Radzymin w okresie okupacji. Fotografia ze zbiorów Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Radzymin
według wspomnień ppor. AK Kazimierza Zycha „Wichury”
Konspiracja na naszym terenie zaczęła organizować się na jesieni 1939 r., tuż po tragicznej klęsce wrześniowej. 17-letni Kazimierz Zych mieszkał wówczas we wsi Choiny należącej do gminy Ręczaje. Pracowali tu dwaj nauczyciele, oficerowie rezerwy, którzy prowadzili wśród młodzieży zajęcia przysposobienia wojskowego: Stanisław Lech i Jan Bolesław Badaczewski. Pierwszy z nich został zmobilizowany do wojska w 1939 r. i w toku działań wojennych dostał się do niewoli sowieckiej (zginął później w Katyniu), drugi – kierownik szkoły podstawowej w Poświętnem koło Ręczaj – zaczął organizować Komendę Obrońców Polski, kolportującą podziemne pismo „Polska Żyje”. Badaczewski był bliskim sąsiadem Kazimierza Zycha, wciągnął też szybko młodego chłopca do konspiracji i polecił mu zorganizowanie drużyny. Powstała ona w listopadzie 1939 r.
Weszło do niej 23 chłopców z Choin, Cygowa, Poświętnego i Ręczaj. Dowódcą drużyny został Zych, mający za sobą przeszkolenie w ramach przysposobienia obronnego. Członkowie drużyny zebrali starą broń z 1939 r. – rkm, pistolety krótkie typu Vis, parabellum, dwa colty, dwa kbk i karabin belgijski. Broń ta służyła im zrazu w szkoleniu wojskowym, później posługiwano się nią w akcjach dywersyjnych i bojowych.
Szkolenie w drużynie prowadził Kazimierz Zych. Komenda Obrońców Polski objęła swym zasięgiem gminy Ręczaje, Kobyłkę i miasto Wołomin wraz z okolicami. Komendantem KOP był Tadeusz Węgrowicz z Radzymina. Pierwszym działaniem konspiratorów z KOP było udzielenie pomocy oddziałowi ułanów ze zgrupowania mjr. „Hubala” , który w listopadzie 1939 r. przedzierał się w rejon Gór Świętokrzyskich.
– Żołnierze szukali kwater, żywności i furażu dla wychudzonych koni i zdecydowani byli zatrzymać się we wsi Poświętne na kilka dni. Po dłuższej dyskusji wraz z kolegą Stanisławem Wróblem „Lotem”, odradziliśmy im to – przez Poświętne przebiegała droga z Wołomina na Stanisławów i Mińsk Mazowiecki, uczęszczana licznie przez pojazdy niemieckie, nawet opancerzone. Ułani posłuchali nas i zostali odprowadzeni do majątku Krubki odległego 7 km od Okuniewa. Majątek ten leżał wśród zarośli i lasu, tam ułani mogli czuć się bezpiecznie.
Przewodnicy – K. Zych i S. Wróbel – zaprowadzili żołnierzy na plebanię. Miejscowy proboszcz ks. Zajkowski szczerze ich ugościł. Dał też 100 kg owsa na odkarmienie koni. Po dwóch dniach odpoczynku ułani ruszyli w daleką drogę w Góry Świętokrzyskie. Tam pod wodzą mjr. „Hubala” prowadzili wojnę partyzancką z Niemcami aż do kwietnia 1940 r., gdy zginął ich dowódca, a cały oddział został rozproszony. Za ochronę ułanów Zych i Wróbel otrzymali pochwały od komendanta placówki Jana Badaczewskiego i komentanta ośrodka por. Zygmunta Jackowskiego „Zemsty”.
Po utworzeniu Związku Walki Zbrojnej podjęto rozmowy na temat scalenia drobnych organizacji konspiracyjnych w jedną dużą armię podziemną. W rezultacie KOP połączyła się z ZWZ. Przez ten okres odbywały się systematyczne szkolenia wojskowe. Niebawem drużyna była na tyle wyszkolona i zintegrowana, że wiosną 1942 r. nadawała się do wykonania pierwszych działań dywersyjnych.
– Niemcy zaczęli wtedy urządzać polowania na bagnach majątku p. Pruszewskiej, 3 km za Ręczajami w stronę Poświętnego, i na polach wsi: Choiny i Cygów. Polowania te organizowali przeważnie w niedziele i święta. Pewnej niedzieli przyjechali samochodem na polowanie żandarmi z Radzymina. Było ich około dziesięciu. Wraz z S. Senakowskim „Wybojem” zorganizowaliśmy oddział i pojechaliśmy rowerami w stronę żandarmów. Ci jednak zdążyli już wrócić z polowania. Trzeba było czekać do innej niedzieli. Po pewnym czasie nadarzyła się druga okazja.
– Nasza grupa była już w gotowości, odziana w niemieckie mundury, uzbrojona. Szybko skoczyliśmy na rowery, było nas sześciu i ja siódmy. „Wybój” chciał Niemców rozbroić i zakazał strzelania. Był z nami „Reszka” – wysiedlony z Pomorza, świetnie mówił po niemiecku. Spotkawszy na polowaniu jakiegoś oficera żandarmów, kazał mu zebrać ludzi na zbiórkę. Ci posłusznie stawili się na rozkaz. „Wybój” kazał im ustawić rzędem broń i zaczął spisywać niefortunnych myśliwych. Zabrano im sześć dubeltówek, trzy sztucery, sześć pistoletów, sześć mundurów i trzy rowery.
Niebawem okazało się, że Niemcy udali się na polowanie bez pozwolenia swych przełożonych i w okresie ochronnym dla zwierząt. Dlatego biorąc AK-owców w mundurach niemieckich za swoich, przyjęli to za wpadkę i posłusznie wykonywali rozkazy. Po otrzymaniu kilku gum za niedozwolone polowanie dostali rozkaz powrotu do Radzymina. Utratę broni zataili zapewne przed swymi zwierzchnikami, nikt bowiem później nie dochodził sprawy, nie było żadnych represji ze strony władz niemieckich. Pierwsza udana akcja zachęciła AK-owców do podjęcia następnych, bardziej już niebezpiecznych.
Wieści Podwarszawskie
R.2, 1992 nr 7 (23 II)