Powieść mego życia

Ferdynand Hoesick
Ferdynand Hoesick

Wakacje w roku 1879, 1880, 1882 spędziłem na wsi, w Wołominie, na prawym brzegu Wisły, o 16 wiorst od Warszawy, tuż przy pierwszej stacji kolei warsz.-petersburskiej. Wołomin był to majątek starych Ehestadtów, dzierżawiony przez ich zięcia a mojego wuja, Gustawa Granzowa, stale przez nas “wujaszkiem Guciem” nazywanego. Czym Mickuny dla Słowackiego, a Szafarnia dla Chopina, tym dla mnie był Wołomin; a jeżeli wieś polska jako najczystszy, najbardziej lechicki wytwór obyczaju polskiego, jako rdzennie polskie środowisko i otoczenie, dające możność ciągłego i bezpośredniego stykania się z ludem, nie może pozostać bez silnego wpływu na serdeczne przywiązanie się do ziemi rodzinnej, do ojczyzny, to w moim życiu odegrał tę rolę Wołomin.

Zbrodnia w Klembowie

Zeznanie Zamłyńskiego, dotyczące zbrodni, jakkolwiek było bardzo ważnem, nie dawało jednak poznać spólników napadu. Dzięki wszakże energicznemu wzięciu się do rzeczy sędziego śledczego, p. Wismonta, sprawa cała już niemal wyjaśniła się wkrótce. Jedna ze starozakonnych mieszkanek Radzymina wyszedłszy przed dom o godzinie 11 wieczorem tegoż samego dnia, w którym zbrodnia została dokonaną, usłyszała, jak Ołdak zmawiał się z Mateuszem Jasińskim, właścicielem dwóch domów w Radzyminie, o rychły wyjazd, zalecając mu pośpiech w zaprzęganiu koni. Ołdak dostrzegł że jego rozmowę z Jasińskim podsłuchała żydówka; zbliżył się więc natychmiast i wymógł na niej przyrzeczenie, iż z rozmowy jaką słyszała, nikt ani jednego nie dowie się słówka. Widocznie jednak los nie sprzyjał zabójcom. W tej samej bowiem chwili, w której Ołdak umawiał się z żydówką, stał z boku jakiś niemiec, który rozumiejąc dobrze żargon żydowski, całą rozmowę Ołdaka z żydówką przytoczył na zeznaniu sądowem.