Mijamy ją codziennie w drodze do Warszawy, ale z pewnością wielu z nas ignoruje fakt jej istnienia.
Ot, niewielka wydma na pograniczu gminy Radzymin z Markami, zwana Górką św. Antoniego. Nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie usytuowana na niej kapliczka. I gdyby nie historia, którą może się poszczycić. Mało kto jeszcze pamięta, że swego czasu wdrapywały się na nią takie osobistości jak… Stefan Żeromski, Wincenty Witos czy francuski generał Maxime Weygand!

Górka św. Antoniego (wys. 102,2 m n.p.m.) to zalesiona, śródlądowa wydma, zlokalizowana pomiędzy Słupnem, Nadmą, Strugą i Markami. Administracyjnie położona jest w gminie Radzymin, nieopodal granicy z miastem Marki. Wzniesienie wraz z usytuowaną na nim kapliczką jest dobrze widoczne dla podróżujących szosą z Radzymina, (widzimy je po prawej stronie drogi jadąc w kierunku Marek). Dawniej Górka św. Antoniego rozciągała się znacznie bardziej na wschód (w stronę Nadmy), jednakże pierwotny kształt wydmy został zdeformowany w wyniku przekopów związanych z rozbudową drogi (m.in. na przełomie XIX i XX w. podczas wytyczania torów kolejki wąskotorowej, a także w 1989 r. w trakcie poszerzania szosy).
Dalej cofnąć się już nie możemy!
W sierpniu 1920 r. Górka św. Antoniego, (wówczas bardziej znana pod nazwą wzgórza nr 101) odegrała szczególną rolę podczas bitwy pod Radzyminem. Tutaj przebiegała druga, a zarazem ostatnia ufortyfikowana naprędce linia polskiej obrony, którą należało utrzymać za wszelką cenę. „Umrzeć, lecz się nie cofać!” – krzyczał z karabinem w ręku do spanikowanego wojska gen. Jan Rządkowski, które 14 sierpnia po południu uciekało przed bolszewikami z Radzymina w kierunku Strugi, a świadkiem agonii tego odwrotu przy milknącej artylerii był gen. Józef Haller, który przez lornetkę obserwował sytuację właśnie z Górki św. Antoniego. Zresztą, stąd już nawet nie było gdzie się cofnąć. Za plecami stały otworem niewielkie Marki, a dalej była tylko Warszawa. Na szczęście zdawali sobie z tego sprawę zarówno dowódcy, jak też szeregowi żołnierze. Druga linia polskiej obrony pod Strugą i Górka św. Antoniego dla jednych i drugich stanowiły granicę, której nie można było przekroczyć. Tutaj ustępował strach i przychodziło otrzeźwienie. Z tego miejsca oficerowie sztabowi wydawali rozkazy formacjom pułkowym WP do kolejnych ataków na zajęty przez bolszewików Radzymin. Stąd rozwijały się kolejne natarcia żołnierzy 85. Pułku Strzelców Wileńskich w celu odbicia miasta. Stąd też, do walki wyruszały polskie czołgi Renault FT 17, wspierające piechotę.
Był tutaj premier Witos, gen. Weygand a nawet sam Żeromski!
Niewątpliwie największą ciekawostkę stanowi fakt, że niewielkie wzgórze stało się także punktem obserwacyjnym dla wielkich osobistości, przybywających na linię frontu w celu dodania otuchy żołnierzom. To właśnie z Górki św. Antoniego bitwie o Radzymin przyglądali się m.in.: premier Rządu Ocalenia Narodowego Wincenty Witos, gen. Maxime Weygand wraz z oficerami wojskowych misji zagranicznych, Maciej Rataj – ówczesny Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (późniejszy Marszałek Sejmu), Leopold Skulski – Minister Spraw Wewnętrznych, generałowie, jak również reporterzy i korespondenci wojenni, a wśród nich sam Stefan Żeromski. (Kto wie, być może w licznym gronie odwiedzających znalazł się także ówczesny nuncjusz apostolski Achille Ratti – późniejszy papież Pius XI, o którym wiadomo, że także wizytował pole bitwy pod Radzyminem). Przybywały tutaj też wolontariuszki z Warszawy, przywożące dla żołnierzy papierosy, słodycze i świeżą bieliznę.
Kilkumetrowa wyniosłość, zarosła sośniną i umocniona rowem strzeleckim z zasiekami
O wyjątkowej roli, jaką odegrała Górka w przełomowych dniach Bitwy Warszawskiej zadecydowały uwarunkowania naturalne, które predysponowały ją do roli strategicznego punktu w drodze na Radzymin. Z dzisiejszej perspektywy dość trudno nam sobie to wyobrazić, jednak w 1920 r. okolica wyglądała nieco inaczej. Pewien obraz tego miejsca wyłania nam się ze wspomnień ppor. Zdzisława Kowalewskiego – dowódcy 10 Kompanii 85. Pułku Strzelców Wileńskich, który pozostawił nam taki oto opis: „(…) Zatrzymaliśmy się w małym lasku, ciągnącym się na piaszczystych wzgórzach po obu stronach szosy. To była nasza wyjściowa pozycja. Kilkumetrowa wyniosłość, zarosła sośniną i umocniona rowem strzeleckim ze słabymi zasiekami z drutu kolczastego, ładnie opadała w stronę nieprzyjaciela. Rozmokłe, niezbyt szerokie pasmo utrudniało dostęp. Za nim rozciągały się równe uprawne pola, hen, aż po Radzymin. Po lewej stronie szosy widać było gdzieniegdzie pojedyncze domostwa, okolone malutkimi sadami, a pomiędzy nimi nagie wydmy, złocące się plamami piasku i sięgające przedmieść (…)”. Jak widać, wzgórze idealnie nadawało się do pełnienia roli punktu obserwacyjnego i pozycji wyjściowych.
Z gruzów zniszczonego Radzymina wzniesiono kapliczkę
Okoliczni mieszkańcy, świadomi szczególnej roli, jaką w jaką w sierpniowe dni 1920 r. odegrała Górka Św. Antoniego już w kilka lat po bitwie postanowili w trwały sposób upamiętnić to miejsce dla potomnych, wyrażając tym samym swoją wdzięczność za ocalenie Ojczyzny. W 1925 roku z inicjatywy ówczesnego leśniczego Antoniego Rajkiewicza lokalna społeczność wzniosła na południowo-wschodnim stoku Górki kapliczkę – pomnik, którego autorami byli: Antoni Szubierajski z Nadmy oraz Niczman ze Strugi. Pierwotnie, kapliczka miała formę wykonanego z betonu pnia drzewa o średnicy 210 cm i wysokości 2,5 m. (Ponoć do jej budowy wykorzystano ceglany gruz ze zniszczonych podczas bitwy budynków). W owym pniu umieszczona została figurka św. Antoniego – patrona spraw trudnych i beznadziejnych, trzymającego na ręku dziecko. Wnękę z figurą zakryto szybą, a poniżej umieszczono sentencję: „Święty Antoni módl się za nami”.
Przeniesienie kapliczki z pierwotnej lokalizacji
W 1989 r., gdy poszerzano jezdnię kapliczka została przesunięta o 10 metrów w kierunku zachodnim. (Zmiana lokalizacji odbyła się w obecności ks. Stanisława Pałacha – ówczesnego proboszcza parafii p.w. św. A. Boboli w Markach-Strudze). W 1990 r. przeprowadzono jej renowację. Wtedy też, na szczycie kapliczki umieszczono figurę Matki Bożej z chroniącym ją przed deszczem nakryciem w formie metalowej korony i gałęzi z liśćmi. W kolejnych latach obok kapliczki pojawiały się dodatkowe elementy. W 2008 r. z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Marek i mareckiej Akcji Katolickiej ustawiono tablicę pamiątkową z napisem: „Niechaj pamięć z serca twego płynąca zapomnieć nigdy nie zdoła, że my żołnierze Wojska Polskiego, siłami pułku Strzelców Wileńskich wraz z naszym dowódcą majorem Stanisławem Bobiatyńskim z tego miejsca w dniach 14 i 15 sierpnia 1920 roku szliśmy do śmiertelnej rozprawy z bolszewikami o utracony Radzymin. Drugiego dnia walk po krwawym wysiłku i bolesnych ranach, rozkaz wykonaliśmy – odbiliśmy Radzymin ku chwale naszej Ojczyzny POLSKI”. Rok później postawiony został także drewniany krzyż, który na przestrzeni lat uległ degradacji (spróchniał). W ramach obchodów 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej 1920 r., w dniu 10 sierpnia 2020 r. w jego miejsce postawiono nowy drewniany krzyż, wykonany przez p. Romana Szczypkowskiego.
Renowacja z potrzeby serca
Zarówno wymiana zniszczonego krzyża, jak też odnowienie zabytkowej kapliczki i uporządkowanie przestrzeni na Górce Św. Antoniego to zasługa wiceprzewodniczącej Rady Miejskiej w Radzyminie p. Izabeli Paciorek, a zarazem mieszkanki Nadmy. Również z inicjatywy Izabeli Paciorek, 13 sierpnia 2020 r. odbyła się pierwsza od lat uroczystość na Górce Św. Antoniego, wieńcząca dzieło renowacji i wpisująca się w obchody 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej 1920 r. w gminie Radzymin. Przy wsparciu ze strony gminy Radzymin oraz zaangażowaniu mieszkańców Nadmy, Górka Św. Antoniego odzyskała świetność. Czas, aby przywrócić do zbiorowej pamięci jej zapomnianą historię i należne miejsce w kalendarzu dorocznych obchodów upamiętniających Cud nad Wisłą. Rafał S. Lewandowski
Radzyminiak
3/2020