Walka kolejarzy z Tłuszcza z niemieckim okupantem (V)

Koniec wojny i okupacji

Jak już napisałem w poprzednim rozdziale flag biało – czerwonych już nie było na maszcie na stacji w Tłuszczu i na wieży ciśnień. Wróciliśmy do domów. Na stacji zaś gospodarowali saperzy niemieccy niszcząc co się da, aby opóźnić uruchomienie stacji i przewozów nadciągającego wojska radzieckiego. Pod Wołominem i pod Radzyminem IV Korpus Pancerny „SS” zaatakował czołówki pancerne radzieckiej II Armii Pancernej. Ta ostatnia osłabiona marszami i walkami od Bugu do Radzymina nie wytrzymała kontrataku Niemców i tracąc wiele zniszczonych i spalonych czołgów cofnęła się na wschód aż w rejon Okuniewa. Niemieckie wojska pancerne powróciły nie tylko do Radzymina i Wołomina, ale też pojawiły się w Tłuszczu.

Najpierw do Tłuszcza wkroczyły oddziały pułku SS – „Westdeutschland’, a później różne oddziały z dywizji „Germania”. Niemcy silnie obsadzili teren na wschód od Tłuszcza, aż po Mięse, Franciszków, a nawet blisko już wsi Międzyleś. Duży oddział stanął też w Jasienicy. Znanej dziś w całej Polsce z perypetii ks. Lemańskiego. Jasienica została zaatakowana przez radziecki oddział pancerny uzbrojony w amerykańskie czołgi typu „Sherman”. Te czołgi znacznie słabiej opancerzone i gorzej uzbrojone niż niemieckie „Tygrysy” i „Panthery” nie miały żadnych szans w starciu z ciężkimi czołgami niemieckimi. Czołgi niemieckie nie tylko odparły atak na Jasienicę ale zniszczyły kilkanaście „Shermanów”. Potrzaskane „Shermany” zostały zimą ściągnięte pod stację w Tłuszczu, a później załadowane na platformy i odesłane do huty na przetopienie. Ale widok tych porozbijanych czołgów kilka miesięcy straszył mieszkańców Tłuszcza i pasażerów pociągów przejeżdżających koło tego składowiska.

Wojska radzieckie jednakże nadal naciskały na Niemców. Sięgnięto po lotnictwo. Niebo zaroiło się samolotami szturmowymi „Ił 2”. W tej sytuacji w różnych miejscach wokół Tłuszcza Niemcy ustawili działka przeciwlotnicze kalibru 20 mm.. Jedno znajdowało się na platformie parowozowni. Widziałem jak strzelało do „Ił 2”, który otrzymał trafienia, zachwiał się i zaczął wycofywać się na wschód, ale silnik źle pracował i widać było, że pilot ma duże kłopoty. Samolotów było jednakże z każdym dniem coraz więcej i atakowały rakietami niemieckie czołgi typu „Tygrys” i „Pantera”. Rozbijały je i zapalały. I to coraz więcej. Niemcy zastosowali chyba dość zręczną taktykę. Na noc wycofywali czołgi w kierunku Wólki Kozłowskiej, pozostawiając jedynie małe ubezpieczenia. Rankiem wracali i obsadzali pozycje obronne.

Strona radziecka opanowała najpierw Międzyleś, później natarła na Mięse, Franciszków i Jasienicę. Niemcy bronili się twardo i atak nie dał skutku. Wojska radzieckie zatrzymano.

Ostrzał artylerii

I rozpoczęło się coś co wstrząsnęło wszystkimi mieszkańcami Tłuszcza. Artyleria radziecka rozpoczęła codzienny wielki ostrzał artyleryjski całego miasteczka a zwłaszcza stacji. Mieszkańcy pochowali się w wykopanych rowach i w budynkach murowanych itp. Niektórzy opuścili miasteczko i uciekli do wsi na zachód i północ od miasteczka. Czterech kolejarzy wykopało okop w polu i tam się ukryli przed tym ostrzałem. Żołnierze „SS” natrafili na nich, uznali ich za zdrajców i wszystkich zabili. Na dodatek wyrżnęli im na czołach bagnetami czerwone gwiazdy. Jeden z nich nazywał się chyba Budek lub podobnie, a jego córka przyjaźniła się z moją siostrą.

Ostrzał miasteczka trwał sześć dni i poczynił ogromne szkody. Jeden z pocisków trafił przed wejściowe drzwi wielkiej piwnicy na osiedlu kolejowym. Jej zdjęcie jest na str. 39. Odłamki przeszły przez metalowe drzwi jak przez masło i zabiły mojego kolegę i raniły kilka osób. W nasz dom uderzyły 3 pociski artyleryjskie. Później policzyłem leje po pociskach na naszym podwórku i w ogrodzie. Było ich 121. Daje to świadectwo jak silny był ten ostrzał.

W piekarni

Mój ojciec zdecydował, abyśmy ukryli się w piekarni państwa Niegowskich za piecem chlebowym. Budynek był murowany i rzeczywiście bezpieczny. Budynkiem wstrząsnęły dwa granaty, które w niego uderzyły, ale krzywdy nam nie wyrządziły. Ogółem w tej piekarni schowało się około 20 osób. Pewnego dnia zaczął ktoś walić w drzwi od podwórza i zaczął krzyczeć „Aufmachen” – otworzyć!”. Gospodarz z moim ojcem otworzyli drzwi. Wszedł podoficer „SS” z pistoletem w ręku. Postał chwilę, później skrupulatnie zlustrował wszystkich i poprosił o wodę. Wypił i pokazał palcem na jedną z kobiet lat około 35–40 i powiedział „Komm mit”. Była to rozwódka, która miała kilkunastoletnią córkę. Obecni trochę odetchnęli, bo obawiali się, że weźmie córkę p. Warchołowej, piękną młodziutką dziewczynę. Półtorej godziny później „wybranka SS–owca” wróciła i powiedziała trzy słowa: „Tak, zgwałcił mnie”.

Dwa dni później znów łomot do drzwi. Otwieramy, a tam sierżant i trzech żołnierzy radzieckich z odznakami na piersi „gwardia”, w tym jeden z dystynkcjami sierżanta. Zrobił się krzyk. Wielki krzyk radości! Kobiety, a pierwsza ta zgwałcona rzuciły się do żołnierzy i zaczęły całować ich po rękach. Żołnierze zaskoczeni chowali ręce, ale też śmiali się równie radośnie jak my – Polacy. Pani Niegowska zaczęła szykować im jedzenie, a okrzykom radości nie było końca. Skończył się bowiem czas straszliwej okupacji niemieckiej. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Minął koszmar okupacji. Koniec codziennego zagrożenia życia, mordów, rozbojów i faktycznie niewolnictwa. Byliśmy wolni! A biesiada z żołnierzami – wybawicielami trwała do wieczora.

Rano wróciliśmy do swojego domu. Świni, która była w komórce i którą codziennie wieczorem matka dokarmiała – nie było. W okopach w ogrodzie koło wygaszonego ogniska pozostała po niej tylko skóra. Żołnierze zjedli ją. Kiedy znaleźliśmy tę skórę matka wybuchnęła śmiechem. Króliki, które wypuściłem do ogrodu połapałem i znów umieściłem w klatach. Co prawda nie było ich znów czterdzieści, bo zaledwie dwanaście, ale to też nie miało znaczenia. W ogrodzie w części zakrzaczonej znalazłem za to zabitego czerwonoarmistę z długim karabinem. Zabitego pochowali kolejarze. Na cmentarzu tuż przy stacji, gdzie było już kilkadziesiąt grobów radzieckich żołnierzy. Najwięcej czołgistów tych poległych pod Jasienicą, w tym jeden w stopniu majora. Ogółem na tym cmentarzu przy stacji pochowano kilkudziesięciu poległych. Wiosną 1945 r. wszystkich ekshumowano i przeniesiono na wielki cmentarz wojenny koło Pułtuska. Karabin zaś postawiłem w rogu koło mojego łóżka. Kilka dni później znalazłem dwa niemieckie pistolety maszynowe, tzw. „MP” i dołożyłem je do karabinu.

Przez dwa następne dni Tłuszcz ostrzeliwała niemiecka artyleria i znów pociski rozwalały domy, wybijały dziury w dachach i siały zniszczenie. Okropność wojny trwała nadal. Wojska radzieckie wypchnęły Niemców z Wólki Kozłowskiej, opanowały szosę Radzymin – Wyszków, posunęły się dalej na zachód i dotarły do Bugu, a później dalej aż do Narwii. Zatrzymywały się na rzece, ale zdobyły przyczółek pod Pułtuskiem. A w Tłuszczu uspokoiło się chociaż codziennie nadlatywały nad stację niemieckie samoloty zwiadowcze, które natychmiast ostrzeliwały dwie radzieckie baterie przeciwlotnicze rozmieszczone przy stacji.

28 marca 1945 r. Kółko przyjaciół z Gimnazjum w Tłuszczu na wycieczce w Jarzębiej Łące.Od lewej: „Kula”, Jagoda Suska, Andrzej Suski, Rudnik, Janusz Wyszkowski, Mirosław Downarowicz, Włodzimierz Grzelak, Zofia Wyszkowska, Henryk Trojanowski, Barbara Napieralska.
28 marca 1945 r. Kółko przyjaciół z Gimnazjum w Tłuszczu na wycieczce w Jarzębiej Łące. Od lewej: „Kula”, Jagoda Suska, Andrzej Suski, Rudnik, Janusz Wyszkowski, Mirosław Downarowicz, Włodzimierz Grzelak, Zofia Wyszkowska, Henryk Trojanowski, Barbara Napieralska.

Odbudowa węzła kolejowego

Czasem samoloty niemieckie były atakowane przez radzieckie myśliwce. Dla nas było to piękne widowisko, zwłaszcza kiedy starcia odbywały się na dużej wysokości, a za samolotami ciągnęły się barwne smugi kondensacyjne. Kiedy ustał ostrzał artylerii niemieckiej kolejarze natychmiast stawili się na stacji i przystąpili do naprawy torów i urządzeń stacyjnych. Oczywiście nikt im tego nie kazał, nikt im za to nie płacił, ale dusza kolejarska nakazywała wziąć się do roboty. Zaczęli też naprawę szlaku w kierunku Małkinii, na którym saperzy niemieccy wysadzili każdą szynę w połowie jej długości.

Ku mojemu zdziwieniu młotem i stalowym klinem kolejarze potrafili wyrównać każdą szynę. Następnie przysuwali ją do drugiej połówki szyny i tak odbudowywali cały szlak. Szyny były o połowę krótsze, ale tor nadawał się do jazdy. Mój ojciec przejął kierowanie tą odbudową stacji, a po kilku tygodniach został już oficjalnie zawiadowcą stacji. W Białymstoku powstała namiastka Okręgowej Dyrekcji Kolei, dość szybko przeniesiona do Warszawy do gmachu na ul. Wileńskiej. Dyrekcja ta przydzieliła stacji motocykl z przyczepą „Harley–Davidson”, w którym ojciec przywoził z Warszawy przydziały żywności dla załogi stacji, a później i pensje dla kolejarzy.

Dość szybko pojawili się na stacji w Tłuszczu oficerowie radzieckiej wojskowej służby kolejowej i zaczęto przekuwać tory na szerokotorowe. Po nich ruszyły transporty wojsk i zaopatrzenia dla nich. Należy zauważyć, że oficerowie radzieccy traktowali polskich kolejarzy z szacunkiem widząc w nich kompetentnych pracowników kolei. Raz tylko zdarzyła się raczej pogodna i trochę wywołująca wesołość polskich kolejarzy historia. Pewnego dnia przy każdej zwrotnicy na stacji i wielu innych miejscach, np. na nastawni, przy przejeździe przez tory, przy semaforach i tak dalej stanęli żołnierze NKWD. Polscy kolejarze podnosili, że to bez sensu, bo przy „blokadzie stacyjnej” jaka jest zainstalowana na stacji nie da się przełożyć ręcznie żadna zwrotnica. Oficerowie służby kolejowej zgadzali się z tym, ale mówili, że nie oni decydują, a NKWD. Nikt nie wiedział po co to wszystko. A rano przez stację przejechał pociąg sypialniany, a w nim Stalin, który jechał na Konferencję Poczdamską. Staliśmy z ojcem i kilkoma kolejarzami przed budynkiem stacyjnym i patrzeliśmy na przejazd tego pociągu. I wtedy właśnie dowiedzieliśmy się, kto nim jedzie, chociaż nie wiedzieliśmy dokąd i że tam „Wielka Trójka” zdecyduje o polskich granicach zachodnich i statucie naszego państwa na wiele lat.

Może jeszcze jedno. Radziecka administracja wojskowa traktowała wszystko co zostało po Niemcach jako zdobycz wojenną. Tak na swoim terytorium jak również już na terytorium Polski. I tak było z materiałami kolejowymi zgromadzonymi w wielkim składowisku przylegającym do linii kolejowej z Tłuszcza do Legionowa. A zgromadzone tam były wielkie ilości szyn, podkładów, zwrotnice i wiele, wiele innych materiałów i urządzeń kolejowych. Kiedy odbudowano szlak z Tłuszcza do Legionowa wojsko radzieckie zaczęło wywozić do siebie to co znaleziono w tym ogromnym składowisku. Kolejarze byli zdania, że to co znajduje się w tym składowisku to mienie kolejowe należne Polskim Kolejom Państwowym i postanowili zapobiec dalszemu opróżnianiu składowiska. Nie uzgadniając tego z nikim, z żadnymi władzami tak radzieckimi, jak i polskimi kolejarze z Tłuszcza rozebrali tor bocznicy z głównego szlaku do składowiska. Rozebrali prawie kilometr toru. Nie było więc wjazdu na składowisko i nic już nie można było wywieźć. Co ciekawe wojskowi kolejarze radzieccy na stacji udawali, że nie zauważyli rozbiórki toru i nie podjęli żadnej interwencji. W ten sposób kolejarze z Tłuszcza ocalili od wywozu ogromną ilość materiałów kolejowych. A bocznicę odbudowano dopiero po wojnie po przejęciu sieci kolejowej przez polską administrację.

Po wyzwoleniu

Lato 1945 r. drużynowy Związku Harcerstwa Polskiego w Tłuszczu – Włodzimierz Grzelak
Lato 1945 r. drużynowy Związku Harcerstwa Polskiego w Tłuszczu – Włodzimierz Grzelak

Najważniejsze, że po odepchnięciu Niemców poza Narew i oswobodzeniu Tłuszcza od okupacji nastał zupełnie nowy czas. Mieszkańcy miasteczka, którzy w czasie okupacji byli jak zagubieni, nie spotykali się ze sobą, unikali kontaktów z innymi, ważyli każde wypowiedziane słowo, mało wychodzili z domów, byli czujni, cisi i ostrożni. Kontaktowali się właściwie tylko z rodziną i najbliższymi dobrze im znanymi sąsiadami, wydawało się, że nie umieją się już uśmiechać, są ponurzy, mało mówni i wciąż bacznie obserwują otoczenie – teraz po odzyskaniu wolności odmienili się. Zupełnie odmienili. Stali się całkiem inni. Są towarzyscy, pogodni i uśmiechnięci, szukają innych, rozmawiają, śmieją się. Wszyscy czują się najlepiej poza swoim domem, na ulicach, na placu przed stacją kolejową. Rozmawiają, gestykulują, są pełni radości i wigoru.

Otwarto piwiarnię, cukiernię, sklepy, salę z bilardem. W mieszkańców wstąpiło nowe życie. Natychmiast uruchomiono szkołę. Oczywiście pod kierownictwem Antoniego Grzelaka. Ale z zasadniczą zmianą. Uruchomiono bowiem szkołę średnią, jakiej nigdy dotychczas w Tłuszczu nie było. Na tajnych kompletach gimnazjalnych byli sami chłopcy, a teraz też gromady dziewcząt. Zupełnie inna nowa sytuacja.

Szkoły średnie otwarto też w Radzyminie, Wołominie, a nawet w pobliskiej wsi Klembów. A w nich głównie młodzież, która uciekła przed powstaniem z Warszawy. Młodzież z tych szkół przyjeżdżała do Tłuszcza, a młodzież z Tłuszcza do nich. Odbywały się różne spotkania, turnieje i zawody sportowe, w tym cieszące się wielkim zainteresowaniem mecze i zawody siatkówki. Młodzież zaczyna chodzić do lasów na wycieczki, harcerze organizują biwaki. Wielki ruch, wielka aktywność, całkiem nowe życie. Częste uroczystości z różnej okazji, pochody, marsze z flagami biało- czerwonymi. I wciąż ogromna radość i poczucie szczęścia. Młodzież zawiązuje kółka przyjaźni, spotkań, a w szkole tańczy na częstych imprezach tanecznych i spotkaniach.

Lato 1945 r. Harcerze ZHP – Andrzej Suski, Włodzimierz Grzelak, Janusz Wyszkowski
Lato 1945 r. Harcerze ZHP – Andrzej Suski, Włodzimierz Grzelak, Janusz Wyszkowski

Jesienią kierownik szkoły Antoni Grzelak wezwał mnie i swojego syna do gabinetu i dał nam do przeczytania okólnik Ministerstwa Oświaty Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z Lublina. Minister polecił władzom oświatowym i kierownikom szkół zorganizowanie w szkołach drużyn Związku Harcerstwa Polskiego i i udzielenie im pomocy. Dwa dni później utworzyliśmy w Tłuszczu drużynę harcerską. Jej drużynowym wybraliśmy Włodzimierza Grzelaka. I zaczęła się nowa działalność, biwaki, zbiórki, kontakty z drużynowymi harcerskimi w Radzyminie, współpraca z Komendą Hufca, który powstał w Radzyminie, którym kierował phm. Śliwczyński.

Mężczyźni z Tłuszcza zaczęli spotykać się w piwiarni, na bilardzie, w cukierni, w bufecie pani Warchołowej na stacji i gromadzić się na pogaduszki na placu przed stacją. Miasteczko nie tylko odżyło, ale stało się zupełnie inne, dynamiczne, rozwijające się dynamicznie. Marazm czasów okupacji szedł w zapomnienie. Teraz wszędzie radość, uśmiech, pogoda i poczucie odrodzenia.

Już jesienią 1944 r. powstała w Tłuszczu gmina. Jej wójtem został nauczyciel Jan Biłyk. Swoją nominację zawdzięczał chyba temu, że w czasie wojny był w Polskiej Partii Robotniczej. Niestety jako wójt nie znalazł uznania ówczesnych mieszkańców Tłuszcza i po kilku miesiącach wyjechał do Wołomina, gdzie uzyskał posadę dyrektora miejscowej fabryki wyrobów drewnianych. Otwarto sklepy, uruchomiono spółdzielnię „Rolnik”, zaczął pracować młyn „Sackiewicza”. Tłuszcz wracał do normalnego życia.

Na kolei uruchomiono komunikację pasażerską. Kolejarze mogli już jeździć pociągami, więc musieli zwrócić motocykl. Zaczęło się pełne normalne życie, chociaż do stycznia 1945 r. front był blisko bo na Narwi, a samoloty niemieckie wciąż pojawiały się w lotach zwiadowczych nad stacją. Powstała też administracja Wojska Polskiego i zaczęto powoływać młodych ludzi do wojska. Większość z nich trafiła do I Armii WP i wzięła udział w straszliwej wielkiej bitwie o Wał Pomorski. Niestety, niektórzy z Tłuszcza za przełamanie oporu wojsk niemieckich i zdobycie Wału Pomorskiego zapłacili życiem. Rodziny otrzymały lakoniczne dokumenty – „ zginął za Ojczyznę”.

Koniec wojny

A w maju obudziła nas w Tłuszczu ogromna palba z karabinów i pepesz. Co się dzieje? Co się stało? Oficerowie – kolejarze radzieccy oznajmili: „Niemcy skapitulowały. Wojna skończona”. Radość ogarnęła wszystkich. W Tłuszczu nikt nie pozostał w domu. Wszyscy wylegli z domów, a najwięcej osób zgromadziło się oczywiście na placu przed stacją. Krzyczeli, śpiewali, całowali się. Euforia niewyobrażalna!

Już nikt nie myślał o straszliwej okupacji, o łzach i krwi, o tych co polegli, o wiezionych do Treblinki Żydach. Liczyło się tylko jedno. Koniec wojny! Po pięciu latach!

W sierpniu 1945 roku mojego ojca awansowano na „kontrolera ruchu”, który odpowiadał za ruch kolejowy na szlaku od Warszawy do Gdyni. I opuściliśmy nasz Tłuszcz. Wyjechaliśmy do Ciechanowa. Lata pobytu w Tłuszczu zakończyły się. Ale nie wygasły wspomnienia, nie zatarły się. I pozostał sentyment do Tłuszcza i jego mieszkańców z którymi przeżyłem najtrudniejsze lata mojego życia. Wojnę i okupację niemiecką.

Henryk Trojanowski

Więcej tego autora:

1Comments

Add yours
  1. 1
    Tomek

    Tłuszcza broniły elementy 5 Dywizji Pancernej SS, obronę obsadzał pułk grenadierów Pancernych Germania i batalion saperów. Pod Jasienica działała grupa bojowa Flügel oparta na 2 batalionie pancernym z 5 pułku pancernego SS. Wyposażony w czołgi Pantera. Poniosła w walkach duże straty.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.