Pierwsze lata Kazimierza Czechowskiego w Jasienicy

W roku 1931 lub 1932 do Jasienicy przybywa, aby objąć swą posadę nowy kierownik tutejszej Szkoły Powszechnej Kazimierz Czechowski. Człowiek wówczas dwudziestoośmioletni, absolwent Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Ursynowie, z ośmioletnim stażem w zawodzie nauczyciela i pierwszymi doświadczeniami na stanowisku kierownika szkoły. Na miejscu zastaje bardzo trudną sytuację i duże wyzwanie. W samym centrum wsi znajduje się zaledwie przed kilku laty wykończony budynek szkoły. Jest to w istocie drewniany, jednoizbowy, kryty strzechą dom przywieziony tutaj z Urli. Spełnione marzenie ówczesnego właściciela majątku ziemskiego w Jasienicy – prawdopodobnie Antoniego Czyżewskiego lub Józefa Leśniewskiego, które nie znalazło zrozumienia wśród lokalnej ludności.Czytaj dalej

W kwietniu tego roku obchodziliśmy w całym kraju 60. rocznicę mordu na oficerach polskich i funkcjonariuszach państwowych w Katyniu. Bestialski rozkaz z 5 marca 1940 r., podpisany przez Stalina, Mołotowa, Berię i innych najwyższych dygnitarzy ZSRR, nakazujący rozstrzelanie bez sądu 21.850 Polaków, w tym jeńców z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, przez długie lata ukrywany był przed opinią publiczną. Winę za wymordowanie Polaków propaganda sowiecka zrzuciła na Niemców, czego zresztą im nie udowodniono na procesie norymberskim, sądzącym czołowych przywódców III Rzeszy. Dopiero po objęciu władzy w ZSRR przez Michaiła Gorbaczowa, w ramach prowadzonej przez niego polityki jawności, agencja TASS 13 kwietnia 1990 r. ujawniła, że zbrodni dokonały oddziały specjalne NKWD. W wyniku późniejszych badań ustalono, że część jeńców z Katynia rozstrzelano w więzieniu w Smoleńsku, jeńców z Ostaszkowa – w lesie Piatichatki pod Charkowem, ze Starobielska – w Miednoje pod Twerem (wówczas Kalininem).Czytaj dalej

Wspominając różne postacie sprzed lat, a z tutejszej okolicy, ujrzałem okiem nie tyle wyobraźni, ile pamięci — Franka Rozwardowskiego. Uwaga, jego nazwisko brzmiało — lub brzmi, jeśli ma teraz z siedemdziesiąt pięć czy sześć lat — Rozwardowski, z “r” w środku. Odmiennie od popularnego “Rozwadowski”. Przed wojną i z jej początkiem, jako dziarski młodzian, przypominał mi imponującego Romana z rysunkowych komiksów, poprzednika Supermanów. Sprężysta, muskularna sylwetka, energiczne ruchy, imponował mi ogromnie.Czytaj dalej

Pamiętniki, wspomnienia osób pochodzących ze wsi opisujących swoje życie, własne doświadczenia wiejskiego dziecka sprzed półwiecza oraz obecne obserwacje świadczą według mnie o jednym – dziecko wiejskie zawsze miało i dotychczas ma „pod górkę”. Tyle, że teraz ta „górka” może trochę mniej stroma, może trochę mniejsza, może trochę inna, ale niestety jest to zawsze „górka”.Czytaj dalej

Jan Gaudenty Skrzypiński urodził się 12 lutego 1891 r. w majątku Pólko, własności jego matki Karoliny z Grabanów. Mała ta miejscowość należała do gminy Radzymin, podobnie jak i dzisiaj. Ojciec Jana, Tadeusz, był lekarzem weterynarii. Dzieciństwo mały Skrzypiński spędził w majątku rodzinnym, uczył się w szkole elementarnej w pobliskim Radzyminie. Po ukończeniu w Warszawie szkoły technicznej rodzice wysłali go na studia do Kijowa. Tutaj kształcił się na wydziale mechanicznym Instytutu Politechnicznego. Szkołę ukończył podczas pierwszej wojny światowej, już po obaleniu caratu w Rosji, w czerwcu 1917 r.Czytaj dalej

Urodził się 22 czerwca 1914 r. w Tyflisie, w Gruzji237. W 1925 r został wraz z rodziną repatriowany do Polski. Po ukończeniu gimnazjum w Toruniu, w 1927 r. wstąpił do Korpusu Kadetów nr 2 w Chełmie, następnie w 1932 r. po zdaniu egzaminu do Szkoły Podchorążych Sanitarnych w Warszawie, odbył studia lekarskie na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. W 1938 r. otrzymał dyplom lekarza. Ukończył też Szkołę Podchorążych Sanitarnych (III lokata) — w dniu 15.10.1938 r. został mianowany podporucznikiem lekarzem.Czytaj dalej

Dreszerowie byli mieszczańską, rzemieślniczą rodziną przybyłą w pierwszej połowie XIX wieku z Niemiec do Królestwa Polskiego. Szybko się tu spolonizowali, toteż dziad naszego bohatera, Jan August, tkacz chałupnik mający własny warsztat w Zduńskiej Woli, uważał się już za Polaka. Ojciec przyszłego generała, także Jan August, był adwokatem, działaczem społecznym i niepodległościowym.Czytaj dalej

W połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku, w Wołominie nastąpiło ożywienie gospodarcze. Wzrost popytu na towary i usługi przyczynił się do rozwoju drobnych zakładów przemysłowych, produkcyjnych i usługowych, a to wszystko spowodowało zapotrzebowanie na pieniądze, kredyty i gwarancje operacji finansowych. Niezbędne stały się instytucje finansowe mogące sprostać potrzebom mieszkańców Wołomina i okolic. Rozumiał to energiczny społecznik, proboszcz parafii wołomińskiej, ksiądz Jan Golędzinowski, który 12 grudnia 1926 r., w Domu Ludowym, w Wołominie przy ul. Długiej 8, poprowadził Walne Zebranie Organizacyjne Kasy Rzemieślniczej Spółdzielni z ograniczoną odpowiedzialnością. Wzięło w nim udział 28 osób. W tajnych wyborach wyłoniono Radę Nadzorczą i Zarząd Kasy. Prezesem Rady został ks. Jan Golędzinowski, a zastępcą kupiec Feliks Koprowicz. W skład Zarządu weszli Jan Andrycki, Wawrzyniec Narkiewicz i Antoni Gogut. Wkrótce do Kasy przystąpiło ok. 200 członków, z których każdy wpłacił po 50 zł. wkładu. W sumie udziały urosły do sumy ok. 20 tys. kapitału. Kasa została wpisana do rejestru sądowego i rozpoczęła swoją działalność 21 maja 1927 r.Czytaj dalej

Ryszard Lenczewski ma dziś siedemdziesiąt jeden lat, dzieci, wnuki i dużo wspomnień.

Urodził się w Wołominie w miejscu gdzie obecnie stoi „szklarynka”. Tutaj się wychował, biegał z chłopakami po wołomińskich ulicach. Rodzina pana Ryszarda posiada wspaniałe korzenie i tradycje. W domu zawsze królowały wartości patriotyczne.

Było ich pięcioro, czterech chłopców i dziewczyna. On był najmłodszy.Czytaj dalej

Moja rodzina

Urodziłam się w Jadowie 2.03.1915 r. Moi rodzice też tam się urodzili. Ojciec miał na imię Rachmin Chrynowicki a matka Chaja – co oznacza – życie. Matka była z domu Szwarcberg, a jej mama z domu Mularska, a jej babcia z domu Zylberman. Moja matka urodziła się w Jadowie, ale wychowana była na wsi, w Myszadłach. Tam było duże gospodarstwo mojego dziadka. Ojciec był krawcem, bardzo poważanym w Jadowie – ubierała się u niego tylko inteligencja, był ławnikiem w sądzie, uczył też rzemieślników.Czytaj dalej

autor: Andrzej Fedorowicz

II Rzeczpospolita trwała zaledwie 20 lat, ale wciąż budzi fascynację. Nic dziwnego – w historii Polski niewiele było okresów tak wielkiej kreatywności i mobilizacji we wszystkich możliwych dziedzinach. Pozbawiony państwa naród po 123 latach musiał wymyślić je na nowo. I zrobił to, począwszy od państwowej symboliki, publicznych gmachów, szkolnych podręczników i masowych organizacji poprzez mundury i broń dla wojska aż po najdrobniejsze przedmioty codziennego użytku.Czytaj dalej

Wybuch wojny. Szlak bojowy od Lidzbarka po Rejowiec.

Po przybyciu do pułku Jan Estkowski został dowódcą 3. plutonu w 3. szwadronie rotmistrza Zygmunta Orłowskiego. Pilnująca lewego skrzydła 20 Dywizja Piechoty (DP) oraz Nowogródzka Brygada Kawalerii (BK) zajęła trzydziestokilometrowy pas działań między Lidzbarkiem a Działdowem. 25. Pułk Ułanów (p.uł) ulokował się od Lidzbarka do Wielkiego Łęka. Szwadron rotmistrza Orłowskiego zajął kwaterę w opuszczonym w ewakuacji dworze Cibórz nad Welem. O świcie 1 września, gdy reszta kadry jeszcze spała Jan Estkowski schodził z sypialni na piętrze do holu w parterze budynku. Chciał wysłać list do matki Stefanii z okazji jej imienin. W holu natknął się na wbiegającego do dworu dowódcę pułku, pułkownika Stachlewskiego, który zdezorientowanego podporucznika przywitał go słowami: „To wy tak czuwacie? Toż od godziny mamy już wojnę! Natychmiastowy alarm…!” Czytaj dalej

Wciąż przeżywamy rok 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Na skraju wsi Kąty Wielgi i Jaźwie znajdował się majątek Sławek należący do małżeństwa Świeców. Miejsce to stało się istotnym punktem na mapie polskiego ruchu oporu od pierwszych dni wojny. Właścicielka majątku, Halina Świecowa zapłaciła za swoje zaangażowanie najwyższą cenę.

Czytaj dalej