Młodzi wołomińscy siatkarze. Fotografia z albumu pamiątkowego Borysa Tokarskiego.
Ze zrozumiałych względów nie istnieje precyzyjna data powstania tak zwanych „dzikich” drużyn piłki siatkowej na terenie Wołomina. Z zasobów mojej pamięci, jak również korzystając ze wspomnień mojego kolegi Stefana Kamińskiego, wyłaniają mi się historyczne fakty powstawania na terenie Wołomina początków wspaniałej dyscypliny sportowej – siatkówki.
Tak więc około roku 1936 w siatkówkę grano już w prymitywnych warunkach terenowych i technicznych w tak zwanych drużynach „dzikich”, które przybierały nazwy od dzielnic miasta, na których uprawiały nieznaną dotychczas grę zwaną siatkówką. Można więc obecnie twierdzić w zgodzie z historycznymi faktami, że pionierskimi drużynami siatkówki w Wołominie były: „Rynkowia” działająca na terenie rynku miejskiego, obecnie placu 3-go Maja, przygarniająca młodzież i dzieciarnię z najbliższej okolicy, „Parcelacja” – działająca na rozległym terenie na południe od ulicy Lipińskiej oraz „Lilianka”, która działała na terenie obecnie zwanym „Starym Miastem” Wołomina.
Nieznana obecnie nazwa „Lilianka” wzięła się stąd, że jej członkowie byli niemal wszyscy harcerzami. Nieco później zawiązała się drużyna „Tęcza – Helenówka”, uprawiająca grę w siatkówkę i piłkę nożną na terenie sąsiadującym z ulicą Marszałkowską. Nazwa dzielnicy Helenówka czci pamięć pani Heleny Nasfeter – „dziedziczki”, która oferowała Huraganowi piaskowe wydmy ze swej posiadłości. Przewiezienie tych wydm na teren łąki ofiarowanej Huraganowi przez inną „dziedziczkę”, panią Mossakowską, pomogło przystosować te łąkę do potrzeb stadionu sportowego. Uzupełnieniem dla tej poważnej melioracji było kilka wagonów żużlu, który z hałd parowozowni w Tłuszczu dostarczyli działacze Huraganu, panowie kolejarze Stanowski i Jastrzębski. Godzi się wspomnieć, że rozładunku wagonów żużlu z rampy kolejowej w Wołominie dokonali nieodpłatnie wierni kibice Huraganu, posiadacze konnych środków transportowych – panowie Władysław Orych z trzema swoimi synami i swymi sąsiadami.
Warto chyba uzupełnić kronikę Huraganu przypomnieniem ważnego wydarzenia w historii klubu. Tym wydarzeniem było dyscyplinarne zamknięcie dawnego małego stadionu przy ulicy Kobyłkowskiej przez WZPN jako kary za próbę linczu sędziego prowadzącego mecz piłki nożnej, którego dokonali gracze Huraganu niezadowoleni z orzeczeń sędziego-kalosza. To właśnie ta surowa, regulaminowa kara spowodowała konieczność ekspresowej budowy nowego stadionu, czego konsekwencją był cały łańcuch ofiarności nie tylko obydwu pań dziedziczek, Mossakowskiej i Nasfeterowej, ale i społeczeństwa wołomińskiego rozkochanego w sporcie.
Młodzież zamieszkująca wschodnie tereny Wołomina, zachęcona przykładem „Lilianki” i „Tęczy”, a grupująca się pod opiekuńczymi skrzydłami Szkoły Podstawowej, tak zwanej „Lipińskiej”, a dysponująca skarbem sportowym w postaci boiska do gry w siatkówkę, siatki, piłki i całym zastępem siatkarskich talentów – uczniów i absolwentów tej szkoły, pewnej niedzieli postanowiła utworzyć zespół zwany „Naprzód Lipiny”, którego celem będzie nauka gry w siatkówkę i piłkę nożną. Organizatorem zebrania założycielskiego był Jan Kuntz.
Te sportowe ciągotki nieco wcześniej dały wymowne rezultaty rywalizacji uczniów Szkoły Podstawowej nr 1 z uczniami Szkoły Lipińskiej. W meczu piłkarskim obydwu reprezentacji szkolnych uczniowie tej drugiej doznali kompromitującej porażki, lecz w rewanżu na boisku siatkarskim uczniowie Lipińskiej odbierali gratulacje od swych przeciwników, u których zaowocowały treningi prowadzone na boisku szkolnym wyposażonym nie w sznurek, a prawdziwą siatkę.
Żyjący jeszcze absolwenci Szkoły Podstawowej nr 1 z pewnością pamiętają, że szkoła swe życie sportowe prowadziła na małej salce wewnątrz budynku szkolnego, bowiem praktycznie biorąc nie posiadała nie tylko boiska do ćwiczenia gier ruchowych, ale nawet zwykłego podwórka. Tak było do okresu wojny w roku 1939. Zniszczenia wojenne doprowadziły do rozbiórki domu jednopiętrowego i magazynów, w których działalność handlową prowadzili Jagoda i Abram Goldwaser, od strony ulicy Legionów, zaś od strony wschodniej stał dom Mangosa.
W tamtych warunkach uczniowie szkoły nr 1 mogli tylko pozazdrościć swym kolegom ze szkoły Lipińskiej posiadania własnego boiska do gry w siatkówkę. Wspomniana wcześnie „dzika drużyna” „Naprzód Lipiny” dysponowała własnym boiskiem do gry w siatkówkę. Znajdowało się ono wśród mini lasu, tworzonego przez ponad stuletnie sosny na terenie obecnie istniejącego osiedla mieszkaniowego Spółdzielni B. M. „Słoneczna”. Przez okres wojny i okupacji miasto nie otrzymywało opału, mieszkańcy Wołomina ratując się – wycięli wszystkie sosny, a wraz z nimi i te drzewa, między którymi drużyna siatkówki rozciągała siatkę służącą tej tradycyjnej już rywalizacji pomiędzy dzikimi drużynami.

W podobny sposób jak odbywało się współzawodnictwo sportowe Szkoły Nr 1 ze Szkołą Lipińską – odbywała się rywalizacja zespołów „Naprzód-Lipiny” i zespół „Tęcza-Helenówka”. Tym razem „Naprzód” – był lepszy w piłce nożnej, Tęcza zaś dominowała w siatkówce. Tylko w grze deblowej zwycięstwo odnieśli siatkarze „Naprzód”, w pozostałych grach różnych zespołów – bezapelacyjnie zwyciężała „Tęcza”. Najbardziej dramatycznie – walczyli singliści Witold Walentynowicz i Roman Dzierżanowski. Zwycięstwo odniósł w tej grze ten pierwszy, siatkarz „Tęczy”.
Wywodząca się z „Liliówki” drużyna Kolejowego Przysposobienia Wojskowego, na czele z Jurkiem Sadkowskim i Józkiem „Ezek” Wierzbickim, kilkakrotnie w meczach udowadniała, z żydowskim klubem „Makabi” kto w Wołominie w siatkówce gra pierwsze skrzypce. Leworęczny „Ezek” zaskakiwał przeciwników swymi mylącymi ich atakami.
W listopadzie 1943 roku, w ulicznej egzekucji zginęło 100 Polaków, a między innymi zamordowany zostaje „Ezek” Wierzbicki i Zdzisław Haberko – siatkarz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w Wołominie, wybitnie i wszechstronnie utalentowany, również muzycznie – współtwórca akcji zlikwidowania „Ogórka” Schustera. W lipcu tegoż 1943 roku, ginie w ucieczce z rąk Sicherheitspolizei inny siatkarz Kat. Stow. Mł., Waldek Wilczak. Cześć ich pamięci!
Sportowe tradycje społeczeństwa wołomińskiego dały asumpt do wznowienia działalności przez kluby „Huragan” i „Turowianka” już w kilkadziesiąt dni po zakończeniu II wojny światowej. Wspominam, że podczas manifestacji 1 Maja, pierwszej po wojnie, delegowany przez Zarząd Huraganu, pan Stanisław Bilewicz, wygłosił na trybunie wieńczącej pochód, przemówienie pozbawione akcentów politycznych – ale za to, zakończone głośnym hasłem: „W zdrowym ciele – zdrowy duch!”. Wręcz humorystyczne wydarzenie na tym pochodzie miało swe autorstwo w grupie 12 pań stanowiących Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych miasta Wołomina. Panie stanowiące tę grupę, słysząc od czoła pochodu napływające melodie pieśni rewolucyjnych, a same nie znając tekstów… zaśpiewały znany im tekst i melodię: „Serdeczna Matko Opiekunko Ludzi”, za co zostały nagrodzone rzęsistymi oklaskami osób asystujących pochodowi.
Byli siatkarze „Lilianki” a później „Huraganu”, panowie Roman Grzyb i Ryszard Skrzyński, będąc w tamtym czasie pracownikami nowo powołanego do życia Studia Budowy Przemysłu Szklarskiego w Wołominie, na posesji garbarni Blimbauma przy ulicy Moniuszki – Sienkiewicza, zorganizowali się w grupę siatkarską o nazwie „Studio”. W miejscu gdzie obecnie stoi pawilon handlowy, wygospodarowali teren boiska siatkarskiego – i rozpoczęli treningi. Wkrótce znalazł się przeciwnik. Byli nimi ekssiatkarze Kat. Stow. Młodzieży, którzy szanując tradycję – nazwali swą grupę: „Parafianie”. A oto ich personalia: Władysław Orzechowski, Zdzisław Michalik, Mieczysław Tyczyński, Stefan Sasin i inni, nie zapamiętani. Siły obydwu przeciwników były wyrównane, a wzajemna życzliwość pozwoliła zrezygnować z usług pana z gwizdkiem.
Wypada wspomnieć o nieśmiałych próbach reaktywowania siatkówki żeńskiej. W tym okresie czasu, gdy Huragan był użytkownikiem boiska siatkarskiego, na posesji ulicy Marszałka Piłsudskiego 1, należącej przed wojną do paramilitarnej i prorządowej organizacji „Strzelec”, udało się panu Borysowi Tokarskiemu zaprosić do Wołomina siatkarzy i siatkarki warszawskiej Legii. W owym czasie, siatkarze Legii stali na szczycie Olimpu w skali krajowej. Patrząc na potykające się drużyny Legii i Huraganu, można było żywić obawę, że ogląda się powtórzenie biblijnie opisanej walki Dawida z Goliatem. Drużyna gości miała w swym składzie trzech członków drużyny narodowej. A jednak… Dawid nie przestraszył się sławy przeciwnika i wspomagany kunsztownie i perfekcyjnie przez speakera obydwu meczów pana Stanisława Bilewicza – dzielnie walczył, i choć nie pokonał – bo to było niemożliwe – swego przeciwnika – nie przyniósł wstydu swym barwom i trenerowi.

W meczu drużyn żeńskich przeciwniczką Legionistek była reprezentacja Technikum Ekonomicznego z ulicy Miłej, walcząca pod wodzą swej trenerki, nauczycielki WF. Przebieg tego meczu potwierdził klasę przeciwniczek naszych dziewcząt, oraz pokazał jak powinna wyglądać współpraca grającego trenera z uczącym się przecież zespołem. Dziewczętom wołomińskim, grającym w siatkówkę życzę takich trenerów i nauczycieli gier sportowych, jacy w przeszłości udowodnili, że siatkówka jest warta nawet wyrzeczenia się innych przyjemności i pozbawiona jest elementów brutalności spotykanych w innych dyscyplinach sportowych.
A teraz kilka zdań o wołomińskim najpierw futboliście, a później – dożywotnio, o siatkarzu i działaczu, czyli o panu Jerzym Cudnym, byłym członku „Lilianki”. Pochodził z tej grupy absolwentów Szkoły Podstawowej Nr 1 w Wołominie, która kochając sport – rozkładała to uczucie w równej mierze na siatkówkę i piłkę nożną. Tak było do pewnej niedzieli, podczas której pan Jerzy w meczu mistrzowskim z lokalnym rywalem „Turowianką” wystąpił w drużynie piłkarskiej „Huraganu” – na pozycji libero. Gdy był z piłką dokładnie w środku boiska, został brutalnie zaatakowany, tak zwaną „nakładką piłkarską” przez naszego kolegę J. Z. grającego również na pozycji libero w rywalizującej z Huraganem „Liliance”. Rozległ się tak głośny trzask łamanej kości, że gdybym tego nie słyszał i nie widział – trudno byłoby mi uwierzyć, że to się tak stało!

W kilkanaście lat później, gdy pan Jerzy Cudny po ciężkiej kontuzji nie mógł już czynnie uprawiać swych ukochanych dyscyplin siatkówki i piłki nożnej, na usługi wołomińskiego sportu – oddał swój niepospolity talent organizatora wszelkich imprez i wszelkich poczynań służących rozwojowi życia sportowego – szczególnie wiążących się z Huraganem. W takim to okresie czasu, redakcja dziennika „Trybuna Mazowiecka” wspólnie ze Związkiem Kolarskim – zorganizowała wyścig kolarski pod nazwą: „Dookoła Mazowsza”. Wyścig był wieloetapowy, a miasto Wołomin zostało uhonorowane powierzeniem mu zakończenia jednego i rozpoczęcia następnego etapu. Było zrozumiałym, że zorganizowanie tej wielkiej imprezy, chociażby z podtekstem politycznym, władze sportowe i administracyjne powierzyły Zarządowi Huraganu, powszechnie znanemu z kompetentnego działania na niwie sportowej. Było też oczywistym, że personalnie odpowiedzialnym za dobre zorganizowanie całej imprezy uczyniono pana Jerzego Cudnego. Meta jednego i start do drugiego etapu wyścigu – odbyły się na nowym stadionie Huraganu. By te dwa fragmenty wyścigu mogły się odbyć w prawidłowych warunkach, ówczesny Urząd Miasta, musiał w ekspresowym tempie wyasfaltować część ulic Wilsona i Sportowej. Zorganizowanie wyżywienia zawodników biorących udział w wyścigu i całej otoczki technicznej, szefostwo wyścigu zleciło Zarządowi Huraganu, co praktycznie biorąc – oznaczało osobę pana Jerzego Cudnego. Postanowiono, że miejscem przygotowania i wydawania posiłków – będzie stołówka zakładu „Gazomontaż” – bliski sąsiad stadionu.
I w tym momencie ujawniła się trudność związana ściśle z kryzysową sytuacją wyżywienia ludności. Okazało się, że gwarantowany przez władze administracyjne przydział surowca mięsnego dla wysokokalorycznego wyżywienia uczestników wyścigu – jest czekiem nie mającym pokrycia! Gdy działania interwencyjne zawiodły, pan Cudny podzielił się zmartwieniem ze swoim serdecznym kolegą, czyli osobą opisującą to wydarzenie. I tu, siatkowa przeszłość obydwu panów i jeszcze innej osoby – okazała się remedium na kłopot kulinarny wołomińskiego etapu wyścigu kolarskiego „Dookoła Mazowsza”! W niezbyt odległej przeszłości, jeden z panów biorąc udział w siatkarskim turnieju zakładowym, wspólnie z inną uczestniczką turnieju – zostali mistrzami w klasie debla. Obecnie ta pani okazała się być osobą kierującą działalnością dużej chłodni, pracującej dla eksportu drobiu i jego przetworów.
Wykonane rozmowy telefoniczne, przypominające dawny triumf siatkarski i obecny kłopot zaopatrzeniowy wyścigu kolarskiego wysokiej rangi, zaowocowały tym, że już następnego dnia eks siatkarz ze swym kierowcą ładowali do samochodu uzyskany nieformalnie przydział podrobów drobiowych, finansowany przez odbiorcę towaru. Z przywiezionych do Wołomina podrobów mistrzynie gastronomii społemowskiej przygotowały entuzjastycznie smakowane kolację i śniadanie o wysokiej kaloryczności. Podczas uroczystej kolacji, przedstawiciel redakcji „Trybuny Mazowieckiej”, chwaląc klub „Huragan” za dotychczas niespotykaną na poprzednich etapach wysoką klasę posiłków, stwierdził, że po powrocie z wyścigu do domu, będzie prosił swą małżonkę, by jajecznica pojawiła się u nich na stole nie wcześniej, jak za kilka lat. Pan Jerzy Cudny, słysząc te słowa, wskazał na osobę piszącą te słowa jako na autora tego sukcesu kulinarnego, za co Zarząd Huraganu, jako wyraz wdzięczności i na pamiątkę – obdarowuje go repliką proporca klubowego. Proporzec – pamiątka, zdobi do dnia dzisiejszego mieszkanie byłego uczestnika turniejów rozgrywanych przez wołomińskie „dzikie drużyny” preferujące siatkówkę i piłkę nożną.
Czytelnikom w/w tekstu należałoby wyjaśnić, co się stało ze stadionem sportowym Huraganu, którego teren w okresie świetności przed dniem II wojny światowej… wypożyczyła czy też wydzierżawiła Huraganowi córka dziedzica Wojciechowskiego – pani Mossakowska. Niestety autor tego tekstu może tylko stwierdzić, że już po zakończeniu wojny, na stadionie rozgrywane były mecze piłkarskie, a opisany wyżej przypadek kontuzjowania pana Jerzego Cudnego miał miejsce na tym właśnie stadionie. Nie jest wiadome, kto teren stadionu rozparcelował i udostępnił pobudowanie domów jednorodzinnych.
W zaistniałej sytuacji pilną koniecznością stało się uzyskanie odpowiedniego terenu i zbudowanie na nim nowego stadionu sportowego, a na nim – wybudowanie hali dla potrzeb tradycyjnej już w Wołominie siatkówki. Do owego czasu siatkówka była w naszym mieście wyłącznie dyscypliną sezonów letnich. Korzystając z przychylności ówczesnych władz administracyjnych i wspaniałego klimatu istniejącego w wołomińskim społeczeństwie, Zarząd Huraganu uzyskał w drodze wieczystej dzierżawy kilku hektarową działkę po wyeksploatowanej cegielni i kopalnianych wyrobiskach. I teraz rozpoczął się wyścig czasu z szeroko rozumianą ofiarnością społeczeństwa, budującego swój stadion i halę sportową z pomieszczeniami służącymi normalnej działalności tego rodzaju obiektu.

W międzyczasie, dla potrzeb rozwijającego się w kraju przemysłu szklarskiego, na bazie dwóch hut i pracującego od kilku lat Studium Przemysłu Szklarskiego w Wołominie przy ulicy Partyzantów-Legionów, zbudowany zostaje gmach Technikum Szklarskiego, które ma zadanie kształcenia młodzieży z całego kraju w zawodzie technika szklarskiego. Gmach Technikum wyposażono w największą w mieście salę gimnastyczną, w której jako ćwiczenie obowiązkowe będzie uprawiana siatkówka. Stworzenie nieosiągalnych dotąd warunków technicznych dla prowadzenia treningów i zatrudnienie szkoleniowca perfekcjonisty – pułkownika Wiesława Piotrowskiego, pozwoliło wykształcić spośród młodzieży Technikum wielu dobrych siatkarzy, którzy wkrótce zasilili kadrę siatkarską Huraganu.
Talenty siatkarskie wstępnie oszlifowane przez trenera-pułkownika Piotrowskiego do szczytów doskonałości siatkarskiej doszły w Huraganie, gdzie miały szczęście trafić w dobre ręce panów: Borysa Tokarskiego, Jerzego Hajduka i Ryszarda Mazurka, którym przewodził dawny zawodnik „Lilianki” – pan Jerzy Cudny. W nowych warunkach technicznych i korzystając z własnej rezerwy siatkarzy wyszkolonych przez dobrych trenerów, Huragan zaczyna odnosić wiele sukcesów siatkarskich na Mazowszu, w kraju i wreszcie goszcząc w zagranicznych miastach preferujących grę w siatkówkę. Osobiście pamiętam mecz Huraganu z klubem kolejowym z Jugosławii o nazwie Železničar, rozgrywany na parkiecie hali sportowej w Wołominie.

Sukcesy sportowe Huraganu i osobiste trenera siatkarzy, pana Borysa Tokarskiego, zostały docenione przez Mazowiecki Okręgowy Związek Piłki Siatkowej, który na Walnym Zjeździe w roku 1961, wybrał prezesem tego związku pana Tokarskiego. Na wakujące miejsce trenera Huraganu, po odejściu z funkcji trenera pana Tokarskiego wchodzi pan pułkownik Wiesław Piotrowski, z którym, jako upominek dla Wołomina, wbiega na parkiet hali sportowej zdemobilizowany mieszkaniec naszego miasta – Jan Sasin, który znakomicie wspomagał drużynę, ale niestety po wielu sukcesach Huraganu w siatkówce męskiej – uległ śmiertelnemu wypadkowi.
Ukoronowaniem pracy trenera i całej drużyny, sportowy Wołomin doczekał się długo oczekiwanego sukcesu. Po wyczerpującym turnieju w Poznaniu siatkarze Huraganu otworzyli sobie, klubowi i miastu Wołomin – drzwi do I ligi siatkarskiej. Kontynuując tradycyjny zwyczaj sportowy, kierownik sekcji siatkarskiej, pan Jerzy Cudny, zgodnie z obowiązującym rytuałem – pali na szczęście swój kapelusz.
Ciekawostką jest fakt historyczny, że sukcesom męskiej drużyny siatkówki nie towarzyszy choćby zauważalna obecność drużyny żeńskiej. Można domniemywać, że przyczyną jest brak w naszym mieście trenerek na miarę panów Mieczysława Rosłana, Karola Moczydłowskiego, czy Andrzeja Doktorskiego. Po tym oszałamiającym sukcesie siatkarzy Huraganu, który promował samo macierzyste miasto, wystąpiło zjawisko szybkiego regresu. Jedną z przyczyn był gwałtowny ubytek sponsorów Huraganu, któremu też towarzyszył cały splot wydarzeń personalnych. Zmiana trenera i powrót na to stanowisko magistra WF pana Wiesława Piotrowskiego, niestety nie wyrównał straty poniesionej odejściem filarów Huraganu, panów: Borysa Tokarskiego, Stanisława Bilewicza, a w niedługim czasie – pana Jerzego Cudnego. Tego ostatniego z wielkich, na wniosek władz miejskich i sportowych nagrodzono orderem Krzyża Kawalerskiego R.P., za całość zasług położonych dla społeczeństwa miasta Wołomina i okolic. Na życzenie zmarłego, na tablicy epitafijnej na jego grobie widnieje napis informujący przechodniów, że spoczywa w nim człowiek sercem oddany sportowi i ukochanemu wołomińskiemu klubowi.
Utrata przez zawodników młodzieńczego zapału do gry i brak czynników mobilizacyjnych doprowadziły wkrótce do degradacji zespołu Huraganu w rozgrywkach mistrzowskich. W nowej sytuacji zespół trenerów opracował plan perspektywiczny, którego realizacja powinna doprowadzić odmłodzony zespół do II ligi. Sojusznika stawiającego sobie ambitne cele powrotu siatkówki wołomińskiej na sportowy piedestał trenerzy znaleźli w kierownictwie Szkoły Podstawowej Nr 5.
Rozpoczęto planowe szkolenie młodzików – uczniów tej szkoły. Wkrótce doczekano się sukcesów szkoleniowych nawet w skali ogólnopolskiej, zaś drużyna seniorów weszła do II ligi. Oceniając odniesiony sukces, władze miejskie pragnąc zapewnić Szkole Nr 5 lepsze warunki rozwojowe, sfinansowały budowę hali sportowej obok budynku szkolnego. Jednocześnie trwały rozgrywki pierwszych zespołów siatkówki męskiej, mające na celu osiągnięcie upragnionego wejścia do II ligi. Po zakończeniu tych rozgrywek trener Andrzej Doktorski odebrał owacyjnie witane gratulacje – za współautorstwo w osiągnięciu powrotu Wołomina do siatkowej tradycji miasta.
Gdy opadły już emocje wywołane awansem Huraganu, wyłonił się znak zapytania, jakie cele i środki, stawia sobie kierownictwo klubu i władze administracyjne, by utrwalić sukcesy preferującej klubową siatkówkę i same miasto. Powstała groźba materialnego nie sprostania awansowi i wycofania zespołu siatkówki z dalszych bojów o wejście do I ligi. Kołem ratunkowym okazała się decyzja kierownictwa Huraganu i Zarządu Zakładów Stolarki Budowlanej o przejęciu zespołu siatkówki Huraganu przez klub zwący się Towarzystwo Piłki Siatkowej, który będzie kontynuował dalsze rozgrywki o wejście do I ligi.
Ta decyzja, ratująca tradycję Huraganu i honor miasta – zaowocowała kolejnym awansem wołomińskich siatkarzy – wejściem do upragnionej I ligi najpierw kategorii B, a później – Superligi Kategorii A. Władze miasta dostrzegłszy szansę ratowania prestiżu miasta w istnieniu znanego obecnie w całym kraju zespołu siatkówki T.S. „Stolarka” – wprowadziły do budżetu gminy Wołomin, na rok 2001 finansowanie budowy trzech hal sportowych przy istniejących szkołach.