Gawęda o wójcie Florianie, intrydze w radzymińskim kościele i Słupeckim diable
Położone przy trasie do Marek i Warszawy oraz liczące ok. 4 tysięcy mieszkańców Słupno, to największa miejscowość wiejska w gminie Radzymin. Rozwija się w zawrotnym tempie i właściwie bardziej już przypomina autonomiczną dzielnicę naszego miasta, aniżeli wieś.
W Słupnie funkcjonują dwie szkoły podstawowe, parafia rzymskokatolicka, szereg firm i zakładów produkcyjnych, działają także organizacje społeczne. Wśród nich m.in.: Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Słupno, Koło Emerytów nr 2 PZERiI oraz będąca chlubą wsi jednostka OSP Słupno, która po reaktywacji nawiązuje do tradycji słupieńskiego pożarnictwa, sięgających 1918 r. Miejscowość zajmuje rozległy obszar ponad 1476 ha i podzielona jest na trzy sołectwa: Stare Słupno, Słupno Osiedle, Nowe Słupno. Posiada dobrze rozwiniętą infrastrukturę usługowo-handlową.
Początki osadnictwa
Rejon Słupna obfituje w stanowiska archeologiczne. Dzięki dotychczasowym odkryciom wiemy, że osadnictwo na tym terenie zaczęło się już w czasach prehistorycznych i sięga młodszej epoki kamienia. Kolejne ślady bytowania ludzi pochodzą także z epoki brązu, a najciekawsze odkrycia wskazują na ciągłość osadnictwa od późnego okresu lateńskiego (ok. 150 r. p.n.e. – 50 r. n.e.), po okres wpływów rzymskich (druga poł. II w. n.e.), kiedy to na terenie Słupna funkcjonowała osada i cmentarzysko. Co istotne, badania archeologiczne wskazują na istnienie w tym miejscu zorganizowanego osadnictwa także w okresie średniowiecza (XIII/XIV w.), co potwierdza długą metrykę współczesnego Słupna.
Wsi spokojna, wsi dostatnia
Pierwsza odnotowana w źródłach wzmianka o Słupnie, pochodzi z 1424 r. (nazwa wsi zapisana została wówczas jako „Slupno”). Położona w ziemi warszawskiej, najpierw była wsią książęcą, potem królewską, choć już w 1476 r. książę Bolesław V musiał ją zastawić a w 1485 r. odsprzedać mieszczaninowi warszawskiemu, niejakiemu Olbrachtowi. W rękach jego sukcesorów pozostała przez ok. trzy dekady, następnie powtórnie zastawiona za długi, najwyraźniej znów powróciła do pierwotnego tytułu własności, gdyż w 1526 r. ponownie wzmiankowana jest jako wieś książęca, która przynosi obfite plony owsa i żyta. Dość wspomnieć, że nawet kmieciom w królewskim Słupnie, żyło się niekiedy iście po królewsku. Np. już w 1476 r. liczący sobie 50 lat Jan Siwy, stryjeczny brat kmiecia Macieja z Czarnej dorobił się majątku przekraczającego 30 kóp groszy. A sensację w 1515 r. wzbudzał swoją rekordową jak na owe czasy długością życia, 90-letni kmieć Maciej.
Wg danych z 1565 r. Słupno liczyło 33 kmieci osadzonych na 10,5 włókach, z których opłacali czynsz roczny w kwocie 14 gr. Wieś posiadała folwark, pole trojne, łąki i odznaczała się dobrej klasy gruntem ornym.
Wójt na Słupnie winien listy do Kamieńca wozić!
Interesujące są dzieje urzędu wójta w Słupnie, które sięgają 1468 r., kiedy to książęta mazowieccy powierzyli tę prestiżową funkcję troszczącemu się o ich dobra, niejakiemu Florianowi, tu zamieszkałemu. W zamian, obowiązkiem tegoż Floriana miało być dostarczanie pism książęcych do Kamieńca (współcześnie Kamieńczyka k. Wyszkowa). Natomiast „trudy” wynikające z owego zobowiązania miało mu wynagrodzić nadanie 1 włóki wójtostwa. (Co to jest włóka – raptem jakieś 18 ha i to niecałe, w zamian za taką harówę plus dalekie delegacje?! – na podobną propozycję awansu prychnąłby pewnie niejeden nam współczesny kandydat na urzędnika. Lecz Florian nie narzekał, a nawet jeśli, to pod nosem – tak, że skrybowie nie dosłyszeli, bowiem kroniki o tym milczą). Z obowiązku dostarczania listów wywiązywał się dobrze, jego następcy również. A wielce zaradny Piotr zwany Połciem, w 1477 r. zrekompensował sobie trudy słupieńskiego wójtostwa, poprzez okazyjne odkupienie od Pawła z Pomnichowa 2 włók wójtostwa w świeżo lokowanej wsi Tłuściec (obecnie miasto Tłuszcz), za jedyne 28 kóp groszy w półgroszkach. Inna sprawa, że sytuacja materialna wójtów uległa znaczniejszej poprawie w 1485 r., a więc wraz z nadaniem na Słupno przez księcia Bolesława V prawa chełmińskiego z czynszem książęcym po 4 gr. z każdej włóki, z którego wójt, jako poborca zachowywał pewien procent.
Jako pracowitego wójta zapamiętały jeszcze dzieje niejakiego Andrzeja, wzmiankowanego w 1525 r. Dopiero czterdzieści lat później musiała się trafić czarna owca, bo z 1565 r. pochodzi upomnienie, że skoro wójt słupieński ma 1 włókę na prawie starym, winien z listami jeździć, gdzie mu każą!
Między Panem, Synem Wójta a Plebanem
Wróćmy jednak do wspomnianego na początku wójta Floriana, a właściwie jego syna – Stanisława, któremu dane było zostać jedną z najbardziej wpływowych postaci rodzącego się wówczas, lokacyjnego miasta Radzymina. Otóż, był rok 1474. Stanisław, syn Floriana studiował wtedy na Uniwersytecie Krakowskim. W tym czasie świat zachodni (a właściwie sama Europa, bo o istnieniu Ameryki nikt jeszcze nie słyszał) żył głośną sprawą procesu pewnego koguta, którego sąd w Bazylei skazał na śmierć przez spalenie na stosie, za odrażającą zbrodnię… zniesienia jaja. (Proces miał charakter poszlakowy, a oskarżonego skazano na podstawie zeznań świadków). W związku z powyższym można domniemywać, iż w owym czasie w wielu miastach Europy, w tym i w Warszawie, mieszczanie z nieufnością spoglądali na cudzoziemców, oferujących jaja z eksportu, niechybnie obawiając się wyklucia bazyliszka. Z pewnością jednak, ten problem nie dotyczył wówczas naszej najbliższej okolicy. Radzyminiacy bardziej zapewne przeżywali pierwszą rocznicę powstania parafii i związane z nią dziękczynienie, a pan Jan Radzymiński, chcąc przyspieszyć książęce nadanie praw miejskich, o które od dłuższego już czasu zabiegał, zajęty był szukaniem sposobów na wzmocnienie pozycji swojej rodzinnej osady w negocjacjach z księciem. Jednym z nich mogło być rozwinięcie wpływów świeżo erygowanej parafii. Przy czym w grę wchodziło jedynie ewentualne przyłączenie do niej Słupna, gdyż ani od parafii w Dąbrówce, ani tym bardziej w Klembowie nie było szans na uszczknięcie czegokolwiek. Należało zatem namówić niezbyt majętnego wójta Floriana, aby ten zechciał zbuntować kmieci przeciwko plebanowi w Kobyłce i by przekonał ich do komendarza w Radzyminie. Plan zapewne powiódłby się, gdyby nie czujność kobyłkowskiego proboszcza. Ten, choć był imiennikiem Jana, do jego zwolenników raczej się nie zaliczał. Już wcześniej bezskutecznie protestował przeciwko rozpoczęciu budowy radzymińskiego kościoła, upatrując w nim zagrożenia dla swojej pozycji. Zatem, gdy tylko przewiedział się o intrydze, postanowił nie dopuścić do oderwania Słupna od swojej parafii i tym razem postawił na swoim. Słupno pozostało przy Kobyłce, ale Pan Radzymiński nie zamierzał całkiem rezygnować z aneksji, a jedynie odłożył swe plany na dogodny moment.
Syn Wójta ze Słupna Plebanem w Radzyminie!
Kilka lat później, syn Floriana – Stanisław, zakończył studia w Krakowie i został klerykiem diecezji płockiej. Jan Radzymiński ostatecznie zaniechał pomysłu przyłączenia Słupna do parafii, gdyż ledwie w rok po konflikcie z kobyłkowskim plebanem, nareszcie wymógł na księciu akt lokacji miasta na prawie chełmińskim. Przyłączenie Słupna do parafii właściwie nie było mu już do niczego potrzebne. Najwyraźniej jednak, musiał cenić sobie Floriana, bowiem pewne ustalenia poczynione między nimi przed laty, zostały dotrzymane. W 1482 r. pleban radzymiński ks. Paweł nieoczekiwanie (a w rzeczywistości zapewne w skutek namów Jana) złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Radzymiński jakby na to czekał, bo na jego prośbę biskup płocki Piotr mianował nowym proboszczem w Radzyminie ks. Stanisława ze Słupna. Niewątpliwie była to dla Jana i dla Radzymina nominacja historyczna i znamienna. Niespełna dekadę po erygowaniu, parafia trafiła pod opiekę człowieka miejscowego, znającego lokalne realia a przy tym solidnie wykształconego. Nie dziwi zatem, że Stanisław cieszył się uznaniem parafian, Jana i jego następców. Najprawdopodobniej, jako przyjaciel rodu przygotowywał (a kto wie, czy wręcz nie namówił?) do studiów w Krakowie Marcina Radzymińskiego – jednego z synów Jana. Będąc plebanem zdołał rozwinąć parafię i działającą przy niej szkółkę parafialną. Za jego staraniem w 1492 r. Radzymiński postanowił nadać kościołowi mniejsze, ale lepszej klasy grunty pod uprawę.
Ks. Stanisław ze Słupna zmarł prawdopodobnie w 1516 r., dbając o parafię w Radzyminie do ostatnich dni życia, o czym świadczy fakt, że na krótko przed śmiercią toczył jeszcze zacięty spór z plebanami z Dąbrówki i Klembowa o przynależność parafialną nowopowstałej wsi Wola Zawadzka.
Komu bije radzymiński dzwon
Śmierć ks. Stanisława położyła kres ambitnym planom połączenia Słupna i Radzymina wspólną parafią. Ostatnia taka próba, która odbiła się echem w historii, miała miejsce w 1525 r. Pomimo, iż kmiecie ze Słupna skarżyli się, że do kościoła parafialnego w Kobyłce mają półtorej mili, a do kościoła w Radzyminie, którego dzwon słychać ze Słupna zaledwie 0,25 mili, wieś pozostała w obrębie parafii kobyłkowskiej. Nie pomogło nawet tłumaczenie, że nie tylko odległość, ale też zła droga i zrywany przez wylewy Czarnej mostek powoduje, iż w kościele parafialnym bywają rzadko, nie mogąc uczestniczyć we Mszy Świętej. Ostatecznie Słupno nigdy nie znalazło się w parafii radzymińskiej i pozostało przy parafii w Kobyłce przez następne ponad czterysta lat! Dopiero w połowie XX w. zostało przyłączone do parafii w Strudze, zaś w 2007 r. doczekało się rozpoczęcia budowy własnego kościoła, w którym 31 stycznia 2010 r. a więc prawie pół tysiąca lat po śmierci Stanisława erygowano samodzielną parafię p.w. Matki Bożej Fatimskiej i bł. Bronisława Markiewicza.
Słupno na szlaku królów
Ciekawostką może być fakt, iż wg zapisów z 1580 r. Słupno należało jakoby do parafii Tarchomin. Wydaje się jednak, że jest to pomyłka, u której podstaw znalazł się fakt, iż w 1565 r. dziesięciny ze Słupna należały do kapituły warszawskiej. Najprawdopodobniej była to jeszcze spuścizna po decyzji biskupa płockiego z 1433 r., kiedy to na prośbę samej księżnej Anny Bolkowej dziesięciny snopowe m.in. ze Słupna przeznaczane były na kolegiatę św. Jana w Warszawie. (Kto wie, czy to właśnie nie wpływy z bogatej wsi dla kościoła warszawskiego przesądziły o fiasku planów przyłączenia Słupna do parafii w Radzyminie?).
Pod koniec XVI w. dzierżawcą wsi był imć Bartłomiej Zaliwski herbu Junosza, chorąży liwski w latach: 1573-1593. Pan Zaliwski, jako człowiek wykształcony, (absolwent Akademii Krakowskiej), piastował szereg ważnych funkcji i cieszył się powszechnym uznaniem. W 1573 r. był posłem województwa mazowieckiego na pierwszy w dziejach sejm konwokacyjny (zwołany po śmierci króla Zygmunta Augusta), a rok później jako poseł koronny z powiatu liwskiego uczestniczył w sejmie koronacyjnym, na którym wyłoniono pierwszego polskiego króla elekcyjnego Henryka Walezego. Ciekawostką może być fakt, że Bartłomiej Zaliwski jako starosta warszawski w 1576 r. towarzyszył w podróży przez naszą okolicę samemu królowi Stefanowi Batoremu. Warto podkreślić, iż był to kolejny wielki polski monarcha, który podczas przejazdu do pierwszego popasu w Radzyminie, odwiedził Słupno. Wcześniej, 17 lipca 1545 r. wieś wizytował także ostatni z Jagiellonów, król Zygmunt August.
Zmienne koleje losu
Wraz z końcem XVI w. i rosnącą rolą Warszawy, jako nowej siedziby królów polskich, trakt przebiegający przez Słupno jeszcze bardziej zyskał na znaczeniu. Miało to swoje dobre ale i złe strony, o czym mieszkańcy dość szybko się przekonali. Wiek XVII i początek wieku XVIII okazały się najtrudniejszym okresem w dziejach naszego regionu. Potop szwedzki i wojna północna doprowadziły do ogromnego spustoszenia wsi. Dramat ludności spotęgowały epidemie, szczególnie zaraza z 1785 r., która zdziesiątkowała ludność na terenie całej parafii Kobyłka.

Po upadku Rzeczypospolitej, Dobra Słupno, w skład których wchodziły także: Nadma i Maciołki, stały się własnością rządową. W Słupnie znajdował się dwór, zamieszkiwany przez kolejnych dzierżawców majątku. Do dziś na kobyłkowskim cmentarzu zachował się chociażby nagrobek wieczysto dzierżawczyni owych dóbr, Teresy Jerzmanowskiej, zmarłej w 1841 r. Kolejnym dzierżawcą był jej zięć Piotr Valintin d’Hauterive, zaś jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, iż wśród znanych nazwisk gospodarzy dóbr słupieńskich pojawiła się m.in. Wisława, córka Prota Jacka Adama Lelewela, a tuż przed wybuchem II wojny światowej właścicielem dworu był znany śpiewak operowy Ignacy Dygas.
W przeciwieństwie do dzierżawców Słupna, którym nieszczególnie wiodło się w interesach przez cały XIX w., sama wieś rozwijała się dość pomyślnie. W 1827 r. Słupno liczyło 41 domów i 208 mieszkańców. W 1876 r. miało już 409 mieszkańców. W okresie istnienia Królestwa Polskiego, Słupno było siedzibą gminy wiejskiej, zlikwidowanej w 1867 r. wraz z utworzeniem powiatu radzymińskiego.
Ożywieniu gospodarczemu przysłużyło się wytyczenie w latach 30-tych XIX w. nowego, bitego traktu z Warszawy do Radzymina, co usprawniło komunikację i handel ze stolicą. Od tego czasu Słupno zaczęło stopniowo zmieniać swój typowo rolniczy charakter. Szansą okazał się rozwój przemysłu cegielnianego, który nastąpił w II połowie XIX w. U progu XX w. produkcja cegły w rejonie Słupna odbywała się już na skalę przemysłową, czemu sprzyjało uruchomienie w 1899 r. kolei wąskotorowej na trasie Warszawa – Marki – Radzymin.
Słupno w ogniu wojen
Podczas Bitwy Warszawskiej 1920 r. Słupno znalazło się na przedpolach II linii polskiej obrony. Już 13 sierpnia, tuż po zajęciu Radzymina przez bolszewików, wieś stanowiła punkt koncentracji 46 pułku. Jednak najbardziej dramatyczne momenty bitwy nastąpiły w dniach następnych. 14 sierpnia podczas polskiego odwrotu na skrzyżowaniu dróg z szosą warszawską w centrum Słupna, poległ dowódca I batalionu 85 Pułku Strzelców Wileńskich kpt. Ryszard Downar-Zapolski. 27-letni oficer uznany został za jednego z najdzielniejszych bohaterów Cudu nad Wisłą. Warszawa żegnała go tłumnie podczas wspólnej ceremonii pogrzebowej z poległymi: ks. Skorupką i podchor. Lachowiczem. Ludność Słupna zapisała chlubną kartę dziejów podczas polskiego kontrataku na Radzymin w przełomowym dniu 15 sierpnia. Mieszkańcy Słupna pomagali wojsku, rozbrajając bolszewików i biorąc ich do niewoli.
Podczas II wojny światowej, a dokładniej w trakcie sowiecko-niemieckiej bitwy pancernej, stoczonej na przedpolach Radzymina latem 1944 r., wieś Słupno została niemal doszczętnie zrównana z ziemią, a mieszkańcy wypędzeni. Warto w tym miejscu nadmienić, że wojenne losy mieszkańców zostały szeroko opisane w pierwszej monografii Słupna pt. „Ocalić od zapomnienia”, autorstwa Moniki Jagiełło, wydanej przez Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Słupno w 2010 r.
Tajemnica słupieńskiego Słupa
O tym, że Słupno jest naprawdę starą miejscowością świadczy jego nazwa. Słupno to pochodna nazwa przymiotnikowa, utworzona przy użyciu archaicznego formantu –no. Jej podstawę toponimiczną stanowi określenie „słup”. Mamy zatem do czynienia z osadą, która powstała przy słupie. Pytanie tylko, czym właściwie był ów „słup”? Niestety, niezwykle trudno jest dać jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, ponieważ w okresie średniowiecza fraza „słup” miała wiele zastosowań. Na tym terenie mogła odnosić się zarówno do słupa rozgraniczającego ziemie (lasy) książęce od prywatnych, jak też do oznakowanego palami przejścia przez bagno, ewentualnie konstrukcji wzniesionej na palach. Jak zatem było w przypadku naszego Słupna? Otóż, wśród badaczy dziejów wczesnego średniowiecza panuje obecnie dość powszechny pogląd, iż nazwa ta odwołuje się do słupa, jako drewnianej wieży obserwacyjnej. W „Słowniku etymologicznym języka polskiego” A. Brücknera czytamy: „Przed grodami słowiańskimi stawały nieraz słupy-wieże”. Archeolodzy skłaniają się ku tezie, jakoby właśnie tego rodzaju konstrukcja ustawiona była w naszym Słupnie, stanowiąc ogniwo systemu obrony oddalonego o kilkanaście kilometrów grodu na Starym Bródnie. Zważywszy, że gród ten założono w czasach panowania księcia Siemomysła, ojca Mieszka I, oznaczałoby to, że historia Słupna sięga X-XI w. a więc miejscowość istnieje już od tysiąca lat! Co prawda, nie ma żadnych dowodów w postaci odkryć archeologicznych na istnienie słupa-wieży w tej okolicy, ale za jego lokalizacją w tym rejonie przemawia kilka poszlak, tj.: obecność wydm, ułatwiających obserwację znad wierzchołków drzew czy bezpośrednia bliskość starego szlaku handlowego, wiodącego z Rusi, który stanowił również dogodną drogę dla potencjalnych łupieżczych wypraw. Inna sprawa, że w okresie pokoju załoga wieży mogła ostrzegać podróżnych chociażby przed sezonowymi wylewami Czarnej, albo przed zdradliwymi bagnami występującymi w tej okolicy, radząc omijać np. rozległe trzęsawisko między obecnym Słupnem a Pustelnikiem, znane jeszcze w XIX w. pod nazwą „Czerwona Woda”. (Kto wie, być może to właśnie echa tamtych czasów, stały się kanwą legendy radzymińskiej?).
Roda miń i baczenie miej!
Dla tych, których nie przekonuje teza o słupie-wieży, jest jeszcze jedna alternatywa, która w mojej ocenie także warta jest rozważenia. Być może, sięgające czasów plemiennych, dzieje Słupna biorą swój początek nie tyle od słupa-wieży, ile od słupa w znaczeniu sakralnym? W czasach przedchrześcijańskich mianem słupa określano bowiem drewnianego bałwana, niekiedy też pogański ołtarz, symbolizujący np. Roda – bóstwo związane z tym, co nie minie żadnego człowieka – z przeznaczeniem, śmiercią ale też stanowiące symbol ciągłości życia w obrębie rodu, w kolejnych pokoleniach. Zatem, czy Słupno mogło stanowić niegdyś lokalny ośrodek kultu słowiańskiego? Wydaje się, że położone przy starym, popularnym szlaku, nieopodal okazałych wydm (wzmiankowanych w XV w. pod zagadkową nazwą „Kijeńskie Góry”), w sąsiedztwie bagien i moczarów a do tego otoczone puszczą, w której z dawna zakładane były plemienne cmentarzyska, mogło być dogodnym miejscem do oddawania jakiejś czci lub do obrzędowych spotkań. Niewykluczone też, że po prostu w czasach przedchrześcijańskich stał tu słup jakiegoś bóstwa, (przodek kapliczki przydrożnej), mający przestrzegać podróżnych przed kapryśną rzeką i puszczańskimi moczarami.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że choć teza o słupie-bałwanie nie ma praktycznie żadnego oparcia w dowodach, to jednak reminiscencje dawnych wierzeń wydają się pobrzmiewać w zacierających się już w świadomości tutejszych mieszkańców: nazwach terenowych i wierzeniach ludowych.
O czym szumiała Puszcza Słupieńska i jakie sekrety skrywała?
W średniowieczu, okolice Słupna porastała rozległa puszcza, która zapożyczyła swój przydomek właśnie od nazwy naszej osady. W źródłach pisanych Puszcza Słupieńska pojawiła się po raz pierwszy już w 1484 r. a ówczesny zapis jej nazwy brzmiał: „Slupyenska”. (Gwoli ścisłości dodajmy, że przymiotnik „słupieński” do dziś jest urzędowo uznawany za prawidłowy, chociaż popularniejszą od niego i chętniej stosowaną w mowie potocznej odmianą jest nieoficjalna forma „słupecki”). Puszcza Słupieńska była dużym książęcym kompleksem leśnym, zwyczajowo przypisywanym do Słupna. Rozpościerała się na obszarze od Kawęczyna i Bródna przez Nieporęt aż po granice z Radzyminem, Czarną i Kobyłką. Wg opisu z 1565 r. Puszcza miała w tzw. „objazd” 6 mil, obfitowała w zwierzynę, zwłaszcza sarny, dostarczała wystarczającą ilość drewna budowlanego i opału, a także drwa olszowego i brzeziny. Bartnicy uzyskiwali z niej rocznie 13,5 rączek miodu.
Nie pij, bo Cię Słupecki wyprowadzi!
W kontekście tezy o reminiscencjach dawnych wierzeń należy zwrócić uwagę, że na terenach, które zajmowała Puszcza Słupieńska jeszcze w XV w. funkcjonowały ciekawe nazwy lokalne, ewidentnie przywodzące na myśl skojarzenia z czasami kultu przedchrześcijańskiego tj. m.in.: „Uroczysko” (odnoszące się do części lasu, a nie znaku granicznego), „Pieczysko” (bagno będące zarazem punktem granicznym) a także funkcjonująca jeszcze w XVIII w. nazwa terenowa „Święcienica”. Co ciekawe, wszystkie te miejsca zlokalizowane były właśnie w sąsiedztwie Słupna. Uroczyskiem zwano obszar w rejonie obecnej Wólki Radzymińskiej. W jego obrębie w czasach współczesnych ujawniono ślady starożytnego cmentarzyska. Święcienicą, (wg Z. Glogera słowo to oznaczało święty gaj), nazywano grunty rolne w obrębie obecnej wsi Cegielnia. Z kolei Pieczysko, to bagno na skraju radzymińskiego Aleksandrowa, do dziś nazywane „Piekiełkiem”, gdyż wg miejscowego podania mieszka na nim diabeł).
Ciekawostką może być fakt, iż jeszcze kilka dekad temu, rzeczony diabeł kojarzony był nie tylko przez mieszkańców Aleksandrowa, ale występował też w opowiastkach starszych ludzi z całej okolicy Słupna, Marek a nawet Grodziska. Co znamienne, by nie mówić o czarciej naturze wprost, używano zazwyczaj sformułowania: „Słupecki” albo „Pan Słupecki”, niekiedy ukrywając go pod imieniem „Łukasz”. W anegdotach imć Słupecki był zazwyczaj towarzyszem podróży (czasem ostatniej, zazwyczaj przedostatniej) pijaków, których zwodził na bagna, nieostrożnej młodzieży i przechodniów, którzy pobłądzili w lesie. Niegdyś widywano go pieszo, (w czasach nam bliższych pojawiał się ponoć na starym rowerze). Straszono nim dzieci i przestrzegano dorosłych, by nie zapuszczali się w konkretne rejony lasu i odludne miejsca. Ale to już temat na inną gawędę…
Gdyby jednak ktoś z Państwa zastanawiał się ile w tym wszystkim może tkwić prawdy, a ile fantazji zawsze może to sprawdzić udając się na spacer np. słupieńską ul. Gościniec, biegnącą częściowo po śladzie starego szlaku handlowego sprzed wieków. Kto się dobrze wsłucha, może usłyszy tętent królewskiego zaprzęgu lub dźwięk radzymińskiego dzwonu? A może… rowerowy dzwonek?
Radzyminiak
3/2018