budownictwa w następnych latach.

Anna Borsukiewicz

Życie Radomskie
6 lipca 1977, nr 158

 269 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

1 komentarz

  1. Avatar

    Bardzo ciekawy artykul, szczególnie ze znalem doskonale ludzi w nim wymiynionych, pracowalem z nimi od 1973 roku. Pamietam tez wspomniane w artykule modernizacje.
    Wrócily wspomnienia.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.