
Jedna afera pociągnęła za sobą drugą w innej firmie
W Powszechnym Banku Związkowym wykryto nadużycia. Trzech urzędników, którzy dopuścili się nadużyć, nie oddano w ręce policji, ograniczając się jedynie do wydalenia ich z pracy, urzędnicy ci bowiem przyrzekli zdefraudowaną sumę zwrócić. Pieniędzy tych jednak już nie mieli, były to bowiem defraudacje dokonywane systematycznie przez dłuższy czas.
Jeden z defraudantów Feliks Tomaczak z Wołomina ma szwagra, Czesława Nadeja, również z Wołomina, pracującego w firmie przewozowo-ekspedycyjnej w charakterze inkasenta. Do niego to zwrócił się Tomczak o pożyczkę, aby mógł przypadającą na niego część zdefraudowanych pieniędzy w banku zwrócić. Nadej nie miał własnych pieniędzy. Wtedy Tomczak nakłonił go do pożyczenia sobie pieniędzy z firmy. Jakże to mógł uczynić? Oto, gdy firma wysłała go z 40.000 złotych do P.K.O. dla wpłacenia na rachunek, Nadej wpłacił tylko 13.000 złotych, zaś 27.000 złotych wręczył szwagrowi. Tomczak pieniądze zwrócił Bankowi Powszech, Związkowemu.
Ale z PKO nadeszło do firmy Pułaski zestawienie rachunkowe, z którego wynikło, że Nadej ukradł 27.000 zł. Tego dnia też Nadej nie przyszedł do pracy. O defraudacji zawiadomiono policję, która wszczęła dochodzenie. Dało one nadspodziewane wyniki. Policja trafiła do banku, gdzie musiano rzecz wyjaśnić. Tomczaka i dwóch innych urzędników defraudantów aresztowano. Byli to Ignacy Ruff (Bednarska 31) i Stanisław Rydel (Nowy Świat). Dalsze dochodzenie wyjaśniło przy tym, że winien defraudacji był jeszcze i czwarty urzędnik, o którym dyrekcja banku nie wiedziała. Pracował on nadal w banku. Był to Stefan Lutyński, którego również aresztowano.
Po tych aresztowaniach wczoraj zgłosił się do policji defraudant z firmy Pułaski inkasent Czesław Nadej i został aresztowany.
Ostatnie Wiadomości Krakowskie
1937, nr 7