W roku bieżącym ulokowałem na lato swoją rodzinę w Strudze, przy stacji tejże nazwy kolejki wąskotorowej mareckiej. W początkach zeszłego miesiąca pod moją nieobecność 4-letnia moja córeczka rozchorowała się ciężko, chwyciły ją bowiem długotrwałe konwulsje przy uprzedniej już silnej gorączce. Wobec groźnego stanu dzieciny natychmiast o godz. 3-ej po południu posłano po najbliższego lekarza do osady Marek, oddalonej o 4 wiorsty szosą od Strugi; ponieważ jednak w całej wsi niema żadnego ekwipażu, ekspedycję po doktora uskuteczniono na zwyczajnym chłopskim wózku z urządzonem na nim siedzeniem. Gdy furman zjawił się u lekarza z propozycją natychmiastowego przyjazdu i objaśnieniem, że dziecko ma konwulsje, eskulap, zobaczywszy wózek chłopski, odpowiedział: „jeżeli nie macie powozu, to wozem nie fatygujcie się, ponieważ nie mam kości na sprzedanie.”Czytaj dalej