Zawodowy kieszonkowiec, Berek Kamiński, zmienił pozornie tryb życia. Założył w Urlach sklep z owocami, w którym kierownictwo objęła jego żona, Chana, złodziejka sklepowa. Sklep prosperował świetnie, ale właściciel sklepu mimo to mało o niego dbał, wyjeżdżając stale do Warszawy. Znajomym w Urlach Kamińska rozpowiadała, że mąż trudni się handlem w Warszawie. Tymczasem Kamiński grasował w tramwajach, kradnąc wyłącznie torebki. Tak samo rabował torebki kobietom na ulicach.
Ostatnio skradł torebkę z gotówką 60 złotych Ruchli Lejbman. W tych dniach Lejbmanowa przechodząc ulicą Bielańską spotkała złodzieja i wszczęła alarm. Złodziej rzucił się do ucieczki, jednak ujęto go. Oburzał się bardzo z powodu posądzania go o kradzież, twierdząc, że jest solidnym kupcem z Urli. Policja zbadała przeszłość Kamińskiego i dokonała w jego mieszkaniu w Urlach rewizji. Znaleziono kilkadziesiąt damskich torebek, między któremi była i torebka Lejbmanowej.
Stwierdzono, że Kamiński nie działał sam; pomagał mu w kradzieżach jego szwagier Chil Halbersztadt oraz żona Chana. Wszystkich troje aresztowano.
Kurjer Polski
R. 42, 1939, nr 201
Autora wspiera Wołomin Światłowód
+ There are no comments
Add yours