Wincenty Łękawski, bohaterski mieszkaniec Zielonki i ważna postać lokalnej Armii Krajowej, został zatrzymany przez Niemców w wyniku donosu
Zielonka w czasie II wojny światowej należała do konspiracyjnych struktur II Rejonu „Celków”, w VII Obwodzie „Obroża”, Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Rejon obejmował swym zasięgiem całą przedwojenną Gminę Marki. Obecnie teren ten należy do trzech Gmin: Marki, Ząbki i Zielonka. Ten najmniejszy podwarszawski rejon, był zarazem jednym z najtrudniejszych terenów do prowadzenia działalności konspiracyjnej, a zwłaszcza walki zbrojnej, ze względu na bardzo gęste nasycenie małego obszaru licznymi jednostkami wroga.
II Rejon „Celków” z komendą w Markach (Pustelniku II)
Wywiad AK w 1944 r. stwierdził, iż na terenie tylko samej Zielonki stacjonowało: 1053 żołnierzy Wehrmachtu, około 500 z tzw. „legionów wschodnich” oraz 46 żołnierzy Waffen SS z pododdziału artylerii przeciwlotniczej, rozmieszczonych w barakach koło cmentarza w Zielonce. Osiedle zamieszkiwała również znaczna liczba folksdeutschów i reichsdeutschów. Na pozostałym terenie Gminy Marki w tym czasie przebywało również: 125 żołnierzy niemieckich przy pracach fortyfikacyjnych, 366 z „legionów wschodnich” na terenie Pustelnika II, 282 żołnierzy niemieckich i Ukraińców z pododdziału remontowego Luftwaffe, 10 żołnierzy ochrony na stacji kolejowej w Ząbkach, 40 żołnierzy niemieckich ochrony fortyfikacji w Strudze, oraz 163 żołnierzy i policjantów w Markach. Niemiecka policja bezpieczeństwa utworzyła też wśród Polaków rozwiniętą sieć miejscowych konfidentów, która to spowodowała znaczny wzrost wsyp i aresztowań przez gestapo w 1944 r. na terenie Zielonki.
Wincenty Łękawski – mieszkaniec Zielonki do aresztowania 22 marca 1944 r. Mieszkał w domu przy ul. Chopina, róg Mickiewicza. Legionista, ułan, uczestnik wojny Polsko-bolszewickiej w 1920 r. Podporucznik zawodowy, zatrudniony przed wojną w Wydziale II Sztabu Głównego Wojska Polskiego. Wyznaczony na opiekuna przedwojennego Szkoły Powszechnej im. Ignacego Mościckiego w Zielonce, przy ul. Staszica. Mąż zaufania na terenie Gminy Marki (w skład której wchodziła Zielonka) podczas wyborów do Sejmu RP. W wojnie obronnej 1939 r. czynnie uczestniczył aż do momentu wkroczenia sowietów.
Internowany razem z całym sztabem Naczelnego Wodza 17 września 1939 r. w Rumunii, skąd udało mu się zbiec do Polski i powrócić do Zielonki. Wstępując do konspiracji przyjął pseudonim „Wilk”. Szef kontrwywiadu i członek sztabu w II Rejonie „Celków” VII Obwodzie „Obroża” Okręgu Warszawskiego ZWZ – AK (kryptonim funkcyjny „Majster”, a w 1944 r. „Krawiec”). Równocześnie szef wywiadu antykomunistycznego Delegatury Rządu RP na Kraj – „Antyk”, w całym Powiecie Warszawskim. Awansowany w Armii Krajowej do stopnia porucznika.
Aresztowany w wyniku donosu, osobiście przez szefa gestapo z Jabłonny – Brullego, w Zielonce 22 marca 1944 r. tuż po wyjściu z klasztoru ss. Dominikanek. Zastrzelony razem ze swoim młodszym synem, przez żandarmów niemieckich w Ciemnem, koło Radzymina 22 marca 1944 r. – prawdopodobnie podczas próby ucieczki z transportu do więzienia SD w Radzyminie. Ekshumowany po wojnie przez syna Ludomira. Pochowany został w rodzinnym grobie – w starej części cmentarza w Zielonce (na szczycie piaszczystej wydmy).
Aresztowanie przez gestapo w Zielonce „Ponurego” i „Wilka”
Pod koniec zimy 1944 r. w Zielonce doszło do całej serii aresztowań. Niemieckie gestapo z Jabłonny bardzo precyzyjnie uderzyło w najważniejsze struktury II Rejonu „Celków” VII Obwodu „Obroża” Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Fala aresztowań w tym okresie objęła mieszkańców Zielonki: „Wilka”, „Ponurego”, „Kuszla”, „Małą” i „Mirkę”. W Krakowie na Dworcu Głównym delegatura gestapo z Jabłonny zatrzymała mieszkańca Zielonki – „Szarego”.

Denuncjatorem był mieszkaniec naszego osiedla, osoba bardzo dobrze poinformowana w obsadzie miejscowej konspiracji. W niemieckie łapy wpadł por. Wincenty Łękawski „Wilk” członek rejonowego sztabu, szef kontrwywiadu, sprawujący jednocześnie funkcję szefa obwodowego wywiadu antykomunistycznego „Antyku” i Delegatury Rządu, jego syn Tadeusz „Ponury” – żołnierz, dowódca sekcji specjalnej rejonowej dywersji (Oddziału Specjalnego „Celków”), kpt. Wiktor Lubliner „Kuszel” – dowódca II batalionu (baon III D) i zarazem komendant i szkoleniowiec konspiracyjnej rejonowej Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty, ppor. Halina Lubliner – szefowa rejonowej łączności Wojskowej Służby Kobiet, ich córka Janina „Mirka” – łączniczka, oraz ppor. Tadeusz Derengowski „Szary” – dowódca kompanii kwatermistrzowskiej Kedywu KG.
Jaki był przebieg wydarzeń?
We wczesnych godzinach porannych 22 marca 1944 r., na terenie Zielonki pojawiły się niemieckie policyjne samochody z Jabłonny. Pierwszego aresztowania gestapo dokonało na terenie tartaku Mariana Żochowskiego w centrum naszej miejscowości. W tartaku w Zielonce zatrudnieni byli wyłącznie zaprzysiężeni miejscowi żołnierze AK. Zatrzymania strzelca Tadeusza Łękawskiego „Ponurego” dokonał osobiście jabłonowski szef Gestapo – Brulle. Przypadkowym świadkiem aresztowania był por. Karol Sokołowski „Wiktor I” – szef rejonowej Kadry Obywatelskiej. Jadąc rowerem do pracy w Urzędzie Gminy Marki, gdzie pełnił funkcję Sekretarza Urzędu, zatrzymał się na chwilę przy ul. Kolejowej i wstąpił do pobliskiego sklepu spożywczego naprzeciwko, aby całe zajście dobrze obserwować.
Już po niespełna godzinie wiadomość o aresztowaniu „Ponurego” w Zielonce trafiła więc do Komendanta II Rejonu „Celków” – mjr Henryka Okińczyca „Bila” , zatrudnionego w fabryce papy i materiałów izolacyjnych Balickich w Pustelniku II.
Gestapowskie samochody w centrum miejscowości zostały zauważone też przez Aleksandra Zasłonę „Zygmunta”, naczelnika Urzędu Pocztowego w Zielonce (Deutsche Post Osten Zielonka). Jego mieszkanie służbowe na pierwszym piętrze, w domu Kostrzewy przy ul. Kolejowej (stary budynek poczty), od dawna stanowiło główny punkt obserwacyjny w miejscowości.
Informacja dotycząca pojawienia się niemieckich policyjnych samochodów w centrum osiedla została przekazana natychmiast telefonicznie, w zaszyfrowanej formie, do por. Wincentego Łękawskiego „Wilka”. Chwilę później „Wilk” wyszedł na umówione wcześniej spotkanie, do klasztoru ss. Dominikanek, przy ul. Sienkiewicza. Przedtem polecił starszemu synowi – kpr. Ludomirowi „Zagłobie”, dokonać rozpoznania powodu wizyty niemieckiej żandarmerii w osiedlu. Szef rejonowego kontrwywiadu został aresztowany przez Niemców kilkadziesiąt minut później przed furtką klasztoru, tuż po wyjściu ze śniadania od zakonnic.
Rewizja w domu Łękawskich i zastrzelenie podczas próby ucieczki z konwoju
„Zagłoba” zaraz po wyjściu z domu spotkał por. Zbigniewa Makusha – Woronicza „Groma”, członka rejonowego sztabu, pełniącego równocześnie dwie funkcje: szefa wywiadu i dowódcy Oddziału Specjalnego „Celków” (OS „Celków”). Zatrzymali się obaj przy przydrożnej figurce Matki Boskiej, na rogu ulic Mickiewicza i Chopina, aby przez chwilę porozmawiać. Za moment pod dom Łękawskich nadjechały dwa niemieckie policyjne samochody. Wyprowadzono z nich zatrzymanych Łękawskich: „Wilka” i „Ponurego”. Gestapowcy bez trudu odszukali też pistolet ukryty w szczelnym naczyniu, pod wodą w rowie melioracyjnym. Podczas domowej rewizji wpadło również dobrze ukryte Archiwum wywiadu antykomunistycznego – Delegatury Rządu. Wincenty Łękawski „Wilk” pełnił równocześnie funkcję szefa obwodowego „Antyku”, na cały powiat warszawski.
„Grom” z „Zagłobą” nie zdecydowali się na podjęcie próby odbicia uwięzionych, ze względu na posiadanie przy sobie jedynie pistoletu z dwoma magazynkami. Poszukiwany listem gończym przez Niemców, kpr. Ludomir Łękawski „Zagłoba” decyzją „Groma” został natychmiast „oddelegowany na inny teren”. Ukrywał się m.in. u Fijałkowskiego, dowódcy wydzielonego oddziału dywersyjnego z Radości.
Zatrzymani Łękawscy pod silną eskortą transportowani byli do aresztu śledczego SD w Radzyminie. W drodze, prawdopodobnie po uprzednim zrzuceniu wierzchnich ciężkich ubrań, zaatakowali konwojentów i podjęli próbę ucieczki. Zostali zastrzeleni tego samego dnia przez gestapowców na skraju lasu we wsi Ciemne, koło Radzymina. Do wykopania grobu zastrzelonym żandarmi przymusili miejscowych chłopów, oddając niepotrzebne wierzchnie ubrania. Informację o miejscu zastrzelenia Łękawskich przekazał do „Celkowa”, policjant granatowy z Radzymina.
Ciała por. Wincentego Łękawskiego „Wilka” i strzel. Tadeusza Łękawskiego „Ponurego”, zostały po wojnie ekshumowane przez Ludomira Łękawskiego i przeniesione na cmentarz w Zielonce, do rodzinnego grobu na piaszczystej wydmie. Na nagrobku jest niestety błędnie podana data rozstrzelania – 22 marca 1943 r. zamiast 22 marca 1944 r.
Relacja Ludomira Łękawskiego „Zagłoby”:
„We wrześniu 1941 r. złożyłem przysięgę na ręce por. Wiktora Lublinera „Kuszla”. We wrześniu 1942 r. zostałem skierowany do 749 [plutonu] Oddziału Specjalnego, którego dowódcą był ppor. Henryk Dobak „Olsza”. Do oddziału należeli: kpr. pchor. Jerzy Pyfel „Orlicz”, st. strz. Józef Ciećkiewicz [„Jur”], strz. Tadeusz Łękawski (mój brat) [„Ponury”], strz. Janusz Mazurkiewicz [„Bezmian”], oraz ja, który awansowałem już do stopnia kaprala. Do grupy należał jeszcze dezerter z armii niemieckiej, Ślązak – „Karol”. Do Armii Krajowej należeli wszyscy z naszej rodziny, ojciec Wincenty Łękawski „Wilk”, brat Tadeusz Łękawski „Ponury”. Moja mama wtedy już nie żyła.
22 marca 1944 r. otrzymaliśmy wiadomość, że w Zielonce jest żandarmeria i kogoś szukają. Ustaliłem z ojcem, że wyjdę z domu i rozeznam sytuację. Ojciec wyszedł przede mną – powiedział, że idzie do Klasztoru ss. Dominikanek na śniadanie. Ja wyszedłem 20 minut po ojcu, kierując się w stronę stacji kolejowej w Zielonce.
Spotkałem por. „Groma” [Zbigniewa Makush-Woronicza], który zawiadomił mnie, że żandarmi zabrali mojego brata Tadeusza do tartaku [Mariana] Żochowskiego, gdzie pracował i odjechali z nim. Stanęliśmy z „Gromem” na rogu ul. Mickiewicza i Chopina za kapliczką Matki Boskiej, naradzając się , czy udać się do klasztoru, gdzie przebywał ojciec. W tym momencie od strony klasztoru nadjechał samochód osobowy i zatrzymał się przed furtką naszego domu przy ul. Chopina. Z samochodu żandarmi wyprowadzili mojego ojca i brata i udali się do domu, w którym mieszkaliśmy.
Przez naszą posesję przepływał rów melioracyjny, w którym w wodoszczelnym naczyniu ojciec przechowywał dokumenty, oraz pistolet. Dwóch cywilów skierowało się od razu w stronę rowu. Wyciągnęli naczynie schowane pod warstwą liści na dnie rowu, przykryte wodą. Wynikało z tego, ze była to zdrada jakiegoś konfidenta.
Stojąc za kapliczką wszystko widziałem. Miałem przy sobie pistolet [typu] Walter P-38 z pełnymi dwoma magazynkami. Zaproponowałem „Gromowi”, że zaatakuję żandarmów, by stworzyć możliwość ucieczki ojcu i bratu. „Grom” był bez broni, wydał rozkaz zabraniający użycia przeze mnie pistoletu. Obserwowaliśmy razem, co będzie dalej. Po 20-30 minutach Niemcy wyprowadzili brata i ojca, oraz wynieśli jakieś paczki [Archiwum „Antyku” z terenu Powiatu Warszawskiego], wsiedli do samochodu i pojechali w stronę poligonu. Por. „Grom” wydał mi polecenie, abym niezwłocznie opuścił Zielonkę i zawiadomił go, gdzie się ukryłem.
Jeszcze tego samego dnia wyjechałem do rodziny w Pruszkowie. Zaopatrzony [tam] w ubranie i pieniądze, wyjechałem do Anina. Ukrywałem się tam przez kilka dni u rodziny Frubesów, właścicieli elektrowni w Markach. Następnie przeniosłem się do Międzylesia, gdzie zatrzymałem się u żołnierza Armii Krajowej – Fijałkowskiego. Po trzech czy czterech tygodniach otrzymałem wiadomość o rozstrzelaniu ojca i brata pod wsią Czarna, pod Radzyminem. Na potwierdzenie dostałem fotografię przedstawiającą ich po rozstrzelaniu.
Po kilku tygodniach dostałem informację poprzez znanego mi żołnierza AK o nawiązaniu kontaktu w Radości z dowódcą [grupy „Radość” prawobrzeżnego Oddziału Dyspozycyjnego Okręgu Warszawskiego] „Żmudzinem” [pchor. Feliksem Zarembą]. Rozkazał mi on czekać na wiadomość. W czasie gdy się ukrywałem, byłem kilka razy w Zielonce.
Od komendanta policji granatowej – Zagrajka dowiedziałem się, że w nocy z 22 na 23 marca gestapo aresztowało cała rodzinę kpt. Lublinera „Kuszla”, jego żonę [Halinę] „Małą”, oraz córkę [Jankę – „Mirkę”]. Stało się jasne, ze na terenie Zielonki działa niemiecki kapuś.”
Źródło: Ludomir Łękawski „Zagłoba”, Na Przedpolu Warszawy, Zeszyty Historyczne Okręgu Warszawa Powiat Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Zeszyt 10, Warszawa maj 1996 r., s. 21-24.
Ludomir Łękawski „Zagłoba” pełnił przez wiele lat po wojnie funkcję Przewodniczącego Koła „Celków” nr 2 w Zielonce, Światowego Związku Żołnierzy AK Okręg Warszawa-Powiat.
archiwalna wersja strony zielonka24.pl