Mapa wsi Nadma, rok 1824
Nadma, licząca niespełna 2 tysiące mieszkańców jest drugą pod względem liczby ludności wsią w Gminie Radzymin. Położona zaledwie 6 km na południowy wschód od Radzymina i bezpośrednio granicząca z miastami: Kobyłka oraz Marki, stanowi atrakcyjny obszar do zamieszkania, doskonale skomunikowany z pobliską Warszawą za sprawą nowoczesnej trasy S8.
Leżąca nad rzeką Czarną i zajmująca ponad 674 ha powierzchni Nadma, podzielona jest na sołectwa: Nadma Stara i Nadma Pólko, a w jej skład wchodzą również liczne przysiółki tj.: Jaworówka, Kozłówek, Zalasek, Kozia Góra oraz Górki. Miejscowość posiada dobrze rozwiniętą infrastrukturę gospodarczą, a przy tym stanowi prężny ośrodek życia społecznego. Mieści się tutaj Szkoła Podstawowa im. Prymasa Tysiąclecia, aktywnie działają: Koło Emerytów i założona w 2011 r. jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej, zaś o kondycję duchową mieszkańców wsi dba istniejąca od 2003 r. parafia rzymsko-katolicka p.w. św. Jana Chrzciciela na czele z ks. proboszczem Grzegorzem Mioduchowskim.
Początki osadnictwa nad Czarną
Charakterystyczne dla tej okolicy uwarunkowania terenowe, a więc piaszczyste wydmy, otoczone mokradłami i lasami, w połączeniu z łatwym dostępem do wody przyciągały pierwszych osadników już w czasach prehistorycznych. Badania archeologiczne potwierdzają, że osadnictwo na terenie Nadmy istniało już w epoce kamienia, a więc można przypuszczać, że podobnie jak na całym środkowym Mazowszu rozpoczęło się jakieś 6.500 tys. lat temu, w okresie późnego mezolitu. Pierwszymi bywalcami w tej okolicy były zapewne niewielkie gromady koczowników, trudniących się łowiectwem, zbieractwem i rybołówstwem. Ujawnione dotąd stanowiska potwierdzają również obecność osadnictwa w okresie neolitu (ok. 4000 –1700 p.n.e.), epoce brązu (1700 – 700 p.n.e.), a także w epoce żelaza, kiedy w okresie halsztackim i lateńskim po okres wpływów rzymskich, a więc już u zarania naszej ery, funkcjonowała tu osada wraz z cmentarzyskiem.
Dla nas jednak najbardziej interesujące wydają się odkrycia związane z okresem średniowiecza, które pozwalają wyprowadzić właściwą metrykę Nadmy, a te datowane są już na przełom XI/XII wieku.
Tajemnica Prusinowej Gaci
Mimo, iż Nadma jako wieś wymieniana jest w źródłach pisanych dopiero od 1577 roku, to jednak sama nazwa topograficzna Nadma pojawia się znacznie wcześniej. Odnajdujemy ją już w przywileju z 1484 r., na mocy którego książę mazowiecki Bolesław V nadał Janowi z Radzymina, jego sukcesorom oraz wszystkim mieszkańcom Radzymina po wieczne czasy prawo korzystania z pastwisk oraz zbierania chrustu i pozyskiwania drewna z lasu zwanego Nadma, rozciągającego się od granic miasta aż do rzeki Czarnej. Rzeczony dokument upoważnia również właściciela Radzymina do założenia stawu oraz młyna na rzece Czarnej, w miejscu zwanym Prusinowa Gać („Prussynowa Gacz”). Cóż takiego kryło się pod ową tajemniczo brzmiącą nazwą? Jak wskazują badacze, była to najprawdopodobniej grobla, umożliwiająca przeprawę przez rzekę Czarną podróżnym, korzystającym z ważnego szlaku handlowego, przebiegającego od przeprawy wiślanej, przez Bródno, Słupno i Radzymin do przepraw na Bugu w rejonie Kamieńczyka i Wyszkowa. Dokładna lokalizacja Prusinowej Gaci nie jest znana, gdyż obiekt nie występuje już w żadnym z późniejszych dokumentów. Możemy jednak domniemywać, że zaginiona grobla znajdowała się gdzieś w rejonie Nadmy, w pobliżu późniejszych osad: Czarna Struga i Pustelnik.
Swoją drogą, już samo istnienie grobli o nazwie Prusinowa Gać daje pewne wyobrażenie o historii okolic Nadmy w średniowieczu. Nie ma co ukrywać, że szczególnie mocne oddziaływanie na wyobraźnię ma przymiotnik „Prusinowa”, wskazujący jakkolwiek na osobowe pochodzenie nazwy. Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy trudno rozstrzygnąć, kim był budowniczy grobli. Osadnikiem o przydomku Prusin? A może nazwa pozostała pamiątką po wczesnośredniowiecznych najazdach Jaćwingów i Prusów (zwanych dawniej Prusinami), które pustoszyły ziemie Mazowsza? Być może to właśnie podczas jednej z takich łupieżczych wypraw najeźdźcy stanęli przed koniecznością zbudowania drewniano–ziemnej przeprawy, mającej im ułatwić pokonanie wijącej się pomiędzy zdradliwymi puszczańskimi mokradłami i rozlewiskami rzeki Czarnej?
To, że Prusinowa Gać musiała już w XV w. być starą nazwą terenową sugeruje fakt, iż we wspomnianym książęcym przywileju wzmiankowana jest jako miejsce, a nie obiekt topograficzny oraz, że stosunkowo szybko uległa zatarciu. Być może stało się tak właśnie za sprawą działalności Pana Kasztelana Radzymińskiego, (gdy wybudował młyn, urządził stawy, umocnił wałem brzegi rzeki oraz przebudował trakt, o istnieniu dawnej grobli naturalnie zapomniano, gdyż pojawiły się w terenie nowe punkty orientacyjne).
Bez względu na to, kim był budowniczy Prusinowej Gaci, stanowi ona dla nas cenną poszlakę wskazującą, że przed rokiem 1484 nie był to rejon zupełnie bezludny. Wszak, ktoś tę groblę nie tylko zbudował ale też nadał jej nazwę, a skoro została wymieniona w dokumencie, musiała już być dość dobrze zakorzeniona w lokalnej świadomości. Podobnie zresztą, jak samo określenie Nadma.
Nadma – to brzmi wyjątkowo
Trudno dać wiarę przekonaniu, że określenie Nadma odnosiło się wyłącznie do kompleksu leśnego, usytuowanego na obrzeżach Puszczy Słupeckiej a rozciągającego się w XV w. od brzegów Czarnej po okolice współczesnego osiedla Wawrzyna oraz wsi Ciemne. Inna sprawa, że jeszcze trudniej znaleźć słownik, który zawierałby hasło „nadma”. Skąd zatem wzięła się nazwa Nadma i co mogła ona oznaczać? Otóż, najprawdopodobniej słowo „nadma”, odnosiło się dawnej do ruchomej, śródlądowej wydmy, oznaczając miejsce, w którym wiatr przenosi lotne piaski. Językoznawcy wskazują, że źródłem słowotwórczym nadmy było wyrażenie dmie, dąć, dmucha, (podmuch wiatru, który piasku nadmie, nadmucha), stąd bliskie pokrewieństwo słowa nadma z wydmą, oraz staropolskim a dziś już prawie zupełnie zapomnianym słowem zadma, oznaczającym dawniej zawieję, zawieruchę śnieżną. Fakt, że w nowożytnym języku polskim słowo nadma w ogóle nie występuje, wskazuje na to, że mamy do czynienia nie tylko z archaizmem, ale być może także regionalizmem. Co ciekawe, jego znaczenie do dziś pozostaje zrozumiałe dla sporej części mieszkańców Nadmy, którzy zapytani o etymologię nazwy wsi wyjaśniają ją w kontekście nawiewanego przez wiatr piasku, ruchomej wydmy. Interesujący jest także historyczny przymiotnik utworzony od nazwy wsi, który brzmiał „nadmeński”, choć współcześnie jako prawidłowego i urzędowego powinno używać się przymiotnika „nademski”.

Co było pierwsze, osada czy las?
Traktowanie Nadmy wyłącznie jako nazwy książęcego lasu budzi wątpliwości. Określenie takie nie miałoby sensu zważywszy, że w całej okolicy występowały wydmy, w niektórych rejonach np. pobliskiego Słupna tak okazałe, że zwane naówczas „górami”. Odnalezienie w terenie wydmowym, porośniętym puszczą konkretnego fragmentu lasu z wydmą, na dodatek wcale nie największą pośród okolicznych, przypominałoby więc przysłowiowe „szukanie igły w stogu siana”. Dlatego o wiele bardziej logiczne a przy tym naturalne, wydaje się nadanie nazwy Nadma jakiejś osadzie, choćby pojedynczemu siedlisku ludzkiemu, zlokalizowanemu na wydmie, w miejscu położonym blisko rzeki Czarnej, ale w miarę bezpiecznym i suchym. Dopiero w takim znaczeniu Nadma stanowiłaby sensowną nazwę topograficzną. (Przykładowo: – Gdzie mieszkacie? Na nadmie, panie. Albo: – Koń mi okulał tam, opodal nadmy co, to na niej kmiecie mieszkają). Dlaczego więc dokument z 1484 r. nie wspomina w ogóle o mieszkańcach Nadmy?
Nie było nas, był las…
Istnienie jakiejś formy średniowiecznego osadnictwa na obszarze dzisiejszej Nadmy potwierdzają odkrycia archeologiczne datowane na przełom XI/XII w. Pytanie, czy możemy uznać je za początki współczesnej wsi Nadma? Czy istnieje pewna ciągłość stałego osadnictwa na tym terenie od bez mała tysiąca lat, skoro dokument z końca XV w. mówi o lesie, a nie o wsi?
Otóż, za istnieniem osadnictwa przemawia szereg poszlak, jak również fakt, iż okolice Nadmy, pomimo pozornie trudnych uwarunkowań terenowych (wydmy, mokradła) odznaczają się obecnością zadziwiająco dobrych gruntów rolnych. Występują tu przeważnie gleby kompleksu piątego (żytni dobry) i ósmego (zbożowo-pastewny mocny), które po uregulowaniu stosunków wodnych i przy właściwym stopniu kultury rolnej można zaliczyć do gleb kompleksu czwartego a nawet drugiego (określanego jako pszenny dobry). Jeszcze nawet dziś użytki rolne w Nadmie obejmują blisko 493 ha, z czego ponad 325 ha stanowią grunty orne, dlatego można domniemywać, że dobre właściwości tutejszych gleb zostały stosunkowo szybko rozpoznane i znane były już w średniowieczu. Należy bowiem zwrócić uwagę, że najżyźniejsze w okolicy ziemie m.in. Nadmy i Słupna pozostały w rękach książęcych a następnie aż do rozbiorów stanowiły własność królewską. W przeciwieństwie do okalających je terenów, które drogą nadań, czy sprzedaży w większości przeszły w posiadanie szlachty.
Reasumując, na początku Nadma mogła być typową, wczesnośredniowieczną wsią, składającą się z pojedynczych oddalonych od siebie sadyb kmiecych i rozrzuconych po lesie pól, powstałych w efekcie karczunku puszczy. Były to właściwie polany, które częściowo uprawiano, po części leżały ugorem a te, które wyjałowiały zamieniano na pastwiska. W ówczesnych czasach, wyraźna granica pomiędzy lasem a wsią zwyczajnie jeszcze nie istniała. A gdy ta z jakiś powodów wymierała (powszechne były wówczas epidemie, klęski żywiołowe lub będący ich następstwem głód), las na powrót zajmował ziemie, które wcześniej człowiek w takim trudzie mu odebrał. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy zatem zaryzykować tezę, że taki właśnie ponury los stał się udziałem Nadmy w XV wieku. Okolica ta mogła być zatem nie tyle bezludna, co raczej wyludniona.
Pod rządami Pana Zaliwskiego
O istnieniu odtworzonej na nowo, czyli już lokowanej wsi Nadma, informują źródła pisane z 1577 r. i 1580 r. Dowiadujemy się z nich, że wieś liczyła wtedy 10 stałych mieszkańców i była własnością królewską, którą dzierżawił nie byle kto, bo sam Bartłomiej Zaliwski herbu Junosza, chorąży liwski w latach: 1573 – 1593. Pan Zaliwski, jako człowiek wykształcony (studiujący na Akademii Krakowskiej w 1557 r.) piastował szereg ważnych funkcji i cieszył się powszechnym uznaniem. W 1573 r. był posłem województwa mazowieckiego na pierwszy w dziejach sejm konwokacyjny (zwołany po śmierci króla Zygmunta Augusta), a rok później jako poseł koronny z powiatu liwskiego uczestniczył w sejmie koronacyjnym, na którym wyłoniono pierwszego polskiego króla elekcyjnego Henryka Walezego. Ciekawostką może być fakt, że Bartłomiej Zaliwski jako starosta warszawski w 1576 r. towarzyszył w podróży przez naszą okolicę samemu królowi Stefanowi Batoremu. Co prawda, nie wiemy, czy monarcha znalazł chwilę, aby zlustrować swe nadmeńske włości, z pewnością podczas przejazdu widział Słupno. Niemniej, ówczesny zarządca Nadmy i Słupna był niejako gospodarzem i przewodnikiem królewskiego orszaku, który 10 lipca zatrzymał się w Radzyminie na ucztę i nocleg, aby w dniu następnym wyruszyć w dalszą drogę do Kamieńczyka i Ostrowi Maz. a stamtąd przez Łomżę do Tykocina.
Na głos dzwonu…
Wraz z osiedleniem się w Kobyłce jezuitów (1755 r.), przypisana do kobyłkowskiej parafii Nadma, podobnie jak inne wsie w okolicy, objęta została działalnością misyjną. Zakonnicy w ramach tzw. misji ludowych odwiedzali wioski, gdzie co najmniej przez tydzień prowadzili naukę katechetyczną. Odbywała się ona w odświętnie udekorowanym obejściu, mieszkańcy zbierali się na nią dwa razy dziennie wzywani dźwiękiem dzwonu rankiem, przed rozpoczęciem prac a następnie wieczorem, po powrocie z pola. Popołudniami z kolei, odbywały się nauki dla dzieci. Zwieńczenie misji w danej wsi, stanowiła spowiedź i komunia święta.
Kres misyjnej działalności jezuitów na naszym terenie przyniosła kasata zakonu w 1773 r., która stała się swoistą zapowiedzią nadchodzących ciężkich czasów. Rzeczpospolita chyliła się ku zupełnemu upadkowi, na domiar złego w 1795 r. kobyłkowską parafię, w tym Nadmę nawiedziła epidemia morowego powietrza, która zdziesiątkowała ludność.
Bunt, czy walka o wolność i uwłaszczenie?
W okresie rozbiorów okolice Nadmy stały się świadkiem epizodów wszystkich ważniejszych zrywów i walk narodowowyzwoleńczych. Począwszy od Insurekcji Kościuszkowskiej i bitwy pod Kobyłką w 1794 r., poprzez zwycięską bitwę pod Radzyminem w wojnie polsko-austriackiej 1809 r. aż do Powstania Styczniowego i związaną z nim potyczką pod Markami oraz egzekucjami dokonywanymi na powstańcach w lasach pobliskiej Czarnej Strugi. Sama Nadma, pozostająca niejako na uboczu wielkich zrywów, szczególnie ciekawą formą aktywności odznaczyła się jednak podczas Powstania Listopadowego, kiedy to w okresie od 15 grudnia 1830 r. aż do 24 marca 1832 r. włościanie zbuntowali się i zaprzestali odrabiania pańszczyzny, co zdaniem ówczesnego dzierżawcy majątku Piotra Valintin d’Hauterive miało wynikać z ich „błędnych wyobrażeń o wolności w czasie rewolucji” oraz „zastarzałego uporu”, natomiast w opinii samych włościan z powodu klęski i zniszczeń wojennych.
Allewiacje, licytacje
W XIX w. wieś Nadma stanowiła własność rządową i wraz z Maciołkami wchodziła w skład Dóbr Słupno, gdzie znajdował się dwór dzierżawcy całego majątku. A właściwie kolejnych dzierżawców, bowiem ci zmieniali się nader często. Do dziś na kobyłkowskim cmentarzu zachował się chociażby nagrobek wieczysto dzierżawczyni owych dóbr, Teresy Jerzmanowskiej, zmarłej w 1841 r. Kolejnym dzierżawcą był jej zięć, wspomniany już Piotr Valintin d’Hauterive. (Najwyraźniej jednak scheda po teściowej nie przyniosła mu szczęścia, ponieważ już w 1849 r. dobra zostały ponownie wystawione do dzierżawy). Inna sprawa, że w owym czasie nie tylko jemu brakowało szczęścia. Rzec by można jak nie bunty, to kaprysy pogody, które w XIX w. występowały nader często. Co prawda, straty ponoszone przez zarządcę i włościan z powodu klęsk uprawniały ich do ubiegania się o ulgi podatkowe, czyli tzw. „allewiacje”. Warunkiem była utrata minimum 2/3 szacowanego rocznego dochodu. Niestety, w praktyce najczęściej kończyło się to długotrwałym postępowaniem, gdyż organy carskiej administracji często odwoływały się od niekorzystnych dla siebie wyroków sądowych i oskarżały poszkodowanych o nadużycia. (Przykładem może być sprawa allewiacyjna z 1817 r., w której Skarb publiczny występował m.in. przeciwko włościanom Nadmy, Słupna i Maciołek). Problemy finansowe sprawiły, że już pod koniec I pol. XIX w. na wyrąb poszły nadmeńskie lasy, a wraz z kolejnymi pożyczkami rosło obciążenie hipoteczne dóbr, czego następstwem były przymusowe licytacje i sprzedaż działek. Tak powstał m.in. folwark Pólko.
Co ciekawe, pomimo trudności gospodarczych Nadma rozwijała się wyjątkowo prężnie. W 1827 r. liczyła 41 domów i 328 mieszkańców, zaś w 1885 r. miała już 540 mieszkańców, którzy posiadali w sumie 1025 morgów ziemi, podczas gdy majątek dworski uszczuplił się do 20 morgów.
Pistolet Janka i siekiera od wujka oraz inne ciekawostki

Bezsprzecznie, najsłynniejszym jak dotąd nadmiakiem jest urodzony 12 II 1891 r. w majątku Nadma-Pólko kpt. inż. Jan Gaudenty Skrzypiński (zm. 7 XII 1939r.). Znany konstruktor broni i współautor (wraz z Piotrem Wilniewczycem) legendarnego polskiego pistoletu „ViS”, tutaj się wychował a następnie uczęszczał do szkoły elementarnej w Radzyminie. Folwark Pólko należał do jego matki, Karoliny z Grabanów, która zamieszkała w nim wraz z mężem, Tadeuszem – lekarzem weterynarii.
Zapewne niewiele osób wie, że z Nadmą związana jest poniekąd także postać Zygmunta Glogera – znanego etnografa, historyka i archeologa. Otóż, w kolekcji Glogera znajdowała się prehistoryczna siekiera krzemienna, którą podarował mu Aleksander Woyno h. Ślepowron (1819-1891) – stryjeczny brat matki Glogera. Badacz z dumą podkreślał, że została ona znaleziona przez jego wuja właśnie w… Nadmie!
Z kolei, w okresie II RP Nadma (określona jako Nadma Wielka) była miejscem badań nad gwarami Mazowsza, prowadzonych przez warszawski ośrodek dialektologiczny pod kierunkiem Witolda Doroszewskiego. Materiał zebrany od mieszkańców wykorzystany został w publikacji H. Friedricha „Studia nad nosowością w gwarach Mazowsza”.
Historyczne tajemnice kryje nie tylko nadmeńska ziemia, ale również przestworza. 3 września 1939 r. niebo nad Nadmą stało się areną słynnej, samotnej walki por. pil. Wojciecha Januszewicza ze 111. Eskadry Myśliwskiej z trzema meserschmittami bf 110. (Szczątki jednego z nich zostały odnalezione w 2016 r. podczas budowy trasy S8). Kolejny lotniczy, ale tym razem tragiczny epizod rozegrał się w rejonie Nadmy latem 1944 r., kiedy to radzieckie samoloty ostrzelały prowadzoną przez Niemców kolumnę wysiedlonych mieszkańców Wołomina. Wielu z nich zginęło, ale hitlerowcy nie pozwolili ocalałym na postój i pogrzebanie ofiar.
Dla porządku dodajmy, że pamiątką po dramatycznych wydarzeniach II wojny światowej na tym terenie jest zachowany do dziś niemiecki bunkier typu Regelbau 514 , wybudowany nieopodal wsi w 1941 r. w ramach umocnień przedmościa Warszawy).
Wisienka na torcie, czyli nadmiaków portret własny z początku XX w.
Skoro już o ciekawostkach mowa, to warto na zakończenie odwołać się do niezwykle interesującego artykułu autorstwa niejakiego „Nadmiaka”, który ukazał się na łamach legendarnej „Siewby” w 1906 r. Oto jego najciekawsze fragmenty:
(…) Chcę przemówić słów kilka do ukochanych czytelników (…) o naszej dużej, a tak bardzo głuchej i cichej wsi „Nadmie” (gm. Radzymin); bo ile znam nasz powiat i okolicę, to zdaje mi się, że „Nadma” ze wszystkich wsi jest najbardziej oziębłą na wszystkie dobre zapoczątkowania. Nie chcę potępiać tak całej wsi, znajdą się bo tu jeszcze ludzie dobrej woli, którzy pragną wprowadzić dobre rzeczy, jak naprzykład szkołę, biblioteczkę, sprowadzić gazet kilka; ale takich jest niewielu, a większość jeszcze to nawet przeszkadza im w tej pracy. A teraz pytam, przez kogo nasza wieś zasługuje dziś na hańbę? Śmiało powiedzieć mogę, że przez was, karciarze! Jest was już tak wiele, że prawie cała wieś należy do was, nicponie! Wy regularnie w sobotę od 5-ej, do 6-ej w niedzielę rano grywacie w karty, a w czasie nabożeństwa aż się wam w gardłach gotuje, tak wygodnie i smacznie śpicie. Ale pamiętajcie, że zdacie przed Bogiem rachunek za gwałcenie 3-go przykazania, które każe dzień święty święcić. Również i ci, co w karty nie grywają, a przeważnie sami honorowi gospodarze, także wielką hańbę swojej wsi przynoszą; bo wszyscy, co mają za co i z czem, idą do tej przeklętej karczmy i tam ci rozumni ludzie, wybrani gospodarze, przy szklance piwa marnują najdroższe dwie rzeczy: pieniądz, na który ciężko pracują i czas, który się już nie wraca. Otóż przez was, nałogowi pijacy i karciarze, jestem zmuszony hańbę wsi naszej przypisać, a nie sławę!
Wspomnę tu jeszcze, rok 1903 i 1904; kiedy w 3-cim roku, z powodu ulewnych deszczów, prawie wszystko było zatopione, wtenczas ludzie w naszej wsi uczyli się poznawać Boga; kiedy zaś znowu w następnym roku 4-tym Bóg nie pobłogosławił urodzaju z powodu upałów i strasznej suszy, znów nasza wieś została nawiedzona straszną klęską. Wtenczas rzekłbyś, kochany czytelniku, że szczęśliwi ludzie mieszkają w tej wsi; do kościoła chodzili, szczerze się modlili, zbierali na nabożeństwa i Pana Boga błagali. Wódki ani piwa nie pili, skromnie i porządnie żyli. Wówczas ksiądz z ambony głosił: „Nadma, Nadma, największa w mojej parafii wieś, i ładna”. Śmiało rzec mogę, że wtenczas znali Boga, kiedy była trwoga. Otóż, kochani bracia! A najbardziej ze wsi „Nadma”, przemawiam do was w te słowa: proszę was, porzućcie te piekielne nałogi! (…) .

„Zegarmistrze”, czy miotlarze?
Mając powyższe na uwadze, należałoby pewnie również wspomnieć o wywodzących się z „zamierzchłej przeszłości” XX w. dwóch charakterystycznych określeniach, stosowanych w odniesieniu do mieszkańców Nadmy. Oczywiście dlaczego zwano ich miotlarzami, chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać (jest to pamiątka po wyrabianych na handel przez nadmeńskich rękodzielników bardzo dobrej jakości miotłach). A dlaczego „zegarmistrze”? No cóż, to z kolei określenie zarezerwowane dla fachowców z pewnej branży, bynajmniej nie naprawczej i nie rękodzielniczej, aczkolwiek sprawności rąk wymagającej. Ale to już całkiem inna historia… 🙂
Radzyminiak
1/2018