Mówią o nich „krawcy” albo „kieszeniarze”. Złodzieje kieszonkowi, to elita prze­stępcza Wołomina i okolic. Kursują najczęściej w pocią­gach na szlaku Warszawa Wi­leńska – Małkinia.

Docent Kazimierz Godorowski, biegły psycholog sądowy, który współpracu­je z Rejonowym Urzędem Spraw Wewnętrznych w Wołominie po­nad 30 lat dodaje, że w pow­szechnej opinii ludzi, którzy za­wodowo stykają się z przestęp­czością, kryminalista czy lump z tych stron to psychopata lub alkoholik, a często jedno i dru­gie. Także w ocenie komisji wojskowych najwięcej kłopotu sprawiają poborowi z podwar­szawskich okolic.Czytaj dalej

(…) Przez godzinę jazdy samowarkiem z Warszawy do Radzymina (22 km), nasłuchać się można wielu „sensacyjnych opowieści”. Jak to przed tygodniem w biały dzień na peronie w Radzyminie banda chuliganów pobiła dyżurnego ruchu, 31 sierpnia br. awanturnicy napadli na konduktora i powykręcali mu ręce, a 1 września br. jakiś wyrostek uderzył kamieniem kierownika pociągu na stacji Cmentarz.Czytaj dalej

To cud, że cały pociąg nie wyleciał w powietrze.

Danuta Dymińska, mimowolna sprawczyni wybuchu, który w ubiegły poniedziałek zabił 1 osobę i poranił 30 osób w pociągu do Wołomina, przebywa jeszcze w szpitalu. Stan jej nie budzi obaw. Śledztwo prowadząne przeciw Dymińskiej wykazało, że tragicznego dnia wiozła ona 10.000 sztuk korków do straszaków, a nie 1.500 — jak początkowo twierdziła. Dymińska zajmuje się stale wyrobem korków do straszaków.Czytaj dalej

Złą opinią u sąsiadów cieszył się Jan Ślusarczyk, zamieszkały w Ząbkach. Opinię tę również podzielali funkcjonariusze miejscowego komisariatu Milicji Obywatelskiej, wskutek drobnych kradzieży popełnianych przez Ślusarczyka co pewien czas. Najbliższym sąsiadem Ślusarczyka był A. Rosiński, hodowca ptactwa. Chlubą kurnika Rosińskiego były trzy piękne gęsi. Gdy właściciel przyszedł we wtorek rano do komórki, by wypuścić drób, nie usłyszał powitalnego gęgania swych ulubieńców. Okazało się, że w nocy ktoś otworzył komórkę, pozarzynał gęsi i zabrał ze sobą.Czytaj dalej

W dniu 4.12.40 wkroczyło czterech podających się za urzędników Gestapo bandytów do pomieszkania sekretarza gminnego w Klembowie, powiat Warszawa, i rzekomo w poszukiwaniu za bronią przeprowadzili rewizję w mieszkaniu i urzędzie. W kancelarii wyciągnęli bandyci pistolety i zażądali wydania kasy gminnej. Zrabowali 5.832 zł. pieniędzy gminnych. Bandyci zaprowadzili następnie urzędnika do mieszkania sekretarza, obu tam za mknęli i ulotnili się. Czytaj dalej

Sprawa włamania do starostwa w Radzyminie

Przed Sądem Grodzkim w Warszawie toczyła się sensacyjna rozpraw a przeciwko sprawcom włamania do starostwa powiatowego w Radzyminie, Janowi Maniakowi, Feliksowi Bartosiakowi i Władysławowi Kołodziejczykowi, którzy, jak ustaliło dochodzenie pozostawali w kontaktach z terrorystyczną organizacją ukraińską OUN. W roku ub. do starostwa powiatowego w Radzyminie zakradli się w nocy złodzieje, którzy zrabowali pieczęcie urzędowe, rewolwery oraz blankiety do paszportów zagranicznych. Blankiety paszportów e złodzieje wyprzedali osobom, które nielegalnie chciały przekroczyć granicę znalazłszy się w kolizji z prawem.Czytaj dalej

Całą bandę włamywaczy aresztowano

W swoim czasie banda nieujawnionych na razie sprawców dokonała włamania do lokalu starostwa w Radzyminie. Łupem złodziei padło kilkanaście rewolwerów, blankiety paszportów zagranicznych, pieczęcie, 18 zasłon okiennych i t.d. Obecnie w wyniku dochodzeń okazało się, iż hersztem bandy włamywaczy był Jan Maniak, drukarz, z pochodzenia Ukrainiec, znany policji jako podejrzany o udział w kilku zamachach terorystycznych. Spólnikami jego byli znani i kilkakrotnie już karani kasiarze Feliks Bartosiak i Zygmunt Kołodziejczak.Czytaj dalej

Podrzucone kosztowności zwrócono proboszczowi

Dozorczyni domu Nr. 4 przy ul. Ząbkowskiej w Warszawie, Władysława Wernikowa, schodząc do piwnicy znalazła w korytarzu jakieś zawiniątko, w którym znajdował się kielich do komunikantów i złota patyna. Znalezione przedmioty dozorczyni zaniosła do XV komisariatu P. P. Ponieważ nie ulegało wątpliwości, iż kielich oraz paty na pochodzą z świętokradczej kradzieży policja wszczęła dochodzenie, by ustalić skąd przedmioty te pochodzą. Po kiikudniowem śledztwie ustalono. iż kielich oraz patyna zostały skradzione z kościoła parafji w Cygowie Poświętnym pod Wołominem. Wczoraj przyjechał do Warszawy proboszcz tej parafji ks. Sobczak, który poznał znaleziony kielich oraz patynę i zabrał ze sobą. Dalsze dochodzenie prowadzone jest w kierunku wykrycia sprawców świętokradztwa.

Nowy Czas
R.4, nr 63 (4 marca 1934)

Wieś Ząbki, położona w pobliżu granic Wielkiej Warszawy, liczy przeszło 2.500 mieszkańców. Komunikacja jest dosyć wygodna, pociąg idzie z Warszawy zaledwie 12 m. Niestety należy jednak zaznaczyć, iż stację kolejową zastępuje tu mała budka, w której nie można skryć się w czasie niepogody. Pozatem do usterek należy również zbyt krótki postój pociągów, co powoduje wypadki. Jeżeli chodzi o miejscowe społeczeństwo, to należy się mu cierpka uwaga o zbyt pobłażliwym stosunku do licznych w tej miejscowości osobników, którzy dnie przedświąteczne i świąteczne uważają za przeznaczone do konsumpcji napojów alkoholowych. O skutkach tego rozpisywać się zbytnio nie trzeba, gdyż wszystkim wiadomo, że taka właśnie atmosfera, szczególnie odpowiada awanturom i bójkom, zatruwającym życie spokojnym mieszkańcom.Czytaj dalej

Na bruku warszawskim znany był policji szuler Szachno Lebel (zwany w gwarze „Parchem”), który uprawiał na targach i placach od lat 30. grę w 3-y karty, mając zorganizowana bandę pomocników naganiaczy. Lebel co pewien czas wyjeżdżał również ze swymi pomocnikami na jarmarki prowincjonalne. Ostatnio wybrał się na jarmark do Jadowa, gdzie ofiarą szulera padło wielu chłopów, wciągniętych do gry w 3-y karty. Gdy ogołoceni z pieniędzy chłopi spostrzegli, że są oszukiwani, obili Lebela tak ciężko, iż następnego dnia zmarł on w areszcie w Jadowie.

Kurjer Warszawski
R.110, nr 255 (17 września 1930)

Już od dłuższego czasu po wsiach i miasteczkach na terenie pow, Radzymińskiego krążył ubrany w habit zakonnika Bernardynów jakiś oszust, który posiłkując się sfałszowanem przez siebie zaświadczeniem, kwestował rzekom o na rzecz zakładu Bonifratrów w Katowicach. Zachowanie się „zakonnika” budziło jednak w niektórych ofiarodawcach poważne wątpliwości i ci o swoich spostrzeżeniach powiadomili komendę policji w pow. Radzymińekim. Zarządzone energiczne wywiady i poszukiwania doprowadziły w niedługim czasie do zdemaskowania i ujęcia oszusta, którego aresztowano w Ręczajach.Czytaj dalej

We wsi Dobczynie, w gm. Klembowie, pow. radzymińskim. w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, na tle osobistych porachunków zamordowany został mieszkaniec gm. Reczaje tegoż powiatu Feliks Kostrzewa. Morderstwa dokonali: Stanisław Makjan i Franciszek Pilarczyk, mieszkańcy Dobczyna, oraz Stanisław Pilarczyk ze Stanisławowa, pow. mińsko-mazowieckiego. Kostrzewę zamordowano nożami. Zabójców kolejno chwytała policja radzymińska. Jako ostatniego schwytano Stanisława Pilarczyka. W drodze do aresztu, przy przejściu przez most na rzece, Pilarczyk nagle przechylił sio przez barjerę; i wskoczył do rzeki, aby zbiedz. Czytaj dalej

We wsi Sitne, oddalonej 6 kilometrów od Jadowa, w pow. radzymińskim 25-ciu bandytów w mundurach wojskowych, uzbrojonych w rewolwery syst. Mauzera i granaty ręczne dn. 20 b. m. dokonało napadu na gospodarza Józefa Prusaka. Napastnicy zrabowali 300 rubli w złocie, 280 rb. w srebrze, asygnaty polskiej pożyczki państwowej na 2.900 rb. i 1240 mk. oraz kożuch i 2 pary obuwia. Po dokonaniu rabunku, bandyci pod groźbą rewolwerów zmusili Prusaka, aby zaprowadził ich do mieszkania brata jego, Adama Prusaka. Tam napastnicy znęcali się w okrutny sposób nad żoną Prusaka, która nie chciała wskazać miejsca ukrycia pieniędzy. Zbrodniarze wbijali Prusakowej igły za paznogcie oraz kładli żelazo w usta, by nie krzyczała. Co się stało łupem bandytów, narazie nie ujawniono.Czytaj dalej

W ubiegłą niedzielę w Wołominie na rynku podczas zabawy, urządzonej na rzecz budowy kościoła, kilku policjantów usiłowało aresztować kaprala W.P., ten zaś chcąc uniknąć aresztowania wyjął szablę i machając nią cofał się. Policjanci z rewolwerami w rękach osaczyli go i jeden z nich, starszy szeregowiec Kempa, strzelił do żołnierza, kładąc go trupem na miejscu.Czytaj dalej