Przedwojenny Jadów był brudnym i bardzo zaniedbanym miasteczkiem – z powodu braku kanalizacji, uliczne rynsztoki były pełne, co łatwo dawało się odczuć w powietrzu już od granic miasta. Jadów liczył przed wojną około 2500 mieszkańców, w większości Żydów, Polaków było ok. 800 osób.50 Zarówno same miasteczko jak i okoliczne wsie były biedne, w Jadowie w niektórych izbach mieszkało nawet do 10 osób. Obie społeczności – Żydowska i Polska, żyły obok siebie i kontaktowały się na minimalnym, niezbędnym poziomie – były to głównie relacje handlowe. Relacje towarzyskie należały do rzadkości i dotyczyły prawie wyłącznie inteligencji z obu stron. Nie zasymilowani Żydzi nie mówili po polsku, stronili od kontaktów z Polakami, wręcz się izolowali. Większość, chodząca w chałatach, nawet w obecności Polaków rozmawiała ze sobą po żydowsku. Dzieci żydowskie, niepochodzące z rodzin zasymilowanej inteligencji, a uczęszczające do szkoły w Jadowie, na ogół nie przyjaźniły się z polskimi rówieśnikami. Nie było też przed wojną mieszanych małżeństw. Polacy nie byli zapraszani na żadne żydowskie uroczystości, sami też nie garnęli się do kontaktów z Żydami.

Żydzi byli przed wojną radnymi, ale nie obejmowali stanowiska wójta. Mieli wiele organizacji społecznych, ale czysto żydowskich, nie angażowali się w działalność związaną z polską państwowością. Większość miała poglądy lewicowe. Bożnica mieściła się na rogu ul. Poniatowskiego i ul. Kościuszki. Stoi tam obecnie pawilon handlowy – budynek synagogi został przez Niemców rozebrany, a materiały wykorzystane, podobnie jak część macew z miejscowego kirkutu, przy budowie lotniska w Zawiszynie.

Ludność żydowska zdominowała handel i usługi, sklepiki znajdowały się zarówno przy ulicach, jak i na niektórych podwórkach. Wszystkie sklepy spożywcze w Jadowie, z wyjątkiem niektórych masarskich, były żydowskie. M.in. na rogu Rynku i ul. Poniatowskiego sklep ze słodyczami prowadził kupiec Szlama51, przystojny mężczyzna, ubierający się po europejsku, który miał niską, drobną żonę i dwóch synów. Przed sklepem Szlamy był zainstalowany głośnik radiowy i wielu Jadowian gromadziło się tam, by słuchać wiadomości. (m.in. w czasie wojny żydowscy kupcy, stojący pod sklepem Szlamy cieszyli się 03.09.39 roku na wiadomość o wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Wielką Brytanię). Grynberg był właścicielem wytwórni wód gazowanych koło apteki.52

Na targu pomiędzy żydowskimi kupcami panowała zmowa cenowa, wspomniani kupcy nie mieli w zwyczaju, oferowania chłopom, za ich towar, innych cen niż kolega z sąsiedniego straganu. W 1932 roku w Jadowie doszło do zamieszek polsko-żydowskich na tle gospodarczym. Żydzi z Jadowa wykupili prawo do pobierania opłat za wjazd furmanek na rynek i podnieśli opłaty o 50%. Chłopi zaczęli przewracać stragany na rynku, policjanci strzelali w powietrze, podobno strzelali niektórzy Żydzi z balkonów, zabłąkana kula zabiła jednego starszego chłopa ze wsi Osęka. Sołtysem w Jadowie był wówczas Jan Dzięcioł.53

Tuż przed wojną miejscowi endecy organizowali bojkot sklepów żydowskich, było ich jednak w Jadowie tylko 4-5, ich wpływ na życie miasteczka był niewielki, zaś reakcja miejscowej policji na tego rodzaju akcje była bardzo zdecydowana. Na wypadek ewentualnych akcji organizowanych przez endeków miejscowi Żydzi zorganizowali samoobronę, jednym z jej członków był Zielonagóra, który paradował po Jadowie z pasem – koalicyjką i kaburą, prawdopodobnie ze straszakiem. Czasami pobili się między sobą polscy i żydowscy chłopcy.54 Generalnie jednak relacje były poprawne i nie było większych napięć we wzajemnych stosunkach.

Najbardziej znani mieszkańcy przedwojennego Jadowa:

  1. dr Ludwik Wiśniewski, słynny lekarz i społecznik – jadowski „Doktor Judym”, założyciel szpitala i remizy strażackiej, zmarł przed likwidacją getta, konduktowi pogrzebowemu przyglądało się wielu Żydów, zamkniętych w getcie.
  2. Jan Dzięcioł – sołtys, podczas okupacji w konspiracji, własną furmanką wywiózł ze szpitala rannego partyzanta zagrożonego aresztowaniem.55
  3. Przodownik policji Aleksander Czarnecki – w czasie okupacji powiązany z AK i bardzo zasłużony dla społeczności Jadowa.
  4. Naczelnik poczty Rosa, zakładał Związek Walki Zbrojnej, kontrolował na poczcie w Jadowie (a potem w Tłuszczu) donosy wysyłane do Niemców – było ich sporo, ostrzegał mieszkańców Jadowa, po telefonicznej informacji z poczty w Tłuszczu, o wyjeździe niemieckich żandarmów z Tłuszcza do Jadowa.56
  5. Kazimierz Gębicki – kierownik szkoły w Jadowie, wybitny nauczyciel
  6. Tadeusz Górski – właściciel apteki
  7. Kret – lekarz weterynarii
  8. Finkielman – restaurator, dzierżawił koncesję na hurtowy handel alkoholem od Bijocha, ociemniałego żołnierza z 1920 roku.57
  9. Weinsztok – właściciel dużej hurtowni spożywczej.

W czasie kampanii wrześniowej pod Sulejowem koło Nowinek zestrzelony został samolot PZL 23 Karaś, co najmniej jeden z lotników ocalał58 i próbował ostrzec miejscowych chłopów by nie zbliżali się do samolotu, w którym były bomby. Uważali oni strącony samolot za niemiecki i biegli w jego kierunku.59 Kilka osób zginęło od wybuchu bomb i paliwa z samolotu. Na cmentarzu w Jadowie leży dwóch pilotów z innego polskiego samolotu, który zestrzelony spadł koło stawów w Jadowie – porucznik obserwator Kazimierz Nowak i kapral pilot Jan Gryc. Zginęli 08.09.39 r.60

Po zajęciu przez Niemców Jadowa we wrześniu 39 r. na miejsce polskiego wójta Augustyna Siedleckiego61, nowym wójtem został niemiecki kolonista z Czubajowizny, z okolic Wołomina – Schroeder.62 Dobrze traktował polską ludność, podobnie jak Czarnecki także ostrzegał osoby zagrożone podczas okupacji. Po wojnie był sądzony i uniewinniony. Niemcy zamknęli w kościele polskich jeńców oraz osoby, które podejrzewali o bycie żołnierzami. Ludność żydowską zapędzili do rozmaitych prac. Przez pierwsze ok. 3 miesiące okupacji, Niemcy wprowadzili obowiązek zdejmowania czapki przed niemieckimi żołnierzami, za jego nie przestrzeganie bili. Po wspomnianych 3 miesiącach wymagali zdejmowania czapek wyłącznie od Żydów.

Wielu młodych Żydów, na początku okupacji niemieckiej, uciekło na tereny okupowane przez Rosjan. Z rynku odjeżdżały wynajmowane furmanki z nimi. Raz widziałem grupę ok. 30 młodych Żydów odjeżdżających z rynku w stronę granicy na Bugu.63

Policjantami granatowymi w czasie okupacji, oprócz komendanta Czarneckiego, byli także: Matuszewski, Matyja, Nieradko, Mosoń Mieczysław.64 Matyja w czasie wojny, wymuszał od kupców (żydowskich) zakupy po niskich, przedwojennych cenach. Przede wszystkim inni policjanci obawiali się go, podejrzewając, że może być niebezpieczny dla miejscowej organizacji podziemnej. Z powodu tych obaw oraz nagannego zachowania został zlikwidowany przez AK65 z Wołomina. Kiedy kupił gazetę i szedł po rynku w stronę fryzjera, podbiegło dwóch mężczyzn w płaszczach, zastrzelili go i zabrali pas z bronią. Matyja wyczuł tuż przed zamachem, że coś się szykuje, nie próbował się bronić, tylko uciekał ale został dogoniony i zastrzelony. Jeden z zamachowców, zdenerwowany – teren był trudny, otwarty rynek, pozbawiony drzew, obcy rzucali się w oczy, tuż przed zamachem przeszedł koło Augustyna Siedleckiego. Komendant Czarnecki strzelał z balkonu posterunku w powietrze, by zademonstrować, że strzela do napastników. Czarnecki był prawdopodobnie w zmowie z AK-owcami, decyzja o likwidacji Matyji zapadła w porozumieniu z nim lub nawet na jego wniosek.

Nieradko zginął na stacji w Urlach podczas wspólnego patrolu z Mosoniem. Podobno kiedy Mosoń na chwilę się odłączył, Nieradko chciał zrewidować, na peronie kolejowym, osoby z paczkami i został przez nie zakłuty nożem, w trakcie rozmowy z legitymowaną osobą. Mosoń znalazł go umierającego na peronie. Mieczysław Mosoń, bardzo przystojny mężczyzna pochodzący z Jasła, miał dziewczynę – piękną Żydówkę Lonię66, siostrę żony Komendanta Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie w Jadowie – Zbanowicza, którą prawdopodobnie razem z małym synem Zbanowicza67 ukrywał na Podkarpaciu u swojej rodziny. Po wojnie Mosoń ożenił się z nią i mieszkał w okolicach ul. Wileńskiej lub Ząbkowskiej w Warszawie. Mosoń utrzymywał bliskie relacje z kilkoma rodzinami żydowskimi. Z uwagi na powiązania wszystkich policjantów z AK, kontakty Mosonia oraz wysokie morale komendanta Czarneckiego, także w czasie całej okupacji stosunek policjantów granatowych do ludności żydowskiej był życzliwy. Nie jest znany przypadek, by polski policjant z Jadowa np. zastrzelił Żyda w czasie okupacji. Natomiast w razie przyprowadzenia przez kogoś zatrzymanego Żyda na posterunek, był on wydawany z posterunku niemieckim żandarmom, którzy go rozstrzeliwali.68

Czarnecki chronił mieszkańców przed niemieckimi żandarmami, działał system ostrzegania, kiedy żandarmi z Tłuszcza wyjeżdżali do Jadowa, Czarnecki informował o tym mieszkańców miasta. We wsi pod Jadowem policjanci z Jadowa aresztowali za kradzieże dwóch mężczyzn. Zatrzymani szantażowali policjantów, że ujawnią Niemcom różne informacje o nich. Na wniosek policjantów przyszedł oddział partyzantów, „uprowadził” aresztantów i zastrzelił ich w lesie przy drodze do Sulejowa. Niemcy, którym policja zameldowała o odbiciu aresztantów, natychmiast rozstrzelali całą rodzinę aresztowanych, razem z dzieckiem oraz spalili dom. Dopiero kilka dni potem znaleźli ciała dwóch „uprowadzonych” aresztantów, wtedy zorientowali się w swojej pomyłce. Po wojnie Czarnecki wyjechał na Ziemie Odzyskane, był przez 2 miesiące aresztowany jako były policjant granatowy, ale nawet komuniści z Jadowa wystawili mu dobrą opinię i został zwolniony.

Partyzanci zastrzelili także, podczas okupacji, dziedzica z Podłęża – Horodeckiego69, razem z konkubiną Grabowską, na drodze z Urli, za kolaborację z Niemcami oraz właścicielkę restauracji w Sulejowie, pochodzącą z Radzymina, za straszenie osób trzecich niemieckimi żandarmami.

Po utworzeniu getta w Jadowie, wiosną 1940 roku, do miasteczka zostali przesiedleni Żydzi z Sulejowa, Strachówki, Wujówki, częściowo z Tłuszcza, który był spalony w 1939 roku. Liczba Żydów wzrosła prawie do 2700.70 Przewodniczącym Rady Żydowskiej w czasie okupacji był Finkielman – hurtownik alkoholu.71 Getto znajdowało się w północnej części miasteczka, w granicach od rynku do obecnego posterunku policji, potem do ul. Polnej i wzdłuż ul. Polnej do wysokości Kościoła. Żydzi w getcie nosili opaski. Teren getta był odgrodzony potrójnym drutem, który jedynie oznaczał teren getta, gdyż nie utrudniał wyjścia. Opuszczanie getta było łatwe, choć zabronione i wiązało się z poważnym ryzykiem w razie zatrzymanie poza terenem getta przez żandarmerię. Niektórzy Żydzi wypuszczali się poza getto na handel. Pierwszymi żydowskimi ofiarami niemieckiej okupacji, jesienią 1940 r., był mieszkaniec getta, który z osobą towarzyszącą wyszedł z getta w Jadowie, by oferować usługi szklarskie w okolicznych wsiach. Oboje zostali zastrzeleni, przez żandarmów, w połowie drogi od granicy Jadowa do cmentarza żydowskiego. Ich zastrzelenie wywołało szok w miasteczku. Mimo, że za wszelkie kontakty z mieszkańcami getta, zwłaszcza za dostarczanie żywności, formalnie groziła kara śmierci – prasa wydawana podczas okupacji, tzw. „szmatławce”, cały czas przypominała o sankcjach za pomaganie Żydom, Polacy, o ile w miasteczku nie było Niemców, przychodzili do getta sprzedawać żywność, kontakty handlowe w samym Jadowie były w praktyce, przez cały czas istnienia getta, swobodne. Przez teren getta przebiegała „eksterytorialna” droga prowadząca do Urli (ulica Kościuszki), na innej ulicy przecinającej w getcie drogę do Urli stał szlaban, obsługiwany przez żydowskich milicjantów ze służby porządkowej.

W Jadowie nie było w ogóle posterunku niemieckiej żandarmerii, posterunki znajdowały się m.in. w Budziskach i w Tłuszczu. W Jadowie znajdował się jedynie posterunek policji granatowej. Za porządek w getcie odpowiadała żydowska służba porządkowa, jej szefem był Zbanowicz, były sklepikarz (wraz z synem przeżył wojnę, jego żona zginęła), podobno wraz z grupą żydowskich rzemieślników i milicjantów był wywieziony do Warszawy, prawdopodobnie już po deportacji mieszkańców getta72 po wojnie zjawił się w Jadowie, by sprzedać swoje nieruchomości. Jako milicjant w getcie pozostał, przynajmniej wobec Polaków, kulturalnym człowiekiem. Inny milicjant nazywał się Git. Niektórzy z milicjantów nie wahali się używać przemocy wobec mieszkańców getta, zachowywali się służalczo wobec żandarmów, popisywali się swoją dyspozycyjnością73. Złe traktowanie Żydów przez milicjantów, nawet bicie pałkami, miało miejsce podczas wizyt żandarmów, po ich odjeździe, gorliwość milicjantów od razu malała. Żydowscy milicjanci zajmowali się m.in. zbieraniem pieniędzy od mieszkańców getta. Żydzi w Jadowie wiedzieli o mordowaniu społeczności żydowskiej w Treblince, liczyli jednak na to, że Rosjanie zdążą uratować ich przed Zagładą.74

Hauptwachtmeister Stein

Nadzór ze strony niemieckiej nad całą okolicą sprawowali żandarmi z posterunku w Tłuszczu, których wg. różnych relacji, w różnych okresach było 4-5. Byli to: gruby komendant o nieznanym nazwisku, Stein, Schefeld oraz volksdeutsch z Kaszub o przezwisku „Rudy Gucio”:75 Żandarmi zabijali w ogrodach za budynkiem gminy. Stein był wysokim, przystojnym mężczyzną, w wieku około 32-34 lata. Ciemny blondyn o czerstwej twarzy, z małą brodawką przy ustach. Nie mówił w języku polskim, był bardzo odważny, wyjątkowo bezwzględny i okrutny, ludność panicznie się go bała. Nosił karabin i pistolet, czasami chodził z rosyjską pepeszą lub z niemieckim MP. Był znakomitym strzelcem, jadąc furmanką potrafił strzelać do biegnącego polem kota. Stein poruszał się motocyklem lub samochodem, czasem rekwirował jedyną w okolicy furmankę na gumowych kołach ze wsi Sitno. Byłem świadkiem jak Stein, we wsi Szewnica, wystrzelał z flowera, p. Ziółkowskiemu, całe stado gołębi, których nie wolno było trzymać. Stein po kolei trafiał wszystkie latające ptaki, co potwierdza jego wysokie umiejętności strzeleckie, a następnie kazał sobie je zapakować do worka.76

Grupa miejscowych Akowców, 3-4 osoby, usiłowała wiosną 1944 roku zastrzelić Steina w lesie pomiędzy Nowinkami a Mokra Wsią, przed przejazdem kolejowym, zasadzając się w zagajniku. Jednym z uczestników zamachu był Jan Suchenek z Nowinek. Akowcy ostrzelali Steina (i innych żandarmów), który będąc doskonałym strzelcem ranił Jana Suchenka w rękę. Akowcy zbiegli w las, rana Suchenka okazała się ciężka, ręka pozostała niewładna.77

Schefeld był volksdeutschem, niemieckiego pochodzenia, przed wojną był wachmistrzem w 7 Pułku Ułanów w Mińsku Mazowieckim, brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej w 1920 roku. Także zachowywał się bezwzględnie.78 Żandarmi z Tłuszcza przyjeżdżali do Jadowa przeważnie w środy, podczas dni targowych. Schefeld odwiedzał w Jadowie młynarza Czerwińskiego, który też był uczestnikiem wojny w 1920 roku i podobno kolegą frontowym Schefelda. Stein i Schefled aresztowali raz dwóch mieszkańców Sulejowa, Stanisława Lewandowskiego i Jana Kondraszewskiego, zawieźli na tzw. Kozią Górkę79 koło Tłuszcza, kazali wykopać dół, a następnie się rozebrać. Wtedy Lewandowski odepchnął żandarmów i uciekł w las. Następnie wskoczył na konia pasącego się na łące we wsi Rysie i uciekł do gajowego Sokalskiego w Oblach. Kondraszewski zginął. Lewandowski zginął niedługo później, w czasie przechodzenia frontu wojennego, zastrzelony przez własowców w Sulejowie, których witał biorąc ich za Armię Czerwoną, zdezorientowany ich rosyjską mową.

Żandarmi z Tłuszcza zabili także w dniu 29 XII 1943 roku Józefa Laskowskiego z Wujówki, lat 36, dowódcę plutonu AK, zamożnego gospodarza. Żandarmi jechali do niego z jakąś sprawą, Laskowski źle ocenił sytuację, na ich widok zaczął uciekać i został zastrzelony.80 W 1943 roku żandarmi aresztowali w Sulejowie, w restauracji, harmonistę Gąsiorka oraz towarzyszącego mu skrzypka, za granie podczas żałoby stalingradzkiej. Obaj trafili do Oświęcimia i tam zginęli. W 1942 żołnierz Wehrmachtu zastrzelił, na groblach w Jadowie, Aleksandra Płacheckiego – powód nieznany.

Na dzień przed likwidacją getta w Jadowie, Niemcy kazali sołtysom okolicznych wsi podstawić podwody. Furmanki były przeznaczone do zabrania ciał osób, które przewidywano zastrzelić z powodu niezdolności do marszu lub, które nie chciałyby opuścić domów. Przy drodze do Tłuszcza, kilkadziesiąt metrów przed żydowskim cmentarzem, wykopano dół na zwłoki – miał wymiary 10 na 15 metrów.81 Całość deportacji przeprowadziło około 12 żandarmów, z których 4-6 było z Tłuszcza, pozostali z Budzisk.82

Deportacja zaczęła się w czwartek, 22.IX.1942, o 6.00 rano. Do akcji zostali zmobilizowani polscy policjanci z Jadowa w liczbie 4 i z Tłuszcza oraz żydowscy milicjanci. Wg. świadków, którzy obserwowali przebieg deportacji z okien lub innych zakrytych miejsc, polscy policjanci zachowywali się biernie, nie używali przemocy. W czasie deportacji żandarmi rozstrzeliwali na miejscu osoby chore i starsze, które nie opuściły domów. Ich zwłoki w liczbie co najmniej 40 były wywiezione wspomnianymi podwodami, do wykopanego dołu przy szosie jadowskiej, koło cmentarza żydowskiego i zakopane. (Zostały ekshumowane przez żydowskich więźniów pod nadzorem żandarmów wiosną 1944 okolice maja i wywiezione do Treblinki.) Furmanki kursowały non stop. Żydowscy milicjanci uformowali w getcie pochód – kolumnę po 5 osób, który przeszedł, w asyście niemieckich żandarmów i granatowych policjantów ul. Poniatowskiego (dawna Warszawska) w stronę Zawiszyna, a następnie Łochowa. Jedną z pierwszych ofiar w pochodzie był idący na końcu kolumny starszy mężczyzna na kulach, który nie nadążał za pochodem i któremu usiłował pomóc w szybszym marszu młody chłopiec. Chłopiec został odepchnięty przez żandarma, który zastrzelił wspomnianego mężczyznę jeszcze na rynku, tuż za obecnie stojącym kioskiem „Ruchu”. Widziałam moment strzału i upadek mężczyzny wyglądając, ukradkiem, z okna domu parafialnego (Janina Suchenek).

Koło plebanii kościoła zastrzelona została Melcerówna, ok. 20 lat, córka hurtownika mąki, jej młodszy brat wyjechał wcześniej do Rosji83. Po przejściu kolumny Żydów z żandarmami widziałam zakrwawioną Melcerównę, ubraną w kożuszek i czerwone kozaki, leżącą na drodze tuż koło kościoła. Obok wspomnianych Żydów wymordowanych na terenie getta, kilka osób z kolumny zostało zastrzelonych na terenie samego miasteczka. Za to w drodze z Jadowa do Łochowa 12 niemieckich żandarmów zastrzeliło do 600 z prawie 2700 prowadzonych Żydów84 – ich ciała leżały po rowach aż do Zawiszyna. Duże ilości ciał zastrzelonych Żydów leżały od wysokości szkoły w Jadowie w stronę mostu na Ossownicy i do Zawiszyna. Prawdopodobnie całą drogę kolumna, oprócz niemieckich żandarmów, była eskortowana także przez polskich policjantów i żydowskich milicjantów. Polscy policjanci nigdy nie mówili, co widzieli po drodze. Nikt ich o to nie pytał, a oni nie kwapili się do opowiadania. Podobnie nie chcieli na ten temat rozmawiać furmani, wożący ciała zastrzelonych w getcie i na drodze do wykopanego dołu przy cmentarzu żydowskim. Wg. opowiadań innych mieszkańców Jadowa podobno gawiedź z okolicznych wsi zdejmowała ubrania z zastrzelonych Żydów, leżących na drodze, zabierano też resztki pożydowskiego majątku z getta, którego, na samym początku deportacji, nie zabrali Niemcy85 lub nie zabezpieczyła grupa młodych Żydów, pozostawiona czasowo przez Niemców w getcie po deportacji, dla jego likwidacji. Po deportacji większość polskich mieszkańców Jadowa martwiła się, że zamordowano rzemieślników, dostarczających im ubrania, buty, różne usług, których nikt, wydawało się, nie będzie mógł zastąpić. Wcześniej jednak obawiano się, że po spodziewanym wejściu Rosjan część Żydów może włączyć się w budowę nowego ustroju, informacje o zachowaniu niektórych Żydów pod okupacją sowiecką były znane. M.in. przekazała je moja rodzina, która w listopadzie 1939 roku przyjechała do Sulejowa z Wołynia. O takim zachowaniu opowiadali później mężowi także żołnierze LWP pochodzący z Wileńszczyzny, z którymi był w jednostce wojskowej. Polacy obawiali się także, że mogą podzielić los zamordowanych Żydów, ponoć niektórzy żandarmi czynili takie aluzje.86

Kilka miesięcy po zagładzie mieszkańców getta, żandarmi prowadzili, przez rynek w Jadowie, małego, żydowskiego chłopca, prawdopodobnie na rozstrzelanie w ogrodach za gminą87. Również po deportacji, późną jesienią 1943 roku, w Szewnicy do mojej (B.S.) cioci, Jakubowskiej, przyszedł młody mężczyzna, z wyglądu Żyd. Powiedział, że jest bardzo głodny i poprosił o coś do zjedzenia. U cioci siedziała w tym czasie duża grupa sąsiadów, obserwujących jej rozmowę z nieznajomym. Po chwili wahania Jakubowska poczęstowała przybysza obiadem, który zjadł posiłek i poszedł. Gospodyni, po jego wyjściu siedziała zdenerwowana, zastanawiając się, czy nikt na nią nie doniesie. Jeden z sąsiadów widząc jej wyraźne zdenerwowanie, zapewnił głośno, że nikt jej nie wyda.

Zagładę Żydów z Jadowa przeżyły na robotach w Niemczech Henia Jadowska i jej siostra, które wyjechały tam jako Polki.88 Henia Jadowska opowiedziała nam po wojnie, że przekupieni żandarmi niemieccy z Sokołowa, mieli zgodnie z umową, wywieźć bezpiecznie z Jadowa, 2-3 dni po deportacji, jej ojca i brata, ukrytych na strychu ich domu w getcie. Zamiast tego, żandarmi wyciągnęli ww. z kryjówki w domu i rozstrzelali za aresztem gminnym w Jadowie.89 Także Żydówka z Budzisk przebywała u Pani Gurbiel w Szewnicy jako służąca. Wiele osób we wsi mówiło, ze to Żydówka, ale nie doniosło. Wspomniana kobieta jadąc do Warszawy, została zatrzymana podczas łapanki w Tłuszczu90 i wysłana na roboty do Niemiec, gdzie przebywała do końca wojny (wróciła do Jadowa równocześnie z Panem Suchenkiem, w czasie jego powrotu z frontu).

Wojnę przeżył w Rosji Żyd z Sulejowa, który przyjął nazwisko Smoleński, został w Rosji i pracował w zakładach Zaporożca. Odwiedził po wojnie ze mną (B.S.) Jadów, Treblinkę. Bardzo żałował, że podał w Rosji narodowość żydowską (był blondynem, nie miał urody semickiej) i że został w Rosji, że nie może mieszkać w Polsce. Smoleński był przybranym synem Chrynowickiego z Sulejowa, przed wojną inaczej się nazywał.

W czasie wojny żandarmi schwytali w okolicach Jadowa 3 uciekinierów z obozu jeńców sowieckich w pobliskim Ostrówku. Zginęło tam 10.000 sowieckich jeńców, zdarzały się przypadki kanibalizmu, jeńcy jedli surowe ziemniaki rzucane przez okolicznych mieszkańców. Zostali oni rozstrzelani w Jadowie, niedaleko od rynku, w ogrodach za urzędem gminy. Grupka miejscowej gawiedzi przyglądała się egzekucji. W okolicznych lasach ukrywało się trzech innych uciekinierów ze wspomnianego obozu, z pułkownikiem o ospowatej twarzy. Doczekali przybycia wojsk rosyjskich.

W czasie okupacji, kilka razy, wysadzone były pociągi niemieckie na odcinku pomiędzy Szewnicą i Urlami, prawie w tym samym miejscu. Jedną akcję wykonało AK z Warszawy, batalion Zośka, wcześniejsza akcja jest przypisywana oddziałowi GL im. Mordechaja Anielewicza, składającego się z uciekinierów z getta warszawskiego, który został zniszczony we wsi Krawcowizna.91 Oddział GL ewakuował się z lasów wyszkowskich w celu uniknięcia spodziewanej obławy po wysadzeniu pociągu. Oddział ten był widziany przez okoliczną ludność przy przekraczaniu torów kolejowych, jak szli w stronę Sulejowa. Po wojnie za wydanie tego oddziału był sądzony leśniczy Bobrowski oraz jego brat, kierownik gorzelni w Szewnicy. W I instancji Bobrowski dostał karę śmierci, w II instancji został uniewinniony, m.in. dzięki zeznaniom naczelnika poczty w Tłuszczu Rosy, który wykluczył, by to Bobrowski dzwonił do niemieckiej żandarmerii w Tłuszczu. Ponieważ atak na pociąg przypisano zastrzelonym, żydowskim partyzantom, nie było represji wobec ludności cywilnej.

Podczas wysadzania pociągu przez oddział „Zośki” pełniłem (B.S) za ojca dyżur przy torach. Wszystkie okoliczne wsie były zobowiązane do nocnego patrolowania torów w celu ich ochrony. Siedziałem u dyżurnego ruchu Staręgi na stacji w Szewnicy, kiedy parowozem przyjechali żandarmi z Tłuszcza i zabrali mnie ze stacji na miejsce wybuchu. Na miejscu maszynista ostrzegł mnie, że Niemcy mnie zabiją i doradził mi ucieczkę. Uciekłem przez pole do Nowinek. Niemcy zrobili obławę, zatrzymali mojego ojca i przekazali wiadomość, że jeśli syn się nie zgłosi, ojciec i matka nie wrócą. Zgłosiłem się, żołnierz Wermachtu pędził mnie razem z kuzynem, w wieku 16 lat, do aresztu w Tłuszczu, w którym zebrano 40 zakładników. Wszyscy zostaliśmy zamknięci w komórkach przy posterunku żandarmerii w Tłuszczu. Rodzina podjęła starania o wykupienie mnie. Przy pomocy volksdeutscha, który był właścicielem restauracji w Tłuszczu, wręczona została, przez moją mamę, łapówka – pośrednikiem był przodownik policji z Tłuszcza, nieciekawa postać, wysługująca się Niemcom. Łapówkę w wysokości 40.000 zł policjant przyjął w ubikacji. Żandarm Stein przyjechał do Jadowa motorem, gdzie sprawdził opinię o mnie u burmistrza Schróedera oraz u komendanta Czarneckiego. Opinia była pozytywna, wieczorem inny policjant granatowy wypuścił mnie z aresztu.

Żandarmi w Tłuszczu byli skorumpowani, praktyką było, że zabierali chłopom co chcieli. Z 40 aresztowanych osób po wysadzeniu pociągu, 20 osób zwolniono, 20 osób wysłano do obozu pracy Treblinka I, z których wróciło tylko dwóch 16-latków, Przybysz i Jakubowski (mój kuzyn). Reszta zmarła w obozie. Zakładnicy byli ze wsi Szewnica, Pałki, Basinów, Małe Dębe.

W czasie okupacji pod Czernikiem, w starciu z niemieckimi motocyklistami, zginął żołnierz AK z Księżyk lub Osęki, Wronka, przed wojną zawodowy kapral WP. W sierpniu 1944 roku w czasie walki AK z niemieckim pociągiem pancernym, koło parowozowni w Tłuszczu, zginął m.in. żołnierz AK Grabowski.92

W czasie walk niemiecko-rosyjskich w 1944 roku, od ognia rosyjskiej artylerii strzelającej z okolic Strachówki, ucierpiał kościół w Jadowie (zniszczona wieża) i okoliczne budynki. O ile Strachówka i Zofinin, które Rosjanie zajęli szybko, prawie nie ucierpiały, to główne walki toczyły się na osi Równe – Sulejów – Nowinki – Wólka Sulejowska, która była głównym punktem bitwy. Siły niemieckie były bardzo szczupłe. W ostrzeliwanym Jadowie ich nie było, pluton Wermachtu obsadził teren nad stawami. Cały Sulejów został doszczętnie spalony, razem z kościołem, koło remizy strażackiej stał rozbity niemiecki czołg. Na polach między Nowinkami i Wólką Sulejowską zostało 12-14 spalonych rosyjskich czołgów, z tego na jednym polu pod Nowinkami 4 czołgi T-34. Wynikało to ze złej taktyki wojsk rosyjskich, powtarzających się czołowych ataków na szczupłe siły niemiecki, które zadawały Rosjanom duże straty. Obsługa jednego działa ppanc. zniszczyła pod Nowinkami 6 rosyjskich czołgów. Wieś Szewnica została częściowo spalona przez rosyjskie samoloty. Niemcy pochowali się, wraz ze sprzętem, na noc w gospodarstwach w Szewnicy, Rosjanie się o tym dowiedzieli i zbombardowali wyłącznie tą wieś. W końcu Niemcy, zostawiając grupy zabitych na polach, uciekli w stronę Wyszkowa.

Po wkroczeniu Rosjan władzę w Jadowie przejęli komuniści, wśród nich Pan Świat. Na rynku ustawiono skrzynkę na „listy z zażaleniami i podaniami”. Dzięki tym listom sporo osób pojechało na Syberię, m.in. Pan Dul. Jan Dzięcioł trafił do więzienia za udział w konspiracji. Janowi Kalinowskiemu, który był narodowcem, podrzucono broń, dostał wyrok 7 lat, stwierdził w sądzie, że za Polskę to i tak mało, sąd mu dołożył kolejne 5 lat. Podobno do Jadowa przyjeżdżał Józef Światło z MBP w Warszawie. Funkcjonariusze UB zabili sekretarza gminy w Jadowie93, który nie chciał (bo nie miał) wypłacić im pieniędzy na pensje. Po wojnie działał w Jadowie i w okolicach antykomunistyczny ruch oporu.

Władysław Kupiec z AK w Jadowie, aresztowany, wraz z kilkoma kolegami, przez NKWD w 1944 roku, opowiadał mi (B.S.), że podczas uwięzienia w twierdzy w Brześciu Litewskim widział Żyda z Jadowa (urodzonego i wychowanego w Jadowie), który był komendantem więzienia w stopniu majora. Wspomniany Żyd udał, że ich nie poznaje, ale zdaniem Kupca to on uratował ich przed zesłaniem na Syberię i spowodował, że odesłano ich na Majdanek, gdzie formowano jednostki LWP, do których zostali wcieleni.

W czasie okupacji (B.S.) dwukrotnie wchodziłem nielegalnie na teren getta warszawskiego przed tzw. ”Wielką Deportacją”. Woziłem do Warszawy mięso pod Halę Mirowską. Tam przemytnik z ulicy Granicznej namówił mnie i mojego kolegę do transakcji w getcie, gdzie cena za mięso była pięciokrotnie większa. Przemytnik znał policjanta granatowego pilnującego mur, odgradzający getto w okolicach ul. Granicznej, podczas którego służby można było przekraczać mur. Pierwsze przejście muru miało miejsce w nocy, po godzinie policyjnej. Zaraz po przeskoczeniu muru zbiegli się Żydowscy kupcy i kupili towar, myśmy wrócili za mur. Za drugim razem przekroczenie getta miało miejsce nad ranem. Spędziłem wraz z kolegą w restauracji w getcie cały dzień. Opiekował się nami Żydowski handlarz, który załatwił nam opaski żydowskie. Byłem zszokowany przeraźliwą nędzą osób chodzących po getcie, które wyglądały jak żywe trupy. Jeśli któraś z takich osób padała na ulicy, w ciągu 15 minut zdejmowane było z niej ubranie. Zwłoki były zbierane z ulicy i wywożone na wózkach. Na ulicach i zwłaszcza klatkach schodowych, podwórkach panował smród. We wspomnianej restauracji siedziała grupa młodych, rozpasanych, hałaśliwie zachowujących się, elegancko ubranych młodych Żydów, ubranych w garnitury, pod krawatem, bawiących się w towarzystwie roznegliżowanych kobiet w sukniach balowych. Żydowscy muzycy grali przedwojenne tanga. W restauracji dostępny był każdy towar, luksusowy jak na okupacyjną rzeczywistość – alkohol, wędliny, duży wybór jedzenia. Na sali obok mnie i mojego kolegi byli też polscy szmuglerzy. Byłem świadkiem jak do drzwi restauracji podeszła kobieta, prawdopodobnie próbując żebrać o żywność. Odźwierny pchnął kobietę tak silnie na chodnik, że kobieta przewróciła się i już więcej nie wstała. Widok w getcie był tak przerażający, że mimo namów przemytnika z Granicznej, więcej nie chciałem przekradać się do getta, mimo wyższych cen oferowanych za mięso.

  • Bronisław Suchenek – żołnierz AK Obwodu Radzymin, żołnierz 1 samodzielnej brygady moździerzy LWP, odznaczony Krzyżem Grunwaldu (miał obiecany Virtuti Militari) za forsowanie Odry, zmarł w 2011 roku.
  • Janina Krystyna Suchenek, z d. Siedlecka – żołnierz AK Obwodu Radzymin, wymieniona w książce Mariana Karczewskiego „Czy można zapomnieć”, Wydawnictwo PAX, Warszawa 1969.

Relacja spisana przez Marka Wożniaka w dn. 05.04.2010 r., poszerzona o informacje z książki S. Kielaka.
Rocznik Wołomiński”, tom XII, 2016


  1. Wg. danych z ŻIH Jadów liczył przed wojną ok. 1800 żydowskich mieszkańców.
  2. Szlama Jadowski, w lato prowadził sklepy przy stacji kolejowej w Szewnicy, jego starszy brat miał inny sklep spożywczy w Jadowie, po drugiej stronie ulicy, córka brata miała na imię Sara
  3. Miał córkę Chawę (koleżankę szkolną Justyny Mikulskiej z Urli, mamy Mariusza Kubata, autora innej relacji dot. Jadowa)
  4. Z informacji uzyskanej od Pani Marii Wołocznik, z domu Muszel, w 1932 roku pracownicy urzędu gminy w Jadowie, wynika, że kupcy Żydowscy podnieśli opłaty targowe na wniosek urzędu gminy, który chciał uzyskać dodatkowe środki na rozbudowę infrastruktury w Jadowie. Miejscowi endecy podburzyli chłopów, sugerując im, że wspomniana podwyżka jest pomysłem własnym kupców. Policja jadowska zareagowała bardzo zdecydowanie i brutalnie, od jej kul zginęły cztery osoby w tym kobieta. Co najmniej część ofiar była przypadkowa.
  5. Wg. Pani Janiny Donoch czasami zdarzały się zaczepki wobec żydowskiej młodzieży na tle chuligańskim
  6. Z książki Mariana Karczewskiego wynika, że Dzięcioł był zaangażowany w ukrywanie rodziny Finkielmanów po likwidacji getta w Jadowie. Prawdopodobnie miało to miejsce w Zofininie, gdzie wspomniana rodzina została zamordowana, prawdopodobnie przez jedną z działających tam band rabunkowych. Stanisław Kielak podaje („Dzieje Obwodu AK – „Rajski Ptak”), że Jan Dzięcioł ps. „Szczepan” był dowódcą drużyny w plutonie konspiracyjnym OW „Wilki” w gminie Jadów, liczącym 70 osób. Jego organizatorem był nauczyciel z Jadowa – Dominik Skrodzki, a dowódcą Józef Laskowski ps. „Maurycy” U Dzięcioła ukrywał się ciężko poparzony AKowiec z Adelina, Kazimierz Laskowski „Rafał”, który odniósł ciężkie rany podczas napadu bandy rabunkowej, poszukującej broni pochodzącej ze zrzutów. Zginęli wtedy, zamordowani przez bandytów, dwaj AK-owcy- Feliks Laskowski „Lis” i jego 16 letni syn – Ryszard „Sosna”, a ich gospodarstwo zostało spalone.
  7. Z książki Kielaka wynika, że nie tylko Aleksander Rosa w Jadowie, zresztą członek AK, przejmował na poczcie liczne, anonimowe donosy kierowane do Niemców. Podobnie czynili Zofia Downarowicz, Krystyna Downarowicz, Edward Skiba i Antoni Obręczarek na poczcie w Tłuszczu czy Jan Tabor i Henryk Mućk na poczcie w Łochowie. S. Kielak podaje w swojej książce 4 przykłady anonimów przechwyconych przez pracowników poczty, dekonspirujących licznych członków organizacji podziemnych w Radzyminie, Tłuszczu, Jadowie i w Łochowie. Przynajmniej część tych donosów musiało pochodzić od członków organizacji, dwóch donosicieli zostało, dzięki przechwyconym anonimom, zastrzelonych.
  8. Więcej informacji o Finkielamanie i jego rodzinie znajduje się w książce Mariana Karczewskiego, pochodzącego z Zawiszyna, pt „Czy można zapomnieć?” wydawnictwo PAX oraz w jego relacji złożonej w Instytucie Yad Vashem.
  9. Wszyscy piloci przeżyli zestrzelenie Karasia. Z książki Jerzego Pawlaka „Wrzesień 1939 Polskie Eskadry w Wojnie Obronnej” str. 216. 08.09.1939 załoga Karasia 21 Eskadry Bombowej Lekkiej w składzie: podchorąży obserwator Wojtal, podchorąży pilot Dziubiński i kapral strzelec Wolny wystartowała z lotniska Marianów, 14 km na południe od Łukowa, na rozpoznanie i bombardowanie niemieckich oddziałów w rejonie Ostrów Mazowiecka – Wyszków – Małkinia – Nur, zabierając 4 bomby po 100 kg. Załoga wykryła kolumny zmotoryzowane na trasie Radzymin – Pułtusk – Wyszków w marszu na Wyszków. Po wejściu na kurs bojowy, samolot został zaatakowany przez Messerschmitt 110, samolot się zapalił, obserwator i strzelec, mimo oparzeń i ran, wyskoczyli na spadochronach, pilot wyskoczył na końcu, mimo ciężkich oparzeń odczekał, aż koledzy opuszczą samolot. Załoga opadła koło miejscowości Jadów. Pierwszej pomocy udzielił personel II\53 plutonu stacjonującego w Starej Wsi. Kapral Wolny trafił do szpitala, podchorążowie wrócili następnego dnia do jednostki. Dalsze losy załogi: Dziubiński Tadeusz Kazimierz ppor.\por. pilot (1916- 02.01.1941) poległ w Anglii, zestrzelony przy lądowaniu na lotnisku pomocniczym z lotu nad Bremę. Cmentarz w Newark; Wojtal Wacław – ppor. obserwator\kapitan pilot. W Anglii, po przeszkoleniu na pilota, latał w 301 Dywizjonie Bombowym, od 1942 roku instruktor pilotażu; Wolny Jan – dalsze losy po umieszczeniu w szpitalu nieznane.
  10. Wg. relacji innych osób, okoliczni chłopi biegli z widłami i innymi narzędziami w stronę, jak sądzili niemieckich pilotów. Nawet Pani Sara Litwak, która widziała jednego z członków załogi, po zestrzeleniu w Jadowie, uważała, że jest to pilot niemiecki, mimo, że miał na sobie polski mundur i mówił po polsku
  11. Była to obserwacyjna „Czapla” z 53 wileńskiej eskadry obserwacyjnej, w dniu 08.09 lecieli na trasie Nur- Tłuszcz, zostali zestrzeleni przez 3 niemieckie bombowce. Do-17, pilot kapral Jan Gryc zginął na miejscu, obserwator por. Kazimierz Nowak zmarł w szpitalu. Na cmentarzu w Jadowie jest także grób Jana Wacława Dzięcioła, ur.1909 roku, żołnierza 80 pp. 20 DP, który zginął pod Mławą 01.09.39 roku oraz kilka grobów nieznanych żołnierzy z datą śmierci 08.09.39 rok.
  12. Ojciec Pani Janiny Suchenek
  13. Theodor Schroeder, również Stanisław Kielak powtarza pozytywną opinię o niemieckim wójcie
  14. Prawdopodobnie z tych osób wzięli się żydowscy mieszkańcy Jadowa, walczący i polegli w szeregach LWP pod Lenino i Borujskiem. Podając za Benjaminem Meirtchak „Żydzi-żołnierze wojsk polskich polegli na frontach II wojny światowej” Bellona 2001 r. Gienek Zysman, syn Michała urodzony 1921 r. w Jadowie, szeregowy 2 pułku piechoty w 1 Dywizji Piechoty, poległ pod Lenino 12.10.1943 r., pochowany Połzuchy kw nr 20, Krubiecki Szlomo, syn Michała ur. 1921 r. w Jadowie , szeregowy 2 pułku piechoty , zginął pod Lenino 12.10.1943 r., Zysman Stanisław s. Jana u.1921 r. Jadów, poległy pod Lenino 12.10.1943 r., Gut Jakub syn Mojżesza urodzony 1923 r. Jadów szeregowy 5pp poległ 14.02.1945 r. w Borujsko. Jak słusznie zauważyła Pani Sara Litwak ww. mogli posługiwać się przybranymi nazwiskami.
  15. Pani Janina Donoch wspomina jeszcze w swojej relacji o starszym wiekiem policjancie o nazwisku Mróz, o policjancie Mrozie wspomina także S .Kielak, (Dzieje obwodu…) podając, że obok Komendanta Czarneckiego Mróz oddał duże usługi na rzecz AK. Pani Janinie Mikulskiej przypomina się jeszcze funkcjonariusz policji o nazwisku Hetman, pozostający w dość bliskich relacjach z Niemcami. Nie ma pewności czy Hetman był policjantem z Jadowa. W książce Kielaka kilku policjantów z Jadowa uważanych było za niepewnych.
  16. Patrz przypis nr 43.
  17. Leja Bałaban, siostra żony Meira Zbanowicza. Wg. Pani Sary Chrynowickiej- Litwak Leja Mosoń ( z d. Bałaban), żona Mieczysława Mosonia zmarła kilka lat po porodzie ich synka – Zbyszka.
  18. Dov Ben Zbanowicz (figuruje jako Zbenowicz) wg. Pani Litwak, mieszkający po wojnie w Izraelu, zamieścił na liście żydowskich ofiar z Jadowa, prowadzonej przez instytut w Yad Vashem informację o swojej matce -Chanie Zbanowicz (z d. Bałaban), która zginęła w Treblince. Pani Sara Litwak potwierdza, że u rodziców Mosonia oprócz Leji Bałaban i Dova Zbanowicz, już po likwidacji getta, ukrył się także sam Meir Zbanowicz. Po wojnie ożenił się on w Izraelu z panną Zieleniec, siostrą Moshe Zieleńca, żołnierza 1 psk w Garwolinie, policjanta w getcie w Jadowie, a następnie dowódcy „leśnego” oddziału, który działał w lasach, w okolicach Marek od października 1942 roku i „zaopatrywał się” w żywność u okolicznych mieszkańców.
  19. Wynika z tego, że bali się puszczać Żydów przyprowadzanych na posterunek w Jadowie
  20. Horodecki był przyjacielem rodziny Chrynowickich, w czasie wojny zbratał się z Niemcami, strzelał do siostry Pani Sary Chrynowickiej, raniąc przypadkowe osoby.
  21. Wg. ŻIH do 2787, głównie o uchodźców z Wyszkowa (także spalonego w 1939 r.), Pułtuska, Kalisza
  22. Wymieniony w książce Mariana Karczewskiego –„ Czy można zapomnieć?”- po likwidacji getta ukrywał się wraz z rodziną w okolicach Jadowa, prawdopodobnie z Zofininie, gdzie zostali zamordowani przez bandę rabunkową, jego córka miała na imię Jospa, przyjaźniła się z mamą Mariusza Kubata, Justyną Mikulską z Urli
  23. Wg. ZIH Niemcy po likwidacji getta w Jadowie zostawili 30 młodych Żydów do zabezpieczenia majątku deportowanych do Treblinki. Zapłakany Meir Zbanowicz był widziany na rynku bezpośrednio po likwidacji getta w Jadowie przez Marię Wołocznik. Prawdopodobnie dopiero po deportacji, w której zginęły jego żona i córka, uciekł do rodziny policjanta Mosonia na Podkarpacie, gdzie ukryty był już jego syn, Dov.
  24. W relacji Doroty Miller z Warszawy, pochodzącej z Jadowa, ze zbiorów ŻIH jest informacja o bardzo nagannym zachowaniu milicjanta o przezwisku Pajtek. Pajtek pojawia się w relacji Sary Chrynowickiej, pada nazwisko Mularczyk. O nagannym traktowaniu mieszkańców getta w Jadowie, przez niektórych żydowskich milicjantów, w tym ich biciu, wspomniał także jeden z uczestników spotkania z autorem w Domu Kultury w Jadowie, który słyszał o tego rodzaju zachowaniu od swojego ojca.
  25. Autor wydanej w Niemczech książki „Halina” (Tholl, Edvard. Halina; eine Geschichte aus dem Getto in Jadow. Frankfurt: Röderberg-Verlag, 1958). poświęconej getcie w Jadowie, a zwłaszcza zaś tytułowej Halinie, siostrze żydowskiego lekarza Goldberga, pracownik niemieckiego Bauamtu z Zawiszyna, mieszkający w domu Mariana Karczewskiego w Zawiszynie, podnosi problem braku jakichkolwiek działań prewencyjnych społeczności żydowskiej w Jadowie, w związku z oczekiwaniem na deportację do Treblinki, mimo praktycznej nieobecności Niemców w Jadowie. Jak wynika jednak ze wspomnień Sary Litwak mała część Żydów z Jadowa przygotowała sobie schronienie w okolicznych wsiach lub w okolicznych lasach.
  26. Stanisław Kielak, („Dzieje Obwodu AK – „Rajski Ptak”) twierdzi, że żandarmów w Tłuszczu było znacznie więcej, tj. ok. 12 + dowódca, niezależnie od urzędujących tam także Bahnschutzów. Wg. Kielaka tyle osób liczyły także posterunki żandarmerii w Radzyminie, Wołominie, Wyszkowie. „Rudy Gucio”, przez niektórych zwany „krowią mordą” uważany był za najmniej brutalnego z żandarmów, niektórzy twierdzą, że był synem ogrodnika z Legionowa. Marian Karczewski wspominał o jego kaszubskim pochodzeniu, cwaniackim wyglądzie i o rwaniu się do bicia.
  27. Stein pojawia się w relacji Bermana Kopela z Wołomina – w zbiorach ŻIH i Yad Vashem, jako uczestnik deportacji Żydów w gettach w Radzyminie i Wołominie, wszędzie odznaczał się wyjątkowym okrucieństwem. Z jednej z relacji zebranej w książce „Prowincja Noc” wynika, że podczas deportacji w getcie w Tłuszczu, Stein zastrzelił małe, żydowskie dziecko, wyrzucone w powietrze przez innego żandarma. W swoich książkach Karczewski oraz Tholl, niemiecki inżynier z Bauamtu opisali, jak Stein w cyniczny sposób zastrzelił, przy moście na rzeczce Ossownicy, grupę Żydów z Jadowa, wracających z Zawiszyna, a wysłanych tam uprzednio oficjalnym poleceniem, przez innych Niemców, do pracy. Podobnie Stein zamordował przy wspomnianym mostku żydowskiego, młodocianego gońca z Jadowa, noszącego, na polecenie Niemców, dokumenty z Jadowa do Zawiszyna. Wg. Stanisława Kielaka, autora historii Tłuszcza, Stein zamordował także wielu Polaków z Tłuszcza i okolic oraz osoby zatrzymane w pociągach na stacji w Tłuszczu.
  28. Jan Suchenek wymieniony jest przez S. Kielaka jako osoba prowadząca rozdzielnię prasy konspiracyjnej, dostarczanej do obwodu z Wołomina. O innym zamachu na Steina, na stacji kolejowej w Urlach w maju lub czerwcu 1943 roku, pisze J. Gozdawa-Gołębiowski „Obszar Warszawski AK”. Stein ocalał, zginął jeden z zamachowców oraz przypadkowa osoba. Wg. S. Kielaka, wcześniej wiosną 1943 roku koło Mokrej Wsi, 10-osobowy oddział AK z Wołomina, pod dowództwem ppor. Alfonsa Małkowskiego ps.” Amon” także próbował zorganizować zasadzkę na Steina, jednak AK-owcy zbyt późno zajęli pozycje przy trasie przejazdu Steina. Latem 1943 roku, w tym samym miejscu, zasadzkę przy przejeździe kolejowym w Mokrej Wsi, próbował zorganizować oddział AK z placówek w Tłuszczu i w Urlach, także bez powodzenia
  29. Schefeld był żandarmem, który w Warszawie aresztował Mariana Karczewskiego z Zawiszyna i przesłuchiwał go na posterunku w Tłuszczu – opis w „Czy można zapomnieć?”, razem ze Steinem brał udział w likwidacji w 1943 roku, we wsi Krawcowizna, w gajówce Piotra Groszkowskiego, oddziału GL im. Mordechaja Anielewicza, składającego się z Żydów ocalałych z getta warszawskiego. Schefeld brał udział także w zastrzeleniu Józefa Laskowskiego z Wujówki, żołnierza AK. Stanisław Endler z Tłuszcza, był świadkiem, jak prawdopodobnie Schefeld zastrzelił w Tłuszczu, przy ośrodku zdrowia, jednego z ukrywających się tam miejscowych Żydów – „kulawego Zawodowera” oraz nieznaną młodą Żydówkę. S. Kielak („Dzieje Obwodu AK – „Rajski Ptak”) sugeruje, że kilku z niemieckich żandarmów w Tłuszczu było przedwojennymi podoficerami WP niemieckiego pochodzenia.
  30. Tzw. Konary, wzgórze w lesie położonym pomiędzy Tłuszczem, wsiami Wólka Kozłowska, Rysie, miejsce egzekucji ok.100 osób z okolic Tłuszcz oraz pasażerów pociągów zatrzymanych w Tłuszczu i zastrzelonych przez żandarmów.
  31. Czesław Kaleski z Sulejowa twierdzi, że Laskowski słusznie obawiał się aresztowania, gdyż został zadenuncjowany przez niejakiego K. ze Strachówki (później zastrzelonego przez AK).Wg. Kaleskiego Schefeld miał jakoby później twierdzić, że u Laskowski niepotrzebnie uciekał, gdyż nic by mu się nie stało (nie zostałby rzekomo zamordowany) S. Kielak podaje, że u Laskowskiego ukrywał się Bolesław Kamiński ps. ”Poznański” z Nowego Jadowa, który po zastrzeleniu Laskowskiego został zamordowany przez żandarmów w Konarach pod Tłuszczem. Potwierdzałoby to, że reakcja Laskowskiego była racjonalna.
  32. Bronisław Suchenek, przechodząc przez las wiosną (w maju) 1944 roku był bezpośrednim świadkiem ekshumacji tej zbiorowej mogiły przez żydowskich więźniów pod nadzorem niemieckich strażników.
  33. Wg. ŻIH akcją kierował Libscher, przybyły z Warszawy, podobnie twierdzi autor „ Haliny” , że akcją kierował SSman z Warszawy, jednocześnie podając błędnie, że wykonawcami deportacji byli Litwini
  34. Rachel, przechodzi we wspomnieniach Sary Chrynowickiej – Litwak. Wg. Pani Sary ciało Racheli Melcer zostało po śmierci okradzione z ubrania i wyrwano jej złoty ząb, zaś brat Racheli ukrywał się w okolicy Jadowa i został zamordowany na tle rabunkowym.
  35. Wg. ŻIH podczas deportacji zginęło około 200 Żydów z Jadowa, rozmówcy podtrzymują znacznie wyższą liczbę, pomiędzy 400 a 600 osób, bardzo drastyczny opis deportacji Żydów z Jadowa zawarty jest w książce Mariana Karczewskiego ”Czy można zapomnieć?”
  36. Z relacji w książce Mariana Karczewskiego wynika, że na samym początku deportacji, niemieccy żandarmi zebrali od deportowanych Żydów z Jadowa, dwie walizki wartościowych przedmiotów, głównie pieniędzy i biżuterii. Z relacji Pani Zofii Hof wynika, że podobnie zachowali się przy deportacji Żydów z Tłuszcza. Uważny czytelnik książki Karczewskiego zwróci uwagę, że w kolumnie deportowanych Żydów jadowskich szła piękna Żydówka – Igłówna, ubrana w elegancką sukienkę. Kiedy jej ciało było wiezione na wozie, nie była już ubrana w sukienkę.
  37. O podobnych aluzjach ze strony Niemców dot. możliwej likwidacji Polaków, podczas ewakuacji mieszkańców Jadowa przed wejściem Rosjan, wspomina Pani Janina Donoch.
  38. Mógł to być brat Henryka Grynberga.
  39. Wg. Sary Litwak ukrył je wraz z kilkoma innymi Żydami endek Kurek, zaś zdaniem Justyny Sokołowskiej ukrywającym siostry Jadowskie był dawna sympatia szkolna Heni – Stefan Kur z Borzym.
  40. Wg. Sary Litwak rodzinę Jadowskich wydał jeden z polskich sąsiadów z Jadowa, taka wersja jest podana w Księdze Żydów Jadowa. Sama Sara Litwak stwierdziła, że we wspomnianej księdze jest wiele nieścisłości, nie można jednak wykluczyć, że Henia Jadowska podała inną wersję tego zdarzenia Państwu Suchenkom, inna wersja została podana do Księgi Żydów Jadowa.
  41. Podczas łapanek w Tłuszczu bardzo aktywny był kierownik Arbeitsamtu Otto Schussler, przezywany Ogórkiem, zastrzelony w 1943 przez AK w Wołominie. Wg. innej wersji „Ich znakiem był Rajski Ptak” Schussler został porwany przez AK-owców na ulicy w Wołominie i zakopany żywcem, w lesie pod Ręczajami, przez przedwojennego, zawodowego podoficera WP
  42. Informacje o tym wydarzeniu w relacji szefa wywiadu AK w Łochowie, „Mściwoja” Radziszewskiego, w posiadaniu ŻIH oraz instytutu w Yad Vashem, także wzmianka w pracy J.B. Garas Oddziały Gwardii Ludowej i Armii Ludowej 1942- 1945 Warszawa 1963
  43. Wg. S. Kielaka kpr. Wronka zginął w lipcu 1944 roku koło rodzinnej wsi Wąsosz w starciu z niemieckimi motocyklistami. O konspiracji w okolicach Jadowa dużo informacji zawartych jest w książce Jerzego Lewickiego i Mieczysława Chojnackiego „Ich znakiem był Rajski Ptak”. Wspomnienia żołnierzy AK, wydane przez Towarzystwo Przyjaciół Radzymina w 2003 roku
  44. Zdaniem Pani Marii Wołocznik funkcjonariusze UB zamordowali przewodniczącego gminy w Tłuszczu

 141 odsłon,  6 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.