Nazwisko niemieckiego żandarma Steina zna chyba każdy mieszkaniec naszej okolicy, który choć trochę interesuje się historią lokalną. Przewija się ono we wspomnieniach wielu osób, które przeżyły II wojnę światową w tym rejonie. Człowiek ten zasłużył sobie na taką pamięć wyjątkowym okrucieństwem i bestialstwem. Świadkowie przypisują mu kilkadziesiąt mordów.  Polskie Państwo Podziemne nie było w tej sytuacji bezczynne. Na bestię wydano wyrok śmierci. Film opowiada historię wszystkich zamachów przeprowadzonych na życie Hauptwachtmeistera Steina.Czytaj dalej

Pana Romualda i jego żonę Władysławę poznałam w latach sześćdziesiątych. Mieszkali przy ulicy Paplińskiego, obecnie Wileńskiej 21 m. 9, na drugim piętrze, nad Państwowym Przedszkolem nr 1, w którym odbywałam praktyki
pedagogiczne. Lubił patrzeć na rozbrykaną gromadkę dzieci wychodzących na spacer. Uśmiechał się i śpiewnym, kresowym głosem upominał, aby były grzeczne. W latach osiemdziesiątych, już jako dyrektor Państwowego Przedszkola nr 10 przy ulicy Prądzyńskiego 3 w Wołominie, biegałam na ulicę Kościelną do introligatorni pana Romualda z różnymi czasopismami do oprawienia. Dziś nie ma zakładu i nie ma mistrza, który najpierw był nauczycielem…Czytaj dalej

Po klęsce Powstania Listopadowego władze carskie podjęły walkę z polską oświatą, jednak Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Publicznego zezwoliła na otwieranie szkół elementarnych pod warunkiem prowadzenia wychowania religijno–moralnego. Wówczas, po 1830 r. w Kukawkach powstała czteroklasowa szkoła w dawnym niemieckim Domu Modlitwy. W murowanym budynku jedną izbę przeznaczono na klasę, a drugą na mieszkanie dla nauczyciela. Program tej szkółki obejmował naukę czytania i pisania w języku polskim, cztery działania arytmetyczne oraz religię. Nauczyciel uczył też rysunku prostych figur geometrycznych, a także przekazywał praktyczną wiedzę na temat miar i wag. W 1838 r. w/w Komisję zlikwidowano, a szkołę elementarną nazwano początkową.Czytaj dalej

Przyjęcie zrzutu i próba zamachu na bestialskiego Steina

W marcu 1944 r. zostaliśmy powiadomieni, że na terenie naszego Ośrodka zostanie dokonany lotniczy zrzut broni i amunicji. Część obszaru państwa włoskiego była już pod kontrolą aliantów i stamtąd samoloty przylatywały nocami nad wcześniej ustalone tereny i dokonywały zrzutów. Miejsce zrzutu na terenie naszego ośrodka ustalałem osobiście wcześniej w 1942 roku gdy przez krótki okres pełniłem obowiązki zastępcy komendanta Ośrodka. Z chwilą otrzymania informacji o zamierzonym zrzucie na naszym terenie został zarządzony tzw. okres oczekiwania. Polegało to na tym, że wyznaczony do odbioru i osłony zrzutu oddział przebywał w stałym pogotowiu, a równocześnie prowadzony był w określonych godzinach nasłuch radiowy audycji z Londynu.Czytaj dalej

Inaczej niż w podgórskich wsiach letniskowych nad Popradem w woj. krakowskim, które odwiedziłem w ub. roku, kształtuje się sytuacja w letniskowych wsiach nad Liwcem, w woj. warszawskim. Wioski nad Popradem awansują dopiero do rangi letniskowych. Miejscowych gospodarzy zachęca się do przyjmowania turystów i letników na sezon. Udziela im wszechstronnej pomocy spółdzielczość wiejska. Tej zachęty nie potrzebują wsie letniskowe nad Liwcem, m.in. Urle. Są tam w tym względzie zakorzenione od dziesiątków lat tradycje.Czytaj dalej

Znakomity chopinista, 87-letni profesor, Aleksander Michałowski, bawiąc ostatnio we własnej willi w Urlach, zasłabł wczoraj nagle i stracił przytomność. We zwano niezwłocznie pogotowie prywatne. Lekarz stwierdził u prof. Michałowskiego silne osłabienie mięśnia sercowego i w stanie ciężkim, przewiózł sędziwego muzyka do mieszkania w Warszawie (Okólnik 5a).

ABC
pismo codzienne informuje wszystkich o wszystkim
R.13 , nr 303 (10 października 1938)

Wrażenia z obozu OMP w Urlach

Zielone Święta należy bezapelacyjnie spędzić na „zielonej trawce”. Żeby było… do koloru i aby stało się zadość tradycji. Tylko dokąd wyjechać? Napływające do redakcji ogłoszenia „wycieczkowe” i „tu nęcą i tam zapraszają”. Okazuje się nagle, że Warszawa wcale nie jest uboga w miejscowości “wypoczynkowe”, że z roku na rok przybywa terenów weekendowych i coraz sprawniejsza staje się z niemi komunikacja. Podobno przyczynił się do tego kryzys. Ludziska poszli po “rozum do głowy” i postanowili coś niecoś zarobić na eksploatacji zielonych łączek i świeżego powietrza.Czytaj dalej

Niedługo świeciły pustkami szaro zielonkawe płótna namiotów w Urlach. Ledwie się rozjechali uczestnicy Obozu Kadrowego, a już zaczęły się zjeżdżać grupy niebieskich koszul z terenu okręgu białostockiego. Dotknięte „obozową zarazą”, opanowane „bakcylem zadowolenia”, z pieśnią na ustach, a walizką lub plecakiem na ramieniu, ciągnęły wesołe grupy ze stacji nad leniwy, błękitnowody Liwiec, gdzie w ciemnozielonej otoczy sosen rozsiadło się buńczuczne państwo dziesięciu namiotów. Radośnie i ochoczo jechała młodzież do obozu i tą radosną pogodą i werwą wypełniła namioty. I nietylko weselem, nietylko rozgwarem pełni młodzieńczego życia, ale i pracą, solidną pracą wyszkoleniową rozpoczętą dnia 16 lipca, gdy Komendant Obozu ob. Rokosz Andrzej otworzył uroczyście obóz. W pogodny wieczór lipcowy, poraz pierwszy za brzmiała pieśń ompiacka, poraz pierwszy gromkie „Cześć Pracy” przeleciało ponad sennemi łęgami, poraz pierwszy na maszt obozowy wpłynął majestatycznie sztandar. I rozpoczęły się obozowe dwa tygodnie, pełne ompiackiej pracy nad sobą, dwa tygodnie pracowitego odpoczynku, zdala od zgiełku i gwaru miast, w bezpośredniem zetknięciu się z ożywczą naturą.Czytaj dalej

11 lipca b. r. rok upłynęło od dnia, w którym na rynku Jadowskim polała się krew chłopska. Rezultat: zabici i ciężko ranni chłopi. Prasa sanacyjna trąbiła, że byli tacy, którzy te wypadki organizowali. Nawet ich aresztowano, miał być proces, no i bardzo wielki kryminał. W międzyczasie wydano na jesieni ubiegłego roku amnestję, którą zastosowano do „sprawców” wypadków Jadowskich. Widocznie „sprawcy” nie mieli „czarnego sumienia” — skoro Sąd zastosował do nich amnestję (mogli dostać do ½ roku pozbawienia wolności). Czytaj dalej

Zima swoim całunem przykryła ziemię i pogrążyła w śnie, aby wraz z wiosną znów pod promieniami budzącego słońca i tchnień natury powołać do życia tak wówczas gwarne Urle. Praca jednak, jak nam wiadomo, trwa pomimo pozornego letargu; posuwa się nie w tempie może kinematograficznym, ale krok za krokiem, a pewnie ku lepszemu. Stowarzyszenie Miłośników Urli, które spowodowało utworzenie gminy Urle opiera się dosłownie na kilku zaledwie osobach rozumiejących doniosłość organizowania narodu i życia społecznego. Zrozumienia jednak wśród miejscowej ludności dla swego dobra i przyszłości swoich dzieci pomimo syzyfowych wysiłków pełnych poświęceń tego Stowarzyszenia — zasadniczo niema. Kilku zaledwie lepiej myślących gospodarzy, którzy li tylko dobro ogółu, a nie swoje mające na uwadze, dopomaga warszawiakom w ciężkiej pracy nad sobą, swymi blizkimi i swoją gminą.Czytaj dalej

W planie inspekcyj sanitarno-porządkowych ministra spraw wewnętrznych, gen. dr. Sławoja-Składkowskiego, leży przedewszystkiem inspekcja letnisk podmiejskich. Jedną z takich inspekcyj przeprowadził p. minister w dniu 24-ym b. m. o godz. 5.30 w Urlach. P. minister zwiedził jeden pensjonat oraz piekarnie i jatki. W jatkach i piekarniach polecił p. minister wywiesić cenniki. W przejeździe przez miasteczko Jadów które jest punktem aprowidującym Urle, p. minister dokonał inspekcji rzeźni, gdzie odbywa się ubój bydła. Min. Składkowski zauważył braki w urządzeniu tej rzeźni, która wymaga przebudowy, przedewszystkiem zaś racjonalnego urządzenia ścieków i studni z doprowadzeniem wody do rzeźni.

Polska Zbrojna
pismo codzienne
R.10, nr 201 (25 lipca 1930)

(…) Otóż odbyło się u nas w dn. 6 lipca b-r. poświęcenie Domu Ludowego, powstałego dzięki staraninom Stow. Miłośników Urli. Rzecz przedstawiam, jak było. O gdz. 11 m. 30 r. została odprawiona przed polowym ołtarzem msza św. przez ks. prałata Michalskiego w asyście miejscowego kapłana ks. Białko. Poczem wygłosił ks. prałat Michalski kazanie, w którem między in. tematami nadmienił, że ludność miejscowa modlić się winna za tych. którzy tak ofiarną pracą starają się pracować wśród ludu. Poczem Prezes Stowarzyszenia P. Roman Pawelski, wygłosił przemówienie, witając Wice-wojewodę p. Władysława Długockiego i gości. Zobrazował etapy prac dokonanych i zamierzonych. trudności jakie przezwyciężyć należało. Kończąc wzywał do pracy służenia radami i wskazówkami. Pan wice-wojewoda przecinając symboliczną wstęgę zakomunikował, że władze w miarę możności przciwności będą usuwały i popierały zamierzenia. Następnie łącznie z ks. prałatem wszedł do wnętrza budynku. Ks. Prałat Michalski dokonał uroczystego poświęcenia. Ulewa przeszkodziła podniosłej uroczystości. Czytaj dalej

Ostatniej soboty wieczorem w Urlach doszło na dancingu (przy kolei) do pożałowania godnych wybryków antysemickich. W pewnym momencie znajdujący się na dancingu syn wizytatora szkół, uczeń wyższych klas gimnazjum w Warszawie, pan A. D. (nazwisko jest znane redakcji) wzniósł przeciwko zebranym na dancingu żydom głośny okrzyk:  „Precz z żydami”. Na to hasło rzuciło się na bezbronną publiczność żydowską czterech wychowawców sanatorium dla gruźlików w Urlach oraz dwóch marynarzy, którzy kijami okładali młodzież żydowską, wywołując wśród zebranych duży popłoch. Dały się również słyszeć strzały rewolwerowe. Komendant spisał o zajściu protokuł i na podstawie przeprowadzonego dochodzenia rozpoznano wśród „wychowawców” sanatorium czterech uczestników tego zajścia. Dalsze dochodzenie trwa.

5-ta Rano
bezpartyjny dziennik żydowski
R.2, nr 241 (23 sierpnia 1932)

Gospodarze z Urli nie chcą stosować bojkotu wobec letników żydów. Delegacja gospodarzy Urli w “Naszym Przeglądzie”

Wczoraj w godzinach po południowych zgłosiła się do redakcji naszego pisma delegacja gospodarzy ze wsi Urle, aby sprostować wiadomości, rozpowszechniane przez rozwojowców, że gospodarze w Urlach nie będą w tym roku wynajmowali mieszkań żydom. Delegacja wręczyła nam oświadczenie, podpisane przez 22 właścicieli domków, którą drukujemy poniżej zgodnie z oryginałem, z zachowaniem stylu i ortografji. W oświadczeniu pp. gospodarzy z Urli chcemy widzieć zdrowy i uczciwy odruch przeciw zakusom agitatorów rozwojowych, którzy usiłują zatruć duszę ludu polskiego jadem antysemityzmu. Musimy też na tem miejscu podkreślić obywatelskie stanowisko podpisanych pod oświadczeniem właścicieli domków, którzy przeciwstawiają się antykonstytucyjnym knowaniom “odżydzaczy letnisk”.Czytaj dalej