Dla bywalców rajdowych i wyścigowych niezwykły widok przedstawia sznur samochodów, ciągnący z pod Automobilklubu na szosę Marecką. Cała karawana składała się z samochodów najmniejszych i najlżejszych. Celem tej wycieczki była próba zużycia benzyny przez silniki samochodowe. Nic też dziwnego, że wielkie, żarłoczne samochody poprzestały na roli obserwacyjnej.

— Wiele waży pan redaktor? — zwrócił się do mnie p. Paweł Bitchan.

— Sześćdziesiąt i sześć kilo, — odparłem.

— No to proszę do mojej maszyny.

Paweł Bitschan
Paweł Bitschan

Skorzystałem z tego zaproszenia tem chętniej, że z Bitchan jest nietylko jednym z najlepszych polskich kierowców, lecz i świetnym kompanem o nigdy niewysychającem źródle dowcipu.

Maszyna Bitchana, zgrabna karetka amerykańskiej marki Whippet, w Pustelniku ustawia się na wadze. Ponieważ ja ważę zamało, dorzucają nam kilka kilogramów żelaza.

Start do próby ma nastąpić koło Strugi. Każdy z kilkunastu samochodów stających do konkursu otrzymuje zbiornik ze ściśle wymierzoną zawartością benzyny. Z tym zapasem samochód wyjeżdża na szosę i rozpoczyna krążyć po szosie, liczącej w zamkniętym obwodzie prawie czternaście kilometrów. Gdy samochód z powodu wyczerpania benzyny stanie, komisja oblicza ilości przebytych kilometrów i wydaje orzeczenie o stopniu oszczędności maszyny. Dla sfer automobilowych próba ma pierwszorzędne znaczenie, to też na starcie zgromadziła się niemal cała samochodowa Warszawa. Lotny bufet Automobilklubu skutecznie odciąga publiczność od słonecznej werandy pobliskiej restauracji, co chwila zajeżdżają coraz ładniejsze samochody (rzecz łatwo zrozumiała: kto ma lepszą maszynę, ten może sobie pozwolić na dłuższe spanie), panie rywalizują ze sobą pięknością białych płaszczy najrozmaitszych odcieni i krojów.

Piękna, rzetelnie majowa pogoda usposobią wszystkich optymistycznie. Nie brak nawet muzyki. Z jednej strony kieszonkowy gramofon p. Turnał wyśpiewuje „Mary Lou“, z drugiej strony black-bottomem odpowiada gramofon p. Bormanowej. Wkrótce jednak musimy rozstać się z tą idyllą. Nasz Whippet dostał siedem i pól litra benzyny i musi ruszyć w drogę.

— Czy aby nie będzie zawiele kurzu?

— Skąd znowu! Z Warszawy przyszła specjalna cysterna samochodowa w celu zraszania szosy.

Istotnie, kierownictwo próby w osobach komandora płk. Meyera i inż. Wochowskiego pomyślało nawet i o tem. Pozatem cala trasa próby jest obstawiona kontroleram i żołnierzami.

Stosownie do kategorji mamy jechać z przeciętną chyżością 40 klm. na godzinę, zatem jedno okrążenie zabiera nam około 18 minut. Ponieważ samochody słabsze miały prawo jechać wolniej (czyli oszczędniej zużywać benzynę), wkrótce rozpoczęliśmy mijać konkurentów. Pierwszym na naszej drodze był inż. Rychter, który na swej historycznej (złośliwi twierdzą, że maszyna robi już piąty miljon kilometrów) jedzie, jak zwykle, z regularnością flegmatycznego chronometra. Drugim samochodem na naszej drodze była… cysterna do polewania. Ugrzęzła przedniemi kołami na równej szosie i nie wpływała bynajmniej na stopień wilgotności na szosie. Gdyśmy robili drugie okrążenie — cysterna wlazła w szosę już czterema kolami. Podczas trzeciego okrążenia, żołnierze wyratowali z opresji biedną polewaczkę i aż do pomyślnego zakończenia próby (a może i jeszcze przez parę godzin) z zapałem godnym lepszej sprawy pompowali do niej wodę z sadzawki. My zaś tymczasem nurzaliśmy się w tumanach kurzu, podziwiając rodzime sposoby budowy i konserwacji szos. Na każdym zakręcie należałoby ustawić tablice z trupiemi czaszkami, bowiem przebywanie wiraży na normalnej szybkości grozi katastrofą. Każdy zakręt jest posypany tłuczonym kamieniem, dzięki czemu każdy samochód ma zdecydowaną tendencję odśrodkową. Podczas próbnej jazdy te porządeczki spowodowały katastrofę. Francuski kierowca na maszynie Peugeot na zakręcie został zrzucony z szosy, fiknął potrójnego kozła i cudem tylko uszedł z życiem.

Henryk Liefeldt
Henryk Liefeldt

Na szóstym okrążeniu nasz samochód „wyzionął ducha”,— benzyny starczyło na 70 kilometrów. Słabsze wozy kursowały znacznie dłużej. Ostatni skończył jazdę mistrz Liefeldt, który na swej Citroenie wyjeździł aż 124 kilometry.

— To już nie jest oszczędność lecz prawdziwe skąpstwo, — żartowano sobie z niego.

Rychter wydusił ze swej benzyny na Tatrze 115 kim. Są to jednak wyniki doraźne, ostateczne kwalifikacje ustali komisja dopiero jutro.

Najważniejsza jednak to, że po raz pierwszy we własnym zakresie stwierdziliśmy konsumpcję poszczególnych silników i że nareszcie rozpoczęliśmy myśleć o oszczędzaniu benzyny.

L. Kołłupajło

ABC – pismo codzienne informuje wszystkich o wszystkim
R.3, nr 130 (8 maja 1928)

 212 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.