W okresie międzywojennym Wołomin nie posiadał ani jednej szkoły średniej. Młodzież po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuowała swą naukę w średnich szkołach zawodowych lub gimnazjach w Warszawie. Zresztą procent tej młodzieży był znikomy. W roku 1932, gdy sama po ukończeniu 6 klas szkoły powszechnej zaczęłam uczęszczać do prywatnego gimnazjum żeńskiego na Pradze, miałam zaledwie 3 koleżanki ze szkoły macierzystej w Wołominie. Do szkoły zawodowej młodzież szła po siedmiu klasach, ale nawet często i zdolni uczniowie rezygnowali z dalszej nauki i zwykle znajdowali pracę w hucie lub u dość licznych rzemieślników prywatnych. W okresie okupacji rzadko już ktoś odważył się na kontynuację nauki w Warszawie, tym bardziej, że gimnazja zostały zamknięte w ogóle lub zamienione na różne typy szkół przysposobienia zawodowego. Zostało tylko tajne nauczanie, które chociaż szeroką siecią objęło Warszawę, to jednak było niedostępne dla młodzieży z poza Stolicy.Czytaj dalej

Urodziłam się kilka lat po pierwszej wojnie światowej i jak tylko sięgam pamięcią w dwudziesto- i trzydziestolecie ubiegłego wieku Wołomin kojarzy mi się z widokiem atłasowego chałata i żydowskiej jarmułki. Małe miasteczko podwarszawskie, z ludnością kilkunastotysięczną, miało przynajmniej trzecią część swej populacji pochodzenia żydowskiego.

Wprawdzie byli i Rosjanie całkowicie spolonizowani, i garstka Niemców – ewangelików, ale ci ludzie nie rzucali się absolutnie w oczy, natomiast Żydów widziano wszędzie. Całe ówczesne “city” Wołomina: ulica Warszawska, Kościelna, Legionów (Długa) czy Wileńska głośne były od ciągłego gwaru w języku jidysz – mieszaniny niemieckiego, hebrajskiego i polskiego. Im dalej od centrum miasta, tym Żydów widziano mniej.Czytaj dalej