Wołomin w czasie okupacji
W okresie okupacji niemieckiej miasto Wołomin znalazło się w krytycznej sytuacji finansowej. W roku budżetowym 1941-1942 wydatki wynosiły 393 tys. zł, z czego na opiekę społeczną wydano 66 tys. zł, na ochronę zdrowia – również 66 tys., oświatę (utrzymanie czterech, a potem trzech szkół podstawowych, po zlikwidowaniu szkoły żydowskiej). – 54,5 tys., bezpieczeństwo publiczne (tj. utrzymanie posterunku policji granatowej) – 17,3 tys., na rolnictwo – 6,5 tys. zł. W budżecie miejskim nie przewidziano żadnych wydatków na przemysł, kulturę i sztukę, co najlepiej świadczy o całkowitym ich upadku pod okupacją niemiecką. Jedyną placówką kulturalną było kino „Hel” wyświetlające propagandowe filmy niemieckie, bojkotowane przez patriotów (mieściło się w terenie obecnej Biblioteki Pedagogicznej).
Prawdziwe kulturalne imprezy odbywały się w prywatnych domach i mieszkaniach. Były to koncerty fortepianowe, występy chórów amatorskich, przedstawienia teatralne w wykonaniu amatorów. Tymczasem dochody miasta, pochodzące z elektrowni i betoniarni miejskiej oraz podatków były dużo niższe.

29 czerwca 1943 r. ówczesny burmistrz Wołomina P. Drożdż pisał do Zarządu Gmin w Warszawie: „W okresie ostatnich lat przed wojną budżet m. Wołomina wykazywał zawsze deficyt, który był pokrywany ze skarbu państwa. W czasie wojny dochody ustawowe nie tylko nie wzrosły, lecz jeszcze na skutek ogólnego zubożenia ludności, naturalnego zmniejszenia się handlu oraz przesiedlenia Żydów znacznie zmalały. Nowe ciężary, pozostające w związku z okresem wojny, a więc rozbudowa administracji (burmistrz nie śmiał tu wspomnieć o administracji niemieckiej – L.P.), wydatki na zdrowie publiczne oraz bezpieczeństwo publiczne znacznie obciążyły stronę rozchodową budżetu miejskiego”.
Deficyt budżetu wynosił wówczas 35.000 zł. Gdy burmistrz zwrócił się do Zarządu Gmin (zarządzanym przez urzędnika niemieckiego) o wsparcie finansowe, otrzymał w odpowiedzi polecenie zwiększenia podatków od nieruchomości, zabaw ludowych i tanecznych, wystaw, podatków od psów, opłat administracyjnych i targowych, zwiększenie świadczeń w naturze i robociźnie. Budżet na rok 1943-44 zakładał znacznie większe wydatki (trzeba tu uwzględnić szybko rosnącą inflację). Na płacę pracowników administracji miejskiej przeznaczono 80.000 zł, na szkoły 51.500 tys., na przedszkole miejskie 14.000 zł, na rolnictwo – 7.500 tys., na przemysł i handel zaledwie 446 zł, na opiekę społeczną aż 149.000 zł, na ochronę zdrowia 195.000 zł. Natomiast nie przeznaczono na oświetlenie miasta, kulturę, sztukę i sport.

Placówki ochrony zdrowia składały się wówczas z ośrodka zdrowia, szpitala zakaźnego na 35 łóżek kierowanego przez dr Jerzego Łuszkiewicza (mieścił się przy ul. Gdyńskiej) oraz prywatnej Kliniki Chirurgiczno – Położniczej dr Kazimierza Izdebskiego przy ul. Mickiewicza. Staraniem miejscowych lekarzy uruchomiono w 1941 r. szpital powszechny z 35 łóżkami. W mieście pracowało wówczas 18 lekarzy, w tym 7 stomatologów. Część z nich była przesiedleńcami z Poznańskiego.
Wykorzystując zarządzenie władz niemieckich z 10 kwietnia 1940 r., zezwalające na zakładanie szkół średnich o 4 letnim programie nauczania, działacze oświatowi z Wołomina założyli Prywatną Koedukacyjną Szkołę Handlową. Twórcami jej byli Michał Wawrzynowski, członek Tajnej Organizacji Nauczycielskiej zamordowany potem w Majdanku i Antoni Lumbe, inspektor tajnego nauczania. Pierwszym dyrektorem szkoły był Tadeusz Marchlewski z poznańskiego. Szkoła mieściła się najpierw w Lipinach Nowych, od 1942 r. przy ul. Długiej (dziś Legionów) nr 6. Uczyło się w niej 50 uczniów. Po dwóch latach Niemcy zlikwidowali szkołę.

Większe zakłady pracy przeszły pod nadzór niemiecki. Hutą „Vitrum” zarządzał obersturmbahnfuhrer Muess wraz z dwoma gestapowcami. Huta „Praca” została zamknięta, podjęła pracę dopiero pod koniec okupacji. Upadły wszystkie fabryczki żydowskie. Zatrudnienie we wszystkich zakładach wołomińskich znacznie zmalało z wyjątkiem fabryki śrub, która podwoiła liczbę pracowników. Po zamknięciu Żydów w gettcie cały handel w mieście przeszedł w ręce polskie. Pod koniec okupacji funkcjonowały w mieście 92 sklepy same drobne, oraz 8 restauracji i jadłodajni.
W 1940 r. powstała w mieście spółdzielnia „Rolnik” mieszcząca się w pożydowskiej fabryce łóżek na terenie dzisiejszego supermarketu „Globi”. Spółdzielnia odbierała dostawy kontyngentowe z. okolicznych wsi oraz Kobyłki, zaopatrywała rolników w narzędzia i nawozy sztuczne. W zamian za dostawę ponadkontyngentowych produktów rolnicy otrzymywali wódkę, papierosy, tekstylia i skóry. Spółdzielnia zaopatrywała mieszkańców w przydziałowe ziemniaki, a sklepy spożywcze w artykuły kartkowe. Pracowało w niej około 50 osób, kierownikiem był wysiedlony z Poznańskiego Wincenty Wikiel. W magazynie spółdzielni członkowie Armii Krajowej urządzili potem tajny magazyn broni. Opiekował się nim magazynier Jan Kielak, nadzór miał też kwatermistrz obwodu Wojciech Lewandowski „Jeleń”, pracownik spółdzielni. Po aresztowaniu przez Niemców Jana Żmudzkiego, który skupował broń dla obwodu (w 1943 r.), magazyn został przeniesiony w inne miejsce. Członkowie spółdzielni pomagali rodzinom aresztowanych przez okupanta członkom AK, dostarczając im ziemniaki, zboże, węgiel, mąkę i inne produkty żywnościowe.
Wieści Podwarszawskie
R.6, 1996 nr 17 (271)