Tadeusz Miciński
Wielki Mag Słowa — wizjoner i mistyk— autor „Nietoty”, „Potemkina”, oraz „Księdza Fausta” — legł przed 17-u laty na obcej ziemi, na tej, której losy w czasie wojny światowej łączył z losami własnej ojczyzny w swoisty, oryginalny sposób. Ironja losu! On — znawca dusz ludzkich, jakich mało, badacz pilny Duszy Wschodu, on właśnie padł od dubiny moskiewskiej, spadającej nań w chwili, gdy przemawiał nad mogiłą niesprawiedliwie, przemocą tłumu zamordowanej kobiety.
Tak przynajmniej głosi wersja na naszych kresach, którą słyszał również Lednicki — wielki przyjaciel Micińskiego. Tragizm tej śmierci jest tem straszniejszy, że Miciński, daleki od ugodowości, fanatyk zdobycia mocarnego stanowiska literatury polskiej w Słowiańszczyźnie, zasadniczy wróg cesarstwa rosyjskiego wierzył w chwili załamania się frontu niemiecko-austrjackiego w powrót Nowej Rosji i to rychły nad Wisłę. I nie wyrażał bynajmniej obaw przed kulturalnem niebezpieczeństwem takiego powrotu.
Miciński powracał do kraju w momencie rozpętania się szału bolszewickiego, wioząc ze sobą moc materjału і.. najprawdopodobniej ciekawą inną orjentację, niż ta, z którą wyruszał na ewakuację (5.VIII.14) z Warszawy. Przypuszczenia te moje wiążą się ze wspomnieniami osobistemi o Micińskim, któremi się na tem miejscu chcę podzielić z Czytelnikami „I.К.С.“.
Poznałem Micińskiego w 1912 r. w Strudze pod Warszawą. Pełniłem wówczas zastępczo jako aplikant, obowiązki sędziego śledczego w pobliskiem Radzyminie, zamieszkując w Strudze, w willi państwa Trembińskich — bliskich krewnych Bolesława Prusa. А Tam to jednego dnia Miciński zaszczycił mnie wizytą. Odtąd często stykałem się z nim w Strudze, a potem — od chwili wybuchu wojny — w Warszawie.
Już w Strudze Miciński pisał „Księdza Fausta”… w małym domku nad lilipucim stawkiem. Kilkakrotnie czytał mi z niego ustępy i snuł swe plany twórcze…
Wielka wojna wywarła potężny wstrząs w psychice Micińskiego, Wyczuł on odrazu jej dziejową odrębność, ale, jak to niżej się okaże — przerachował się w horoskopach. Jako historjozof starał się wejrzeć w głąb statyki dwu walczących kolosów: germanizmu ze słowiaństwem. W ten sposób ujął Miciński historjozoficznię ów konflikt zbrojnych sił, z których jedna parła do podboju ekonomicznego, a druga, niby się broniąc, dążyła ku Konstantynopolowi i „sklepaniu Europy“ — całej ziemi polskiej.
Najście Niemców na Belgję Miciński uważał za początek klęski germanizmu bojowego i dziejowego.
— Skończył się — mówił — pochód ducha myśli dziejowej, idący od Assyro-Babilonji przez Egipt, Grecję, Rzym aż do spoczącia na barkach Germanów, jako narodu, skupiającego pracę pochodu Ducha Dziejów. Teraz nastąpiło jego załamanie się w pryzmacie ideologji junkierskiezo militaryzmu. Zbliża się moment przejęcia jego pracy przez Słowiaństwo, któremu wieki każą przygotować ostatnie słowo w konstrukcji duchowego bytowania Europy.
Oczywiście, w tem ujęciu Micińskiego wyczułem wpływ starego hegeljanizmu, echa pokłosia myśli Libelta i Kremera, a częściowo i Trentowskiego. Tylko obawy tego ostatniego o niebezpieczeństwie „skozaczenia Eurору, gdy kozak napoi konia w Dunajcu” — nie objęły uwagi Micińskiego. Miałem wrażenie, że, jak i ogół, nie spostrzegł jeszcze wyraźnego bezładu zarówno w ofensywach, jak i defensywach frontu rosyjskiego. Często wówczas słyszało się w Warszawie żartobliwe zdanie, że „Wańka tak sobie… odpoczywa, nudzi się, przygotowując się do skoku na Niemiaszków”… Ale gdy w lipcu r. 1915 dostrzeżono powolną ewakuację urzędów — sądy i horoskopy stały się dziwnie chaotyczne.
Zajrzałem w tym czasie do Micińskiego, mieszkającego naprzeciwko kościoła św. Barbary (Wspólna 73). Zastałem go gimnastykującego się ciężarkami, stojącego na jednej nodze.
— Pisałem — powitał mnie — całą noc i poranek… Gimnastyka budzi rzeźkość ducha… Mogę teraz iść całą milę…
— Co słychać? — zagadnąłem. — Kiepsko…
— Bardzo dobrze — usłyszałem. — Skupienie się wojsk na mniejszym terenie wytworzy wewnętrzną prężność armji,
— Jakie pan stawia horoskopy?
— Zmierzch prusactwa i germanizmu… Chciałbym — ciągnął dalej — dowiedzieć się, jak patrzy na ten moment dziejowy przyjaciel pański, prof. Henryk Bolcewiez (autor dzieła: „Stosunki kościelne na Litwie“). Proszę mnie z nim zapoznać.
Udałem się więc z Micińskim do Frascati, gdzie mieszkał Bolcewicz, jako nauczyciel syna księcia Zdzisława Lubomirskiego, właściciela Frascati. W tym to ogrodzie, w lipcu, akurat w miesiąc po słynnym ataku Dunin-Wąsowicza pod Rarańczą, odbyła się nasza ostatnia z Micińskim rozmowa.
Był cudny dzień lipcowy… Pachniały lipy, kwitły róże… Frascati nie było jeszcze rozparcelowane, tworząc zaciszne azylum wśród gwarnego miasta.. W powietrzu stała rozsłoneczniona cisza. Zrzadka dochodził huk armat spod Sochaczewa. A co pięć minut w stronie Wilanowa huczał wystrzał armatni. Była to jedyna armata, starego typu, z której bez ostrego naboju strzelali Moskale dla okazania ludności rzekomego „zbrojnego czuwania” armji. Zdaleka, nad Pragą, furkotały dwa aeroplany — prawdopodobnie niemieckie, których nie ostrzeliwano… dla braku amunicji. Niemcy nie rzucali już bomb; bezcelowem było szerzenie popłochu w wyludniającem się mieście.
Siedzieliśmy we trzech na ławce. Przed nami biegł powolny spad ku małej dolince, zasłany kobiercem przeniesionych z oranżerji odurzająco pachnących konwalij. Byliśmy naprawdę w środku jakiejś bazy ciszy. A przecież gdzieś już niedaleko dudniła ziemia pod ciężarem artylerji niemieckiej, gdzieś sypały się skry spod kopyt uciekającej kawalerji rosyjskiej.
— Ja widzę — zaczął Miciński — początek odrodzenia Ducha Rosji. Zaczyna się jego odkupienie przez krew, ekspjacja za krzywdy, które wyrządził Braci Słowiańskiej: swojej — we własnym kraju, polskiej zaś — w zaborze.
— Jak pan rozumie pojęcie „Ducha Rosji“ — przerwał prof. Bolcewicz.
— Rozumiem — odparł — irracjonalną siłę, aktywną moc tworzenia własnej historji, jako cząstki powszechnej, emanującej z prawieków, pamiętających zjawienie się człowieka na ziemi… Rozumiem stopniowe dojrzewanie świadomości swej siły duchowej i przeznaczenia dziejowego. Teraz właśnie Rosja zacznie rozumieć swe Przeznaczenie i prawa swej Woli.
Wyraziłem śmiało moją wątpliwość w twórcze walory duszy rosyjskiej, w zdolność rozumienia swego przeznaczenia dziejowego. Wskazałem na zlep sztuczny, przymusowy narodów pod berłem carów. Podkreśliłem opinje etnologów, folklorystów i historyków — o małej domieszce słowiańskości w pionie narodu, który ocierał sią przez stulecia o kulturę mongolską, nie miał średniowiecza, a w górnej elicie zmieszał się z Niemcami, a częściowo z arystokracją polską. Wskazałem również na odrębność życia Rosjanina, wpływającą na kształtowanie się jego wyczucia i rozumienia norm prawnych. Naród ten od росzątku wieku XIX ujawnia szczególną skłonność do marksowskiego kolektywizmu i jest w stosunku negatywnym do zasad filozofji indywidualistycznej zapomnianych słowianofilów. Bo dążenie do Bosforu nie nie ma wspólnego ze słowianofilstwem Chomiakowa, Dostojewskiego, J. Aksakowa i W. Sołowjewa. Zwykły to odruch zaborczy, właściwy duchowi Azji; pospolitą próżność satrapów na tronie, rzucających podbite narody do walki o rozszerzenie granic imperjum, już i tak duszącego się swoim obszarem.
W toku dyskusji Miciński wesoło wytknął mi zarażenie się myślami rosyjskiego pisarza Czaadajewa, którego Mikołaj I uznał za warjata. Oczywiście — Mikołajowi nic innego nie pozostawało w odpowiedzi na twierdzenie pisarza, zarzucającego Rosjanom „brak tradycji” i oderwanie się od dróg „wszechświatowego ukształtowania się rodzaju ludzkiego“; pisarza, drwiącego z własnego narodu, który nie wniósł do skarbnicy ludzkości żadnej myśli, czynu, prawdy nowej, bowiem wszystko wziął ze „znikczemniałego, powszechnie pogardzanego Bizancjum“. Nie zaprzeczałem, że, zdaniem mojem, Czaadajew miał słuszność — w chwili odwagi myślenia i wypowiedzenia się otwartego publicznie, na co rzadko zdobywał się Rosjanin, szczególnie pod mikołajewskim knutem. Prawda — Czaadajew potem odwołał to, co powiedział, ale zwykłe to zjawisko u wielu liberałów rosyjskich, zmożonych Szlisselburgiem lub Nerczyńskiem. Pomimo to myśli Czaadajewa, może nie tak dosadnie wypowiedziane — błąkają się jak cienie przez utwory Gorkija, Arcybaszewa, Kuprina, Czechowa… Туру życiowe, postaci ich wizyj artystycznych, nie mają nic wspólnego z wielkimi bohaterami pisarzу Zachodu, obejmujących wszechludzkie zagadnienia twórczą wnikliwością w potęgę bohaterstwa duszy ludzkiej, zdolnej do poświęceń w imię ukochania ideału, zwłaszcza ideału moralnej wielkości własnej ojczyzny. Rosja nie zna patrjotyzmu, nie zna bohaterstwa indywidualnej walki o zwycięstwo dobra nad złem. „Niesopratiwlenje złu“ („niesprzeciwianie się złu“) — toć cała kwintesencja gnostyckiego mistycyzmu duszy rosyjskiej.
Miciński rozsnuł przed nami ciekawie skonstruowany swój pogląd na bliższą przyszłość Rosji. Mówił z zapałem, z błyskiem w oku, z wiarą w swe horoskopy.
Zasadniczo — było to profession de foi urodzonego mistyka, wpatrującego się w rzeczywistość okiem poety. Myśl Micińskiego potrącała o struny pokrewne historjozofji Hegla, Libelta i w znacznej mierze mesjanizmowi polskiemu. Miciński upatrywał w Rosji budzenie się uśpionego pierwiastka Wielkości, czyli Ducha, uzyskującego teraz, dzięki wojnie wszechświatowej, swobodę konstruowania jedności słowiańskiej. A że na forum dziejowe wypłynie Polska — z tem ów Duch-Rekonstruktor będzie się musiał liczyć, wciągając kulturę polską na czoło pędzącego na Zachód rydwanu słowiaństwa, mającego zmiażdżyć hydrę prusactwa. Miciński nie wyrażał poglądu, jaki to Polska przyjmie kształt państwowy…
Wierzył w Niepodległość, jako zasadę, której już nie śmiałby negować ów Duch Rosji, zwycięzca wroga zewnętrznego i słabości wewnętrznej. Słuchając cytat i powoływań się na liberalnych pisarzy rosyjskich, czułem, że Miciński wierzy w ich niezachwianą szczerość. Poruszał też kwestję Kotła Bałkańskiego, podziwiając waleczność i moc ducha południowych Słowian. Po wojnie — twierdził Miciński — musi nawet rychło nastąpić łączność duchowa całego Słowiaństwa, wyrażana dosadnem słowem rosyjskiem „objedinienje”. Bieżący moment dziejowy stale widział Miciński w płaszczyźnie ostatecznej rozgrywki między Germanami i Słowianami. Rolę Anglji i Francji uważał za subsydjarną, gdyż tylko się broniły dla utrzymania nienaruszalności granic swego terytorjum — nie ważąc narazie urastającego zagadnienia supremacji Słowiaństwa na Wschodzie i części centrum Europy.
Dysputując — jak to dziś widzę w perspektywie czasu — nie poruszyliśmy problematu możliwości rewolucji w Rosji, aczkolwiek niezbyt dawną była klęska Rosji w walce z Japonją. Kto wie, czy nie działały na nas sugestje dawniejsze: cofnięcie się, zwycięskie w efekcie Kutuzowa i porażka Napoleona. Prof. Bolcewicz nie wierzył jednak w zupełne zwycięstwo Rosji. Będąc blisko Zdzisława Lubomirskiego, już predestynowanego do udziału w akcji politycznej po wyjściu Rosjan, lepiej się orjentował w rozkładzie moralnym wojska i administracji rosyjskiej. Miciński temu nie przeczył, ale obstawał przy swej irracjonalnej koncepcji narastania w moc Ducha Rosji.
Typowa to jest koncepcja poety, a zarazem politycznego marzyciela, mistyka, wierzącego w przeznaczenie Polski, jako Chrystusa narodów; Polski, przejmującej od Ducha Rosji, lub łącznie znim działając — Misję przewodniczenia nowej potencji: zjednoczonemu Słowiaństwu.
• • •
Nie wiemy ile і co się dało uratować z literackiej spuścizny Micińskiego. Nie wiemy bliżej, jak reagował na emigracji w Moskwie wobec bliższego otoczenia. Warto, by o tem zabrali głos ci, со go pamiętają. Czas już wyrobić sobie o nim sąd realny, trafny.
Nawet nie wiemy, gdzie go pochowano.
• • •
Kończę ten feljeton kilkoma cytatami z „Księdza Fausta“, których myśl częstokroć przewijała się w naszych rozmowach:
„Mistyka polega na tem, że uczy człowieka być wyższym nad materjalizm, uczy opanowywać instynkty wsteczne”.
„Trzeba silnej, żelaznej pięści, któraby samych Polaków umiała utrzymać w karbach. Ta pięść musi jednocześnie wznosić bramę wolności i posłuszeństwa”.
„Bogiem jest nasze wyczucie sensu wyższego niż cały bezsens życia”.
„Musimy zbudować w sobie każdy świątynię, aby troglodyta w nim żyjący nie wziął przewagi“.
„Każdy czas, każda epoka ma swoją miarę nieba i prawdy“.
„Umiejmy nietylko ginąć w niebiosach, lecz i żyć na ziemi“.
Antoni Miller
Kuryer literacko-naukowy
Dodatek do Nru 49. Il. Kuryera Codz.
z dnia 18 lutego 1935 r.