Nastał rok 1914, który przyniósł wiele zmian zarówno w Europie, jak i na świecie. Wybuch wojny nie był spowodowany, jak to niektórzy twierdzą, tylko ostatnimi wydarzeniami w Europie, czyli zamachem w Sarajewie na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda – następcy tronu Austro-Węgier. Na wojnę składa się wiele czynników, są to konflikty między państwami dotyczące dominacji w Europie, chęć odwetu jak to było w przypadku Francji, która przegrała wojnę 1870-1871 r z Prusami. Ponadto ostra rywalizacja toczyła się w koloniach w Afryce, gdzie Niemcy dążyły do zawładnięcia francusko-hiszpańskim Marokiem. Miałyby dogodne miejsce do utworzenia baz dla floty wojennej, ponieważ potencjał militarny Niemiec rozwijał się w zastraszająco szybkim tempie i groziło to wcześniej czy później konfliktem zbrojnym.

Wiele państw europejskich stanęło po przeciwnych stronach, nie licząc raczej na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Zamach w Sarajewie to była przysłowiowa iskra padająca na beczkę prochu. Austro-Węgry postawiły Serbii 10-punktowe ultimatum, które ta przyjęła poza jednym punktem, który odsuwał władze serbskie od udziału w śledztwie w celu wykrycia organizacji, która ten zamach przygotowała. Zamachowca zresztą bardzo szybko schwytano – był to student Gawriło Princip.

Jak za uderzeniem kostki domina wszystko potoczyło się w szybkim tempie. Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, jej sojuszniczką była Rosja, następnie po tej samej stronie stanęła Francja. W takiej sytuacji Niemcy wkroczyły do neutralnej Belgii, aby stąd zaatakować Francję. I tak machina wojenna została wprawiona w ruch.

Wybuch wojny wywołał panikę wśród przebywających w Wołominie letników. Wojna wybuchła 28 lipca 1914 roku (wypowiedzenie wojny Serbii przez Austro-Węgry), a już 1 sierpnia letnicy próbowali przedostać się jak najszybciej do Warszawy, toteż stacja kolejowa była zatłoczona. Oblegano też aparaty telefoniczne. Zarówno sam Wołomin, jak i pobliskie miejscowości były niemal odcięte od świata, ponieważ został niemal całkowicie zawieszony ruch kolejowy. Pociągi, które jeszcze jeździły, przewoziły jedynie na zachód wojskowych, na wschód za ewakuowanych urzędników carskich z rodzinami oraz rodziny oficerów. Poczta nie funkcjonowała, nie docierały listy, telegramy. Bardziej pomysłowi chodzili pieszo do Strugi, tam wsiadali do kolejki wąskotorowej, która jechała do Warszawy. Nawet w tak trudnym okresie trzeba było sobie umieć radzić.

Przerażenie budziły pociągi towarowe, których było więcej niż zwykle. Jechali w nich na front żołnierze, synowie, mężowie, narzeczeni – nikt z nich nie wiedział, jak długo potrwa ta wojna i czy wrócą do swoich najbliższych. Każdy na pewno zadawał sobie to pytanie i nie potrafił na nie odpowiedzieć. Pociągi przewoziły również broń, amunicję i sprzęt artyleryjski. Sytuacja w ruchu kolejowym zaczęła się normalizować w połowie sierpnia. Pociągi znów zaczęły kursować, choć były przepełnione.

Wrzesień przyniósł bardziej tragiczne wydarzenia, przez Wołomin przejeżdżały pociągi z rannymi na froncie żołnierzami. Obdarci, brudni, z okropnymi ranami, które toczyła gangrena. Ich widok zobrazował ludziom okropności wojny. I tu czytelniku musisz sobie uświadomić, że to nie taka wojna, jakie toczono wcześniej i nie tym orężem walczono. Ta wojna z użyciem nowego rodzaju broni czyniła w szeregach przeciwnika prawdziwe spustoszenie. To karabiny maszynowe, które w zależności od parametrów technicznych oddawały od 400 do 600 strzałów na minutę. Można sobie wyobrazić, jakie żniwo zbierały na polach bitewnych. Ale to nie wszystko, potężne działa artyleryjskie potrafiły razić na dalekie odległości, do tego jeszcze szrapnele – bardzo niebezpieczna broń, która w momencie wybuchu rozpryskiwała się na mnóstwo drobnych odłamków i potrafiła razić na głębokość 200 metrów.

Kiedy pod koniec września front zaczął zbliżać się do od zachodu ku Warszawie, w Wołominie słychać było odgłosy salw armatnich, za wojska carskie obsadziły okoliczne wsie. W drugiej połowie października front cofnął się na zachód, mieszkańcy za powoli powracali do względnie normalnego życia.

Ofensywa rosyjska podjęta w sierpniu 1914 roku nie powiodła się, klęska pod Tannenbergiem i nad Jeziorami Mazurskimi wykazała nieudolność dowództwa rosyjskiego i brak odpowiedniego wyposażenia, bo zmobilizować ogromną, wielomilionową armię to dla takiego kraju nie jest problem, istota tkwi w wyszkoleniu i zaopatrzeniu, a to rzecz najważniejsza.

Już w pierwszych dniach sierpnia powstał w Wołominie Komitet Obywatelski, namiastka lokalnej instytucji samorządu terytorialnego, jedna z pierwszych tego rodzaju placówek w Królestwie Polskim. Podobny komitet utworzono we wrześniu w Radzyminie.

Wojna, która już w pierwszych miesiącach dotkliwie odbiła się na życiu gospodarczym Królestwa, szybko dała się we znaki również w Wołominie. Pierwszą kluczową sprawą, która pojawiła się jak pamiętamy na początku wojny, to problem z komunikacją. Tym samym kłopoty z dowozem podstawowych artykułów nie tylko żywnościowych, ale i opałowych. Braki spowodowały zatrzymanie pracy huty szkła. Pojawiły się również problemy z dostateczną ilością rąk do pracy, ponieważ znaczna część robotników dobrowolnie zgłosiła się do prac fortyfikacyjnych na pograniczu Prus Wschodnich, dobrze tam płacono i wyżywienia było pod dostatkiem.

Kryzys przemysłowy objął niemal wszystkie większe przedsiębiorstwa, duża część robotników wołomińskich znalazła się bez środków do życia. Tymczasem działania wojenne na froncie zachodnim zatrzymały się po bitwie nad rzeką Marną we wrześniu 1914 r. Wojna na zachodzie przekształciła się w pozycyjną, gdzie walczące strony w równoległych liniach okop ów nie posuwały się nawet o centymetr i nie podejmowały żadnej ofensywy, aby nie narażać się na niepotrzebne straty.

Wieści Podwarszawskie
2005

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.