Zygmunt Garbolewski
Prowadząc rozmowy z młodzieżą o okresie okupacji niemieckiej i walce naszej organizacji konspiracyjnej – Szarych Szeregów z terrorem hitlerowskim – najczęściej wspominałem o akcjach z użyciem broni: dywersji kolejowej, sabotażu lub bezpośredniej walce o zdobycie broni tj. strzelaninie, którą często słyszeli mieszkańcy Wołomina i jego okolic. Jeden z młodych zapytał: „dlaczego obecnie rodzice posyłają swoje dzieci na naukę gry na fortepianie lub zespoły artystyczne, zamiast na strzelnicę LOK-u?”. Nie wdając się w rozważania, że żyjemy w innym okresie niż był poprzedni, przypomniała mi się akcja – zdarzenie którą przeżyłem, a która była również silną bronioną w walce z okupantem. Akcja kulturalno-moralna i polityczna, cementująca ducha społecznego, wzmacniająca go do wytrwania narodowego w okresie dzikiego terroru hitlerowskiego. Tą akcja była osłona koncertów naszych pianistów dających koncerty muzyki polskiej, szczególnie chopinowskiej – surowo zakazanej przez Niemców, grożących śmiercią lub w najlepszym przypadku obozem koncentracyjnym.
Późną jesienią 1942 r. otrzymałem polecenie – rozkaz od dowódcy plutonu Henryka Rudzińskiego udania się wieczorem dnia następnego do dworku pp. Koralkiewiczów celem wzięcia udziału w ochronie dwóch pianistów, którzy dadzą koncert chopinowski dla obywateli naszego miasta. Miałem natychmiast porozumieć się z Ryszardem Bąkowskim, który został wyznaczony na dowódcę grupy. Niezwłocznie udałem na ul. Długą, gdzie mieszkał Rysiek. U Ryśka zastałem już Stanisława Jaworskiego i J. Wasilewskiego, którzy omawiali akcję. Na pierwszy rzut oka plan był bardzo prosty. St. Jaworski z grupą sześciu kolegów będzie odpowiedzialny za informacje o zagrożeniu na drogach z miasta do dworu – trzech kolegów od ul. Ręczajskiej, od przejazdu kolejowego do budynku, a następnych trzech od strony Sławka. Natomiast ja z Rysiem, Stanisławem Szewcem i Marianem Brachfoglem – mamy być wśród słuchaczy. Mamy być przyzwoicie ubrani i nie zdradzać się posiadaniem broni. W razie alarmu – zagrożenia mamy wyprowadzić pojedynczo pianistów z dworku do budynków gospodarczych, a później do przylegającego lasku i dalej w Górki Mironowskie. Mamy ich ukryć u wskazanych znajomych. Jeżeli cały koncert przebiegnie spokojnie (nie dotrą Niemcy) każdy z pianistów uda się do jednego z uczestników koncertu. Jednym z nich był p. Zgorzelski, drugim p. Koprowicz lub Olechowski.
Koncert ma się skończyć o godz. 19:00, by przed godz. policyjną artyści byli w mieszkaniach. Odprowadzenia artystów mieliśmy ubezpieczać w odległości nie zdradzających ich ochrony, ale jednocześnie nie pozwalając na ich zatrzymanie przez jakikolwiek patrol. O ochronie grających wie właścicielka dworku i wie jak się ma zachować, żeby ukryć część gości i nuty, odwracając uwagę ewentualnego patrolu od sali koncertowej.
Przed godziną 17-tą byliśmy na miejscu. Duży salon – oświetlony tylko świecami sprawiał nieopowiedziane wrażenie. Miejsca na krzesłach, fotelach i ławkach zajmowało 30–40 osób. Dyskretnie rozglądając się po zebranych zauważyłem b. poważnych obywateli naszego miasta, ludzi których znano i szanowano w mieście i okolicy. Wszyscy ubrani odświętnie, w uroczystym nastroju czekali na wystąpienie właścicielki dworu.
Zagajenie właścicielki było krótkie. Powiedziała, że w związku z przypadającą piątą rocznicą ostatniego Konkursu Chopinowskiego chciała zrobić przyjemność naszym szanownym mieszkańcom i dać posłuchać niezapomnianych utworów naszego najwybitniejszego kompozytora – patrioty Fr. Chopina. Bo jeszcze Polska nie zginęła, jak nie zginie jego muzyka. Przedstawiła następnie prof. Lefelda – wielkiego pianistę, uczestnika jury poprzednich konkursów oraz Henryka Sztompkę – jednego z laureatów tych konkursów. Trudno po tylu latach pamiętać kolejność utworów i ich wszystkie nazwy ale wiem, że pierwszy grał H. Sztompka Nokturn F-mol – przypominający burzę, Rondo à la Krakowiak i mazurki. Spojrzałem na słuchających – nie w jednym oku świeciły łzy wzruszenia wycierane niejedną chusteczka. Następnie zasiadł do fortepianu prof. Lefeld – rozpoczął od polonezów i tutaj było słychać polskie melodie – mazurki. Czuło się szumy wierzb i pól zbożowych. Zakończył Etiudą Rewolucyjną, którą Fr. Chopin napisał w Stuttgarcie po upadku powstania listopadowego. Ale ta melodia raczej mobilizowała do wytrwania i walki o wolność naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Oklaskami ściszonymi przez trzymanie chusteczek w ręku zakończył się ten niezapomniany wieczór. Na refleksję nie było czasu. Musiałem z Marianem Brachfoglem uważać na p. Zgorzelskiego i p. Sztompkę, by ich odprowadzić do domu przy ul. Wileńskiej.
Ryszard Bąkowski i Stanisław Szewc już wyszli z p. Olchowskim i prof. Lefeldem. Za 2–3 minuty opuściliśmy dworek w następnej kolejności – do przejazdu kolejowego, ul. Ręczajskiej i Wileńskiej. Kolega ubrany jak kolejarz, który był na punkcie na przejeździe, pomachał nam ręką – droga była wolna. W odległości 50–60 m za powierzonymi gośćmi szliśmy spokojnie zwracając uwagę na krzyżujące się z ul. Wileńską inne ulice. Róg Długiej i Wileńskiej – z daleka mignął nam patrol niemiecki idący w kierunku dworca. Była późna pora – 19:30 i nieliczni przechodnie spieszyli się do domów. Nikt na nas zwracał uwagi. Jak nasi skręcili w bramę swojego domu, zadanie zostało przez nas wykonane bez strzału. Teraz pozostał tylko powrót do domu – odległego o 500 m w ulewnym deszczu. Marian musiał nocować u mnie.
Przedstawiając ten fragment jednego dnia okupacji młodym słuchaczom starałem się podkreślić różne formy walki z okupantem. Właśnie gra na fortepianie takich utworów jak Fr. Chopina była potrzebna jak chleb do przetrwania i więzi całego społeczeństwa w walce z tyranią. Dlatego rodzice wiedzą co robią posyłając dzieci na naukę gry na fortepianie, bo nie tylko strzelanie jest potrzebne ludziom.