Załubice i okolice na mapie z 1850 roku
Gawęda o saganach, ostatnim zajeździe nad Rządzą i pewnej transakcji, którą córka chciała tatusiowi otworzyć drogę do raju…
Załubice to jedna z najważniejszych i najstarszych wsi w gminie Radzymin. Miejscowość położona w północno-zachodniej części naszej gminy pomiędzy rzeką Rządzą a starym korytem Bugu, dzieli się na sołectwa: Stare i Nowe Załubice, które łącznie zajmują obszar ponad 11,4 km² i liczą w sumie ok. 1300 mieszkańców. Największym atutem miejscowości jest niewątpliwie jej położenie. Bliskość Rządzy, Zalewu Zegrzyńskiego, sąsiedztwo lasów i malowniczych „bużysk”, czyli starorzeczy Bugu sprawia, że są to tereny wyjątkowo atrakcyjne pod względem rekreacji i wypoczynku. Zarówno Stare, jak i Nowe Załubice podobnie zresztą jak sąsiednie wsie: Arciechów, Wolica, Ruda, Borki-Siwek jak również Rynia (gm. Nieporęt) czy Kuligów (gm. Dąbrówka) od lat cieszą się niesłabnącą popularnością wśród letników, zaś działki rekreacyjne i zabudowa letniskowa stanowią dominującą część ich krajobrazu.
Usytuowanie Załubic pośrodku owego zagłębia letniskowego (nazywanego czasem „rajem warszawiaków”), poparte uwarunkowaniami historycznymi, w naturalny sposób pozwoliło wsi na przyjęcie roli lokalnego ośrodka społeczno-gospodarczego. W obrębie Starych Załubic funkcjonuje Zespół Szkół, urząd pocztowy (kod 05-255), prężnie działają organizacje społeczne tj.: Ochotnicza Straż Pożarna (od 1926 r.), piłkarski Klub Sportowy „Rządza” i Koło Emerytów, zaś w Nowych Załubicach mieści się kościół Parafii Rzymskokatolickiej p.w. św. Stanisława BM (erygowanej w 1976 r.) wraz z cmentarzem. Miejscowość ma dobrze rozwiniętą komunikację z Warszawą i Radzyminem oraz infrastrukturę gospodarczą – posiada kilka sklepów, funkcjonują firmy usługowe, prywatny dom opieki dla osób starszych, hurtownia napojów oraz oczywiście cukiernie, których wypieki cieszą się uznaniem w całym regionie.
Kiedy Rządza była Rynią
Warunki naturalne rejonu Załubic, stanowiące obszar położony w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Rządzy na dodatek w pobliżu strategicznego miejsca, w którym Bug łączy się z Narwią, stanowiły od czasów prehistorycznych atrakcyjną lokalizację dla osadnictwa. Dotychczasowe badania archeologiczne wskazują, że osadnictwo na tym terenie rozpoczęło się już w młodszej epoce kamienia i istniało zarówno w epoce brązu jak też żelaza. W rejonie Załubic, Arciechowa, Siwka i Sokołówka odkryto także ślady bliższych naszym czasom kultur – cmentarzyska z okresu rzymskiego oraz późniejszego z IX wieku, co świadczy o wyjątkowo wczesnym skolonizowaniu tych ziem i pozwala zaryzykować twierdzenie, że właściwych początków nie tylko Załubic, ale też sąsiednich wsi: Arciechowa, Opola czy Ryni należy upatrywać w czasach przedpiastowskich, kiedy formowały się plemienne wspólnoty terytorialne, stanowiące zaczątek przyszłego organizmu państwowego. Warto zauważyć, że istnienie takiej organizacji rodowej na tym obszarze sugeruje właśnie nazwa wsi Opole, która bezpośrednio odnosi się do określenia nadanego jednej z najstarszych jednostek terytorialnych polskich Słowian. Mianem „Opola” określano lokalny związek osiedleńczy, skupiony wokół uprawianego przez wspólnotę pola, będącego podstawą bytu tejże społeczności.
Załubice powstały zatem najprawdopodobniej w czasach, kiedy tę okolicę zamieszkiwali jeszcze Awaryni (jedno z legendarnych mazowieckich plemion) a rzeka Rządza zwana była Rynią (tak było do początków XVI wieku).
Skąd się wzięła nazwa Załubice?
W przypadku Załubic bezsprzecznie mamy do czynienia z nazwą o charakterze miejscowym, ściślej kulturowym. O wiele trudniejsze jest natomiast jednoznaczne wyjaśnienie jej pochodzenia, które można tłumaczyć w trójnasób: Zważywszy, że załubice to gwarowe określenie zdobionych, wręcz paradnych sań konnych (do dziś używane we wschodniej Polsce – u nas bardziej popularne nazwy to: „pałubce”, „pałubki”) wydaje się, że w przeszłości mieszkańcy wsi mogli wyróżniać się na tle okolicy za sprawą ich wyrobu albo charakterystycznego sposobu zdobienia. Biorąc pod uwagę, że mówimy o środku transportu niezwykle rozpowszechnionym, bo niezbędnym przez znaczną część roku a przy tym szczególnie popularnym wśród rozmiłowanej w kuligach drobnej szlachty, której w naszym regionie nie brakowało, świadczenie tego rodzaju usług mogło być przez lata intratnym zajęciem dla mieszkańców wsi.
Druga wersja, którą warto rozważyć, wiąże się ze staropolskim a dziś już zupełnie zapomnianym słowem „załubce”, które wg A. Brücknera oznaczało drewniany zasobnik na łuk. Być może we wczesnym średniowieczu, kiedy ziemie te pustoszyły najazdy Jadźwingów, Litwinów i Prusów, prowadzących często swe łupieżcze wyprawy wzdłuż Bugu i Narwi, Załubice były osadą, w której stacjonowali książęcy strzelcy lub rzemieślnicy, trudniący się wyrobem wyposażenia łuczniczego. Podobnie jak w niezbyt odległym Jadowie, gdzie jak sugeruje nazwa – zajmowano się produkcją zatrutych grotów strzał i włóczni.
Niewykluczone też, że etymologia nazwy wsi związana jest z innym średniowiecznym, a dziś już nieużywanym słowem „słubica”, oznaczającym potężną drewnianą palisadę, obwarowany brzeg rzeki. Być może tego rodzaju umocnienie istniało kiedyś nad brzegiem Rządzy (Ryni), by chronić ludność osady zarówno przed najeźdźcami jak też kapryśnymi wodami meandrującej rzeki, która co roku potrafiła zmieniać swe koryto? (Załubice jako określenie miejsca położonego za słubicą, czyli „zasłubice”). Ocenę tego, który z przedstawionych wariantów jest najbardziej prawdopodobny wypada pozostawić mieszkańcom i czytelnikom. Niemniej, rozważając warianty pochodzenia nazwy Załubice warto pamiętać o historycznym przymiotniku od niej utworzonym, który brzmiał „załubski” (obecnie poprawne są: starozałubicki i nowozałubicki), co z punktu widzenia zasad językoznawstwa zdaje się dyskredytować ewentualny związek nazwy ze słowem „słubica”. Tym samym, najbardziej prawdopodobne pozostają dwa pierwsze warianty, czyli malowane sanie lub futerał na łuk.
Załubice znane są światu już od 631 lat!
O długiej metryce Załubic świadczą dobitnie najstarsze zachowane dokumenty, które sięgają aż 1386 r. co oznacza, że wieś (zapisana jako „Zalubycze”) istniała już w XIV w. i stanowiła wówczas własność szlachecką. Dzięki nim wiemy, iż ówczesnym właścicielem Załubic był Klemens z Biejkowa (wieś w obecnym pow. białobrzeskim), syn sławnego mazowieckiego komesa imieniem Stańko, któremu wg przekazów książę Trojden nadał w uznaniu zasług liczne włości, rozrzucone po całym Mazowszu (być może również i Załubice?). Dokładnie 631 lat temu rzeczony pan Klemens – syn rycerza Stańki postanowił sprzedać Załubice za okrągłą sumkę 90 grzywien groszy krakowskich niejakiemu Dziersławowi z Okunina, co potwierdza swoim majestatem sam książę mazowiecki Janusz I, który następnie przenosi przywilej lokacyjny Załubic z prawa polskiego na korzystniejsze dla rozwoju wsi i rzemiosła prawo chełmińskie.
Załubice w cenie – sprzedam wieś za przodków zbawienie
Skoro już przy temacie sprzedaży jesteśmy, nie sposób nie wspomnieć o najciekawszej bodajże transakcji w dziejach Załubic, za sprawą której wieś na kilkaset lat stała się własnością klasztoru kanoników laterańskich w Czerwińsku. Mianowicie, roku pańskiego 1434 pani o wdzięcznym imieniu Przybka (wnuczka owego Dziersława z Okunina – szczęśliwego nabywcy dóbr załubskich sprzed 48 lat), powodowana gorącą potrzebą uczczenia pamięci swego zmarłego ojca Dobrogosta, przyrzeka opatowi i konwentowi czerwińskiemu Andrzejowi odstąpienie wsi: Załubice i Wola Załubska w zamian za zbawienie duszy tatusia i całego rodu, w tym jej spadkobierców. Transakcja miała zostać dokonana po uiszczeniu przez opata symbolicznej dopłaty 400 kóp groszy. No cóż, wiadomo wszak nie od dziś, że zbawienie szlachcica – Mazura wymagało nie lada kosztu, „albowiem dusza jego, pomimo prawowierności katolickiej, anielską nie była”. Co prawda, nie wiemy jak ciężkie były grzechy tatusia i czy ofiarowanie Załubic klasztorowi faktycznie otworzyło mu drogę do raju, możemy się jednak domyślać, że transakcja Przybki raczej nie zachwyciła jej ziemskich spadkobierców, na czele z synem Wojciechem. Wskazuje na to fakt, iż dokonanie sprzedaży trzykrotnie musiał potwierdzać sam książę mazowiecki Bolesław IV a ostateczna cena, jaką zapłacił opat za dobra załubskie wraz z barciami i wszelkimi pożytkami wyniosła (nie licząc zbawienia duszy Dobrogosta) 530 kóp groszy w półgroszach i 30 kóp groszy szerokich. Tym samym, dobra Załubice i Wolica szacowane na co najmniej 85 włók, zaliczone zostały w poczet włości opactwa czerwińskiego kanoników laterańskich, które pod koniec XVI w. posiadało na Mazowszu w sumie aż 58 wsi.
Bogaty jak kmieć opata
Przejście Załubic na własność klasztoru i doglądanie wsi przez zakontraktowanych zarządców niewątpliwie opłaciło chłopom, gdyż jako poddani opata nie doświadczali zjawiska ucisku feudalnego w najgorszym tego słowa znaczeniu. Zapisy z 1515 r. wymieniają nawet kmiecia o imieniu Piotr, lat 50 zamieszkałego w Załubicach i tu urodzonego, który miał w dobrach do 20 kop (czyli co najmniej 1200 snopów zboża!). Wieś była zatem zamożna, już w 1580 r. funkcjonował w niej młyn wodny. Ciekawostką może być fakt, że pod koniec XVIII w. młynarzem był dysydent, zapewne luteranin, co w monowyznaniowej społeczności wsi, od wieków przypisanej do parafii w Serocku musiało wzbudzać niemałą sensację.
Radzymin pożąda Załubic, czyli ostatni zajazd nad Rządzą
Doskonale prosperujące dobra załubskie wzbudzały zazdrość i były obiektem pożądania sąsiadów. Szczególną chrapkę mieli na nie oczywiście Radzymińscy, którzy już w XV w. kombinowali jakby je przejąć od opata. Możemy się domyślać, że klasztor w Czerwińsku nie był zainteresowany sprzedażą, dlatego szukano innych możliwości. W 1479 r. Janowi z Radzymina udaje się nabyć prawo bliższości od syna Przybki – Wojciecha. Jednakże opat nie był w ciemię bity i za sprawą oferty dalece przebijającej możliwości konkurenta przejął prawa pozostałych spadkobierców. Niespodziewany zwrot w sprawie niweczący wieloletnie starania, niewątpliwie musiał rozwścieczyć Radzymińskich. Wskazuje na to fakt, że oczekiwali na jakikolwiek pretekst, aby móc dokonać zajazdu na dobra załubskie. Takowy zdarzył się już w 1514 r. (ciekawa zbieżność, że rok po wspomnianym przejęciu przez opata prawa bliższości od pozostałych spadkobierców), kiedy to Marcin Radzymiński – syn Jana, oskarża poddanych opata o wyrządzenie szkód w jego dobrach. Oczywiście postanawia na własną rękę wymierzyć „sprawiedliwość” i w tym celu organizuje najazd na leżący w dobrach załubskich las „Przyspa”, nieopodal Rządzy. (Nieprzypadkowo, bowiem był to las bartny). Uzyskany przez pana Radzymińskiego łup – słodki i kosztowny musiał być pokaźny, ponieważ opat mu nie podarował. Sytuacja stała się na tyle poważna, że postawiony w stan oskarżenia Marcin musiał poświadczyć w zeznaniu, iż przekazał opatowi należną daninę w przywłaszczonym miodzie z „Przyspy”. Spór zakończył się najwyraźniej ustaleniem, że granica pomiędzy dobrami, która biegnie na rzece Rządzy musi być respektowana co oznacza, że po upojnej chwili słodkiego triumfu, Radzymińscy musieli pogodzić się z gorzką świadomością konieczności porzucenia marzeń o przejęciu dóbr załubskich.
Dobra Załubice w prezencie od Mikołaja
Trzeba powiedzieć, że historia okazała się przewrotna i wbrew zakusom Radzymińskich, Załubice na długo pozostały niezależne od Radzymina pod względem administracyjnym. Sytuacja zaczęła ulegać zmianie dopiero po III rozbiorze Polski, kiedy to Załubice znalazły się tuż przy granicy austriacko-pruskiej, a następnie stały się przygraniczną miejscowością Księstwa Warszawskiego. Wtedy też, z powodu zmiany granic państwowych zaszła konieczność wyłączenia wsi z macierzystej parafii serockiej i przypisania jej do parafii w Radzyminie. Szczęśliwy mariaż Załubic z Radzyminem, poprzedzony długotrwałymi naturalnymi relacjami gospodarczymi został ostatecznie przypieczętowany w 1867 r. kiedy utworzono powiat radzymiński.
Wraz z burzliwymi przemianami geopolitycznymi, jakie przyniósł nam XIX wiek zmieniły się również bezpośrednie rządy, pod którymi żyli i umierali mieszkańcy Załubic. Na początku owego stulecia dobra załubickie przestały być własnością opactwa czerwińskiego (kasata klasztoru nastąpiła w 1819 r.) i stały się dobrami rządowymi. W 1829 r. zostały wystawione do wolnej dzierżawy na okres sześciu lat. W tym czasie składały się one nie tylko z folwarku i liczących wówczas 28 domów i 199 mieszkańców Załubic (dane z 1827 r.), ale też sąsiednich wsi tj.: Wolica, Cisie, Opole i co ciekawe, Sokołówek. W dobrach załubickich, obsługiwanych wciąż jeszcze przez pocztę w Serocku nadal funkcjonował młyn wodny oraz co najmniej jedna, jeśli nie kilka karczem, (za istnieniem większej ich liczby przemawia fakt, iż potencjalny dzierżawca otrzymywał też przywilej propinacji – wyłącznej produkcji i sprzedaży alkoholu w każdej z pięciu wsi. Mało więc prawdopodobne, by ktokolwiek z takiego „dobrodziejstwa” nie skorzystał). Niemniej, w owym czasie to nie groźba rychłego popadnięcia włościan w alkoholizm stała się największym z dziejowych dramatów, którym dotknięte zostały Załubice. Pech chciał, że w 1835 r. miejscowość dostąpiła wątpliwego zaszczytu znalezienia się na liście dóbr narodowych polskich, którymi Jego Imperatorska Wysokość car Mikołaj I (Николай I Павлович) postanowił wynagrodzić swoich najwierniejszych sługusów. Tym samym, na mocy carskiego rozporządzenia z dn. 16 października 1835 r. dobra załubickie otrzymał na własność niejaki pułkownik Erast Rubiec – dowódca Briańskiego pułku strzelców, (który zaledwie cztery lata później był już generał-majorem i dowódcą 2 brygady 6 dywizji piechoty). Tak oto, z łaski samego Imperatora, Załubice na długie lata stały się majoratem jednego z „kacapów moskiewskich” (jak spostrzeżono na łamach Rocznika Emigracji Polskiej). Jenerał Rubiec pozostawał panem całych dóbr załubickich aż do 1866 r., kiedy to na mocy ukazu o uwłaszczeniu, włościanie zostali wyzwoleni spod jego jarzma. Za uwłaszczone wsie Rubiec otrzymał odszkodowanie w kwocie 5246 rubli srebrem, zaś majoratem pozostał już tylko folwark – w dwa lata później puszczony przezeń w dzierżawę.
Co mają wspólnego Załubice z K. Rokossowskim?

W drugiej połowie XIX w. we włościańskich Załubicach zaczęły zachodzić spore zmiany. Powstał przysiółek Nowe Załubice, a pod koniec stulecia z krajobrazu zniknął młyn i wywołane spiętrzeniem wód jezioro na Rządzy, które widoczne jest jeszcze na mapie z 1850 r. Wieś przynależąca wówczas do gminy Małopole, mogła za to poszczycić się posiadaniem czteroklasowej szkółki elementarnej (w 1883 r. jednej z zaledwie 16-stu w całym powiecie radzymińskim). Systematycznie zwiększała się też liczba mieszkańców, których wg danych z 1893 r. było tutaj 331. Od czasu, kiedy folwark załubicki poszedł w dzierżawę, los splatał z tą okolicą wyjątkowo ciekawych ludzi. Zapewnie niewielu mieszkańców wie, że jednym z nich był Rokossowski – bynajmniej nie marszałek Konstanty Rokossowski, który za wybitne zasługi dla ZSRR pochowany został w murach Kremla, choć istotnie jego daleki krewny, wywodzący się z tego samego szlacheckiego rodu Rokossowskich herbu Glaubicz. Kazimierz Rokossowski, bo o nim mowa, to rodowity „załubiak”, który urodził się tutaj dokładnie 2 marca 1876 r. W przeciwieństwie do swego dalekiego krewniaka zapisał się w historii jako prawdziwy Polak i oddany patriota. Zaledwie w wieku 18 lat został zesłany na Sybir za nielegalną działalność w gimnazjum. Po odbyciu kary podjął studia prawnicze w Petersburgu i Kazaniu. Po powrocie do Polski zamieszkał w Będzinie a następnie w Zduńskiej Woli, gdzie piastował funkcje: radnego miejskiego i powiatowego. Co istotne, był także Posłem na Sejm RP I kadencji w latach: 1922-27. Zasiadał w Komisjach: Administracyjnej, Rolnej a także Zdrowia Publicznego. Załubice mogą zatem chlubić się wydaniem na świat jednego z pierwszych posłów w odrodzonej po 123-latach niewoli Rzeczypospolitej.
Garść ciekawostek wraz z anegdotą o saganach
O wielowiekowej historii Załubic można by jeszcze długo gawędzić i temat pozostałby niewyczerpany. Swoje własne, pełne ciekawostek dzieje ma np. działająca tu od 1926 r. Ochotnicza Straż Pożarna. Dziś profesjonalna jednostka ratownicza, nad rozwojem której czuwa Zarząd (na czele z prezesem dh Andrzejem Siarną – człowiekiem orkiestrą). Tymczasem mało kto pamięta, że w okresie II wojny światowej OSP, podobnie zresztą jak cała społeczność wsi była też silnym ogniwem Polskiego Państwa Podziemnego. W remizie odbywały się tajne kursy wojskowe dla młodszych roczników AK, prowadzone przez instruktorów z ZWZ: Józefa Redlera, Tadeusza Kowalskiego, Bolesława Trzaskowskiego, czy Romana Janusza, w tym szkolenia z łączności i obsługi aparatury radionadawczej, prowadzone przez plut. Antoniego Wełnę.
Na oddzielne omówienie zasługuje historia szkoły w Załubicach, której znajomość od lat stara się zaszczepiać w młodzieży dyrektor p. Edward Biernacki. To właśnie szkoła pielęgnuje pamięć o załubickich bohaterach Armii Krajowej na czele z Anielą Janusz czy Hieronimem Wyszyńskim – Honorowym Obywatelem Radzymina. A skoro już o tym mowa, to nie sposób nie wspomnieć, iż Załubice to jedyna wieś w gminie, z którą związani są aż dwaj Honorowi Obywatele Radzymina, bo przecież także ś.p. gen. bryg. Kazimierz Gilarski.
Załubice to także ważne miejsce związane z walkami 1920 r. Wszak położona zaledwie 500 m przed polskimi liniami obrony wieś już 12 sierpnia stała się celem ataku 21 Dywizji Strzelców Smolina. Mało tego, 13 sierpnia Załubice stanowiły miejsce koncentracji tejże dywizji przed zaplanowanym natarciem na Warszawę, zaś walki z bolszewikami w tym rejonie trwały jeszcze w dniach: 16-17 sierpnia, gdy Radzymin był już dawno wyzwolony.
Mając powyższe na uwadze, chciałoby się westchnąć na zakończenie „Ach, te Sagany” – jak powiadają żartobliwie starzy radzyminiacy, podczas gdy młodzi niczego nie kumają. (No właśnie, czy ktoś jeszcze pamięta dlaczego na Załubice wołali kiedyś „Sagany”?). Otóż odpowiedź na to pytanie jest prosta, chociaż współcześnie już nie tak oczywista. Sięga „zamierzchłych” czasów szczytowego PRL-u, kiedy gromadzkie Załubice i grające tu kapele słynęły w całym regionie z organizowania hucznych i temperamentnych wiejskich zabaw. Nie było nigdzie takich, bo i nigdzie już nie było takiego klimatu jak w Załubicach. Elektryfikacja dotarła tu dość późno, w latach 60-tych XX w., we wsi dominowała tradycyjna, drewniana zabudowa skupiona po obydwu stronach prawdziwie wiejskiej drogi. A że przed tymi załubskimi chałupami stały płoty, przy których znajdowały się ławeczki, zaś na sztachetach suszyły się do góry dnami, co? … powszechnie wywieszane przez gospodynie po potoknięciu piękne, pękate, staroświeckie… SAGANY! Skojarzenie nasunęło się samo 🙂 Przylgnęło i tak już zostało, chociaż dzisiaj próżno szukać czegokolwiek z tamtych czasów w krajobrazie wsi.
Jak sami widzicie, barwną i wieloaspektową historią mogą pochwalić się te nasze Załubice. Historią, o której szemrze cicho Rządza, a która wciąż czeka na swojego odkrywcę.
Radzyminiak 2/2017