Zbrodnicza agitacja trafiła na chłopską biedę
Krwawe rozruchy w Jadowie, o których donieśliśmy wczoraj, wywołały przygnębiające wrażenie w opinji publicznej. Pragnąc odtworzyć prawdziwy obraz tych zajść i zbadać istotne ich podłoże, delegowaliśmy na miejsce wypadków naszego sprawozdawcę. Poniżej zamieszczamy jego relacje.
Chłopi z okolicznych wsi, zresztą naogół dość biedni, zjeżdżają do Jadowa kilka razy w roku na jarmarki oraz co tydzień na targi. Muszą oni płacić 50 groszy wjazdowego od konia i po 2 zł. 50 gr. placowego. Chłopi zaś, zamieszkujący w innym powiecie płacą placowego aż 7 zł. 50 gr. Trudno się dziwić w tych warunkach narzekaniom tych gospodarzy, którzy słusznie zapytują: To ileż mamy sprzedać jajków, żeby zapłacić taką furę pieniędzy?
Okazuje się jednak, że opłaty te istnieją już od bardzo dawna, tylko, że dawniej w okresie przedkryzysowym chłop był zamożniejszy, zarabiał więcej na letnikach, no i ceny na jego produkty były wyższe. Obecnie zaś — skarżą się gospodarze – gdy za kuraka dają 50 groszy, a za jajko 4 grosze, jest dla nich rzeczą więcej, niż trudną płacić tak wysokie stawki na targu.
Dowiadujemy się równocześnie, że ściągane przez gminę miejską opłaty, obracane są na szereg poważnych inwestycyj, tak, że ludność miejska jest zadowolona z tej polityki opłat targowych, no a gospodarze wiejscy, którzy żadnych korzyści z tych opłat nie mają, są rzecz prosta pełni rozgoryczenia.
Na te nastroje czekali z utęsknieniem różni agitatorzy i podżegacze. Z rozmów ze świadkami krwawych zajść dowiadujemy się, że zaczęło się to wszystko już od rana, gdy chłopi zjeżdżając na jarmark, zaczęli odmawiać płacenia wjazdowego i placowego. Usłużni agitatorzy uwijając się między chłopami opowiadali, że mogą nic nie płacić, bo policja nie ma zamiaru mieszać się do tej sprawy.
Na targu zebrało się około 8 tys. ludzi, a w całem miasteczku było zaledwie 6-ciu policjantów. Agitatorom w to i graj! Tak długo kręcili się między chłopami, tak długo namawiali, podburzali i zagrzewali do czynnych wystąpień, aż rozgrzany tłum zakotłował się i ruszył. Komendant posterunku policji, przodownik Juchniewicz telefonicznie zaalarmował komendę powiatową w Radzyminie i sąsiednie posterunki. Około godz. 3-ej było już w Jadowie 26 policjantów. A tymczasem tłum występował coraz ostrzej. W pewnej chwili znajdującemu się na targu posterunkowemu Adamskiemu, czyjaś zbrodnicza ręka rozpłatała głowę kosą.
Na rynku pośród policjantów znalazł się starosta radzymiński, który napróżno wzywał do uspokojenia. Tłum nacierał z całą bezwzględnością, wobec czego policjanci poczęli wycofywać się w czworoboki. To rozzuchwaliło bardziej tłum. Posypał się na policję grad kamieni, zaczęły padać ciosy orczyków i kłonic. Tłum wył z uciechy, widząc, że policja nie robi użytku z broni i rozzuchwalił się do tego stopnia, że posypały się rewolwerowe strzały.
Wtedy, jak stwierdzają liczni świadkowie, nie było już innego wyjścia, nie można się było łudzić, że się da opanować sytuacje bez użycia broni. Padła ostrzegawcza salwa w powietrze. Tłum ani drgnął. Parł naprzód, coraz ostrzej atakując policjantów. Już niemal każdy z nich broczył krwią. No i doszło do ostateczności: padła druga salwa, tym razem już w tłum. Jeden z tłumu został zabity na miejscu, trzech zmarło w szpitalu, około 20 zostało rannych. Z pośród policjantów rannych jest 16-tu ludzi — w tem kilku ciężko rannych, a między nimi podkomisarz Perkowski z Radzymina.
Głównych podżegaczy udało się aresztować. W toku śledztwa ustalono niezbicie, że te tragiczne zajścia były przez zbrodniczych podżegaczy zgóry uplanowane i przygotowane, jak o tem świadczy znalezienie w mieszkaniach aresztowanych agitatorów korespondencji i instrukcji z Warszawy.
Dzień Dobry – dziennik ilustrowany
R. 2, 1932, nr 194

Autora wspiera Wołomin Światłowód

+ Brak komentarzy
Dodaj swój