Właściciel iluzjonu przy ul. Dzikiej No 29, niejaki Kleinzweig, miał przy sobie 2 córki: zamężną z dwojgiem dzieci, której mąż tymczasowo mieszka w Paryżu, oraz pannę, 17-letnią Szajndlę, która była bufetową w jego iluzjonie. Niedawno zgłosił się do niego Szmul Dorfman i oświadczył, że wraca z Paryża, gdzie zięć Kleinzweiga zlecił mu prośbę, aby mu przysłać starszą 6-letnią córeczkę, bo bardzo za nią tęskni. Przytem Dorfman wyraził gotowość odwiezienia dziecka do Paryża. Teść i matka zgodzili się i Dorfman przez kilka dni przychodził do K. i bawił się z dzieckiem, aby się do niego przyzwyczaiło i nie bało potem w podróży.

Przed czterema dniami Dorfman wyjechał. Odprowadziła go cała rodzina na dworzec, gdzie oświadczył on, że dziecko będzie zapewne z początku płakało, więc byłoby dobrze, aby młoda Szajndla Kleinzweig jechała z nim choć kilka stacji. Tak się też stało, ale młoda dziewczyna nie wróciła ani tegoż dnia, ani następnego. Zaniepokojony Kleinzweig udał się onegdaj do Wołomina, gdzie mieszka ojciec Dorfmana, aby się dowiedzieć o tym ostatnim. Jakież było jego zdziwienie, gdy przy kasie na dworcu petersburskim w Warszawie ujrzał Dorfmana, kupującego bilet do Wołomina. Zapytany przez K. o los córki i wnuczki, którą miał odwieźć do Paryża, zmieszał się i zaczął opowiadać, że pojechały same. K. jednak wezwał policjanta i kazał Dorfmana aresztować.

Prowadzone w tej sprawie śledztwo jest na tropie organizacji handlu żywym towarem, której Dorfman był agentem. Co zrobił on z Szajndlą Kleinzweig i jej małą siostrzenicą — nie chce wyjawić. Jest obawa, że oddał je w ręce innych handlarzy, którzy wywieźli starszą dziewczynę zagranicę. Okazało się, iż Dorfman, pomimo młodych lat swoich, notowany jest w kronikach kryminalnych i raz już dłuższy czas siedział w więzieniu przy ul. Dzielnej. Kryjówkę dla ofiar miał w Wołominie, gdzie je tak długo przetrzymywał, dopóki nie osłabła czujność osób, poszukujących zaginionych dziewcząt. Był on zresztą tylko sub-agentem, utrzymującym stosunki z banda handlarzy żywym towarem, którzy po dziewczęta przyjeżdżają do Mysłowic. Nie ulega wątpliwości, jak to stwierdzają wszelkie ślady, iż do Mysłowic wywiezione były ostatnie ofiary D., o tym bowiem rynku dla handlu żywym towarem ciągle dochodzą wiadomości do policji tutejszej.

Policja pruska jest wogóle na losy emigrantów lub też uprowadzonych dziewcząt, poddanych obcych, zupełnie obojętna i nie zajmuje się działalnością handlarzy, zjeżdżających z za oceanu do Mysłowic po partje żywego towaru, wysyłane z Król. Polskiego i przeważnie nocą przeprowadzane przez granicę.

Goniec Poranny
1910, no 385

 106 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.