Czy gotycki kościół p.w. Św. Jana Chrzciciela w Radzyminie mógł wyglądać podobnie? (Na zdjęciu kościół p.w. Św. Jakuba Apostoła na Tarchominie z pocz. XVI w.).
Zbliżający się jubileusz 550-lecia erygowania parafii w Radzyminie wydaje się odpowiednim czasem na ostateczne rozprawienie się z mocno zakorzenionym w świadomości mieszkańców mitem o pierwszym kościele parafialnym, który nie wiedzieć czemu wyobrażamy sobie jako drewniany.
Tymczasem z mroku dziejów wyłania nam się mglisty i bardzo niewyraźny obraz niewielkiej, ale murowanej gotyckiej świątyni, która przez ponad trzy wieki stanowiła najbardziej rozpoznawalny element krajobrazu miasteczka, przypominając kolejnym pokoleniom o starej metryce Radzymina. Gdy myślimy o Radzyminie sprzed wieków, wyobraźnia podsuwa nam obraz skromnej osady, zagubionej gdzieś pośród bagien i moczarów, przytulonej do skraju ciemnej, nieprzebytej puszczy. Na horyzoncie, gdzieniegdzie sponad lasów rozciągających się tuż za ubogimi chatkami i wąskimi poletkami wyzierają piaszczyste wydmy. Na pierwszym planie wyobrażamy sobie błotnisty plac szumnie okrzyknięty rynkiem, nad którym góruje urokliwa bryłka drewnianego kościółka, najpewniej modrzewiowego, o murszejących, zielonkawych ścianach i szarym, gontowym dachu pokrytym kępkami mchów. Okazuje się jednak, iż ten sielski stereotypowy widoczek, który wielu z nas utożsamia z dawnym Radzyminem, niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, przynajmniej jeżeli chodzi o poprzedni kościół. Kiedy dnia 2 lutego Roku Pańskiego 1473 biskup płocki Kazimierz, brat księcia mazowieckiego Bolesława V ustanawiał parafię radzymińską, okoliczni plebani z Klembowa, Kobyłki, Dąbrówki czy Serocka niewątpliwie z zazdrością spoglądali na księdza Pawła z Nowego Miasta, który obejmując nowo powołane probostwo, jako pierwszy w okolicy wprowadzał się także do murowanego kościoła.
Kościół staroświecką robotą murowany, dosyć przystojnie opatrzony stoi tu od 300 lat!
Pewne wyobrażenie o tym, jak wyglądał pierwszy kościół parafialny w Radzyminie, zawdzięczamy opisowi, pochodzącemu z XVIII w. Ściślej rzecz ujmując, jest to protokół wizytacji generalnej diecezji płockiej, odbytej w 1775 r. na polecenie Michała Jerzego Poniatowskiego, a więc mamy tu do czynienia ze źródłem ze wszech miar wiarygodnym, zresztą stosunkowo dobrze znanym i niebudzącym wątpliwości w środowisku historyków. Ze wspomnianego opisu dowiadujemy się, że stan kościoła radzymińskiego odnotowany w czasie wizytacji generalnej w dn. 18 XII 1775 r. przedstawiał się następująco:
„Kościół w miasteczku Radzyminie murowany, dachówką pokryty, erygowany od JP-a Radzymińskiego, kuchmistrza Xcia Konrada w roku 1473, który [to] kościół staroświecką formą jest w kwadrat wystawiony na wschód słońca ołtarzem, mający w sobie okien siedm, zakrystią ze skarbcem i drzwiami dwojga żelaznemi, drzwi dwoje, jedne poboczne od południa, a drugie obszerne od zachodu. (…) Kościół ten jest od 302 lat, jako się wyżej wyraziło, do żadnego nie należący innego, ale w sobie istotnie zostający, mający ku sobie należące najprzód miasteczko Radzymin, Wioskę Radzymińską Wólkę, Siewek, Trzciannę, młyn Rudę, Łosie, Mokre, Zawady, Dybowo. Patronem tutelarnym tego kościoła jest św. Jan Krzciciel (…)”.
O wyglądzie naszego kościoła
Dzięki opisom zawartym w protokołach z 1775 r. możemy więc z całą pewnością powiedzieć, że mieliśmy w Radzyminie murowany kościół gotycki pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela, wybudowany ok. 1473 r. (może kilka lat wcześniej). Świątynia była orientowana, co oznacza, że prezbiterium z ołtarzem wielkim skierowane było ku Ziemi Świętej (w obecnym jest od północy, co wskazuje, że pierwszy kościół położony był prostopadle względem obecnego). Główne drzwi zamykane na drewnianą zasuwę znajdowały się od strony Starego Rynku, a boczne od strony Pl. Kościuszki (w obecnym kościele wszystkie prowadzą od strony Pl. Kościuszki). Dach kościoła pokryty był dachówką, znajdowała się na nim niewielka drewniana wieżyczka, obita blachą, w której umieszczony był mały dzwonek, zwany sygnaturką. Kościół wzniesiony na planie czworoboku był jednonawowy i pozbawiony kruchty, posiadał siedem okien i przynajmniej częściowo był podpiwniczony. Przylegała do niego zakrystia ze skarbcem, do której dostępu strzegło dwoje żelaznych drzwi. Na podstawie oszczędnego opisu z XVIII w. trudno jednakże powiedzieć cokolwiek więcej o wyglądzie i architekturze świątyni. Możemy jedynie domyślać się, że gotycki kościół Św. Jana Chrzciciela w Radzyminie nie odbiegał zbytnio wyglądem od typowych kościółków, wznoszonych w średniowieczu. Zazwyczaj były to właśnie świątynie jednonawowe, o kwadratowej niemal nawie i wyodrębnionym belką lub ścianą tęczową niezbyt wydłużonym prezbiterium. Swoją formą przypominały podłużny sześcian, przykryty przesadnie stromym, dwuspadowym dachem. Podobnie mógł wyglądać kościół radzymiński. Czworoboczną bryłę mieszczącą salę wraz z krótkim prezbiterium (nie sposób rozstrzygnąć, czy zamkniętym prosto, czy może jednak trójbocznie) opinały najprawdopodobniej rzędy masywnych szkarp, dźwigających być może profilowane przyczółki. Zapewne od północy, względnie od wschodu do prezbiterium przylegała wspomniana zakrystia ze skarbcem. W oparciu o przykłady innych świątyń z tego okresu możemy jeszcze domniemywać, że trójkątny szczyt kościoła, (przypuszczalnie pozbawiony okna) mógł być zdobiony otynkowanymi na biało blendami, czyli ślepymi wnękami o wykroju arkad. Elewacja raczej pozostawała nieotynkowana, a ceglane mury podkreślały „staroświecki”, czy jakbyśmy powiedzieli współcześnie gotycki charakter budowli.
Świątynia mimo stosunkowo nikłych rozmiarów (przy założeniu, że była znacznie niższa od obecnej Kolegiaty, a jej szacunkowa powierzchnia wynosiła w przybliżeniu ok. 200 m²), z pewnością nie odstawała w żadnej mierze od ówcześnie wznoszonych kościołów. Wielce prawdopodobne jest, że jej fundator, Jan Radzymiński dołożył wszelkich starań, aby swoim wyglądem nie tylko odpowiadała jego aspiracjom, czy zajmowanej pozycji na książęcym dworze, ale też podnosiła prestiż rodu.
Dom Boga, pomnik Jana
Gdyby kościół ufundowany przez Jana Radzymińskiego przetrwał do naszych czasów, stanowiłby wielką atrakcję turystyczną, ponieważ byłby najstarszym murowanym kościołem w tej części Mazowsza. Starszym nawet od kościoła w Serocku, datowanego na 1526 r., oraz kościółka p.w. Św. Jakuba Apostoła na Tarchominie z końca XV w., (na którym w pewnym stopniu możemy opierać swoje wyobrażenia o wyglądzie radzymińskiej świątyni). Na podstawie zapisów z XVIII w. nie sposób zbyt wiele powiedzieć o pierwotnym wystroju i wyposażeniu kościoła, niemniej szereg poszlak wskazuje, że ufundowana przez Radzymińskich świątynia parafialna „gołymi ścianami” nie świeciła. W szczegółowych spisach wyposażenia z 1775 r. zwracają uwagę artefakty, które z ostrożnością można powiązać z XV lub XVI w., takie jak np.: srebrna „monstrancja staroświeckiej roboty z melchizedechem” (zachowała się do naszych czasów), dwa srebrne kielichy mszalne z patenami, trybularz, obrazy „dosyć, jak staroświeckie, przystojne” (dwa koronowane), mszał stary w pergaminie „już niezdatny do używania”, jak też paramenty liturgiczne zapewne z XVII w., tj. kapa aksamitna „stara bardzo”, czy stare ornaty („z tureckiej materii” lub adamaszkowe). Zapewne z okresu erygowania parafii pochodziły także relikwie: Św. Urszuli w pacyfikaliku (relikwiarzu podawanym wiernym do ucałowania) oraz Św. Kasta (zapieczętowane w krzyżu) – męczenników, których kult szczególnie rozpowszechniony był w XV/XVI w. Ciekawostką może być fakt, że w latach 1530-1649 r. utrzymywano też przy kościele altarię Św. Anny, ufundowaną przez Radzymińskich. W opisie kościoła z 1775 r. zwraca jeszcze uwagę cyborium „dość przystojne” u wielkiego ołtarza oraz drewniana chrzcielnica „snycerskiej roboty”. Ponadto kościół wyposażony był w ławki, 2 spowiednice, ambonę, posiadał 7 ołtarzy (w tym 4 przenośne portatyle, ołtarz główny i dwa boczne z 29 różnymi wotami). Przed wejściem do kościoła, na rogu, z prawej strony stała drewniana dzwonnica „w spojenie robiona”, pokryta gontem, (wystawiona w XVIII w. być może na miejscu starej). Umieszczone były na niej trzy dzwony, z których dwa o wadze ok. 100 i ok. 60 funtów, odlane zostały w 1713 r. przez jedną z trzech najbardziej renomowanych gdańskich rodzin ludwisarskich – Wittwercków. (Co ciekawe, dzwony te przetrwały na obecnej dzwonnicy do sierpnia 1915 r., kiedy to zostały zrabowane przez wojska rosyjskie).
Żyć i umrzeć w Radzyminie, ale co zrobić, żeby tutaj spocząć?
Tuż za gotyckim kościołem znajdował się cmentarz z jednym wejściem od południa, z drugim od północy, założony razem z parafią w 1473 r., a może nawet nieco wcześniej? Znaczna odległość i uciążliwa droga do kościoła parafialnego w Klembowie rodzi bowiem przypuszczenie, że być może jeszcze przed erygowaniem parafii mogła w Radzyminie istnieć drewniana kaplica (kościółek filialny), której powstanie nie tyle podyktowane było żarliwą wiarą, ile problemem z pochówkiem ówczesnych radzyminiaków (głównie Jaśnie Panów Radzymińskich). Istnienie kaplicy filialnej dawało pretekst do założenia cmentarza i choć było to rozwiązanie nie do końca zgodne z prawem, to jednak korzystne i dla wiernych i dla fundatorów i dla plebana, przez co dość często praktykowane. Kto wie, czy i Radzymińscy nie uciekli się do tej metody, wznosząc kapliczkę i zakładając cmentarz np. pod pretekstem upowszechnienia nowego święta liturgicznego – Przemienienia Pańskiego, wprowadzonego przez papieża Kaliksta III w 1457 r.? Być może stąd wziął się tak silnie osadzony w lokalnej tradycji późniejszy zwyczaj obchodzenia tegoż święta na równi ze świętem patrona parafii – Jana Chrzciciela oraz domniemane powiązanie przykościelnego cmentarza (i obecnego kościoła) z wezwaniem Przemienienia Pańskiego? Jakkolwiek są to jedynie domysły. Z całą pewnością można natomiast stwierdzić, że murowany kościół wzniesiony przez Jana Radzymińskiego ok. 1473 r. nie był wcześniej kościołem filialnym czy kaplicą. Obecność zakrystii wskazuje, że świątynia została wystawiona właśnie na cele erygowania parafii.
Skąd się wzięła legenda o drewnianym kościele?

Mit o pierwszym drewnianym kościele parafialnym w Radzyminie to błędne przeświadczenie, które funkcjonuje w świadomości lokalnej społeczności od tak dawna, że współcześnie ową nieprawdziwą informację powielają praktycznie wszystkie publikacje, traktujące o historii miasta i parafii. Pytanie jednak, skąd wzięło się tak silne o tym przekonanie? Czyżby z poczucia wdzięczności dla księżnej Eleonory Czartoryskiej – fundatorki obecnej świątyni, a może po prostu z powodu błędu, popełnionego przez któregoś z dziejopisów? Dokonując analizy głównych tekstów źródłowych, popularnych opracowań o charakterze historyczno-geograficznym oraz publikacji prasowych wydanych w okresie od 1781 r. do czasów nam współczesnych można dojść do wniosku, że głównym sprawcą zamieszania z drewnianym kościołem, (żeby nie powiedzieć twórcą fakenewsa na ten temat) był… dr Leon Bokiewicz. O ile bowiem, jeszcze w 1850 r. na łamach „Pamiętnika Religijno-Moralnego…” (t. 18 nr 6) odnajdujemy szczere wyznanie: „Nie wiemy nic aż do czasów księcia Kanclerza [Czartoryskiego] o parafii i kościele radzymińskim (…)”, a następnie zapis mówiący, iż „Znajdował się w Radzyminie mały kościółek, znękany wiekiem, do którego przywiązana była parafia. Zabudowania kościelne, groziły upadkiem (..)”, o tyle w słynnym dziele dra Bokiewicza pt. „Opis powiatu radzymińskiego pod względem topograficzno-historycznym, statystycznym, higienicznym i lekarskim” z 1872 r. po raz pierwszy odnajdujemy informację o drewnianym kościele w Radzyminie: „Pierwotny kościół w mieście Radzyminie był drewniany w roku 1475 przez Kazimierza ks. Mazowieckiego założony, aż do tego czasu parafianie katoliccy do dawniejszej jeszcze parafii Klembowskiej należeli. Obecny zaś kościół murowany wystawiła ks. Eleonora Czartoryska r. 1780” – utrzymuje lekarz z Jadowa, który nie będąc radzyminiakiem i nie zadając sobie trudu sprawdzenia tej informacji, (a mając też i ograniczone możliwości w zakresie przeprowadzenia rzetelnej kwerendy historycznej), oparł się zapewne na informacjach zasłyszanych od ludu, biorąc je za pewnik. Pomnikowa publikacja dra Bokiewicza, miała zasadniczy wpływ na upowszechnienie się bujdy o drewnianym kościele w Radzyminie. Następnie mit ten powielił dr Łagowski w wydanej w 1904 r. pierwszej monografii miasta, za nim ks. Kossakowski w 1916 r. na łamach „Wiadomości Archidiecezjalnych Warszawskich”, a w ślad za nimi późniejsi badacze dziejów radzymińskich. Tak narodziła się legenda o drewnianym kościele w Radzyminie, a błędne przekonanie pokutuje do dziś.
Nowy kościół dla upiększenie książęcego mieszkania

Skoro ustaliliśmy, że Radzymin już od średniowiecza mógł poszczycić się murowanym kościołem, warto zastanowić się komu i dlaczego współczesne miasto i całe Mazowsze zawdzięcza utratę tej perełki gotyku? Jako pierwszy z zamysłem wystawienia nowego kościoła w Radzyminie nosił się książę Michał Fryderyk Czartoryski, aczkolwiek pomysł ten zrealizowała dopiero jego żona Eleonora. Gdy około 1764 r. Czartoryscy zostali właścicielami dóbr radzymińskich, niezwłocznie przystąpili do wybudowania w miasteczku pałacu, który pod pretekstem letniej, podwarszawskiej rezydencji spełniałby również funkcję reprezentacyjną, podkreślającą status właścicieli, zachęcającą do odwiedzin najznamienitsze postacie ówczesnej polityki, na czele z królem. W krótkim czasie powstał imponujący kompleks pałacowo-parkowy, godny książęcej pary i urzędu Kanclerza Wielkiego Litewskiego, a co ważniejsze odpowiadający trendom epoki. Mały, „znękany wiekiem” kościółek w Radzyminie nijak nie przystawał do ambicji Czartoryskich, kontrastował z nowoczesnym, wielce okazałym pałacem projektu królewskiego architekta i dekoratora wnętrz Jana Christiana Kamsetzera i zapewne kłuł w oczy nie tylko parę książęcą, stanowiąc dla księżnej wyrzut sumienia, ale też znamienitych gości odwiedzających radzymiński pałac. Były to znane osobistości polskiego oświecenia, często z najbliższego otoczenia króla, na czele zresztą z samym Najjaśniejszym Panem, hołdujące nurtom umysłowym epoki, która w pogardzie miała wszystko, co średniowieczne, dążyła do ulepszania otaczającego ją świata, przebudowując go na swoją modłę. Rodził się nowy styl architektoniczny, zwany od imienia króla „stanisławowskim”, który oznaczał zmierzch „staroświeckiej” architektury. To w tym okresie przebudowano Zamek Królewski, czy Łazienki w Warszawie. W tym kontekście, niepasujący do magnackiej siedziby stary radzymiński kościółek, skazany był na zagładę. Na zabytek zapadł wyrok podyktowany książęcym kaprysem, usprawiedliwionym niejako względami praktycznymi. Radzymin był zbyt małym i ubogim miasteczkiem, aby budować w nim drugi kościół i zakładać odrębną parafię. Stąd zapadła decyzja o budowie nowego kościoła dla istniejącej parafii, którą tym łatwiej było uzasadnić, że budynki znajdowały się w złym stanie technicznym. Jak czytamy w cytowanym już „Pamiętniku Religijno-Moralnym…” z 1850 r.: „Książę Kanclerz, postanowił wystawić w Radzyminie nowy kościół i plebanię, któreby odpowiadały potrzebom miejsca, a zdobiły i upiękniały książęce mieszkanie”. Co prawda, zgon księcia Kanclerza uniemożliwił mu realizację tego planu, aczkolwiek wdowa po nim doprowadziła sprawę do pomyślnego finału.
„Pobożna Czartoryska, z Walszteynów zrodzona, powiła tę świątynię w cnotliwym zapale”

W latach 1779-1781 w „siedem kwartałów”, a więc w niewiele ponad półtora roku wzniesiono w Radzyminie nowy kościół, nową dzwonnicę i zabudowania plebańskie – wszystko wg projektu J. Ch. Kamsetzera. Trzeba powiedzieć, że inwestycja w niewyobrażalnym stopniu poprawiła komfort pracy i warunki bytowe radzymińskiego probostwa, a okazalsza od poprzedniej świątynia zdolna była pomieścić większą liczbę wiernych. Z obliczeń przytoczonych przez cytowanego już dra Bokiewicza w XIX–wiecznym „Opisie Powiatu…” wynika, że „kościół z cegieł murowany, dachówką holenderską kryty, miał długości łokci warszawskich 53, szerokości 22 ¼, wysokości 20 ¾. […] Objętość zatem wewnętrzna kościoła wynosi łokci kwadratowych 1178, a sześciennych 14,383”. Wobec powyższego, nowy kościół miał jakieś niecałe 12 m wysokości i znacznie ponad 600 m² powierzchni, a więc mógł być nawet trzykrotnie obszerniejszy od swego poprzednika.
Rewolucja cmentarna w Polsce. Czyżby zaczęła się w Radzyminie?
Wielkie przygotowania do realizacji ambitnego zamierzenia inwestycyjnego, mającego na zawsze odmienić oblicze radzymińskiej parafii poprzedziła decyzja o przeniesieniu cmentarza w nowe miejsce. Budowa kościoła miała potrwać parę lat, a niezwykle trudno byłoby nakłonić poddanych mieszczan i parafian do tego, aby w tym czasie raczyli nie schodzić z tego świata. O tym, że na lokalizację nowego kościoła wybrano grunty zajmowane uprzednio przez cmentarz, świadczy chronologia zdarzeń poprzedzających roboty budowlane. Wszystkie dostępne źródła zgodnie potwierdzają fakt, że w 1779 r. ks. proboszcz Kazimierz Narbutt założył nowy cmentarz grzebalny „w polu”. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że ta lapidarna wzmianka jest w istocie dość sensacyjną wiadomością, która wśród ówczesnych parafian radzymińskich musiała wywołać szok i niedowierzanie. Odwiecznej tradycji nakazem zmarłych należało bowiem grzebać obok kościoła, podczas gdy w polu dokonywano co najwyżej „psich pochówków” i tak było w całym „cywilizowanym świecie”. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w 1779 r. rewolucja cmentarna nie tylko w Polsce, ale i Europie ledwie raczkowała, dość powiedzieć, że np. w Warszawie pierwszą pozamiejską nekropolię – cmentarz świętokrzyski założono dopiero w 1781 r., (a przez kolejne 7 lat zmagano się z jego bojkotem), aż dziw bierze, że w Radzyminie parafianie ze spokojem i pełnym zrozumieniem przyjęli libertyński postulat przeniesienia nekropolii za miasto, uzasadniony względami sanitarnymi, czy estetycznymi. Innymi słowy fakt, że ks. Narbutt nie przypłacił owego szalonego pomysłu przejażdżką na wózku z obornikiem świadczy, iż powód tak kontrowersyjnej decyzji musiał być powszechnie akceptowalny, a za takowy można by uznać jedynie potrzebę miejsca na budowę nowego i większego kościoła. Tezę głoszącą, że nową świątynię wzniesiono na dawnym cmentarzu, zdają się również potwierdzać zapisy z 1799 r. wzmiankujące, że wokół kościoła znajduje się zadrzewiony cmentarz otoczony murem. (Zapewne nie wszystkie groby udało się przenieść z liczącej ponad 300 lat nekropolii. Albo nie było takiej potrzeby, gdyż przeniesiono jedynie pochówki z centralnej części, przeznaczonej na nowy kościół. Cały teren został podwyższony, co jest dobrze widoczne do dziś od strony błonia za Kolegiatą).
Gdzie znajdował się gotycki kościół?
Przyjmując, że nowy kościół wzniesiony został na terenie cmentarza, rodzi się pytanie, gdzie w takim razie zlokalizowana była poprzedni świątynia? W 1916 r. ówczesny wikary radzymiński ks. Marceli Kossakowski, opisując dzieje parafii, wspominał, że wg tradycji stary kościół miał stać w miejscu obecnej dzwonnicy. Współcześnie uważa się, że nowy kościół wzniesiono na miejscu starego. W opinii autora niniejszego artykułu doniesienia te należałoby jednak podać w wątpliwość. Pomijając fakt, że główne wejście do świątyni wiodło od Starego Rynku, (a ten w przedlokacyjnym Radzyminie stanowił centrum osady, co pozwala określić przybliżoną lokalizację obiektu), warto rozważyć aspekt następujący: Otóż, skoro dzwonnica, kościół i plebania fundacji księżnej Czartoryskiej zostały oddane w tym samym czasie, a budowę prowadzono w rekordowym tempie 21 miesięcy, raczej mało prawdopodobne jest, aby stary kościół znajdował się w miejscu nowej dzwonnicy (zapewne stał tam drewniany przytułek tzw. szpital). Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że nowy kościół wzniesiono dosłownie na miejscu starego, ponieważ wątpliwe jest, aby przez prawie dwa lata Msze Święte odprawiane były pod gołym niebem, albo w prowizorycznie skleconej w tym celu kaplicy. Bardziej prawdopodobne jest, że w czasie budowy, nabożeństwa wciąż odprawiano w starym kościele. Gdy nowa świątynia była gotowa i zdatna do celebry, przeniesiono się z liturgią pod jej dach, jeszcze przed konsekracją. Podobnie zresztą czyni się i obecnie. W tym czasie stary kościół został rozebrany. Być może jego fundamenty zostały zasypane, a być może częściowo lub w całości wykorzystano je do posadowienia nowego budynku.
Jaką tajemnicę skrywa Dom przy Św. Janie?

Pragmatyzm ludzi epoki polskiego oświecenia pozwala sądzić, że po rozbiórce wykorzystano nie tylko wolne miejsce, fundamenty, ale i częściowo gotycką cegłę ze starego kościoła. Pytanie tylko, na jakiż to pożyteczny cel mogły zostać przeznaczone? Najwłaściwszym wydaje się cel społeczny, bo na cóż można przeznaczyć budulec pozyskany z rozbiórki domu Boga i ludu, jeśli nie na budowę domu dla ludu, a więc budynku użyteczności publicznej? Gdyby pójść tym tokiem myślenia, można dojść do przekonania, że na podwalinach starego kościoła wzniesiono Dom przy Św. Janie, w którym ulokowano szkołę elementarną oraz przytułek dla ubogich zwany „szpitalem”. W opinii autora tezę tę uwiarygodnia szereg poszlak. Pierwsza i najważniejsza to szczególny status Domu przy Św. Janie, (który nadała mu sama księżna Czartoryska), jakiego nie otrzymał nigdy żaden inny z parafialnych budynków. Na mocy „Komplanacji” spisanej 22 grudnia 1779 r. pomiędzy spadkobiercami Michała Fryderyka Czartoryskiego, a parafią radzymińską, dom wybudowany przez księżną na gruntach kościelnych miał bowiem pozostać pod nadzorem parafii i służyć już zawsze jako szkoła oraz szpital (utrzymywane z funduszy dworu). Co takiego wyjątkowego było w tym budynku, że pisemnie określono warunek wieczystego przeznaczenia go na cele oświatowe i społeczne? Wszak parafia mogła zostać zobligowana po prostu do obowiązku zapewnienia pomieszczenia dla szkoły i przytułku, bez wskazywania konkretnego budynku. Zastanawiający jest również sam budynek pod względem architektury i swego usytuowania. Dom przy Św. Janie wydaje się bardziej zamykać wschodnią pierzeję Starego Rynku, aniżeli dopełniać oś kościół – dzwonnica – plebania, względem których pozostaje na uboczu, na dodatek posiadając wejścia od północy i Starego Rynku. Zwraca uwagę wychodząca dokładnie na południowy wschód ściana budynku oraz sama jego bryła, dziwnie zbliżona do kwadratu. Jeżeli do tego dodać fakt, że już w chwili oddania do użytku był zbyt obszerny na potrzeby ówczesnej szkoły (mieścił 4 duże izby i 2 mniejsze lokale) uzasadnione staje się pytanie, czy przypadkiem wszystkie te rozwiązania nie wskazują na konieczność dostosowania się budowniczych do już istniejących fundamentów dawnego, orientowanego kościoła? Dziwne jest, że choć z jednej strony dom otrzymał szczególny status i ochronę, z drugiej nie chwalono się nim wcale po ukończeniu budowy w 1781 r. (W dobie KEN księżna, król, goście podziwiali nowy kościół i plebanię, ale nie budynek szkoły, dlaczego?). Właściwie nie ma nawet pewności, czy zaprojektował go J.Ch. Kamsetzer? Jeszcze bardziej zagadkowy wydaje się fakt ulokowania akurat przed tym domem, (a nie np. przed plebanią) pięknej, pomnikowej figury Św. Jana Nepomucena. Czy było to celowe zamierzenie, czy raczej nieco późniejsza próba zmierzenia się z potęgą starych przyzwyczajeń? (Jeśli przechodnie, mijając miejsce po starym kościele nadal uchylali czapki, mogło to być rozwiązanie, które ułatwiłoby społeczną akceptację zmian, jakie się dokonały. Za sprawą przydrożnej figury, Św. Jan pozostał na swym odwiecznym miejscu, chociaż tak, jak stary kościół zastąpiono nowym, tak „starego” Świętego Jana – Chrzciciela zastąpił „nowy” Święty Jan – Nepomucen, którego kult był niezwykle popularny w XVIII w.). Tak czy inaczej, frapujące pytanie o to, czy Dom przy Św. Janie wniesiono w miejscu dawnego, gotyckiego kościoła pozostaje otwarte, a rozstrzygającą odpowiedź mogą nam przynieść jedynie badania archeologiczne.
Dozór i opatrzenie proboszczom oddano, aby szkółka w jak najlepszym stanie utrzymaną była
Wśród domysłów, rozważań i tez jest jedna rzecz, która nie budzi wątpliwości – Dom przy Św. Janie, obecnie opuszczony i popadający w ruinę, z uwagi na swój charakter, wolę dawnych możnych i domniemane posadowienie na fundamentach starego kościoła, powinien jak najszybciej odzyskać swój blask i zgodnie z wolą przodków służyć celom edukacyjnym. To zobowiązanie powinno być sprawą honoru zarówno dla Proboszcza, jak i dla Burmistrza oraz Rady Miejskiej. Może to dobre miejsce na parafialną izbę pamięci? Muzeum? Biuro informacji Turystycznej? Albo jak przed laty, na siedzibę zasłużonego dla krzewienia wiedzy o dziejach miasta Towarzystwa Przyjaciół Radzymina, które potrafiło najlepiej zaopiekować się Domem przy Św. Janie i tchnąć powiew życia w murszejące ściany jednego z najstarszych i najcenniejszych zabytków naszego miasta.
Bibliografia i źródła zdjęć: M.M. Grzybowski „Materiały do dziejów ziemi płockiej. Ziemia Warszawska” t.8, wyd. Płock 1996; R.M. Kunkel „Architektura gotycka na Mazowszu”, wyd. 2006; W. Popławski, J. Wnuk „Radzymińska Kolegiata”, wyd. Radzymin 2016; Fot. kościoła Św. Jakuba – bialoleka. um.warszawa.pl; Zbiory własne autora.
Radzyminiak
jesień 2022