Medard Ludwik Cibicki (rekonstrukcja cyfrowa fotografii)
Wiele lat upłynęło od wydarzenia, które pamiętał będę do końca życia, kiedy to 72 lata temu w rejonie Wołomina zlikwidowano jednego z najgroźniejszych do wykrycia konfidentów „gestapo”, będącego jednocześnie aktywnym oficerem Związku Walki Zbrojnej majora W.P. Medarda Cibickiego. Oto fragment historii, jaką przypadkowo przeżyłem i byłem jej naocznym świadkiem.
Był szary, wiosenny poranek 1942 roku, jak zwykle ponury, pełen grozy i tragicznych wydarzeń, kiedy to wróg wszelkimi zbrodniczymi metodami mordował i niszczył naród Polski, ale były też chwile odwetu i zemsty umęczonego narodu – jego podziemnych sił zbrojnych. Była godzina około 6.00 rano, kiedy przyszedłem umówiony ze swym przyjacielem Oldamem na ulicę Republikańską w Wołominie, gdzie zamieszkiwał on ze swoją przemiłą rodziną, państwem Płucieńczak. Po krótkim oczekiwaniu przychodzi Oldam i rozmawiając udajemy się z wędkami nad rzeczkę Struga około 2 km od Wołomina na umówione ryby. Opowiadamy swoje chłopięce przeżycia i obiecujemy sobie obfite połowy. Nagle rozmowę naszą przerywa głośna rozmowa – krzyki i scena, którą będę właśnie pamiętał do końca mego życia. Oto dwóch młodych ludzi podbiega do idącego niskiego mężczyzny w czarnych „oficerkach”, zielonych bryczesach z teczką i zatrzymują go. Zatrzymany zachowuje się dziwnie: coś krzyczy, coś wyjaśnia i zasłania się teczką. I nagle tę dziwną scenę zagłusza głośna salwa 4-ch strzałów oddanych do zatrzymanego, który jakoby porażony w dziwnym skłonie pada. Dzieje się to w pobliżu posesji, z której przed chwilą on wyszedł. Jeden ze strzelających – ten wyższy – rewiduje tęższego – zabiera mu dokumenty oraz teczkę i obaj szybkim krokiem odchodzą w stronę Kobyłki.
Przeraźliwy huk oddanych strzałów jakby nas ogłuszył – byliśmy przestraszeni i przerażenie tym co się stało. Czułem jak serce bije mi mocno, pali mnie twarz i sztywnieją nogi. Oldam jest blady i słania się na nogach. Wszystko to dzieje się w odległości około 30 metrów od nas. Ja uprzytamniam sobie, że ten wyższy co strzelał i krzyczał przed chwilą do leżącego – to mój znajomy. Był on zawsze dla mnie wzorem i przykładem, a teraz strzela on do człowieka – nic nie rozumiałem, co i dlaczego? Jestem kompletnie załamany i rozbity. Podbiegamy do leżącego, a Oldam krzyczy ochrypłym głosem, że przecież to jest major Cibicki.
Z posesji, z której wyszedł przed chwilą Cibicki – wybiega krzycząca kobieta – to żona majora, chce go ratować – klęka przed leżącym we krwi na kolana i podaje wodę. Widok przerażający. Zrywa się przeraźliwie ujadanie i wycie psów, a z sąsiednich domów wybiegają i zbierają się przerażeni sąsiedzi. Tworzy to wszystko obraz grozy i przerażenia. Różne wypowiedzi, przypuszczenia i domysły. Leżący we krwi człowiek, płacząca kobieta – wszystko to tworzy strach i przerażenie. Po kilkunastu minutach przerażeni udajemy się do domów – na umówione ryby już nie idziemy. Mnie całą drogę do domu, dręczy ta myśl i scena z tym wyższym co strzelał do człowieka – czy słusznie i dlaczego? Noc była dla mnie koszmarem, myślałem i myślałem, a miałem wtedy 14 lat. Następnego dnia dowiedziałem się, że wczoraj rano wykonano wyrok śmierci na groźnym agencie „gestapo” Cibickim. Z ulgą odetchnąłem i zrozumiałem co się stało, a te głośne krzyki i wypowiedziane słowa przed strzałami – to odczytanie wyroku śmierci Cibickiemu, który zdradził swój kraj, swoich kolegów i przeszedł na usługi wroga i współpracę z gestapo. To kara za tych, których przekazywał on wrogowi, a czy była ona słuszna wiedzą tylko ci, którzy wyrok ten wydali, a wydali go przecież zaufani, zaprzysiężeni oficerowie Armii Krajowej, na podstawie faktów i dowodów, jakie obciążają Cibickiego – zdrajcy i śmierć tych wartościowych i zasłużonych, członków podziemia. Przestępstwa jakich dopuścił się Cibicki były jedyną słuszną karą na jaką on zasłużył – to kara śmierci – którą właśnie wykonano.
Tak wiosną 1942 roku rano w Wołominie zginął Medard Cibicki, były komendant Z.W.Z obwodu „Rajski Ptak” pod pseudonimem „Ścibor” – jeden z najgroźniejszych agentów gestapo, będącym członkiem podziemia. A ta smutna powinność, jaką wykonał ten wyższy, utwierdziła mnie w przekonaniu, że to on był przykładem jak walczyć o wolność swojego kraju i takim on pozostanie do końca życia w mej pamięci. To była ostatnia droga Cibickiego do Warszawy, gdzie „pracował” on w gestapo i przekazywał członków podziemia wrogowi, których rozstrzeliwano lub kierowano ich do „obozów śmierci” i masowo mordowano.
Krótko po likwidacji Cibickiego prasa podziemna „Polska Żyje” i „Biuletyn Informacyjny” podały, krótką informację o jego śmierci, którą wykonano, a która była jedynie częścią kary na jaką on zasłużył. Tak zginął „wielki przestępca” jakim był niewątpliwie Edgard Cibicki, były pracownik II oddz. MON w Warszawie na wysokim stanowisku w stopniu majora.
Zb. Brzuszczyński ps. „KUBUŚ”
Wieści Podwarszawskie
nr 32/2014