Wołomińskie siatkarki KPW
Będąc jednym z „Matuzalemów” naszego miasta z niesłabnącym zainteresowaniem chłonę publikowane materiały informacyjne świadczące o żywotności miasta i jego mieszkańców. Jako były sportowiec-amator szczególnym zainteresowaniem darzę rozgrywki siatkarskie, mojej ukochanej dyscypliny.
Z rozrzewnieniem wspominam czasy, podczas których wołomiński klub sportowy „Huragan” dzięki swojej drużynie siatkówki walczył w ligowych rozgrywkach o Mistrzostwo Polski. Nazwisko jednego z tej walecznej drużyny – Bosek, pojawiające się w aktualnych imprezach siatkarskich, jeszcze dziś budzi moje marzenia o powrocie do dawnej świetności „Huraganu” i popularności naszego miasta.
A oto inni wybitni siatkarze „Huraganu”, którzy zasłużyli sobie na wdzięczną pamięć mieszkańców Wołomina: Jerzy Cudny debiutujący sportowo w harcerskim, tak zwanym „dzikim” klubie „Lilianka”. Pan Jerzy Cudny swe pierwsze siatkarskie kroki stawiał na jednym z podwórek przy ulicy Warszawskiej. Ten „dziki” klub korzystał z gościnności właściciela piekarni, pana Spodniewskiego, ojca Pawełka, który mimo niskiego wzrostu walecznością siatkarską dorównywał, a nawet przewyższał innych członków tego zespołu. Kolejnym partnerem na prymitywnym boisku był bliski sąsiad – Józef Wierzbicki (Ezek), leworęczny siatkarz, siejący postrach wśród przeciwników „Lilianki”. Ezek Wierzbicki w roku 1943 poległ w ulicznej egzekucji przy ulicy Puławskiej w Warszawie.

Jerzy Hajduk – to kolejny siatkarz i piłkarz, najpierw „Lilianki”, a nieco później „Huraganu”. Mimo niskiego wzrostu – ten talent sportowy brylował na boiskach.
Siatkówka wołomińska rodziła się w trudnych warunkach materialnych, lecz wspierana była entuzjazmem młodzieży i pełną aprobatą patriotycznego grona osób organizujących życie społeczne. Stąd też tak zwane „dzikie” drużyny uprawiające zespołowe gry sportowe powstawały jak grzyby po ulewnym deszczu. Jedną z pierwszych była drużyna mająca swe boiska do gry w siatkówkę i piłkę nożną w dzielnicy Helenówka. Drużynie tej, zlokalizowanej w południowej części miasta, jej twórcy nadali imię „Tęcza”. Kolejną dziką drużyną, lecz w dzielnicy Stefanówka, była grupa uwielbiająca siatkówkę i piłkę nożną, preferująca nazwę „Błękitni”. W północnej części miasta, na tak zwanym „Wołominku”, zorganizowała się grupa pod pod przewodem braci Piaskowskich. Grupa ta uznawała wyłącznie piłkę nożną, lecz nie odnosiła w niej sukcesów. Ten wachlarz dzielnicowych „dzikich” drużyn zamykała we wschodnich terenach miasta młodzież zwąca się „Naprzód”. Boiska tej grupy, przydatne do gry w piłkę nożną i siatkówkę, miały oryginalną lokalizację – mieściły się bowiem pośród sosnowego lasku. Ten piękny drzewostan, rozpościerający się od ulicy Generała Sikorskiego do ulicy Niepodległości, a przylegający od strony północnej do torów kolejowych, w czasie okupacji niemieckiej uległ totalnej zagładzie. Młodzieży preferującej gry sportowe na tym terenie przewodził znany sportowiec Jan Kuna. Wyróżniającymi się talentami sportowymi siatkarzami trenowanymi przez pana Janka byli m.in. Roman Dzierżanowski, Wacław Wilczak, Zdzisław Michalik i… Bronisława Szwymer.
W niedługim czasie siatkarze „dzikiej” Lilianki wydorośleli i przeobrazili się w drużynę Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. Asami tej drużyny byli: Jerzy Szatkowski, Jan Chajęcki, Józef Wierzbicki – niezapomniany leworęczny „Ezek” i Józef Łukasiak. Siatkarze „Naprzodu” uzyskali znakomitego patrona, jakim stało się Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Wraz z patronem siatkarze KSM uzyskali teren przylegający do kościoła, na którym zbudowali boisko do gry w siatkówkę. Sama drużyna wzbogaciła swój skład osobowy o rasowych siatkarzy: Zdzisława Haberkę i Ryszarda Bąkowskiego. Tę drużynę jej sympatycy obdarzyli mianem „Parafianie”. Siatkarze męskiej drużyny klubu sportowego „Huragan” w tamtym okresie wyraźnie nie nadążali w rozwoju poziomu techniki gry za swymi kolegami z sekcji piłki nożnej. Jeśli chodzi o popularność gry w siatkówkę w naszym mieście, to ciekawostką jest niewątpliwie fakt, że mecze siatkówki rozgrywali panowie ubrani w długie spodnie do kostek, z kolorowej satyny. Żeńska drużyna siatkarek „Huraganu” w opinii usportowionego miasta odznaczała się przede wszystkim wysoką urodą zawodniczek.
Młodzi mieszkańcy miasta Żydzi byli zrzeszeni w klubie sportowym „Makabi” i mieli swą siedzibę i przy niej boisko do gry w siatkówkę na posesji przy ulicy Wileńskiej, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Powiatowa Komenda Policji Państwowej. Piszący te słowa, kibicujący drużynie siatkówki Kolejowego Przysposobienia Wojskowego, był obecny na meczu siatkówki rozgrywanym na boisku klubu sportowego Makabi. Oczywiście mecz wygrali wołomińscy Kolejarze, ale żydowscy siatkarze ofiarnie walczyli o uzyskanie zwycięstwa w tym meczu.