Zielonka, ul. Lipowa 8
W marcu 1944 roku Niemcy dokonali w Zielonce szeregu aresztowań żołnierzy Armii Krajowej. Co było ich przyczyną?
Ostrzeżenie
Pod koniec 1943 r. pl. pchor/ppor. Tadeusz Derengowski „Szary” razem z por. Władysławem Martensem „Masławem” udzielili ostrzeżenia kpt. Henrykowi Holstorpowi „Zielony”, „Las”. Leśniczy z Zielonki w sposób całkowicie jawny prowadził politykę kaperowania zaprzysiężonych już członków AK do szeregów „Związku Strzeleckiego” („ZS” zwanego też „Strzelcem”) na terenie Zielonki, Marek, Pustelnika i Strugi. Wywoływało to powszechne zagrożenie ze strony Niemców, szczególnie dla miejscowych żołnierzy dywersji. Ostrzeżenia udzielane „Zielonemu” przez dowódcę batalionu kpt. Wiktora Lublinera „Kuszla” nie przynosiły jednak skutku. Zachodziła zatem konieczność pilnego skierowanie sprawy do podziemnego Wojskowego Sądu Specjalnego.
Usunięcie z AK
Leśniczy Holstorp nagminnie spożywał duże ilości alkoholu, w licznych barach i restauracjach, których w czasie okupacji niemieckiej nie brakowało na naszym terenie. Nierzadko te libacje odbywały się również w towarzystwie niemieckich żandarmów. Stwarzało to dodatkowe zagrożenie dla zielonkowskiej organizacji AK. W związku z tym pod koniec 1944 r. zastosowano wobec Henryka Holstorpa, niezbędny prewencyjny dwutygodniowy areszt domowy, w miejscu zamieszkania, na terenie starej leśniczówki u zbiegu ul. Prostej i Długiej. Dostęp do aresztanta miała jedynie córka, przynosząca jedzenie i ubranie. Wartę na zmianę przy aresztancie pełnili członkowie miejscowych sekcji specjalnych z Zielonki, wśród których byli również dwaj synowie por. Wincentego Łękawskiego: kpr. pchor. Ludomir „Zagłoba” i strzelec Tadeusz „Ponury”.
Relacje i dowody obciążające „Zielonego” gromadził szef rejonowego referatu kontrwywiadu – por. Wincenty Łękawski „Wilk” ( Łękawski już przed wojną był zawodowym oficerem zatrudnionym w II Wydziale Sztabu Generalnego WP, zajmującego się wywiadem). Na podstawie decyzji wydanej przez WSS na początku 1944 r. nastąpiło jedynie wydalenie kpt. Henryka Holstorpa, z szeregów AK. Wnioskowana przez prokuratora kara śmierci dla Holstorpa nie została jednak przez sąd orzeczona. Ta wyjątkowo łagodna jak na wojenny czas decyzja WSS, zaważyła z pewnością na późniejszych wydarzeniach z marca 1944 r. To najprawdopodobniej urażona ambicja i osobista zemsta stały się przyczyną późniejszej zdrady Henryka Holstorpa. Zadenuncjowani zostali tylko wybrani członkowie zielonkowskiej organizacji, ci do których czuł osobisty uraz.
Aresztowania w Zielonce
Pod koniec zimy 1944 r. doszło do całej serii aresztowań niemieckiego Gestapo z Jabłonny, które bardzo precyzyjnie uderzyły w najważniejsze rejonowe struktury II Rejonu „Celków” VII Obwodu „Obroża” Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Fala aresztowań w tym okresie objęła w rejonie tylko mieszkańców Zielonki: „Szarego”, „Wilka”, „Ponurego”, „Kuszla”, „Małą” i „Mirkę”. Denuncjatorem musiał być mieszkaniec naszej miejscowości, osoba bardzo dobrze poinformowana w obsadzie konspiracyjnych struktur oraz znająca osobiście pełniących najważniejsze funkcje w miejscowej organizacji. W niemieckie łapy wpadli: dowódca kwatermistrz Kedywu KG, rejonowy szef kontrwywiadu, sprawujący jednocześnie funkcję szefa obwodowego wywiadu antykomunistycznego „Antyku” – Delegatury Rządu, żołnierz rejonowej dywersji, Dowódca II batalionu (baon III D) i zarazem komendant i jedyny szkoleniowiec rejonowej Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty, Szefowa rejonowej łączności Wojskowej Służby Kobiet. Mimo upływu wielu lat, przyczyny tej tragedii, pozostają nadal niewystarczająco wyjaśnione i opisane.
Pobieżna rewizja

Tragiczne wydarzenia 15 marca 1944 r. poprzedziła całkiem „niewinna” i zarazem krótka rewizja SD, w mieszkaniu mieszczącym się na pierwszym piętrze przy ul. Lipowej 8 w Zielonce, w domu należącym do p. Balcerzaka. Gestapowcy spodziewali się zapewne, zastać w tym lokalu konspiracyjnym kogoś więcej… W mieszkaniu przebywały w chwili najścia Niemców tylko dwie bezbronne kobiety: matka – Halina Lubliner z 14 letnią córką Janką („Mała”- szefowa rejonowej łączności WSK i najmłodsza rejonowa łączniczka „Mirka”). Dowódca II batalionu liniowego, któremu podlegały kompanie z terenu Zielonki, Ząbek, Drewnicy, Turowa i Ossowa, nie nocował tego dnia w domu. Kpt. Wiktor Lubliner „Kuszel” pełnił równocześnie funkcję komendanta konspiracyjnej Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zielonce. To prawdopodobnie zajęcia z podchorążymi 5 turnusu SPRP spowodowały nieobecność w domu i tym samym uchroniły tego dnia przed aresztowaniem.
Samochody Gestapo stojące przy ulicy przed domem postawiły w stan pogotowia wszystkich członków Oddziału Specjalnego z Zielonki. Pod dowództwem „Kuszla” przez cała noc, aż do godzin porannych, naprzeciw w dąbrowie czekał, gotowy do ewentualnego odbicia, silnie uzbrojony Oddział Specjalny (O.S „Celków”). Na szczęście nie doszło do ponownego najścia Niemców w nocy.
Aresztowanie „Szarego”
18 marca 1944 r. ppor. Tadeusz Derengowski wraz z kpr. pchor. Tadeuszem Hamankiewiczem „Konradem” pojechali pociągiem do Krakowa z dwoma zadaniami do wykonania. Pierwszym było wykonanie rozpoznania do planowanej akcji warszawskiego Kedywu, na SS Obergruppenfuhrera Wilhelma Koppe. Krakowskie grupy Kedywu, które wcześniej otrzymały rozkaz zlikwidowania Koppego, nie były w stanie przeprowadzić tej akcji. Drugim zadaniem było opracowanie planu akcji uratowania warszawskiej długodystansowej łączniczki AK, którą aresztowało krakowskie gestapo. Na Dworcu Głównym w Krakowie nawiązali kontakt z łącznikiem, który okazał się podstawionym agentem krakowskiego gestapo. Podczas próby aresztowania doszło do wymiany strzałów między nieumundurowanymi gestapowcami z Krakowa i będącymi również po cywilnemu gestapowcami z Jabłonny pod Warszawą.
Tadeusz Derengowski był już wcześniej zdradzony i śledzony przez agentów jadących za nim z Warszawy. Zamieszanie jakie powstało na dworcu Derengowski postanowił wykorzystać podejmując próbę ucieczki. Nie posiadał niestety przy sobie żadnej broni do osłony. Został postrzelony i pojmany przez Niemców. Osadzono go z Hamankiewiczem, w osobnych celach w krakowskim więzieniu na Montelupich. Z więzienia udało mu się wysłać gryps do rodziców w Zielonce, informujący o aresztowaniu przez gestapo z Jabłonny w Krakowie (chciał w ten sposób ostrzec organizację w Zielonce o grożącym jej śmiertelnym niebezpieczeństwie).
Jeszcze w marcu 1944 r. podjął kolejną i ostatnią już próbę ucieczki. Wiedział zbyt wiele o Wachlarzu, Kedywie KG i II Rejonie „Celków”. Postanowił zaatakować gestapowców, prowokując ich do zastrzelenia. Chciał w ten sposób udaremnić im wydarcie tych wiadomości drogą tortur… Ostatnią swoją walkę podjął w pełni świadomie, nie licząc na pomyślne uwolnienie z więzienia na Montelupich, z którego wcześniej nikomu nie udało się uciec.
Aresztowanie „Ponurego”
W godzinach porannych 22 marca 1944 r., na terenie Zielonki pojawiły się niemieckie samochody policyjne z Jabłonny. Pierwszego aresztowania Gestapo dokonało na terenie tartaku Józefa Żochowskiego w centrum miejscowości (to obecnie teren Pl. Jana Pawła II). Wszyscy pracownicy tartaku byli zaprzysiężonymi żołnierzami AK. Zatrzymania strzelca Tadeusza Łękawskiego „Ponurego” dokonał osobiście jabłonowski szef Gestapo – Brulle. Przypadkowym świadkiem aresztowania był również ppor. Karol Sokołowski „Wiktor I” – szef rejonowej Kadry Obywatelskiej. Jadąc rowerem do pracy w Urzędzie Gminy Marki, zatrzymał się na chwilę i wstąpił do pobliskiego sklepu spożywczego naprzeciwko, aby całe zajście obserwować. Już po godzinie informacja o aresztowaniu w Zielonce trafiła więc do komendanta II Rejonu „Celków”, zatrudnionego w fabryce papy i materiałów izolacyjnych w Pustelniku II.
Aresztowanie „Wilka”
Pojawienie się gestapowskich samochodów w centrum miejscowości zostało zauważone również przez Aleksandra Zasłonę „Zygmunta”, naczelnika urzędu pocztowego w Zielonce. Jego mieszkanie służbowe na pierwszym piętrze, w domu Kostrzewy przy ul. Kolejowej (stary budynek poczty), od dawna służyło jako dogodny punkt obserwacyjny. Informacja dotycząca pojawienia się niemieckich samochodów została przekazana natychmiast telefonicznie w zaszyfrowanej formie do por. Wincentego Łękawskiego. „Wilk” wyszedł chwilę później na umówione wcześniej spotkanie w klasztorze dominikanek. Polecił starszemu synowi, dowódcy sekcji specjalnej – Ludomirowi, dokonać rozpoznania powodu szwabskiej wizyty w mieście. Szef kontrwywiadu został jednak aresztowany przez Niemców przed furtką klasztoru dominikanek na ul. Sienkiewicza.
Rewizja w domu Łękawskich
Zaraz po wyjściu z domu „Zagłoba” spotkał por. Zbigniewa Makuscha-Woronicza „Groma”, dowódcę kompanii dywersji. Zatrzymali się przy przydrożnej figurce Matki Boskiej, na rogu ulic Mickiewicza i Chopina, aby przez chwilę porozmawiać. Za moment pod dom Łękawskich nadjechały dwa niemieckie samochody. Wyprowadzono z nich zatrzymanych Łękawskich: „Wilka” i „Ponurego”. Gestapowcy bez trudu odszukali pistolet ukryty w szczelnym naczyniu, pod wodą w rowie melioracyjnym. Podczas domowej rewizji wpadło również dobrze ukryte całe archiwum wywiadu antykomunistycznego – Delegatury Rządu. Wincenty Łękawski „Wilk” pełnił bowiem równocześnie funkcję szefa obwodowego „Antyku”.
„Grom” z „Zagłobą” nie podjęli próby odbicia uwięzionych, ze względu na posiadanie przy sobie tylko pojedynczego pistoletu z jednym magazynkiem. Poszukiwany Ludomir Łękawski decyzją „Groma” został „oddelegowany na inny teren”. Ukrywał się u Fijałkowskiego, dowódcy wydzielonego oddziału z Radości.
Próba ucieczki z konwoju
Zatrzymani Łękawscy, pod silną eskortą, transportowani byli do aresztu śledczego SD w Radzyminie. W drodze, prawdopodobnie po zrzuceniu wierzchnich ubrań, zaatakowali konwojentów i podjęli próbę ucieczki. Zostali zastrzeleni przez gestapowców na skraju lasu we wsi Ciemne koło Radzymina. Do wykopania grobu żołnierzom przymuszono miejscowych chłopów. Ciała por. Wincentego Łękawskiego „Wilka” i strzel. Tadeusza Łękawskiego „Ponurego”, zostały po wojnie przez Ludomira Łękawskiego ekshumowane i przeniesione na cmentarz w Zielonce. Na grobie rodzinnym jest podana błędnie data zastrzelenia – 22 marca 1943 r. zamiast 22 marca 1944 r.
Ludomir Łękawski po wojnie pełnił funkcję przewodniczącego koła w Zielonce, Światowego Związku Żołnierzy AK Okręg Warszawa-Powiat.
Kolejne aresztowania

22 marca 1944 r. wieczorem na wskutek wsypy nastąpiła kolejna fala aresztowań. Do mieszkania Lublinerów ponownie – po tygodniu – przybyło Gestapo z Jabłonny. Tym razem w mieszkaniu zastali wszystkich jego mieszkańców: Wiktora Lublinera „Kuszla”, jego żonę „Małą”, oraz córkę „Mirkę”. Przeprowadzili dwugodzinną drobiazgową rewizję, która nie przyniosła jednak spodziewanych efektów. Znaleźli jedynie apteczkę zaadresowaną do doktora (ppor. Mieczysława Peszczyńskiego) „Marka” i kilka zdjęć Wiktora z przedwojennych ćwiczeń wojskowych. Skrytki w których znajdowały się m.in. raporty dotyczące ruchów niemieckich wojsk, mapy, plany, instrukcje dotyczące szkolenia SPRP, nie zostały wykryte.
System sąsiedzkiego ostrzegania
Okupacyjny system sąsiedzkiego ostrzegania w Zielonce zadziałał bezbłędnie. Sąsiadki niezależnie od siebie wywiesiły na balkonach czerwone pierzyny, jako sygnał ostrzegawczy. „Czerwony semafor” był widocznym z daleka znakiem umownym ostrzegającym przed niebezpieczeństwem, dla wszystkich wtajemniczonych.
Aresztowani, po zakończeniu rewizji, zostali wyprowadzeni z domu i pieszo pod silną eskortą przeprowadzeni przez całe osiedle pod las, gdzie czekały nas nich samochody z kilkudziesięcioma ss-manami. Zaczajony naprzeciw w dębinie kpr. pchor. Leon Szymański „Kula” ze swoją sekcją ochrony radiostacji, nie zdecydował się na dokonanie próby odbicia, ze względu na ogromną dysproporcję w sile ognia, nie dającą nawet cienia szansy na powodzenie. Lublinerowie przewiezieni zostali pod silną eskortą do więzienia śledczego Tajnej Policji Państwowej przy al. Szucha 25 w Warszawie. Po sprawdzeniu tożsamości, zostali osadzeni na noc w osobnych celach, tzw. „tramwajach”, a następnego dnia przetransportowani w pełnej izolacji na Pawiak. Żonę i córkę „Kuszla” umieszczono na „kwarantannie” w żeńskiej części na tzw. „Serbii”. Już podczas pobytu na kwarantannie, miejscowa AK przesyłała paczki żywnościowe za pomocą Patronatu – Działu Opieki nad Więźniami RGO. Za pomocą grypsu uwięzieni prosili o usunięcie z domu: latarek, słoików z szarą solą oraz wszystkich książek w czerwonej oprawie. Podczas przesłuchań i tortur nie udało się Niemcom wyciągnąć z Lublinerów żadnych nazwisk, ani adresów.
Ewakuacja na Lipowej 8
Jeszcze tej samej nocy 22/23 marca 3 podchorążowie: Leon Szymański „Kula”, Czesław Kirchner „Figa” i Jan Holstorp „Dąb” dokonali ewakuacji mieszkania komendanta SPRP w Zielonce. Do mieszkania dostali się za pomocą wytrychu. Usunęli z mieszkania przede wszystkim książki. Wśród których były m.in. tablice logarytmiczne z zaznaczonymi w zaszyfrowany sposób stanami plutonów i kompanii, oraz encyklopedie zawierające rożnego rodzaju notatki.
W francuskiej książce podróżniczej były dobrze ukryte, fałszywe ausweisy na nazwisko: Wiktor Ostrowski i Halina Ostrowska. Zostały one ukryte w skrytkach między suszącymi się cegłami na terenie cegielni Towarzystwa Zielonka należącej do Hermana Knothego.
Wykup i cudowne ocalenie
Organizacja AK w Zielonce planowała akcję odbicia swojego dowódcy w Warszawie, w drodze z Pawiaka do siedziby Gestapo. Podejmowano również inne środki zaradcze. Po dwóch miesiącach śledztwa, w wyniku akcji wykupu przez rodzinę i znajomych, żona i córka „Kuszla” zostały za dużą łapówkę (20 tys. zł.) zwolnione. Wiktor Lubliner wysłany pierwszym transportem warszawiaków do obozu koncentracyjnego Stutthof, gdzie otrzymał numer 35853. Na początku 1945 r. był uczestnikiem pieszej ewakuacji obozu – tzw. „marszu śmierci”. Wojnę przeżył, a wojenne wspomnienia opisał w książce „Warszawiacy w Stutthofie”, wydanej w 1971 r. przez Wydawnictwo Morskie. Muzeum Stutthof w Sztutowie wznowiło to wydawnictwo w 2014 r., opatrując dodatkowo przypisami p. Wirginii Węglińskiej.
zielonka24.pl
17.03.2015