Targ w Jadowie, rok 1935
Dnia 11 lipca w miasteczku gminnem Jadowie w powiecie radzymińskim (6 mil od Warszawy) odbywał się jarmark tak zwany pospolicie „stary”, a że Jadów jest to miasteczko handlowe, więc nietylko jarmarki, ale nawet tygodniowe targi bywają bardzo liczne. Jak to prawie wszędzie, tak i w Jadowie pobierane jest placowe, a jest ono tak wygórowane, jak, pewnie nigdzie, bo posłuchajcie: za wjazd furmanki jednokonnej 50 groszy, parokonnej — 1 złoty; za wprowadzeenic na targowicę konia 1 zł., krowy — 1 zł., świniaka po 8 tygodniach — 1 zł., prosię, cielę, owca — 40 gr.; zważenie świniaka 1 zł. A od straganów wszelkiego rodzaju, to wprost pojęcie przechodzi, bo oto od straganiarzy miejscowych z tejże gminy po 2 zł., a od przyjezdnych zdzierają po 7 zł., co z wjazdem czyni 7 i pół zł., lub — jeśli para koni — to 8 zł. To też placowe to jest tak powabne, no i widać korzystne, że od paru lat dzierżawią je — wiadomo kto, — oczywiście, że szlachta jerozolimska, płacąc za nie, jak w tym roku, coś około 60 tysięcy złotych.
To też rada gminna wraz z ogółem podtrzymywała to, gdyż mając tyle, to można sobie pozwolić na kupno i budowę gmachów na urząd gminny, pocztę, sąd, na wprowadzenie światła, kawałków bruku i t. p. bez podatku z morga. To też gdy były czasy lepsze, to ludność już tak jakoś przywykła do płacenia, choć z szemraniem, ale bez oporu. Lecz gdy nastały czasy obecne, krótko mówiąc — ogólnej nędzy, to ludność poczęła domagać się obniżenia placowego. A już najbardziej straganiarze. Ileż to oni przy płaceniu sypali przekleństw! Znaczyło to tyle, co głos wołającego na puszczy, i tym, którzy się ociągali z płaceniem, zabierano fanty.
Aż nareszcie dnia tego ci, którzy więcej nad tem pracowali, powychodzili na wszystkie drogi prowadzące do Jadowa i dalej zachęcać jadących, aby pojedynczo nie wjeżdżali do miasta, tylko kupą, nie płacąc żadnego placowego. Ludzie na to jak na lato. Odpowiadają: dobrze, dobrze, — i dalejże stawiać opór. Policja miejscowa i z poblizkich posterunków widząc, że nie da rady, ustąpiła z najeżonemi bagnetami i było wszystko w porządku. Ludzie wjechali nie płacąc nic, a policja telefonuje do powiatu i może gdzieindziej. Niebawem przyjeżdża na samochodach więcej policji, ale jarmark idzie zwykłym trybem aż do rozjazdu. Gdy się już rozpoczął rozjazd, to policja tak wzmocniona nie dała za wygranę, ale z najmitami żydów zastąpiła wyjazdy i dalejże żądać zapłaty. Ludność zachęcona bezpłatnym wjazdem dalejże stawiać opór. Policja nie ustępuje. Ludzi gromadzi się więcej. Rozpoczęło się rozpychanie i wzywanie do ustąpienia. Policja ani myśli. Rozpoczynają się krzyki zachęcające do silnego, oporu i wymysły na policję”: „Co? Żydom służycie? Żydowskie wojtki! Takie życie — lepsza śmierć!” i t. p.
Nareszcie rozpoczęło się spólne szamotanie. Policja już na dobre wywija karabinami, a jednocześnie posypały się kije, kłonice, odłamki cegły, kamienie. Policja się cofa. Tłum za nią. Policja chroni się za cegłę budującego się domu i wnet odwija się, a z za tej osłony sypnęła ogniem karabinowym, niby salwą, ale więcej bezładnie (do rozproszenia tłumu wystarczyłyby te wszystkie strzały puszczone wgórę). Po takich paru salwach policja przestaje strzelać. Tłum rozproszony. Ale cóż! Rynek staje się pobojowiskiem, bo oto leżą zabici i ranieni, a mianowicie: 3-ech gospodarzy zabitych, 7 osób ciężko ranionych, między niemi są i śmiertelnie, a kilkanaście osób — lżej; również i 3-ech policjantów odniosło rany. A ile było w tym zamęcie innych szkód, kradzieży, to i opisać trudno.
Niech to straszne zajście w Jadowie będzie przestrogą dla innych okolic. Gdzie chodzi o wywalczenie obniżenia opłat placowych, to nie uciekać się do kłonic i kamieni, ale do sposobów rozumnych, uczciwych, jak naprzykład mniej uczęszczać do danego miasta, lub choćby z jeden targ (lub więcej) zupełnie opuścić; niech nikt na targ nie pojedzie. To wtedy zarząd miasta, widząc, że ruch handlowy się zmniejsza, sam opłatę obniży. Ja, który to piszę wiem i rozumiem, że pewne opłaty być muszą, gdyż utrzymanie porządku na rynkach i targowiskach pociąga kozsty.
Niech wejrzą w to właściwe władze i nie dają zezwolenia na tak wysokie opłaty i na tak ogromne dochody i wydatki dla gmin, które są miasteczkami, ale niech opłaty będą przystosowane do czasu. A wiemy, jakie są czasy; o tćm mówić nie trzeba. Ale gmina Jadowska tego nre chciała zrozumieć, ba, nawet w tym roku krążyły pogłoski o podwyższeniu opłat targowych. Lecz do tego nie doszło. Po tem strasznem zajściu może gmina to zmieni i opłaty obniży, ale łzy osieroconych i okaleczonych długie lata płynąć będą.
Daj Boże, jak długa i szeroka Polska, żeby coś podobnego nigdzie się nie stało. Jak przykro jest patrzeć na walkę z naszą własną policją, bo przecież to są nasi bracia i synowie. A że oni tak gorliwie stoją przy zapłaceniu placowego, to trudno, może oni mają polecenie od wyższej władzy.
Polikarp Kruszewski
czytelnik
Gazeta Świąteczna
R. 52, 1932, nr 30 (2686)